Jeffrey Deaver - Dar języków

Здесь есть возможность читать онлайн «Jeffrey Deaver - Dar języków» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dar języków: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dar języków»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Siedemnastoletnia Megan, córka prokuratora Tate'a Colliera, po rozwodzie rodziców nie najlepiej radzi sobie z rzeczywistością. Decyduje się na wizytę u znanego psychiatry, doktora Aarona Matthewsa, ale nigdy nie dociera do jego gabinetu. Przerażeni zniknięciem dziewczyny rodzice wzywają na pomoc policję.
W poszukiwania włącza się błyskotliwy detektyw, który wiele zawdzięcza ojcu Megan. Szybko orientuje się, że nie chodzi o zwykłą ucieczkę z domu. Będzie musiał stawić czoła porywaczowi, który nie zawaha się przed niczym. Rozpoczyna się mrożący krew w żyłach wyścig z czasem i z szaleństwem maniaka religijnego.

Dar języków — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dar języków», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Miejsca jak to…

Tate Collier widział wiele takich miejsc.

Podczas oględzin, na zdjęciach dowodowych.

Miejsca jak to, pełne złości, która wybucha w jednej chwili, a wystarczają dwa słowa o zimnej kolacji lub zepsutym telewizorze. Miejsca jak to, z których worki z ciałami wynoszone są z największym szacunkiem, na jaki stać pomocników koronera, miejsca, w których nocą słychać krzyki dzieci, ale rankiem nie znajdziesz żadnych dzieci.

Zerknął na rzeźbę anioła – odrażającą, ale nieodparcie fascynującą. Ruszył dalej błotnistą drogą wzdłuż ogrodzenia, szukając jakiejś wyrwy, przez którą mógłby się dostać do miejsca nazywanego Katedrą wśród Sosen. Przedostał się na tyły zabudowań i jechał przez jakiś czas wzdłuż strumyka, po ziemi porośniętej splątanymi dzikimi różami i forsycjami. Pomyślał, że chyba łatwiej byłoby przepłynąć ten strumyk. Woda była ciemna, więc domyślał się, że jest tu dość głęboko, ale nie głębia trzymała go na lądzie, tylko fale tworzone przez przepływające jadowite węże.

Po pięciu minutach znalazł się za domem i wspiął się po stromej skarpie. Upadł na brzeg, usiłując złapać oddech. Uznał, że od tej strony może się zbliżyć praktycznie niezauważony. Okien było niewiele, a teren porastały kępy drzew, wśród których mógłby się ukryć.

Podczołgał się do ogrodzenia z siatki. Drut kolczasty wyglądał groźnie, ale sama siatka była dość luźna; Tate uznał, że da radę rozciągnąć ją na tyle, żeby przejść górą. Spojrzał poprzez oka siatki na zabudowania.

Gdy wyciągnął rękę w kierunku ogrodzenia, usłyszał buczenie. Ręka zamarła. Spojrzawszy pod nogi, dostrzegł charakterystyczny zielony osad w miejscach, gdzie rosa gromadziła się na metalu. Pięćdziesiąt stóp od niego, za ogrodzeniem, znajdował się transformator.

Odskoczył od ogrodzenia i pobiegł wzdłuż siatki w poszukiwaniu furtki. Wiedział, że jakaś musi być – widział gruz i śmieci wyrzucane na brzeg potoku. Rygiel będzie można otworzyć patykiem lub rozbić kamieniem. Dwadzieścia stóp dalej trafił na furtkę.

Była zamknięta z drugiej strony na kłódkę.

Cholera. Nie ma jak do niej sięgnąć.

W tej właśnie chwili usłyszał wycie dobiegające z wnętrza budynku.

Ogarnął go szał. W jednej chwili. Z metalicznym trzaskiem lodu pękającego nocą na jeziorze.

Aaron Matthews zatrzasnął drzwi do pokoju za ołtarzem i wrzeszczał z frustracji, wściekłości i szaleństwa.

W głowie miał tylko jedną myśl: Zabij ją, zabij, zabij. Sięgnij do jej ust, tnij nożem, przybij jej białe dłonie i stopy do żywicznego drewna… Słuchaj jej niemego krzyku, patrz, jak pluje krwią, jak krew tryska w powietrze, tworząc mgiełkę.

Megan, Megan…

O Panie, który mi pobłogosławiłeś, który dotknąłeś mojego gorącego czoła Swoimi wargami…

Wyjął z kieszeni nóż myśliwski i otworzył.

Och, widzę ją, jak wisi na krzyżu, delikatne dłonie przebite gwoźdźmi, stopy złożone razem, przebite razem, kości strzaskane.

Krzyczy.

I krew – mnóstwo krwi tryskającej z jej ust.

Może chce się napić? Ocet na gąbce.

Jej krzyk…

Pokuśtykał w głąb korytarza.

Nie daj mi grzeszyć językiem…

Podszedł do drzwi pokoju Megan i otworzył je kopniakiem. Nie było jej. Poszedł dalej do kuchni, otwierając na oścież wszystkie szafki, w których mogła się schować. Nie ma jej.

Nie mogła wydostać się na zewnątrz. Gdzie…

– Aaron – odezwała się niskim, spokojnym głosem.

Odwrócił się. Była tu. Włosy związane, podarte spodnie, stopy obwiązane szmatami. W ręce trzymała długą zaostrzoną kość, niczym włócznię. Skąd ona to wzięła?

– Otwórz te cholerne drzwi – powiedziała spokojnie – i wypuść mnie stąd.

Wcześniej mógł się z nią bawić. Mógł szydzić z niej, kadzić jej i przekonać ją do zrobienia wszystkiego, co tylko zechciał. Ale teraz się nie kontrolował. Wydał kolejny przenikliwy wrzask wściekłości i rzucił się do przodu.

Sądził, że Megan cofnie się, rzuci do ucieczki, a wtedy on chwyci ją od tyłu. Ale ona, zupełnie jak jej matka kilka godzin wcześniej, skoczyła do przodu, ku niemu. Ostry koniec kości wbił się w jego bok – nie zranił go poważnie, ale ból był przejmujący. Matthews zachwiał się i upadł z jękiem. Megan runęła na niego, mierząc ostrzem w twarz. Uderzył ją między piersi, pociągnął w dół, a sam się podniósł.

Ona też szybko wstała. Okrążyła go, celując żółtobiałym ostrzem kości w jego oczy.

Teraz Matthews skoczył do przodu, wyciągając rękę. Uderzyła mocno, a kość odbiła się od jego szyi, ogłuszając go na chwilę. Ale był na to przygotowany. Wyrwał jej kość z ręki i pociągnął ją na środek salonu, podczas gdy ona waliła go na oślep pięściami w twarz i klatkę piersiową.

– Przestań, ty skurwielu!

Chwyciła go za ręce, wbijając mu paznokcie w skórę. Nic nie czuł. Rzucił ją na kanapę; upadła na plecy bez tchu. Leżała, dysząc ciężko.

Wielki Piątek.

Chwała Panu.

– Otwórz usta – szepnął, przykładając ostrze do jej warg.

Samochód stał koło makabrycznej figury, dziesięć stóp od bramy.

Gdy Tate usłyszał szaleńcze wycie we wnętrzu, wrócił biegiem do samochodu i zatrzymał go tutaj.

Nie ma czasu do namysłu, powiedział sobie. Zrób to.

Odwrócił samochód, wrzucił wsteczny bieg i nacisnął pedał gazu. Rozpędził się i roztrzaskał bramę z prędkością prawie czterdziestu mil na godzinę. Iskry wzbiły się w powietrze. Celował dokładnie we wjazd do garażu. W ostatniej chwili wyprostował się, zniżył nieco i oparł mocno głowę o zagłówek.

Tylny zderzak z głośnym hukiem wyrwał drzwi garażu z zawiasów. Zapadły się do środka, a samochód przejechał po nich, miażdżąc warsztat, po czym zatrzymał się ze wzniesioną maską i obracającymi się szaleńczo kołami.

Tate wyłączył silnik. Drzwiczki po stronie kierowcy nie dały się otworzyć, więc wyczołgał się od strony pasażera.

Szybko, szybko, szybko!

Przeskoczył nad maską, wyciągnął rewolwer z kieszeni i pobiegł ku wejściu do budynku. Po rozbiciu się o drzwi garażu zabawa w subtelności nie miała sensu. Wpadnie do pomieszczenia i wypali Matthewsowi w nogi – dwa, trzy razy. Nie będzie się wahał. Bez ostrzeżenia. Bez targów. Po prostu pociągnie za spust.

Milczenie czynów…

Chwycił klamkę lewą dłonią.

Oślepiające światło, uderzenie jak z bicza. Tate wirował po niebie, które wypełniło się niespodziewanie w cudowny sposób drutami przypominającymi węże, zimnymi oczami zaworów i woltomierzy, krążącymi wokół niego, tornadem gruzu. Uderzył w skałę, drzewo albo potrzaskany bok samochodu Bett i upadł na ziemię.

Spojrzał na osmaloną klamkę, ale zanim zemdlał, wyczuł zapach spalonego ciała.

Rozdział 34

Poczuł na włosach dotyk czyjejś ręki.

Tate powoli otworzył oczy, piekące ostro od potu. Usiłował skupić wzrok na twarzy przed sobą. Przez moment myślał, że delikatne palce należą do Bett; była pierwszą osobą, o której pomyślał, gdy odzyskał świadomość.

Patrzył jednak w oczy Megan.

– Hej, słonko – jęknął. – Ale heca, że się spotkaliśmy.

– Tato.

Znajdowali się w dużym salonie zapuszczonego domu, leżeli na kanapie. Tate miał ręce związane za plecami grubym sznurem, jedna z nich pulsowała bólem po oparzeniu klamką będącą pod napięciem. Wzrok miał zaćmiony. Spróbował usiąść i o mało co nie zemdlał z bólu, który eksplodował w jego skroniach. Jęknął i opadł z powrotem na kanapę.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dar języków»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dar języków» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Dar języków»

Обсуждение, отзывы о книге «Dar języków» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x