Greg Bear - Pieśń krwi

Здесь есть возможность читать онлайн «Greg Bear - Pieśń krwi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1992, ISBN: 1992, Издательство: Alfa, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Pieśń krwi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Pieśń krwi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Vergil Ulam był geniuszem przekraczającym granice biologii. Pracował nad restrukturyzacją komórek ludzkiego organizmu. Komórek myślących. Ponieważ Genotron, firma, w której pracował, skasował jego rewolucyjny program badawczy, Vergil postanowił na przekór wszystkiemu ocalić dzieło swego życia. Wybrał sposób najprostszy i najskuteczniejszy — przemycił myślące komórki we własnej krwi. Początkowo skutki działania inteligentnych limfocytów są niczym cuda w małej skali: wzrok Vergila poprawia się, a on sam staje się okazem zdrowia i seksualnej sprawności. Ale potem dzieją się rzeczy bardziej niezwykłe. Komórki mnożą się i przebudowują stopniowo „te zwykłe”, tworząc organizmy o wysokim stopniu komplikacji i wręcz społeczeństwa. Vergil Ulam staje się wszechświatem. Wszechświatem składających i eksperymentujących. Komórek, które bardzo szybko odkrywają istnienie innych ludzi i „zewnętrznego” wszechświata. Komórek, które postanowiły, że oto nastał czas przemian…

Pieśń krwi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Pieśń krwi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Ugh — stęknął Jerry, dotykając zgiętym palcem jednej z kupek.

— Gdybym był tobą, nie ruszałbym niczego — stwierdził John.

— Do diabła, przecież jesteś mną. Prawie niczym się nie różnimy.

— I ja niczego nie ruszam.

— Jasne. To chyba niezły pomysł.

Przeszli wzdłuż półek i doszli do pokrytej rurkami ściany. Rurki wpełzały na półki, dzieląc się po wielokroć i w mniejszych wiązkach dochodząc do leżących na półkach kupek błyszczącej brązowej substancji.

— A z czego to jest w ogóle zrobione? — zainteresował się Jerry, dotykając jednej z podpórek. — Plastik?

— Nie wygląda mi to na plastik — odpowiedział z wahaniem John. — Raczej na czystą i białą… kość.

Bracia spojrzeli sobie w oczy.

— Mam nadzieję, że nie. — Jerry odwrócił się. Wśród pasm mgły i wirującego powietrza przeszli na drugą stronę regałów i zobaczyli białą, jakby zrobioną z pianki matrycę, przypominającą gumowy pszczeli plaster pełen wgłębień, wypełnionych po brzegi gęstym, purpurowym płynem. Płyn przelewał się od czasu do czasu, sycząc i dymiąc w momencie zetknięcia z podłogą.

John w ostatniej chwili opanował się i nie zwymiotował, wybełkotał tylko coś o tym, że trzeba wyjść.

— Jasne — powiedział Jerry, pochylając się, by lepiej widzieć wgłębienia. — Tylko przyjrzyj się najpierw temu.

John zawahał się i spełnił polecenie brata. Stał przygarbiony, opierając dłonie na kolanach i przyglądał się wgłębieniu, które pokazywał mu Jerry.

— Spójrz tylko na te niteczki. I koraliki wędrujące po niteczkach, tu, nad płynem. Czerwone koraliki. Wyglądają jak krew, no nie?

John skinął głową. Wygrzebał z kieszeni nóż komando-ski, który znalazł pod rozprutym siedzeniem angielskiego jeepa. Z rękojeści wyciągnął małe szkło powiększające.

— Przyświeć mi — powiedział.

Obejrzał wypełnione płynem wgłębienia i cienkie nici.

Im dokładniej się temu przyglądał, tym więcej widział szczegółów. Nie potrafił rozpoznać niczego, dostrzegł jednak, że powierzchnia czerwonego płynu składa się z tysięcy ostrosłupów. Biały budulec przypominał fakturą styropian lub korek.

Zacisnął zęby.

— Bardzo to piękne — powiedział.

Złapał za krawędź wgłębienia i rozerwał je. Płyn chlusnął na podłoże. Mgła zgęstniała.

— Tu ich nie ma.

— Dlaczego to zrobiłeś?

John uderzył miękki plaster miodu i poderwał rękę, umazaną błyszczącym czerwonym płynem.

— Bo tu ich nie ma! — krzyknął.

— Kogo?

— Ruth i Lorena. Ich tu nie ma!

— Zaraz… — Jerry chciał przemówić bratu do rozsądku, ale John rozrywał sieć obydwiema rękami. W oparach słodkiej, gęstej mgły zaledwie mogli dostrzec się nawzajem. Jerry złapał go za ramie i próbował powstrzymać.

— Przestań, John. Przestań, do cholery!

— Zabrali ich! — wrzeszczał John. Poczuł, że coś ściska go za gardło, wiec chwycił je jedną ręką, drugą dokonując dalej dzieła zniszczenia. — Ich tu nie ma, Jerry.

Potoczyli się po lepkim podłożu. Jerry zdołał w końcu unieruchomić ramiona brata. Latarka upadła tak, że świeciła w górę i poza ich plecy. John potrząsnął głową tak gwałtownie, że krople potu prysnęły we wszystkich kierunkach i zaczął cicho płakać z szeroko otwartymi ustami i mocno zaciśniętymi powiekami. Jerry przytulił brata, patrząc nad jego ramieniem w lśniącą w świetle latarki, wirującą mgłę. „Ciii…” powtarzał raz za razem. Cali pokryci byli śmierdzącym brązowym błotem. „Ciii…”

— Powstrzymywałem się — chlipnął John biorąc nierówny, głęboki oddech. — Puść mnie, Jerry. Za długo się powstrzymywałem. Wynośmy się stąd. Tu nikogo nie ma. Tu nigdy nikogo nie było.

— Racja — przytaknął Jerry. — Nie tu. Może gdzie indziej, ale tu, nie.

— Ja ich czuję, Jerry.

— Wiem. Ale nie tu.

— To gdzie do diabła…

— Ciii… — Leżeli w lepkim błocie, słuchając cichego syku mgły i powietrza. Jerry czuł, jak rozszerzają mu się oczy. Jak u wpatrzonego w ciemność kota. — Ci…! Coś tam…

— O Chryste! — Johnn próbował wyrwać się z objęć brata.

Wstali ociekając śluzem, wpatrzeni w oświetloną latarką przestrzeń. W blasku światła mgła gęstniała, poruszała się. To jogger — powiedział Jerry, gdy zamazana sylwetka nabrała kształtu.

— Jest za wielki — odpowiedział John.

To coś miało co najmniej trzy metry średnicy, było lekko spłaszczone, z boków zwisały mu frędzle. W słabym świetle wydawało się brązowe. — Nawet nie ma nóg. — Jerry był niebotycznie zdumiony. — Po prostu lata!

John zrobił krok do przodu.

— Cholerni Marsjanie — powiedział cicho, podnosząc zaciśnięte w pięści dłonie. — Ja wam…

I wtedy przyszła chwila zapomnienia.

Poranne słońce ochlapało niebo na wschodzie akwamaryną. Miasteczko, pokryte białymi i brązowymi płachtami, przypominało raczej pejzaż spod wody, fragment płaskiego dna oceanu.

Stali za ogrodzeniem, w rowie melioracyjnym i patrzyli na Livermore.

— Ruszam się z trudem — przyznał Jerry.

— Ja też.

— Ucięło nas chyba?

— Ja tam nic nie czuję.

John poruszył ramionami na próbę.

— Chyba ich widziałem.

— Kogo widziałeś?

— Wszystko mi się myli, Jerry.

— Mnie też.

Słońce stało wysoko na niebie, kiedy mogli już chodzić. Nad miastem, pomiędzy zarysami budynków, unosiły się przezroczyste półkule, od czasu do czasu strzelając w dół cienkimi promieniami światła.

— Wyglądają jak meduzy — stwierdził Jerry, gdy chwiejąc się i zataczając schodzili do ciężarówki.

— Chyba widziałem Ruth i Lorena — powtórzył z wahaniem John. — Nie jestem pewien.

Powoli, sztywno, podeszli do samochodu, wspięli się na przednie siedzenie i zamknęli za sobą drzwi.

— Jedźmy.

— Gdzie? — spytał Jerry.

— Widziałem ich tam, gdzie byliśmy. Ale ich tam nie było. Przecież to bez sensu.

— Nie, chodziło mi o to, gdzie mamy jechać.

— Wyjedźmy z miasta. Gdzieś.

— Oni są wszędzie, John. Tak mówią w radiu.

— Cholerni Marsjanie. Jerry westchnął.

— Marsjanie by nas wykończyli, John.

— Pieprzę ich. Jedźmy.

— Czymkolwiek są — stwierdził Jerry — jestem pewien, że wzięli się stąd. Pełnym wyrazu gestem wskazał na ziemię. Właśnie stąd. Zza ogrodzenia. — Jedź!

Jerry włączył silnik i wrzucił bieg. Ruszyli pokrytą pyłem drogą, skręcili w East Avenue, o włos minęli stojący na najbliższym skrzyżowaniu pusty samochód i pojechali Vasco Road w stronę autostrady.

— Ile mamy paliwa?

— Zatankowałem go wczoraj do pełna. Nim te płachty zakryły pompy.

— Wiesz — powiedział John, pochylając się po leżącą na podłodze szmatę i wycierając nią ręce — myślę, że nie jesteśmy wystarczająco cwani, żeby coś z tego zrozumieć. Po prostu nie mamy pojęcia, o co chodzi.

— Nie mamy o tym pojęcia — powiedział Jerry i zmrużył oczy. Mniej więcej milę przed nimi ktoś stał na drodze i machał rękami. John powiódł wzrokiem za zdumionym spojrzeniem brata.

— Nie jesteśmy sami — stwierdził. Jerry zwolnił.

— To kobieta!

Zatrzymali się czterdzieści, pięćdziesiąt metrów przed stojącą na poboczu postacią. Jerry wystawił głowę przez okno, przyglądając się jej uważnie.

— Ale nie młoda — stwierdził zawiedziony.

Miała około pięćdziesięciu lat i czarne proste włosy. Ubrana była w brzoskwiniowe jedwabie, powiewające za nią, gdy zaczęła biec. Bracia spojrzeli po sobie i potrząsnęli głowami nie wiedząc, co myśleć i co robić.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Pieśń krwi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Pieśń krwi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Pieśń krwi»

Обсуждение, отзывы о книге «Pieśń krwi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.