Potakuję. Cieszę się, że Edmund nie wspomniał o tym, jak zakłóciłem spokój skrybie, Papadopulosowi. Zapewne zdążył już znaleźć sobie jakiegoś zastępcę na to stanowisko.
– W planach mamy również wykorzystanie stworzeń innych niż koty jako pośredników w rozmowach z ludźmi. Wahamy się jeszcze, kogo wybrać: delfiny czy pająki. Osobiście jestem za pająkami, to bardziej oryginalny pomysł, ale sądzę, że zwyciężą jednak delfiny. Mają doskonałą opinię wśród szerokiej publiczności, poza tym są w stanie emitować niezwykle subtelne dźwięki.
Wpatruję się w Edmunda w napięciu.
– Czy mógłbyś mi teraz powiedzieć, czym jest „siódemka"? Bogiem? A może ty sam jesteś „siódemką"?
Edmund Wells spogląda na mnie, uśmiechając się przyjacielsko.
– Znajduję się na siódmym poziomie świadomości, ale wybrałem zajęcie instruktora w niższym wymiarze. Może pamiętasz, jak w dniu twojego Sądu Ostatecznego zaproponowano ci powrót na Ziemię i egzystencję „WW", Wielkiego Wtajemniczonego, abyś bezpośrednio pomagał ludziom, żyjąc wśród nich, albo awans na anioła wspierającego ich z wysokości. Podobnie postąpiono ze mną. Jako „siódemka" mogłem powrócić pomiędzy anioły, by pełnić rolę Wielkiego Wtajemniczonego Anioła, czyli właściwie archanioła.
– Czyli archaniołowie są Wielkimi Wtajemniczonymi Aniołami?
– Tak jest. Jesteśmy „siódemkami", które z własnej woli pozostały na niższym poziomie, żeby pomagać innym aniołom wspinać się na wyżyny. Ja, Edmund Wells, jestem pełnoprawnym archaniołem, tak samo jak Rafał, Gabriel czy Michał. Mogłem więc zostać archaniołem albo przejść poziom wyżej i kontrolować wszystko z góry. Wybrałem pierwszą opcję. A ty co wybierzesz?
Z przekonaniem odpowiadam:
– Chcę się dowiedzieć, co jest powyżej!
Przemierzamy Raj w stronę Szmaragdowych Wrót.
Po drodze spotykamy Raoula Razorbaka, rozdartego pomiędzy podziwem a zazdrością.
– Niech ci będzie. Najwyraźniej da się ratować klientów, stosując łagodne środki. Wygrałeś zakład, Michaelu.
– A jak tobie idzie z Nathalie Kim? Chyba nieźle, co?
Raoul zwraca dłonie ku górze, przywołując kulę byłej towarzyszki życia mojego klienta.
– Ma 590 punktów. Pokładam w niej wielkie nadzieje. Chwilowo nosi żałobę po twoim Jacques'u. Naprawdę go kochała, wiesz?
– Mam nadzieję, że ci się uda i że znów się spotkamy, by wspólnie przeżyć kolejne przygody.
– Teraz, kiedy wiem już, że wygrana jest możliwa, postaram się, możesz być pewien! – mówi Raoul.
Szepcze mi na stronie, wskazując na Szmaragdowe Wrota: „Jeśli zdołasz, postaraj się dać mi znać, co jest za tymi drzwiami".
Freddy Meyer bierze mnie w ramiona. Znów zajmuje się swoimi klientami.
– Wkrótce do ciebie dołączymy, Michaelu. – Jeszcze dane nam będzie razem odwiedzić Czerwień.
Marilyn również pozdrawia mnie po przyjacielsku, czuję jednak, że nie powinienem za bardzo przedłużać tych pożegnań.
– Pozdrówcie ode mnie Zoza, kiedy go spotkacie – mówię.
I z Edmundem Wellsem u mojego boku przekraczam dziarskim krokiem próg Szmaragdowych Wrót.
I co teraz?
RZECZYWISTOŚĆ: „Rzeczywistość to coś, co wciąż istnieje, nawet gdy przestaniemy w to wierzyć", twierdził pisarz Philip K. Dick. Musi być więc gdzieś obiektywna rzeczywistość, która wymyka się wiedzy i wierzeniom ludzi. Tę właśnie rzeczywistość pragnę zrozumieć i poznać.
Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względnej i absolutnej , tom IV
Edmund Wells kładzie mi rękę na ramieniu.
– Nie lubisz niespodzianek? Dlaczego chcesz wszystko wiedzieć z wyprzedzeniem? Czy nie lubisz uczucia, jakie towarzyszy nam w chwili, gdy mamy się dowiedzieć, co się znajduje za zakrętem? Nie lubisz, by zaskakiwało cię to, czego nie wiesz? Powiem ci… Wkrótce zmienisz się w coś innego… coś lepszego. To wszystko, co w tej chwili powinieneś wiedzieć.
Próbuję użyć wybiegu:
– Dobrze, a zatem jedno ostatnie pytanie. Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz: czy wierzysz w Boga?
Edmund wybucha śmiechem.
– Wierzę tak samo, jak wierzy się w liczby. Czy istnieje liczba 1? Czy kiedykolwiek uda mi się spotkać wcielenie liczby 1, 2 albo 3?
– Nie. To tylko pojęcie.
– No więc nawet jeśli liczby 1, 2 lub 3 są jedynie „pojęciami", jak je nazywasz, pozwalają na rozwiązanie wielu problemów. Jakie znaczenie ma więc fakt, czy się wierzy czy też nie…
– To nie jest odpowiedź.
– Moja właśnie tak brzmi.
Następnie popycha mnie naprzód.
– Dokąd mnie prowadzisz?
– Wiedząc, że ciekawość jest twoją główną cechą, dam ci początek odpowiedzi na najważniejsze z zadawanych przez ciebie pytań.
Edmund prowadzi mnie do okrągłego pomieszczenia, w którego centrum znajduje się wielka świetlista kula zawierająca całą masę mniejszych kuleczek.
– Oto kula przeznaczenia aniołów – oznajmia.
Odwraca wnętrze dłoni ku górze i jedna z kul opuszcza swoje stałe miejsce i osiada na jego ręce.
– Oto… twoja dusza – oznajmia. – Zobacz, kim tak naprawdę jesteś – nakazuje mój instruktor.
Podchodzę bliżej. Po raz pierwszy oglądam z bliska własną duszę – przeźroczystą kulkę o błyszczącym jądrze. Mój mentor uczy mnie, jak czytać z duszy i poznawać zapisaną w niej odwieczną historię.
Zanim wcieliłem się w Michaela Pinsona, dyskretnego pioniera tanatonautyki, byłem lekarzem w Sankt Petersburgu w latach 1850-1890. Starałem się poprawić poziom higieny podczas operacji chirurgicznych. Byłem jednym z pierwszych lekarzy, którzy sugerowali mycie rąk mydłem dezynfekującym i noszenie maseczek ochronnych. W owych czasach była to nowość. Wykładałem zasady higieny na uniwersytetach do czasu, gdy umarłem na gruźlicę.
Jeszcze wcześniej byłem baleriną wiedeńską. Piękną, ujmującą, prowokującą tancerką, zafascynowaną stosunkami damsko-męskimi. Uwielbiałam manipulować moimi adoratorami. Wielu mężczyzn nieźle nabrałam. Inne dziewczęta z grupy baletowej zwierzały mi się. Chciałam zrozumieć zasady rządzące podświadomością. Uważałam się za królową wszystkich serc, wreszcie jednak popełniłam samobójstwo z powodu pewnego przystojniaka, który okazał się obojętny na moje wdzięki.
W dwunastym wieku byłem japońskim samurajem. Ćwiczyłem sztuki walki, chcąc osiągnąć doskonałość ruchów. Nie zastanawiałem się nad niczym i byłem ślepo posłuszny mojemu szogunowi. Zginąłem podczas pojedynku w czasie wojny.
W ósmym wieku byłem druidem żądnym zgłębienia najskrytszych tajemnic natury. Uczyłem innych, jak leczyć choroby za pomocą traw i kwiatów. Byłem świadkiem ataku barbarzyńców na Wschód. Przemoc ludzi wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że wolałem odebrać sobie życie, niż nadal żyć pośród nich.
W starożytnym Egipcie byłem niewolnicą w haremie faraona. Krążyłam bezczynnie, spokojna i rozpieszczana, po pałacowym ogrodzie, starając się wydrzeć mojemu ulubionemu eunuchowi nieco jego wiedzy astronomicznej. Przed śmiercią ze starości przekazałam swoją wiedzę najwierniejszej przyjaciółce.
Tyle wcieleń, tyle chęci pogłębiania wiedzy i tyleż porażek.
Edmund Wells stara się mnie podnieść na duchu:
– Od zawsze miałeś potrzebę szukania sposobu na szerzenie wiedzy. Teraz wreszcie jest ci to dane, po tylu istnieniach, tylu nadziejach i porażkach.
Mój mentor zdradza mi, że Droga Mleczna ma dwanaście zamieszkanych planet. Nie są to jednak koniecznie istoty człekokształtne, cielesne.
Читать дальше