– Dawno cię nie było na gadu-gadu – napisał do niej Zbyszek z Kielc, ten sam, który zapewniał ją niedawno, że to nic złego rozmawiać przez Internet z wirtualnymi znajomymi.
– Wiesz, jak to jest – odpowiedziała – praca, obowiązki.
– Jak tam sprawy z mężem? Jesteście jeszcze razem?
– Jesteśmy – napisała. – Nie sądziłam, że pamiętasz.
– I jak wam się teraz układa?
– Sama nie wiem.
– On dalej się spotyka z kochanką?
– Nie, już to zakończył.
– I ty mu wierzysz?
Zaczynała ją drażnić ta rozmowa.
– Wierzę. A co u ciebie?
– Ja bym na twoim miejscu mu nie ufał. Kiedy facet raz spróbuje, to już nie przestanie. Wierz mi.
– Oho, mam nie wierzyć mężowi, tylko tobie? – Rozzłościła się na całego. – Przecież wcale cię nie znam. Ani ty mnie. Jak zatem możesz mi doradzać, skoro nie znasz układów?
– Ale znam facetów. Jestem jednym z nich.
– Czyżby coś się zmieniło podczas mojej nieobecności na gadu-gadu? Kiedyś twierdziłeś, że masz cudowną i wspaniałą żonę, że bywacie razem w różnych lokalach, że się wam dobrze układa.
– Dalej tak jest, co nie znaczy, że każde z nas nie ma pewnej swobody.
– Zdradę małżeńską nazywasz swobodą?
– Ładniej brzmi.
– A więc jacy jeszcze są faceci? – zapytała. – Zwłaszcza ci żonaci? Czy potrzebują czegoś, czego nie znajdują w swych małżonkach?
– Bo ja wiem? Akurat moja żona jest rzeczywiście najwspanialszą kobietą na ziemi. Ale ogólnie uwielbiam kobiety i wszystkie inne też są wspaniałe. Po prostu lubię wasze towarzystwo.
– To ty, że tak powiem, zdradzasz żonę z nudów?
– Może. W każdym razie gdy się coś dzieje, życie jest ciekawsze.
– A inni? Jakie są ich powody?
– Wyolbrzymione wyobrażenie o dobrej żonie, zniechęcenie, monotonia pożycia seksualnego, brak tego pożycia, wreszcie sama proza życia codziennego sprawia, że mężczyzna zaczyna poszukiwać odmiany. Zresztą z wami, kobietami, jest podobnie.
– O, na tym też się znasz?
– Z obserwacji kobiet w Klubie Niesamotnych Serc.
– I jak wypadamy?
– Pół na pół. Jedna połowa to znudzone życiem, poszukujące przygód o zabarwieniu erotycznym, beztroskie panie, zainteresowane na ogół spotkaniami w celach seksualnych. Druga połowa, to zagubione, zrozpaczone i nierzadko zupełnie załamane kobiety, oszukane przez mężów, zdradzone, poszukujące nowej drogi w smutku i bólu, pragnące zwierzeń i rozmowy.
– Coś jak ja.
– Chyba tak. Powiem ci w tajemnicy, że takie łatwiej nawet idzie zbajerować, niż te pierwsze.
– Wiesz, faceci też trafiają się zupełnie normalni. – Miała na myśli Leszka. – Choć z drugiej strony nikt normalny nie rejestruje się w tego typu serwisach randkowych. Każdy z nas ma swoją własną, prywatną ryskę na psychice.
– O, jakież spostrzeżenia!
– I każdy z nas – ciągnęła – musi sobie radzić w życiu sam. Nie pomogą porady wirtualnych znajomych, dyskusje ani zwierzenia. Jeśli ma się problem, to on nie zniknie, gdy przeniesiemy go do sieci. Zniknie dopiero wtedy, gdy rozprawimy się z nim w realnym świecie.
– Muszę kończyć, Ewuniu. Porozmawiamy jeszcze innym razem.
Akurat! – pomyślała. – Zanudziłam kolejnego rozmówcę. O dziwo, wcale nie zrobiło jej się z tego powodu przykro. Z niewielką energią, by nie powiedzieć zapałem, zabrała się za stos zalegających jej biurko papierzysk.
I już nieco mniej dokuczliwie czuła stratę Leszka.
– Wybieram się wieczorem do kina – oznajmiła pod koniec dnia pracy Zosia. – Niezły film z Leonardo grają. Mam jeszcze jeden bilet.
– Nie lubię tego aktora – odezwała się Eliza.
– Za to ja uwielbiam Britney Spears – powiedział z najwyższą powagą Michał.
Mirek parsknął śmiechem, po chwili wtórowała mu reszta biura. Wszystkim było jasne, że Eliza nie była dla Zosi wymarzonym towarzystwem na wieczór.
– Co robisz wieczorem, Ewa? – spytała koleżankę Zosia.
– Rozumiem, że to zaproszenie – odpowiedziała Ewa – ale jakoś tak mi niekinowo ostatnio.
– Zauważyłam – stwierdziła Zosia. – Ale może właśnie dlatego powinnaś gdzieś wyjść.
– Muszę odpocząć po zjazdowym weekendzie. Ostatnio mało spałam.
Jakiś czas potem, gdy obie przyjaciółki zrobiły przerwę na papierosa, Zosia powróciła do tej rozmowy.
– Dawno nie wychodziłyśmy razem. Nie gadałyśmy o starych Polakach. Chciałabym miło spędzić ostatni tydzień w kraju.
– Jak to? – szczerze zdziwiła się Ewa.
– No co ty? Zapomniałaś, że w piątek odlatuję do Londynu? Aż tak odjechałaś w Internecie…?
– To ty też? Faktycznie. Zapomniałam.
– Jak to ja też? – teraz to Zosia była zdziwiona. – A kto jeszcze?
– Nikt… A właściwie… mój dobry przyjaciel… Wyjeżdża do Stanów. Tyle że w sobotę. Będę tęsknić za wami obojgiem.
– Nie wiedziałam, że masz przyjaciela, zwłaszcza takiego, który wyjeżdża do Stanów. To ten od telefonów?
– Jeden z nich. – Ewa zrozumiała, że palnęła za dużo.
– O! To aż tak? Widać było, że coś się święci, ale…
– Zosiu, jak ty nic nie rozumiesz. To naprawdę tylko koledzy.
– Skoro aż tak się tłumaczysz, niech ci będzie. Nie będę wścibska, ale chcę, żebyś wiedziała, że ci zazdroszczę. Zmieniłaś się ostatnio, na lepsze. Kwitniesz dosłownie. – Zosia zasmuciła się. – Chciałabym, żeby i po mnie ktoś tęsknił tu, w Polsce.
– Hej, przecież masz faceta. Zostawiasz go na długie miesiące. Będzie usychał z tęsknoty…
– Najprędzej w ramionach jakiejś dupeczki – przerwała jej Zosia. – Między nami nie jest tak, jak to widać na zewnątrz. Nie rozumiemy się, nawet się nie kłócimy, no bo o co, skoro nie mamy wspólnych tematów, rozmów. Nic.
– Zosiu – Ewa objęła przyjaciółkę ramieniem – obiecuję, że będę za tobą tęsknić bardziej niż za… za moim kolegą. I nie będę w tym osamotniona, wierz mi.
Zosia podniosła na nią smutne oczy. Widać było, że i ją ten wyjazd przeraża.
– Nie bardzo rozumiem, o czym mówisz.
– Mówię o kimś, kto jest, zawsze był obok ciebie, tylko jest zbyt nieśmiały, by się do tego przyznać. Mówię o Mirku.
Oczy Zosi zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.
– Zwariowałaś? – zaśmiała się niepewnie. – To… niemożliwe… Mirek jest moim kumplem, ale… nie… – objęła twarz dłońmi – nigdy nie sądziłam, że… Jesteś tego pewna?!
– Wystarczy na was popatrzeć – Ewa uśmiechnęła się dobrodusznie. – I na niego i na ciebie. Świata poza sobą nie widzicie. Wszędzie razem, we wszystkim razem, papużki nierozłączki. Naprawdę, Zosiu, trzeba być ślepą, by tego nie zauważyć.
W tym momencie nikt inny, jak rzeczony Mirek pojawił się przed budynkiem firmy.
– Zosiu, szef cię szuka. Powiedziałem, że wyszłyście do toalety, ale sporo już was nie ma. Biegnij na górę, to jakaś pilna sprawa.
Zosia bez słowa pomknęła po schodach.
– Co ona jakaś taka niewyraźna? – zapytał Mirek Ewę.
– Smuci się, że nie ma kto jej odprowadzić na Okęcie – wypaliła bez namysłu Ewa.
– No co ona? – obruszył się Mirek. – Przecież wie, że zawsze może na mnie liczyć.
– Ale nie w piątek – Ewa brnęła w swoje kłamstwo. – Masz ważne spotkanie z klientem. Macie przecież uzgadniać projekt adaptacji pomieszczeń…
– Mam to gdzieś!
– Dyrektor cię zabije!
– Ale najpierw odwiozę Zosię na lotnisko i pożegnam. Bez niej w Pro-Wapie i tak jest mi wszystko jedno. Ona zamierza zostać na stałe w Londynie. Mówiła ci? Wyszła z założenia, że właściwie nic jej tu nie trzyma, ani Pro-Wap, ani jej facet.
Читать дальше