– Ale nie mamy świadomości upływającego czasu – odbija piłeczkę Raoul. – Żadnych sekund, minut, godzin, nocy i dni. Żadnych pór roku.
– Jesteśmy wieczni.
– Ale nie obchodzimy urodzin!
Argumenty padają jeden po drugim.
– Nie cierpimy…
– Nic już właściwie nie czujemy.
– Porozumiewamy się za pomocą samych umysłów.
– Ale nie możemy słuchać muzyki.
Edmund Wells nie daje się zbić z tropu.
– Latamy z zawrotną prędkością.
– Lecz nie czujemy na twarzy dotyku wiatru.
– Nie musimy spać.
– A przez to nie śnimy!
Mój mentor stara się zdobyć jakieś punkty, lecz Raoul nie daje za wygraną:
– Żadnych przyjemności. Koniec z życiem seksualnym.
– Ale też koniec z bólem! Mamy za to dostęp do wszelkiej wiedzy – odpiera atak Edmund Wells.
– Nie ma tu nawet… książek. Nie widziałem ani jednej biblioteki w tym Raju…
Mój instruktor nie znajduje nic, by odeprzeć ten cios.
– To prawda, nie mamy książek… ale… ale…
Myśli intensywnie, wreszcie odpowiada:
– Ale… nie potrzebujemy ich! Każde życie śmiertelnika to niezwykle pasjonująca intryga. Lepsza niż wszystkie powieści i filmy: obserwacja zwykłego, ludzkiego życia dostarcza nam przecież tyle nagłych zwrotów akcji, tyle niespodzianek, smutków, radości, zawodów miłosnych, sukcesów i porażek… A co najważniejsze, te historie są PRAWDZIWE!
Teraz Raoul Razorbak nie wie, co powiedzieć. Edmund Wells puszy się jednak nadal:
– Kiedyś byłem, jak i wy, buntownikiem.
Podnosi głowę, jakby oglądając deszczowe chmury. Wreszcie postanawia ustąpić:
– Hm… Chodźcie. Spróbuję zaspokoić waszą ciekawość, zdradzając wam pewną tajemnicę.
RADOŚĆ: „Obowiązkiem każdego człowieka jest pielęgnowanie swojej radości wewnętrznej". Niestety wiele religii zapomniało o tym przykazaniu. Większość świątyń to posępne i zimne budowle, zaś muzyka liturgiczna jest pompatyczna i smutna. Księża ubierają się na czarno. Rytuały celebrują męczeństwo, rywalizując w przedstawianiu okrutnych czynów. Tak jakby tortury, którym poddawano proroków, miały dodawać im autentyczności.
Czyż radość życia nie jest najlepszym sposobem, by podziękować Bogu – jeśli istnieje – za dar życia? A jeśli Bóg istnieje, dlaczego miałby być istotą posępną?
Jest jednak kilka wyjątków: Daodejing, swego rodzaju księga filozoficzno-religijna, proponuje nam naśmiewanie się ze wszystkiego, łącznie z nami samymi, oraz gospel, którego hymny skandowane są radośnie przez czarnoskórych Amerykanów podczas mszy i pogrzebów.
Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względnej i absolutnej , tom IV
Po wielu nieudanych próbach mama najwyraźniej zrezygnowała z zamordowania mnie. Wciąż tylko pije i patrzy na mnie spode łba. Nagle rzuca w moją stronę szklanką. Uchylam się, jak zawsze, a szkło z hukiem rozbija się o ścianę.
– Może nie uda mi się cię zabić, ale nie pozwolę, żebyś mi jeszcze długo uprzykrzał życie – oznajmia mi.
Wkłada kurtkę i bierze mnie za rękę, wychodzimy pod pretekstem zrobienia zakupów, choć czuję dobrze, że nie zamierza chodzić ze mną po sklepach. Moje przypuszczenia potwierdzają się, gdy zostawia mnie, a raczej porzuca, na dziedzińcu przed kościołem.
– Mamo!
Oddala się szybkim krokiem, po chwili jednak wraca i rzuca mi pozłacany medalik. Wewnątrz znajduje się zdjęcie jakiegoś faceta z potężnym wąsem.
– To twój ojciec. Odszukaj go sobie. On z przyjemnością się tobą zajmie. Żegnaj!
Siadam na mokrym śniegu. Muszę przeżyć. Muszę. Płatki śniegu opadają na mnie gęstym puchem.
– Co tutaj robisz, mój mały?
Podnoszę przemarzniętą głowę i spoglądam na mężczyznę w mundurze.
W ciągu dnia rysuję, a nocą śpię niespokojnym snem. Dużo śnię. Śni mi się, że jakieś zwierzę siedzi uwięzione w mojej głowie i ze wszystkich sił stara się z niej wydostać. To mały króliczek, który skubie sobie od wewnątrz moją czaszkę, powtarzając w kółko: „Musisz o mnie pamiętać". Budzę się czasami ze straszliwą migreną. Tej nocy ból był bardziej dotkliwy niż zazwyczaj. Wstaję i idę do tatusia i mamusi. Śpią. Jak oni mogą spać, kiedy mnie tak bardzo boli głowa? Chyba tak naprawdę mnie nie kochają.
Rysuję swój ból i rysuję istotę, która siedzi we mnie i drąży mnie od wewnątrz.
Boję się. Nie wiem dlaczego, ale boję się. Wczoraj wieczorem w telewizji puszczali tak zwany western. Byłem oniemiały z przerażenia. Cały się trząsłem. Moja rodzina była zaskoczona.
Dzisiaj rano siostry wbiegły do pokoju, udając kowbojów, chcąc mnie nastraszyć. Uciekam na drugi koniec mieszkania, ale dziewczyny dopadają mnie w salonie. Biegnę do kuchni. I tu mnie złapały. Biegnę w stronę łazienki. Tam też mnie dorwą. – Oskalpujemy cię! – grozi Mathilde, najmłodsza. Dlaczego mówi mi takie niemiłe rzeczy? Siostry gonią mnie aż do pokoju rodziców. Później próbują mnie złapać w pralni, na szczęście udaje mi się umknąć między ich nogami. Jestem w panice. Gdzie się schować? Wpadam na pewien pomysł. Barykaduję się w toalecie. Dla większego bezpieczeństwa zamykam drzwi na zasuwkę. Słyszę, jak siostry się dobijają, ale nie boję się już, drzwi są solidne. Czuję się tu jak w bezpiecznej fortecy. Nagle dziewczyny przestają walić pięściami w drzwi. Słyszę rozmowę.
– Co się tutaj dzieje? – pyta tata.
– Jacques zamknął się w toalecie – piszczą siostry.
– W toalecie? Cóż ty tam, do diabła, wyprawiasz? – dziwi się ojciec.
Nagle przychodzi mi do głowy pewna myśl. Powtarzam zdanie, którego tatuś zawsze używa, gdy chce spokojnie posiedzieć w toalecie i które strasznie denerwuje mamusię.
– Czytam książkę.
Za drzwiami zapada cisza. Wiem, że w tym domu słowo „książka" budzi natychmiastowy respekt.
– To co, wyważamy drzwi? – proponuje przymilnym głosem Mathilde.
Pełne napięcia oczekiwanie.
Wreszcie słyszę głos taty:
– Skoro siedzi w toalecie z książką, trzeba go zostawić w spokoju.
Czegoś się nauczyłem. Kiedy wszystko idzie nie po mojej myśli, trzeba zamknąć się w łazience i czytać książkę.
Siadam na sedesie i rozglądam się. Po mojej prawej leży sterta gazet, a nade mną znajduje się półka – podręczna biblioteczka taty. Biorę jedną z książek. Strony wypełnione są przylegającymi do siebie literami, których nie umiem rozszyfrować. Patrzę na okładki innych pozycji. Na szczęście jest tu też album dla dzieci, z licznymi obrazkami. Znam go. Tata czytał mi go już przed snem. Opowiada o olbrzymie w krainie liliputów i o lilipucie w krainie olbrzymów. Główny bohater nazywał się chyba Guliwer. Patrzę na obrazki i próbuję pojąć sens liter tak, by powstały z nich słowa. To za trudne. Zatrzymuję się na dłużej przed ilustracją wielkoluda spętanego przez tłum maleńkich ludzików.
Kiedyś, kiedy będę już umiał czytać, zamknę się w toalecie na długo, bardzo długo i będę czytał i czytał, tak że wreszcie zapomnę o tym, co się dzieje za drzwiami.
43. CZTERY KULE PRZEZNACZENIA
Edmund Wells ciągnie nas w stronę przesmyku wśród skalistych gór północnego wschodu. Mój instruktor wskazuje nam wejście, po czym wślizgujemy się do labiryntu tuneli, które doprowadzają nas w końcu do olbrzymiej groty oświetlonej przez cztery kule wysokie na mniej więcej pięćdziesiąt metrów, lewitujące dwa metry nad ziemią.
Читать дальше