Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie
Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2011, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Uwiklanie
- Автор:
- Жанр:
- Год:2011
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Uwiklanie: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Uwiklanie»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Uwiklanie — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Uwiklanie», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
- Pan wie, prawda? - powiedziała.
Skinął głową. Nie od dawna, ale kiedy spotkali się wszyscy miesiąc temu w salce architektonicznego potworka na Łazienkowskiej - wiedział. Ponieważ ufał Wróblowi, kiedy ten twierdził, że żaden uczestnik ustawienia nie byłby skłonny popełnić morderstwa, gdyż taki czyn niszczy porządek. A ustawienie działa, dlatego, że uczestnicy dążą do porządku. Ponieważ to ona najbardziej skorzystała na śmierci swojego męża - życiowo, emocjonalnie i finansowo. Ponieważ w czasie zabójstwa oglądała w telewizji film, który - jak potem sprawdził - leciał poprzedniego dnia. Ponieważ słuchała, jak syn u siebie gra w wyścigi, a Bartek rżnął w Call of Duty. Akurat dźwięków karabinów maszynowych, wybuchających granatów i jęków umierających nie da się pomylić z warkotem silników. Same poszlaki. Trochę intuicji. Zapamiętane zdanie: „jeśli chodzi o to, kto jest dobry, a kto zły, prawie zawsze jest odwrotnie”. No i swędzenie w głowie, kiedy Cezary Rudzki brał winę na siebie.
- Pomyślałam, że teraz, kiedy sprawa jest zamknięta, należą się panu wyjaśnienia.
Dalej nic nie mówił. Nie chciało mu się.
- Nie wiem, czy kiedyś pan kochał. Tak naprawdę. Jeśli tak - to jest pan szczęściarzem. Jeśli nie - zazdroszczę panu jak diabli, bo przed panem - być może - największa przygoda życia. Rozumie pan, o czym mówię? To jak z książkami. Fajnie było przeczytać Mistrza i Małgorzatę w ogólniaku, ale skręca mnie z zawiści na myśl, że są dorośli, którzy mają to dopiero przed sobą. Zastanawiam się czasami: jak by to było przeczytać teraz po raz pierwszy Bułhakowa? Nieważne. W każdym razie, jeśli chce pan odpowiedzieć „nie wiem”, to znaczy, że jeszcze pan nie kochał.
Ciekawe, pomyślał, właśnie to bym odpowiedział, gdyby chciało mi się odezwać. Wzruszył ramionami.
- Ja kochałam. Miałam dwadzieścia pięć lat, kiedy poznałam i pokochałam z wzajemnością Kamila Sosnowskiego. On był trzy lata młodszy. Śmiać mi się chce, jak pomyślę, że nie mogłam spać przez różnicę wieku. Bałam się, że te trzy lata wszystko zepsują. Bałam się cały czas, że coś innego to zepsuje, że to niemożliwe, że takie rzeczy się nie zdarzają. Nie ma sensu, żebym to panu opisywała, ten stan jest nie do opisania. Ale niech pan wie, że minęło prawie dwadzieścia lat, a ja potrafię dokładnie opisać każdą chwilę naszej znajomości i przytoczyć każde wypowiedziane przez nas zdanie. Pamiętam, jakie książki wtedy czytałam i jakie filmy oglądałam. Każdy najmniejszy szczegół.
Zapaliła następnego papierosa. Szacki już nie miał ochoty.
- Wie pan, że wtedy czekał na mnie? Tego dnia, kiedy do niego przyszli? Umówiliśmy się na kolację. On miał coś upichcić, a ja miałam skołować coś do picia i „przysmak warszawski”. Pamięta pan to? Masa kakaowa z pokruszonymi waflami w środku, trochę jak wielki „bajeczny” z mieszanki wedlowskiej. Oczywiście zawinięte to było w pergamin z napisem „opakowanie zastępcze”. Nasz magiczny deser. Inni mają piosenki, my mieliśmy „przysmak”. Kiedy przybiegłam na miejsce, nieprzytomna ze szczęścia, oni już tam byli. Pukałam i pukałam, ale nikt nie otwierał. Postałam godzinę, może dwie, ale nie przychodził. Wróciłam do domu, dzwoniłam, co pół godziny. Wiedziałam, że pewnie coś się stało i musiał wyjechać z rodzicami i siostrą, ale mimo to dzwoniłam i chodziłam. Jak zadzwoniłam którymś razem, odebrała Hania. Resztę pan sobie może wyobrazić. Spróbować przynajmniej. Najgorsza była świadomość, że on tam cały czas był, oni byli, znęcali się nad nim. Gdyby przyszło mi, idiotce, do głowy, aby zawiadomić milicję... wszystko mogło być inaczej.
Szacki jednak zapalił. W końcu, co miał innego do roboty? Jakoś nie potrafił przejąć się tym melodramatem.
- W pewien sposób umarłam razem z nim. Henryk był cały czas przy mnie. Czuły, współczujący, wyrozumiały, gotowy wszystko wybaczyć. Nie obchodził mnie, ale był. Przyzwyczaiłam się do niego. Wyszłam za mąż. Szybko zaszłam w ciążę. Urodziła się Kasia i zaczęłam żyć dla niej. Potem Bartek. Raz było lepiej, raz gorzej. Ot, rodzinne życie. Skończyło się ze śmiercią Kasi. Wstyd mi, ale gdybym mogła wskrzesić tylko jedną osobę – wskrzesiłabym Kamila. A potem pojawił się jego ojciec - niech będzie przeklęty - ze swoją prawdą i swoją sprawiedliwością. Chciałabym, aby ten dzień nigdy nie nastąpił.
Zapaliła kolejnego papierosa, w małym pomieszczeniu pełno było dymu. W połączeniu z uciążliwym upałem stało się to nie do zniesienia.
- Nie wiem, dlaczego pojechałam tego wieczoru na Łazienkowską. Nie potrafię wytłumaczyć. Ale pojechałam. Weszłam do środka, kiedy się pakował. Wyznał mi, czego się dowiedział w czasie ustawienia. Był roztrzęsiony, płakał, mówił, że o mało, co nie popełnił samobójstwa. Pomyślałam, że to najlepsze, co mógłby zrobić, i spytałam, czy nie powinien dokończyć tej terapii, ze względu na Bartka. Nie chciał. Wybiegłam z jego pokoju i wpadłam do kuchni napić się wody, zbierało mi się na wymioty. Dalszy ciąg pan zna.
Jeszcze niedawno, bez względu na wszystko, chciałby ją doprowadzić przed sąd. Teraz o to nie dbał. Tak bardzo, że nawet odezwać mu się nie chciało. Popatrzyła jeszcze na niego w milczeniu, pokiwała głową i wstała.
- Chciałbym wiedzieć, czy motywy pani czynu były czysto emocjonalne? - zapytał w końcu.
Uśmiechnęła się tylko i wyszła.
Prokurator Teodor Szacki podniósł się z krzesła, zdjął marynarkę, otworzył szeroko okno i wysypał pety z popielniczki do kosza. Otworzył szufladę, aby schować popielniczkę, i jego wzrok zatrzymał się na kartce, na której przepisał fragment wywiadu z Bertem Hellingerem, bodaj z „Gazety Wyborczej”:
„Zawsze żąda się ode mnie, abym przeklął sprawców wszelkich zbrodni, a ja wiem, że jedyną drogą, żeby sobie radzić z obecnością zła, jest przyznanie, że i oni mimo wszystko są ludźmi. Także dla nich powinniśmy znaleźć miejsce w naszym sercu. Dla naszego własnego dobra. Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za czyny. Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy, kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego”.
3
Jadąc do Moniki na Chomiczówkę, zatrzymał się przy placu Wilsona, żeby kupić u Bliklego dwa ptysie - to były ich ulubione ciastka. Stojąc w kolejce, pomyślał o Jadwidze Telak i przysmaku warszawskim i poczuł się bardzo, bardzo zmęczony. Zmęczony tą sprawą, zmęczony swoją pracą, zmęczony kochanką, która go tak naprawdę kompletnie nie obchodziła. Czegoś mu znowu brakowało, ale czego?
Sprawiedliwości, pomyślał i przestraszył się tej myśli. Zabrzmiała tak, jakby ktoś obok niego wypowiedział ją na głos. Rozejrzał się, ale żoliborscy emeryci stali pokornie w kolejce, w niemym skupieniu obserwując lady chłodnicze z ciastkami i półki z ciastami. Sprawiedliwości, czyli czego? Miał nadzieję, że głos mu odpowie. Ale tym razem nie usłyszał słów - za to pojawił się obraz. Obraz blaszanego cylindra, z którego wyciągnął dwudziestoczteroletnią whisky. Pomyślał o Karolu Wenzlu, który mieszkał po drodze do Moniki. Może należy go odwiedzić? Może jednak jest jakiś sposób na nadawców ekskluzywnego szkockiego trunku? Co mu szkodzi sprawdzić? Rozmowa z lekko świrniętym historykiem to chyba za mało, żeby go kropnęli?
Kupił ptysie, zadzwonił do Wenzla, który akurat był w domu, i podjechał pod dom na Żeromskiego. Wysiadając, wziął ze sobą ciastka, głupio mu było pojawić się z pustymi rękami. Szedł w stronę klatki między garażami i śmietnikiem, gdy z bocznej alejki wyleciała na hulajnodze dziewczynka w wieku Helci, o mało go nie taranując. On uskoczył, ale kierownica zahaczyła o pakunek z ptysiami. Papier rozerwał się, jedno z ciastek wypadło i rozbiło się o asfalt. Dziewczynka, naprawdę bardzo podobna do jego córki, zatrzymała się i kiedy zobaczyła leżące na pofałdowanym asfalcie ciastko, usta wygięły jej się w podkówkę.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Uwiklanie»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Uwiklanie» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Uwiklanie» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.