Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie

Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2011, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Uwiklanie: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Uwiklanie»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Uwiklanie — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Uwiklanie», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Tak jak powiedziałem wcześniej, to był przypadek, jeden z tysięcy niezrozumiałych zbiegów okoliczności, które nas codziennie spotykają - mówił Rudzki, ubrany w beżowy więzienny drelich, w sali przesłuchań aresztu na Rakowieckiej. Wyglądał jak stuletni starzec, z jego dumnej postawy i przenikliwego spojrzenia nie zostało nawet wspomnienie. - Prowadziłem terapię chorego na raka kości mężczyzny, w stadium terminalnym, trzy miesiące później umarł. Człowiek był biedny, z nizin społecznych, przyjąłem go za darmo, aby zrobić przysługę przyjacielowi z Instytutu Onkologii. Chciał się komuś wyspowiadać. Przestępca, raczej drobny, na tyle drobny i ostrożny, że nigdy nie trafił za kratki. Tak naprawdę miał na sumieniu jeden grzech - brał udział w zabójstwie mojego syna. Nie przyłożył może do niego ręki bezpośrednio, ale to on razem z mordercą włamał się do naszego mieszkania, był świadkiem tortur i zabójstwa. Drżał z przerażenia, twierdził, że zapłacono im tylko za nastraszenie i poturbowanie, ale w końcu jego „szef” uznał, że Kamila należy sprzątnąć „na wszelki wypadek”. To był szok. Rozkleiłem się zupełnie przed tym bandytą, powiedziałem mu, kim jestem, płakaliśmy razem godzinami. Obiecał, że pomoże mi znaleźć „zleceniodawcę”. Opisał go dokładnie, opisał wszystkie okoliczności ich spotkań, wszystkie rozmowy. Powiedział, że mogło chodzić o kobietę, zleceniodawcy raz wymknęło się, „że teraz będzie miał do niej wolną drogę”. Od razu pomyślałem o Jadzi - Kamil był w niej potwornie zakochany, chociaż była od niego starsza kilka lat. Znalazłem ją, zrobiłem też zdjęcie Telakowi. Tamten rozpoznał go na sto dwadzieścia procent.

Teodor Szacki zaprotokołował dokładnie kłamstwa podejrzanego, nawet nie mrugnąwszy okiem. Podejrzany podpisał protokół, także bez najmniejszego grymasu. Obaj wiedzieli, co grozi ich rodzinom w przypadku ujawnienia prawdy - a przede wszystkim w przypadku rozpoczęcia śledztwa. Jednak po wszystkim Teodor Szacki powiedział staremu terapeucie, co wie o pracy Henryka Telaka w komunistycznych służbach bezpieczeństwa, o „departamencie śmierci”, o wciąż działających strukturach esbecji. I zapytał o prawdę.

Prawdziwy był pacjent z rakiem kości, prawdziwa była jego wina i jego spowiedź. Prawdziwe było przypadkiem zasłyszane zdanie „teraz będę miał do niej wolną drogę”. Ale zlecenie było inne. Chłopaka miano nastraszyć i poturbować „jak najmocniej się da” - co było jednoznacznym rozkazem zabójstwa - aby jego ojciec zaprzestał działalności, która może naruszyć bezpieczeństwo państwa. Wmawiano im, że chodzi o sprawy najwyższej wagi, że będą bohaterami, że być może zostaną tajnie odznaczeni. Odznaczenia mieli w dupie. Dostali za wykonanie zadania kupę pieniędzy i gwarancję bezkarności, na dodatek mogli zrabować z mieszkania wszystko, na co mieli ochotę. Na początku - kiedy nie padały żadne konkrety - spotkali się z trzema oficerami, w tym Telakiem. Potem dwukrotnie widział się jeszcze z nimi sam Telak. Przekazał wszystkie szczegóły, podał dokładną datę i godzinę, poinstruował, jak mają wiązać i zadawać ból.

Po wykonaniu zadania, kiedy przyszli po pieniądze, był bardzo zdenerwowany. Mówił, że zaszła pomyłka w rozpoznaniu. Dał im więcej, niż początkowo mieli dostać, i zapowiedział, że jeśli nie znikną na dwa lata bez wieści, ktoś inny ich znajdzie, tak jak oni znaleźli chłopaka. No to zniknęli.

Szacki opowiedział, co usłyszał od Karola Wenzla: działania Departamentu „D” były tak bardzo tajne, że faktycznie zdarzały się pomyłki w rozpoznaniu i wysyłaniu ludzi na akcje. Wynajmowane zbiry też popełniały błędy. Prawdopodobnie tym Telak mógł uzasadnić w firmie, że zamordowano niewinnego człowieka. Ot, wypadek przy pracy.

Prokurator i terapeuta podali sobie ręce na pożegnanie i uścisnęli serdecznie. Obaj byli sobie coś winni. Przede wszystkim milczenie.

Dwa tygodnie po przesłuchaniu w areszcie Cezary Rudzki umarł. Poczuł się słabo, zabrano go do izolatki, tam poczuł się jeszcze słabiej. Zanim przyjechała karetka - już nie żył. Rozległy zawał serca. Teodor Szacki pewnie nawet uwierzyłby, że to wypadek, gdyby nie to, że następnego dnia kurier przywiózł mu butelkę dwudziestoczteroletniej whisky. Wylał całą do zlewu, a butelkę wyrzucił do kosza przy przejściu dla pieszych koło prokuratury. Spodziewał się tego. Wierzył esbeckiemu skurwysynowi, kiedy tamten mówił, że on i jego koledzy wkraczają dopiero wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia. I wierzył, że lubią spokój. A człowiek w więzieniu takiego spokoju nie gwarantuje. Za bardzo się nudzi, za dużo rozmawia, zbyt prawdopodobne, że któregoś dnia może uznać, że jego wolność warta jest odrobiny ryzyka. Czy on, Szacki, sam mógł czuć się bezpiecznie? Dopóki nie zrobi niczego głupiego - raczej tak. Na pogrzeb nie poszedł.

Tego samego dnia zadzwonił do Moniki. Choć przeklinał się w myślach za własną głupotę, ktoś pokierował jego ręką, która wykręciła numer, i ktoś inny wypowiedział za niego słowa, proponujące spotkanie. Od tamtej pory spotkali się z dziennikarką kilkakrotnie i choć za każdym razem

Szacki jechał do niej w przeświadczeniu, że to ich ostatnie spotkanie i że tym razem trzeba zabić ten romans, bo to przecież nie ma żadnego sensu, to coraz bardziej tracił nad tym kontrolę. Bał się, co będzie dalej, i jednocześnie był tego ciekaw.

Wyłączył komputer i pomyślał, że tak naprawdę nie ma nic do roboty. Chorko była na urlopie, ludzie wyjechali z miasta na wakacje i Warszawa przestała być chwilowo stolicą zbrodni. Akt oskarżenia przeciwko Kaimowi, Jarczyk, Kwiatkowskiej i Telakowej był prawie skończony. Przesunął ciężar całej winy na Rudzkiego, co pozwoliło mu oskarżyć pozostałych jedynie o zatajenie informacji przed organami wymiaru sprawiedliwości. Ukrył także fakt, że w nocy morderstwa terapeuta i jego pacjenci stali nad trupem i zastanawiali się, co zrobić. Wedle oficjalnej wersji o zabójstwie Telaka Kwiatkowska, Jarczyk i Kaim dowiedzieli się dopiero wtedy, kiedy Barbara Jarczyk znalazła jego zwłoki w niedzielny poranek. Rzadko podziwiał przestępców, ale jak się dowiedział, że Rudzki zabronił im o tym rozmawiać i kazał wszystkim zachowywać się przy śniadaniu, jakby o niczym nie wiedzieli - aby jak najlepiej wypadli potem w czasie przesłuchań - o mało, co nie skłonił głowy. Znajomość ludzkiej psychiki to w rękach mordercy najpotężniejsza broń.

Zawsze uważał, że kodeks jest po to, aby każdy, kto go narusza, został przez państwo z całą surowością ukarany - żeby inni wyraźnie zobaczyli, czym kończy się przestępstwo. Teraz sfałszował sprawę zabójstwa Henryka Telaka na korzyść osób zamieszanych w śledztwo. I brzydził się sobą, bo wiedział, że to nie jest w stanie odkupić jego największej winy - zaniechania. Bo nie miał zamiaru zrobić nic, co mogłoby uderzyć w „Odesbę”.

Podniósł słuchawkę telefonu. Chciał porozmawiać z Weroniką i Helcią, które od soboty opalały się w Olecku na Mazurach, a wolał to zrobić teraz, niż żeby żona miała zadzwonić akurat wtedy, kiedy on będzie u Moniki.

Wykręcił numer do połowy, kiedy do jego gabinetu ktoś wszedł. Była to Jadwiga Telak.

2

Jak zwykle smutna, jak zwykle elegancka, jak zwykle w pierwszym momencie bezbarwna, a po chwili robiąca oszałamiające wrażenie.

Kiedy wyciągnęła z torebki papierosa, o mało nie parsknął śmiechem. Jak to szło? I ze wszystkich zawszonych biur wszystkich niedopłacanych prokuratorów tego zepsutego miasta, ona musiała przyjść akurat do mnie. Wyjął z szuflady popielniczkę i sam zapalił. To już drugi, pomyślał nawykowo, choć od czasu spotkania we włoskiej knajpie przestał dawkować sobie szlugi. Nie odzywał się, czekał.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Uwiklanie»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Uwiklanie» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Zygmunt Miłoszewski
Zygmut Miłoszewski - Gniew
Zygmut Miłoszewski
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar Zastawia Pułapkę
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Kardynalny Błąd
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Zygmunt Bauman - Identitat, (2a ed.)
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman - Dialektik der Ordnung
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman - Europa
Zygmunt Bauman
Krasiński Zygmunt - Nie-Boska komedia
Krasiński Zygmunt
Gloger Zygmunt - Dolinami rzek
Gloger Zygmunt
Domańska Antonina - Paziowie króla Zygmunta
Domańska Antonina
Zygmunt Krasiński - Moja Beatrice
Zygmunt Krasiński
Отзывы о книге «Uwiklanie»

Обсуждение, отзывы о книге «Uwiklanie» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x