Margit Sandemo - Dom Upiorów

Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Dom Upiorów» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dom Upiorów: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dom Upiorów»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Elisabet Paladin była osobą zdecydowaną i nie ulegała ciągłym opowieściom matki o znakomitych rodzinach ani jej marzeniom o bogatym mężu dla córki. Bo tak naprawdę to żaden mężczyzna nie zdołał wzbudzić zainteresowania dziewczyny – dopóki nie spotkała Vemunda Tarka. Kiedy jednak Vemund przyszedł rozmawiać z jej rodzicami o małżeństwie, to nie dla siebie prosił o rękę Elisabet lecz dla swego młodszego brata.

Dom Upiorów — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dom Upiorów», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Właściwie nie mogła uwierzyć, że stan Karin jest groźny. Nie pojmowała, na jakim świecie żyje, to prawda, ale była stuprocentową kobietą swego czasu. Nieustannie zajęta swoim wyglądem, nic poza tym jej nie interesowało. Kokieteryjna, nienaturalna, myśląca tylko o tym, by wyglądać młodo – to nic nadzwyczajnego u kobiety z wyższych sfer z początków osiemnastego wieku. Panowała wtedy moda na francuską lekkomyślność, choć może Karin rzeczywiście trochę za bardzo podkreślała swoją młodość. Była to jednak miła i sympatyczna osoba, wielu tak zwanych normalnych ludzi zachowywało się dużo bardziej głupio niż ona.

Aż do wieczora, dopóki chora nie musiała położyć się spać, Elisabet nie dostrzegała w jej zachowaniu nic naprawdę szalonego.

Kiedy Karin leżała już w swoim wspaniałym łożu zasłanym batystem i koronkami, wyglądała na bezgranicznie rozczarowaną i opuszczoną.

– Nie przyszedł – szeptała. – Nie rozumiem. Przecież powiedział, że przyjdzie! Tak pięknie się ubrałam. Prawda, że byłam dziś wieczorem wyjątkowo piękna?

– Tak, to prawda. Ale jutro przyjdzie na pewno – pocieszała ją Elisabet, domyślała się bowiem, że dalej niż do jutra myśli chorej nie są w stanie wybiegać.

Przez moment zdawało się, że w oczach nieszczęsnej kobiety rozbłyska świadomość prawdy, ale po chwili uspokoiła się.

– Myślisz, że przyjdzie? No, tak, przecież coś mogło go zatrzymać! Niełatwo jest znaleźć konwalie o tej porze roku! A on mi obiecał, że przyniesie konwalie. Czy ty też uważasz, że to kwiaty najbardziej odpowiednie do ślubnego bukietu? Są takie wdzięczne, prawdziwy symbol niewinności.

– Tak, rzeczywiście się nadają – potwierdziła Elisabet oszołomiona. – Ale, panno Karin, nie powiedziała mi pani, na kogo pani czeka.

– Nie powiedziałam? To znaczy, że ty o niczym nie wiesz? Nikt ci nie powiedział o najważniejszym? Czekam na narzeczonego, oczywiście! Jest taki przystojny, możesz mi wierzyć! Za kilka dni ma być nasz ślub.

– Rozumiem.

Teraz zaczynała się domyślać, na czym polega tragedia. Narzeczony. Czy on umarł? I ani serce, ani tym bardziej rozsądek Karin nie były w stanie tego znieść.

„Rozpacz większa niż ktokolwiek byłby w stanie znieść…”

Ingrid miała rację. To tutaj kryje się ta rozpacz! Ingrid nazwała to nie wyjaśnioną sprawą. No tak, przecież nie mogła się domyślać istnienia Karin Ulriksby.

Trudna do zniesienia rozpacz. Karin nie przyjmuje więc do wiadomości, że jej ukochanego nie ma. Codziennie ufnie na niego czeka, ubiera się pięknie, stara się być młoda i ładna. I każdego wieczoru doznaje rozczarowania. Czeka na swojego narzeczonego, który nigdy nie przyjdzie. Który pewnie już zamienił się w proch pod ziemią…

To dla niego tak się stroi.

Elisabet powiedziała dobranoc, poprosiła, by panna Karin wołała, gdyby czegoś potrzebowała. Elisabet przyjdzie natychmiast!

Kiedy nareszcie sama znalazła się w łóżku – w obcym łóżku, w obcym domu – długo leżała pogrążona w myślach.

To błąd Vemunda miał sprawić, że Karin dotknęło nieszczęście…

W takim razie nie była chora od zbyt dawna. Co Vemund mógł zrobić? Nasuwało się najprostsze podejrzenie: Zamordował jej narzeczonego?

Mimo woli, powiedział Vemund. To oczywiste. Ale wstręt Karin da nazwiska Tark nie jest przez to mniejszy. To znaczy nie byłby, gdyby to nazwisko usłyszała.

Jej zmysły nie powinny zostać obudzone. Bo wtedy wróci pamięć. Przypomni sobie, że narzeczonego już nie ma. I że to ktoś nazwiskiem Tark go zabił, zabił jej szczęście.

To wystarczające tłumaczenie.

Wrażliwa, trochę już podstarzała kobieta mogła na taką tragedię zareagować właśnie tak, schronić się w świecie fantazji.

Elisabet nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Większość normalnych kobiet potrafiłaby przeżyć takie nieszczęście. Ale Karin Ulriksby była niezwykle wrażliwą istotą. Czekała chyba na kandydata do małżeństwa dość długo. A gdy się w końcu jakiś pojawił… Straciła go w tak bezlitosny sposób.

Vemund okazał wielką troskliwość, skoro tak się nią zajął. Karin Ulriksby nie była stworzona do życia w okrutnym domu dla psychicznie chorych, w domu wariatów jak się to brutalnie nazywa.

Sumienie Vemunda musiało być czarne jak noc.

To zresztą dziwne, że Karin, jego kuzynka przecież, nie wiedziała, jak on się nazywa. Musiała chyba zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje jakiś Tark o imieniu Vemund, to znowu nie takie pospolite nazwisko! Ale pewnie i to ma jakieś wyjaśnienie.

– Elisabet! – rozległo się wołanie.

Włożyła szlafrok i pośpieszyła na górę.

– Powinnaś drzwi od twego pokoju zostawić otwarte. Żebyś słyszała, gdyby on pukał. Bo wiesz, on mógł wpaść po drodze w ręce rozbójników albo koło od powozu mogło się popsuć, może być wiele przyczyn.

– Ja sypiam bardzo czujnie, panno Karin.

Chora wyglądała na uspokojoną.

– Tak się cieszę, że jesteś ze mną, Elisabet. Jesteś bardzo miłą osobą.

– Na pewno będzie nam dobrze razem, panno Karin – zapewniła Elisabet i poprawiła chorej kołdrę.

Serce jej krwawiło, gdy patrzyła na tę kobietę, której twarz i włosy nosiły już ślady upływu czasu. Rysy zaczynały się rozmazywać, pojawiały się podstępne zmarszczki. Organizm też zapewne nie był już taki jak dawniej. Pewnego dnia będzie musiała pojąć prawdę. Że jest stara i że życie mija. W końcu będzie też musiała zrozumieć to, co wszyscy widzą: Że przestała być czarującą panną młodą.

I co się wtedy stanie?

Elisabet dobrze znała stary przepis: Nieszczęśliwą miłość uleczyć może tylko inna miłość.

Ale w przypadku Karin? Było pewnie na to za późno, a zresztą może ona już na zawsze pogrążyła się w świecie marzeń?

– Paladin z Ludzi Lodu – rzekła Karin, kiedy Elisabet poprawiała jej poduszkę. – To brzmi bardzo arystokratycznie! Chyba nie jesteś szlachcianką?

– Kiedyś mój ród należał do arystokracji – uśmiechnęła się Elisabet. – Ale to było dawno temu! Szlachta teraz upadła, jak pani wie. I pod względem pozycji społecznej, i pod względem materialnym.

– Tak, to prawda – westchnęła Karin z ulgą i jakby uspokojona. Byłoby chyba kłopotliwe mieć osobę z arystokracji jako damę do towarzystwa, ona powinna tu być najwyżej postawiona, dobra panna Karin. – Skąd pochodzi twój ród? Paladin, to chyba nie jest norweskie nazwisko?

– Nie, rzeczywiście nie jest. Pochodzimy ze Schwarzburga, mój przodek był tam księciem. Później ród miał tytuł margrabiowski. Jeden z moich przodków osiedlił się w Danii i tam spotkał moją praprababkę pochodzącą z Ludzi Lodu. Tu, w Norwegii, nie mamy żadnego tytułu. No, to może pani teraz spać spokojnie, panno Karin, będę uważać, czy ktoś nie stuka.

Panna Karin ponownie ułożyła się do snu, przejęta tym, że jej dama do towarzystwa pochodzi z książęcego domu. Następnego dnia jednak zapomniała o wszystkim wobec straszliwie trudnego dylematu, czy włożyć błękitną suknię, czy raczej różową.

Elisabet i panna Karin szybko doszły do porozumienia. Wprawdzie Elisabet nudziła się porządnie, spędzając dzień na rozmowach, grach i pielęgnowaniu urody swojej chlebodawczyni, nieustannie jednak kołatała jej w głowie jedna myśl: Jak zdołam pomóc temu biednemu stworzeniu, nie raniąc go jeszcze głębiej?

Bo Elisabet bardzo chciała pomóc.

W jakiś sposób udało jej się wmówić chorej, że dziś wieczorem absolutnie nie powinna oczekiwać narzeczonego. Karin, uspokojona, położyła się więc wcześniej i Elisabet miała czas, żeby przygotować się do wyjścia.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dom Upiorów»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dom Upiorów» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Margit Sandemo - Gdzie Jest Turbinella?
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Przeklęty Skarb
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Kobieta Na Brzegu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Miasto Strachu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Magiczne księgi
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Zbłąkane Serca
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Lód I Ogień
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Dom W Eldafjord
Margit Sandemo
libcat.ru: книга без обложки
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Milczące Kolosy
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Dom Hańby
Margit Sandemo
Отзывы о книге «Dom Upiorów»

Обсуждение, отзывы о книге «Dom Upiorów» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x