I on to szanował. Czyżby była aż tak perfidna, że przed samą sobą ukrywała swe pragnienia? Czyżby na darmo darzył ją aż takim szacunkiem z powodu jej wierności, gdy tymczasem mogła być zwykłą dziwką, która spała z każdym, a tylko przed nim odgrywała wierną żonę? Odegnał od siebie takie myśli. Ewa nie miałaby czasu na znajomości z kimkolwiek innym poza nim.
Nagle, nie wiedzieć czemu, zasmuciło go to. Polubił tę dziewczynę. Czuł, że stanie się powodem jej cierpienia. Widział, że był dla niej kimś ważnym. Nie to, żeby mu to nie imponowało, fajnie było być przedmiotem niewieścich westchnień, tylko szkoda, że nie udało mu się namówić jej na seks. Po raz kolejny popatrzył z uznaniem na jej ciało, na doskonałe warunki, wyobraził sobie, jaka też musi być w łóżku.
– Nie patrz tak na mnie – żachnęła się. – Twoja dziewczyna, jak jej tam, Beatka, nie byłaby zachwycona, że spędzasz ze mną ten wieczór.
– O, ktoś tu jest zazdrosny? Jak coś, to już prędzej ja powinienem, to ty sypiasz ze swoim mężem, czyli, delikatnie mówiąc, zdradzasz mnie z nim.
– Oj, Leszek, ja mówię poważnie. Nie wolałbyś spędzić z Beatką…
– Już się z nią nie spotykam – przerwał jej wesoło.
– Przedwczoraj mówiłeś, że to twoja nowa dziewczyna…
– Przedwczoraj? Ech, dawne czasy. Dziś mam na oku barmankę z tej dyskoteki, do której zaraz pójdziemy. Poznałem ją wczoraj, skończyliśmy wieczór w łóżku i zaufaj mi, jest lepsza od Beatki – zachichotał. – A dziś jest w pracy, w dyskotece, czyli spokojnie mogę z tobą poszaleć. Jak widzisz, jestem dość rozchwytywany. Żałuj, że nie chcesz ze mną…
– Chcę – powiedziała stanowczo, aż uniósł brew ze zdziwienia – ale nie mogę.
– W porządku – pocałował ją – do niczego cię przecież nie namawiam. Już dawno zobaczyłem, jaka twarda z ciebie sztuka. Już ci mówiłem, że cholernie cię za to szanuję?
– Taaaa – westchnęła. To było trudniejsze, niż myślała. Teraz, gdy się prawie zdecydowała na pójście z nim do łóżka, on najwyraźniej się od tego odżegnywał. A ona był zbyt dumna i wstydliwa zarazem, by oznajmić mu to wprost.
Z chwilowego zamyślenia wyrwał Ewę dzwonek jej komórki. Przerażona zobaczyła, że to Tomek. Zerwała się od stolika i wybiegła na korytarz.
– Halo! – zawołała do słuchawki przestraszona, jak gdyby jej mąż osobiście przyłapał ją na gorącym uczynku.
– Co słychać, kochanie? – zapytał Tomek.
– A… nic.
– Co porabiasz?
– Ja… szykuję się do snu – skłamała. – Jutro są wpisy do indeksu, może będą mnie jeszcze odpytywać, nie wiem. Muszę wypocząć.
– Dlaczego jesteś zdenerwowana? – pytał głosem czułym nie do zniesienia.
– No przecież mówię. Martwię się jutrzejszym dniem.
Ewa poczuła czyjeś dłonie, jak objęły ją od tyłu, sięgnęły pod bluzkę i ujęły obie jej piersi. Leszek pocierał delikatnie jej sutki, a ona mówiła dalej do męża:
– A co u ciebie?
– Czuję się samotny bez ciebie. Dziewczynki już śpią, a ja zatęskniłem strasznie za moją piękną żoną.
– Tylko za nią? – nie mogła powstrzymać się od uszczypliwego pytania.
– Tylko za nią – powtórzył łagodnie. – Chciałem powiedzieć ci dobranoc oraz to, że cię kocham.
Palce Leszka zataczały koła wokół jej sutków, które nagle stały się twarde jak kamyczki.
– Dobranoc – odpowiedziała mężowi.
– A ty? – zapytał.
– Co ja?
– Kochasz mnie?
– Tomek, przestań! – rozkazała.
Odnosiło się wrażenie, że to drugie słowo było skierowane do mężczyzny przytulonego do jej pleców. Leszek zaśmiał się cichutko i zagłębił rękę pod jej spódnicę.
– Kochasz? – dopytywał się Tomek.
– Przestań – Ewa wpadła w popłoch. To było co najmniej nienormalne. Rozmawiała z mężem, a pozwalała się dotykać innemu mężczyźnie. – Muszę kończyć. Dobranoc. Do jutra.
Kiedy przerwała połączenie, naskoczyła na Leszka ze złością:
– Co ty wyprawiasz?!
– Oj, mała, jeszcze wiele musisz się nauczyć – roześmiał się jej w twarz.
– Może nie mam takiej potrzeby – parsknęła gniewnie, powracając do stolika. Wziąwszy torebkę, odezwała się znowu: – Chodźmy do dyskoteki. Niech no obejrzę twój najnowszy nabytek. Jak jej tam na imię?
– Wiesz… w zasadzie nie pamiętam.
Wyszli przed restaurację spleceni uściskiem ramion. Po chwili zniknęli za rogiem. Za nimi długo jeszcze unosił się ich szczery śmiech.
Czas płynął nieubłaganie. Smutki nie tonęły wcale w piwie. Wszystko działo się naprawdę i ani na moment nie chciało się zatrzymać.
Ewa przeklinała w duchu czas. Coś się kończyło, coś pięknego i niepowtarzalnego. Kończyło się, zanim tak naprawdę się zaczęło.
To prawda, że zaczynała czuć do Leszka coś na kształt miłości. Bała się jego wyjazdu. Wiedziała, że nigdy więcej się nie zobaczą. Ta noc była ostatnia.
Just one last dance - Tylko jeden ostatni taniec - zaśpiewała z głośników dyskoteki Sarah Connor, a Ewie omal serce nie pękło z żalu.
Uśmiechała się sztucznie do swego partnera, w duszy zaś przeżywała potworne męki.
Po cholerę mi to było? – przeklinała w duchu członkostwo w Klubie Niesamotnych Serc, by po chwili błogosławić to, że się tam zarejestrowała. Inaczej nie poznałaby Leszka, nie dostałaby nauczki z Maćkiem. Być może cierpiałaby nadal, jako zdradzona żona. Teraz nabrała siły i pewności siebie.
– Dziękuję, Leszku – wyszeptała.
Zobaczył, że jego partnerka przeżywa jakieś silne emocje.
– Co jest, mała? – ujął ją za podbródek.
Był taki wysoki. Śliczny i przystojny.
I już nigdy nie miała spojrzeć w jego piękne czarne oczy. Ewa poczuła, że jest bliska płaczu.
– Nic, Leszku. Po prostu dojrzewam z każdym dniem. Uczę się na błędach swoich i innych ludzi. Wiesz, będzie mi ciebie cholernie brakować.
– Wiem – szepnął. Przytulił ją mocno. – Nie bój nic, mała. Jesteś silną dziewczynką. Nigdy o tym nie zapominaj.
– Obiecuję.
Ranek nadszedł nie wiadomo kiedy. To nie była beztroska noc zabawy i tańca. Była to noc przemyśleń, tęsknoty, bólu i cierpienia.
Leszek odprowadził Ewę na jej stancję. Wszedł nawet do środka. Leżeli jakiś czas bez słowa. Najwyraźniej i on czuł, że coś się kończy.
Wreszcie nadszedł czas rozstania. Wymienili uśmiechy i pocałunki.
– Zadzwonię kiedyś – odezwał się Leszek.
– Będę czekać – odpowiedziała Ewa.
Obydwoje wiedzieli, że to kłamstwa. Coś, co kończyło się dziś między nimi, było jedyne i niepowtarzalne. I już nigdy nie miało się powtórzyć. Wiedzieli o tym, woleli jednak udawać, niż zepsuć magię chwili.
– Bywaj, mała – rzucił Leszek od drzwi.
– Spoko. Ty też – uśmiechnęła się.
Z ogromnym bólem patrzyła, jak jej przyjaciel zamyka za sobą drzwi. Wiedziała, że nigdy nie zapomni jego pożegnalnego pocałunku.
Chwilę potem podeszła do okna. Leszek przechodził właśnie przez ulicę przed blokiem, w którym wynajmowała pokój.
– Mógłbyś mnie mieć jak burą kotkę, Leszku – powiedziała na głos. – Gdybyś tylko chciał. Nie odmówiłabym ci niczego. Mógłbyś, gdybyś tylko chciał. A mnie zabrakło odwagi. Głupiej cholernej odwagi! – I rozpłakała się na dobre.
Studenci tłoczyli się pod drzwiami jednej z sal wykładowych Politechniki Warszawskiej. Profesor Kożuchowski, wyjątkowo srogi wykładowca, dokonywał niektórym szczęśliwcom wpisów do indeksu. Pozostałych czekały poprawki w lipcu.
Читать дальше