Borys Strugacki - Bezsilni tego swiata

Здесь есть возможность читать онлайн «Borys Strugacki - Bezsilni tego swiata» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2004, Издательство: Amber, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Bezsilni tego swiata: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Bezsilni tego swiata»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zbliżają się wybory gubernatora Petersburga. Spiskowcy, stosując przemoc i tortury, chcą zapewnić wygraną swojemu kandydatowi. Na nic się to jednak nie zdaje, bo zwycięzca zostaje zabity strumieniem…

Bezsilni tego swiata — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Bezsilni tego swiata», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wadima, niedbale brzękając szczypcami. To ten połyskujący stalowy dziadek do orzechów — dwie metalowe rączki z zębatymi wycięciami w tym miejscu, w którym były połączone z poprzecznym prętem. Wielkogłowy, mały Lepa zręcznym ruchem chwycił w te zębate wycięcia mały palec Wadima i zacisnął rączki.

— Taki malutki, a taki wre-edniutki… — powiedział Wadim zdławionym głosem. Twarz mu poszarzała, na czoło wystąpiły ogromne krople potu.

— Bez wygłupów! — rozkazał Erast Bonifatjewicz, wpadając w rozdrażnienie. — Teraz bardzo pana boli, a za chwilę zaboli jeszcze bardziej. Lepa, dwa!

Mały Lepa szybko oblizał wargi i chwycił w szczypce drugi palec Wadima.

— Ej, ty! — zasyczał Wadimowi do ucha rudy golem Keszyk, napierając na niego jeszcze mocniej. — Stój!…

— Dosyć. Wystarczy… — Wadim stracił oddech. — Wystarczy. Zgadzam się.

— Nie — sprzeciwił się Erast Bonifatjewicz. — Lepa, trzy!

Teraz Wadim zaczął krzyczeć.

Erast Bonifatjewicz, niebezpiecznie odchylony na oparcie fotela, obserwował go, bawiąc się czarnym wskaźnikiem z gałką. Na jego twarzy pojawił się wyraz wzgardliwego zadowolenia. Wszystko przebiegało zgodnie ze starannie przemyślanym, niejednokrotnie odegranym scenariuszem. Nieposłusznemu człowiekowi starannie, z kunsztem, zapałem i znajomością rzeczy ściskano palce, tak żeby zahaczyć o podstawę paznokcia. Człowiek zaczynał krzyczeć. Być może człowiek już się zmoczył. Człowiek otrzymywał lekcję, zostawał złamany i zdławiony. W efekcie dostawano to, o co chodziło: człowieka w określonym stanie ducha.

W końcu Erast Bonifatjewicz zarządził:

— Dobrze, wystarczy. Lepa! Powiedziałem: wystarczy!

Lepa i Keszyk wycofali się od razu. Wrócili na swoje pozycje wyjściowe. Jak psy do swoich bud. Psy. Szakale. Oprawcy. Wadim patrzył na swoje posiniałe palce i płakał. Palce puchły szybko, niebiesko-czerwone plamy błyskawicznie zmieniały kolor na grafitowo-czarny.

— Bardzo mi przykro — rzekł Erast Bonifatjewicz poprzednim, delikatnym głosem salonowca. — Była to jednak absolutnie konieczna, wręcz niezbędna lekcja. Nie chciał pan uwierzyć, do jakiego stopnia jest to poważne, a to jest bardzo poważne! Przejdźmy do następnego punktu… — wsunął wąską, białą dłoń za marynarkę i wyciągnął na światło dzienne długą, białą kopertę. — Tutaj są pieniądze. Spore pieniądze. Pięć tysięcy dolców. Dla pana. To zaliczka. Proszę wziąć.

Długa, biała koperta leżała na stole przed Wadimem, a Wadim patrzył na nią wzrokiem szklistym od zastygłych łez. Miał dreszcze.

— Słyszy mnie pan? — zapytał Erast Bonifatjewicz. — Halo! Niech pan odpowie, wystarczy już tej histerii. A może życzy pan sobie powtórzyć zabieg?

— Słyszę — powiedział Wadim. — Pieniądze. Pięć tysięcy…

— Bardzo dobrze. Należą do pana. To bezzwrotna zaliczka. Jeśli szesnastego grudnia zwycięży Inteligent, otrzyma pan resztę, dwadzieścia tysięcy. Jeśli zaś nie…

— Szesnastego grudnia nikt nie zwycięży — wycedził Wadim przez zęby. — Będzie druga tura.

— To nieistotne — rzekł Erast Bonifatjewicz niecierpliwie. — Nie jesteśmy formalistami. Doskonale pan rozumie, czego od pana chcemy. Jeśli Inteligent zostanie gubernatorem, pan zostanie właścicielem dwudziestu tysięcy. Inteligent gubernatorem nie będzie — pan będzie miał ogromne kłopoty. Ma pan już ogólną orientację, jakie kłopoty mam na myśli.

Wadim milczał, lewą, zdrową ręką przyciskając do piersi prawą, chorą. Nadal wstrząsały nim dreszcze. Już nie płakał, ale patrząc na niego, trudno było wyczuć, czy coś do niego dociera, czy też nadal tkwi w osłupieniu — zgięty na idiotycznym, składanym foteliku, trzęsący się, spocony, blady mężczyzna. Erast Bonifatjewicz wstał.

— To wszystko. Ostrzegliśmy pana. Czas, start. Niech pan zacznie działać natychmiast. Nie ma pan zbyt wiele czasu, żeby przekręcić pańską rurę o ogromnej średnicy. Jak wiadomo — Erast Bonifatjewicz uniósł w górę długi, blady palec — jeśli ma się wystarczająco dużo czasu, nawet małym wysiłkiem można przesunąć górę. Najlepiej będzie, jeśli przystąpi pan do dzieła od razu…

— Jeśli nie ma tarcia… — wyszeptał Wadim, nie patrząc na niego.

— Co? Ach, tak. Oczywiście. Ale to już pański problem. Żegnam i życzę zdrowia. Miłego dnia.

Odwrócił się i zrobił krok do przodu, ale zatrzymał się jeszcze na chwilę:

— Na wypadek gdyby zechciał pan zwiać do Ameryki albo strugać bohatera w inny sposób, ostrzegam. Wiemy, że ma pan matkę, którą bardzo pan kocha. — Twarz Erasta wyrażała wstręt. — Osobiście nie cierpię takiego żałosnego szantażu, ale przecież z wami, parszywcami, inaczej się nie da… — Znowu ruszył i znowu się zatrzymał. — W charakterze zaliczkowej uprzejmości — powiedział, uśmiechając się miło — nie powiedziałby mi pan, kogo postawią na czele FSB?

— Nie — mruknął Wadim. — Nie powiedziałbym.

— Dlaczegóż to? Obraził się pan? Zupełnie niepotrzebnie. Przecież to nic osobistego: to tylko interes, specyfika biznesu, nic poza tym.

— Rozumiem — rzekł Wadim, patrząc mu w oczy. — Doceniam. Mówienie sprawiało mu trudność, dlatego wymawiał słowa ze szczególną starannością, jak człowiek, który sam siebie nie słyszy. — Jednak nie mogę okazać tej uprzejmości. Wiem, czego chcą miliony, ale pojęcia nie mam, czego życzy sobie tuzin naczelników.

— Ach, więc to tak? No cóż, rozumiem, naturalnie. W takim razie wszystkiego najlepszego. Życzę szczęścia i pomyślności.

I poszedł, nie odwracając się już, wymachując swoim czarnym wskaźnikiem — elegancki,

wyprostowany, bezpiecznie chroniony i cholernie zadowolony z siebie. Mały Lepa pospieszył za nim bez pożegnania, w biegu wsuwając do kieszeni swoje szczypczyki — taki malutki, a taki wre-edniutki…! Keszyk zaś zrobił najpierw kilka kroków, żeby dogonić zwierzchnictwo, ale gdy tylko Erast Bonifatjewicz skrył się za namiotem kuchennym, zatrzymał się nagle, odwrócił gębę, wykrzywionąjak od bólu zęba, i nie biorąc zamachu, miękką, tłustą łapą uderzył Wadima w twarz tak, że ten przewrócił się na plecy razem z fotelem i leżał tak z wywróconymi do góry oczami.

Keszyk przyglądał mu się przez kilka sekund, a potem przez kilka kolejnych wpatrywał się w białą, wąską kopertę, która leżała sobie spokojnie na stole. Potem znowu popatrzył na Wadima.

— Ty skurwysynu — zasyczał ledwie dosłyszalnie, odwrócił się i tupiąc ciężko wielkimi, grubymi nogami, zaczął doganiać swoich.

Przez jakiś czas Wadim leżał tak, jak upadł — na plecach, z rozkraczonymi nogami, zgniatany przez fotel, który złożył się w czasie upadku. Potem w jego spojrzeniu pojawił się ślad myśli, Wadim zaczął szybciej oddychać i spróbował przekręcić się na bok, opierając się na łokciu bolącej ręki. Przekręcił się, uwolnił od złożonego fotela i zaczął się czołgać.

Nawet nie próbował wstać. Pełznął na czworakach, jęcząc, sapiąc, tracąc oddech i wpatrując się w jeden punkt — w wiadra z wodą, postawione rano pod dachem namiotu gospodarczego.

Doczołgał się jakoś. Usiadł i zaciskając zęby, zanurzył chorą rękę w najbliższym wiadrze.

— Nic nie powstrzyma energizera… — powiedział w przestrzeń i oklapł, wsłuchując się w swój ból, w swoją rozpacz, w pustkę w swoim wnętrzu i — z bezsilną nienawiścią — w mroczny, aksamitny pomruk luksusowego dżipa cherokee, niespiesznie zawracającego gdzieś tam, za namiotem, na wyboistej drodze.

Dygresja liryczna nr 1

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Bezsilni tego swiata»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Bezsilni tego swiata» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Arkadij Strugacki - Piknik pored puta
Arkadij Strugacki
Arkadij Strugacki - Biały stożek Ałaidu
Arkadij Strugacki
libcat.ru: книга без обложки
Arkadije Strugacki
Arkadije Strugacki - Tesko je biti Bog
Arkadije Strugacki
Arkadij Strugacki - Poludnie, XXII wiek
Arkadij Strugacki
libcat.ru: книга без обложки
Arkady Strugacki
libcat.ru: книга без обложки
Arkadij a Boris Strugačtí
Отзывы о книге «Bezsilni tego swiata»

Обсуждение, отзывы о книге «Bezsilni tego swiata» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x