– Ponieważ dokładnie wiem, czego pragniesz – odpowiedział Tate ze spokojem. – I dlaczego to wszystko zrobiłeś.
– Niby dlaczego?
– Pragniesz zemsty, tak? Żeby ulżyć bólowi.
Matthews poruszał ustami, jakby rozmawiał ze sobą lub z Bogiem.
Człowiek często wątpi w to, co słyszy.
To, co widzi…
Tate nachylił się ku niemu, pokonując ból w głowie i dłoni.
– Pomyśl o tym, Aaronie. Pomyśl. To bardzo ważne. Co będzie, jeśli potem zrobi się jeszcze gorzej? Jeśli zabójstwo Megan zwiększy ból?
– Sztuczka retoryczna! – krzyknął Matthews. – Tworzysz ułudę. To, co mówisz…
– Zastanawiałeś się nad tym kiedykolwiek?
– …ma mnie tylko rozproszyć!
– Straciłeś człowieka, którego kochałeś. Leżałeś godzinami na plecach, sparaliżowany przez ból. Obudziłeś się o drugiej nad ranem i pomyślałeś, że wariujesz. Tak?
Matthews milczał.
– Mnie też się to przydarzyło. – Tate nachylił się jeszcze bliżej, a autentyczny ból malujący się na jego twarzy był równy cierpieniu Matthewsa. – Przeżyłem to. Straciłem kogoś, kogo kochałem nad życie, straciłem żonę, i tak właśnie się czułem. Widzę to na twojej twarzy. Tak, widzę! To nie sztuczki, Aaronie. Wiem, o czym mówię.
Matthews stukał palcem w trzonek noża.
– Jak żona mnie opuściła, został mi tylko Pete. Było tak mało ludzi, z którymi mogłem porozmawiać. Ale Peter… Spędzaliśmy razem całe dnie na rozmowach. Wiesz, jak to jest? Znaleźć kogoś, z kim naprawdę możesz porozmawiać? A potem Rose Marie go uwiodła. Rzuciła na niego jakiś cholerny czar i zabrała mi go… Była diabłem. Tak jak ty. – Spojrzał na ostrze noża. – Zatroszczyłem się o nią. Zatroszczyłem się o nią i wszystko miało być tak pięknie! I byłoby. Gdyby nie ty. Musiałeś się napatoczyć i zabrać mi go.
Tate zmarszczył brwi.
Zatroszczyłem się o nią…
Odczuł szok fizycznie, jak uderzenie.
– O czym ty mówisz? To ty ją zabiłeś? Rose Marie… narzeczoną swojego syna?
Niewinny chłopak zginął przez własnego ojca.
– Nie sądziłem, że go za to zaaresztują, że go skażą. Myślałem, że był w Marylandzie, w odwiedzinach u kolegi. Myślałem, że to będzie alibi. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek dotykał noża, którego użyłem. Nie przypuszczałem, że policja znajdzie jego klucze – zabrałem je z jego mieszkania, żeby dostać się do środka… I nie zdawałem sobie sprawy, że ty będziesz tak bardzo pragnął posłać mojego syna do piekła.
– Pozwoliłbyś, żeby trafił na krzesło?
– Oczywiście, że nie. Zrobiłbym coś przed egzekucją. Wyznałbym, że to ja. Nie przypuszczałem, że się zabije. Nigdy.
– Dlatego pragniesz Megan.
– Bóg kazał mi odebrać ci ją! – krzyknął. – Bóg mi tak powiedział. Zabrałem Peterowi jego kobietę, teraz więc posyłam mu Megan. Ofiara. Twoja pierworodna dla mojego…
– To ja jestem odpowiedzialny – powiedział Tate z emfazą. – Jeśli zabierzesz mnie, twój ból minie.
– Tatusiu…
Być może po raz pierwszy od dziesięciu lat usłyszał z jej ust to słowo.
Tate przypomniał sobie wydarzenia ostatniego tygodnia i uświadomił sobie cały prawdziwie diaboliczny plan Matthewsa. Oczywiście to Matthews namówił Konniego na alkohol. Może nawet sam wpakował taurusa detektywa na sportowy samochód. Zabił Emily i zakopał ją na farmie. I doprowadził Carsona do napisania rzekomego listu samobójczego, po czym spalił go żywcem.
Niemniej w całej tej jatce widać było dążenie do celu. Matthews nie był przypadkowym zabójcą. Wszystko, co robił, miało swoją przyczynę.
A zatem prawnik musiał kontynuować.
– Ja za twojego syna, Aaronie. Uczciwy układ. Jeden za jednego. Wypuść ją.
– Tatusiu… – Szarpnęła go za nogę, ale nakazał jej gestem milczenie.
Matthews potrząsnął głową.
To, co człowiek widzi…
– To uczciwe. To jedyne wyjście.
– Nie! – krzyknął Matthews. – Czy ty nie słuchasz? Ona jest ofiarą. Tak kazał mi Bóg. Ty masz żyć bez niej. Oko za oko.
– Jesteś pewny, że tego chcesz? Jesteś pewny, że to układ?
– Tak! Tak musi być.
Tate odwrócił wzrok od przegniłego, brudnego dywanu. Odchrząknął.
– A zatem wygrałem.
Matthews spojrzał na niego podejrzliwie.
Tate westchnął.
Prawdopodobnie wiedział przez cały czas, że do tego dojdzie. Ale co za moment, co za miejsce.
Ale nie może zwątpić…
– Tatusiu? – odezwała się Megan. – O co chodzi?
…w to, co robi.
Tate otworzył usta. Głos uwiązł mu w gardle. Zaczął jeszcze raz.
– Twoja logika jest bez szwanku, Aaronie. Jest tylko jeden szczegół. – Spojrzał teraz w oczy Megan, a nie ich oprawcy. – Nie jestem jej ojcem.
Matthews zatrzymał się. Wydawało się, że na nich patrzy, ale widzieli tylko jego sylwetkę na tle witraża, więc Tate nie był pewny, w którą stronę miał zwrócone oczy.
Megan, blada w mętnym świetle, ukryła poranioną twarz w dłoniach.
Matthews się roześmiał, ale Tate wiedział, że jego lotny umysł przetwarza dane i wyciąga ostrożne wnioski. Przez chwilę Tate poczuł podziw dla ich porywacza – z takim umysłem i rzadkim darem mówienia ludziom dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, musiał być fantastycznym kaznodzieją, musiał pieścić dusze owieczek.
– Jestem rozczarowany, Collier. To oczywiste i prostackie. Kłamiesz.
– Ile razy widziałeś nas razem? – spytał Tate.
– To nic nie znaczy.
– Jak długo nas śledziłeś?
– Zacząłem rok temu w Boże Narodzenie.
– Ile weekendów ze mną spędziła?
– To nic…
– Hę? – spytał twardo Tate. – Bett sama ci powiedziała w gabinecie.
– Bardzo mało.
– Włamałeś się do mojego domu, żeby podłożyć te listy, prawda?
– Tak.
– Ile jej zdjęć widziałeś?
– Tatusiu…
– Hę?
– Żadnego – przyznał wreszcie Matthews.
– Jak wyglądał jej pokój?
Kolejne wahanie.
– Jak magazyn.
– Ile czułości widziałeś między nami? Czy ja wyglądałem na ojca?
Gdy Matthews nie odpowiedział, Tate przemógł oślepiający ból w głowie i ręce i przyciągnął Megan do siebie.
– Ja mam ciemne włosy i oczy. Ona jest blondynką, na miłość boską. Czy ona jest do mnie podobna?
– Nie wierzę ci.
– Nie, tato, kłamiesz!
Ale Matthews uwierzył.
– W moim gabinecie… zobaczyłem twarz twojej żony. To nie był gniew i żal do ciebie, ale do siebie samej. I poczucie winy.
– Zgadza się – powiedział Tate. – Winy.
Matthews spoglądał to na jedno, to na drugie.
– Osiemnaście lat temu – zaczął powoli Tate, zwracając się do Megan – byłem prokuratorem w Wirginii. Wyrabiałem sobie nazwisko. „Washington Post” nazwał mnie najgorliwszym młodym prokuratorem w stanie. Przyjmowałem każde zlecenie, jakie przychodziło do biura. Pracowałem osiemdziesiąt godzin tygodniowo. Wracałem do domu, do twojej matki, w najlepszym razie co drugi weekend. Wyjeżdżałem na trzy, cztery dni i nawet nie dzwoniłem. Usiłowałem stać się moim dziadkiem. Prawnikiem-farmerem-patriarchą. Miejscową sławą. Z dużą rodziną. Ze starym domostwem. Niedzielne obiady, zjazdy rodzinne, święta…
Pragnąłem tego, czego nie chciała Bett, zrozumiał wreszcie Tate po ich rozmowie parę dni temu.
– Właśnie wtedy twoja ciocia Susan miała poważny atak serca. Najgorszy. Spędziła miesiąc w szpitalu, a potem właściwie zawsze była przykuta do łóżka.
Читать дальше