Marina Diaczenko - Szrama

Здесь есть возможность читать онлайн «Marina Diaczenko - Szrama» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Szrama: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Szrama»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Szrama” jest drugim tomem kultowego cyklu Tułacze.
Opowieść o zbrodni, karze, pokucie i odkupieniu. Sławny w swoim mieście gwardzista, kobieciarz i hulaka, porucznik Egert Soll zabija w sprowokowanym przez siebie pojedynku niewinnego studenta. Za ten czyn zostaje ukarany przez wędrownego maga, który piętnuje jego twarz niegroźną z pozoru raną.
Szrama zabliźnia się szybko, równie szybko jednak okazuje się, że stała się dla młodego zabijaki przekleństwem: całkowicie zmienia jego psychikę i przydaje mu cechę, którą zawsze gardził, podobnie jak jego otoczenie, mianowicie bezmierne tchórzostwo.
Gwardzista zmuszony jest opuścić pułk i rodzinne miasto. Tułając się po świecie, spotyka kobietę, którą skrzywdził, narzeczoną zabitego studenta. Czy zdoła okupić swą winę i pozyskać przychylność Torii? Magię można pokonać jedynie magią.
W zaskakującym finale Soll stanie przed niezwykle trudnym wyborem.

Szrama — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Szrama», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Egert nie mógł zrozumieć, co się stało. Dawno zapomniał, jak się spada z konia, gdyż ostatni raz zdarzyło mu się coś ta kiego, kiedy miał dziesięć lat. Poczuł jedynie gwałtowny lęk, przed oczyma mignęło mu czarne niebo z nielicznymi gwiazdami, po czym nastąpił bolesny, lecz ku jego zdumieniu, wcale nie śmiertelny wstrząs.

Leżał na boku, mając przed oczami kopyta swego rumaka. Pochodnia, którą upuścił, syczała, gasnąc w pobliskiej kałuży. Z oddali dobiegały go zdziwione głosy. W końcu sytuacja stała się dla Solla jasna i mógł uznać za błogosławieństwo fakt, że szybko stracił przytomność.

Co mogło być przyczyną, żeby ktoś taki jak Egert Soll spadł ze spokojnie idącego konia na oczach czwórki podwładnych? Tylko śmierć, pomyślał leżący i naprawdę zapragnął umrzeć.

– Soll!… Pomóż mi, Laganie, on leży jak martwy!… Co jest…

Poczuł jak czyjeś dłonie chwytają go za ramiona i przewracają na plecy, lecz nadal nie dawał oznak życia.

– Boniforze, daj szybko manierkę!

Poczuł jakąś ciecz spływającą po twarzy. Odczekał jeszcze chwilę, w końcu miał tego dosyć i otworzył oczy.

Przy świetle pochodni schylali się nad nim Karwer, Lagan, Ol i Bonifor. Wszyscy mieli zdziwione miny, młodsi byli też wystraszeni.

– Żyje – stwierdził Ol z westchnieniem ulgi.

– Co mu się chwali – rzekł flegmatycznie Lagan. – Soll, co z tobą, jesteś pijany?

– Kiedy wyjeżdżaliśmy był całkiem trzeźwy – sprzeciwił się stanowczo Karwer. – Chyba że zdążył po drodze…

– Podczas służby? – zainteresował się Lagan beznamiętnie.

– Nie czuć od niego alkoholu! – oznajmił Bonifor.

Było mu bardzo niewygodnie leżeć na wznak i być obiektem ogólnej ciekawości, tym bardziej, że kamienie brukowe, jakby się wreszcie doczekały na swoją chwilę, wpijały mu się niemile w plecy. Uniósł się na łokciach, a wtedy kilkoro rąk podtrzymało go i pomogło wstać.

– Co z tobą? – zapytał po prostu Karwer.

Egert sam nie wiedział, lecz nie miał zamiaru tego zdradzić podkomendnym.

– Nie pamiętam – odparł, starając się, żeby jego głos brzmiał jak najbardziej ochryple. – Jechaliśmy, a potem… Ciemność przed oczyma… I ocknąłem się na ziemi.

Gwardziści spojrzeli po sobie.

– Kiepska sprawa – stwierdził Lagan. – Powinieneś pójść do lekarza.

Egert nie odpowiedział. Starając się z trudem opanować wstrząsające nim dreszcze, wsiadł na konia. Nocny patrol nieco się przeciągnął, lecz do samego rana oficer czuł na sobie pytające spojrzenia podwładnych, zapewne obawiających się, czy znowu nie spadnie z konia.

Kilka dni później pułk wyjechał na manewry.

Przejazd odbył się ze stosowną pompą. Jak nakazywał obyczaj, ćwiczenia poprzedziła parada. Prawie wszyscy mieszkańcy Kawarrena zebrali się na nadbrzeżu, przy czym przedstawiciele ważnych rodów zjawiali się pod miniaturowymi dynastycznymi sztandarami, przy czym ojcowie rodzin wymachiwali obnażonymi szpadami niczym pałeczką kapelmistrza. Burmistrz zjawił się w płaszczu wyszywanym w podobizny bestii heraldycznych. Chłopcy przeznaczeni w przyszłości do służby w pułku, kiedy osiągną odpowiedni wiek i wzrost, ustawieni byli w kolumnę i kilkakrotnie przemaszerowali w tę i z powrotem. Na czele oddziału kroczył piętnastoletni młodzik, zamykał zaś pochód trzylatek w mundurku z drewnianym kindżałem u pasa. Różnica wieku odzwierciedlała się w możliwościach maszerowania: malec był bardzo zdyszany, parę razy nawet się potknął, próbując nadążyć za starszymi, nie płakał jednak, rozumiejąc najwidoczniej, jaki spotkał go zaszczyt.

Później przed oczami zebranych pojawił się wreszcie główny powód zgromadzenia. Przejechali pod wodzą kapitana na pysznych rumakach, każdy dzierżąc w prawicy uniesione w salucie ostrze szpady. Najodważniejsze dziewczęta wyskakiwały z tłumu wprost przed końskie piersi i zarzucały na klingi gwardzistów fiołkowe wieńce, co oznaczało wyraz gorącego uczucia. Najwięcej kwietnych pierścieni otrzymał wedle rangi kapitan, sporo dostał ich także Soll, który zresztą wyglądał tego ranka blado i niezdrowo. Nad głowy ciżby wzlatywały podrzucane kwiaty i kapelusze. Miało się wrażenie, jakby odprowadzano gwardzistów na wojnę, chociaż wszyscy wiedzieli, że za trzy dni pułk cały i zdrowy spokojnie wróci do domu.

Mieszczanie skończyli fetowanie, gwardziści zaś, minąwszy miejską bramę, wyjechali na główny trakt, kierując się w stronę, gdzie już tydzień temu przygotowano obóz wojskowy.

Wokół była wiosna w pełnym rozkwicie. Soll siedział w siodle przygarbiony, w żaden sposób nie radując się pięknem rozświetlonego słońcem pejzażu po obu stronach drogi. Poprzednią noc spędził bezsennie. Przed północą nawiedził go kolejny koszmar, doczekał zatem świtu, wymieniając kolejne świece w lichtarzach. Parada go wcale nie pocieszyła, odwrotnie, odczuł nowy wstrząs, zdał sobie bowiem sprawę, że nie znosi samego widoku obnażonej szpady. Wielkie nieba! Widok gołej klingi nie przywodził teraz temu słynnemu zabijace miłych myśli o sławie i zwycięstwie, lecz kiedy spoglądał na ostre żelazo, myślał o rozciętej do kości skórze, o krwi i bólu, których konsekwencją będzie śmierć…

Koledzy spoglądali nań z ukosa. Oficjalna wersja głosiła, że zakochał się nieszczęśliwie. Domyślano się, robiąc przegląd różnych kandydatek, że sercem oficera zawładnęła piękna i nieprzystępna Toria, narzeczona zabitego studenta. Tylko Karwer nie brał udziału w plotkach, lecz obserwował wszystko w milczeniu.

Zjechawszy z głównej drogi, dotarli nad krawędź głębokiego wąwozu. Grudy ziemi posypały się w przepaść spod kopyt. Kapitan wydał rozkaz. Egert zadrżał, ujrzawszy gładko ostrugane bez jednego sęka bierwiono, przerzucone na drugą stronę.

Niegdyś w związku z zakładem Soll przegalopował nad samą najgłębszą przepaścią. Wielekroć, kiedy stąpał po gładkiej nawierzchni kładki, zamierało mu serce, radując się świadomością wielkiego niebezpieczeństwa, które pozwoliło mu się wykazać odwagą. Nie zadowalając się osobistym ryzykiem, zachęcał także innych, wykorzystując oficerską rangę i magiczne słowo: „tchórz”, prowokował na tym pniu pojedynki… Zdarzyło się, że ktoś spadł na dno wąwozu i złamał nogę. Egert nie pamiętał, jak nazywał się ten biedaczek, który okulał po wypadku i musiał opuścić pułk.

Wszystko to przypomniało się Egertowi w chwili, gdy jego koledzy na rozkaz kapitana zeskakiwali z koni w pobliżu kłody.

Ustawili się w szyku. Młodych i niedoświadczonych ustawił kapitan oddzielnie, a porucznik Dron, instruktor młodych rekrutów, zaczął im wyjaśniać z poważną miną sens ćwiczenia. Chwilę potem kapitan, nie chcąc tracić czasu, nakazał zaczynać.

Sprawa wydawała się prosta: przejść na drugą stronę wąwozu i czekać tam na pozostałych. Chłopcy pełniący rolę ordynansów, wzięci specjalnie na manewry do rozmaitych posług, mieli odprowadzić konie do obozu. Egert z trudem wyplątał wodze ze zgrabiałej dłoni i przekazał je patrzącemu nań z uwielbieniem podrostkowi.

W stosownym porządku gwardziści jeden za drugim przechodzili po kładce, jedni z popisową brawurą, inni ze źle skrywaną obawą, jedni biegiem, drudzy ostrożnie stawiając nogę za nogą. Soll zamykał kolumnę. Widział, jak buty kolegów przesuwają się po gładkim drewnie i usiłował zrozumieć, skąd wzięły się to dziwne, lepkie uczucie w sercu i nagła słabość w kolanach?

Nigdy jeszcze nie odczuwając prawdziwego strachu w obliczu niebezpieczeństwa, nie od razu pojął, że zwyczajnie się boi. Tak bardzo, że nogi mu miękną, a żołądek wywraca się boleśnie…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Szrama»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Szrama» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Marina Diaczenko - Zoo
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Tron
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Rytuał
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Ostatni Don Kichot
Marina Diaczenko
Marina Dyachenko - The Scar
Marina Dyachenko
Marina Diaczenko - Miedziany Król
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Następca
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Awanturnik
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Dzika energia
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Odźwierny
Marina Diaczenko
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Отзывы о книге «Szrama»

Обсуждение, отзывы о книге «Szrama» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x