Olga Gromyko - Zawód - Wiedźma. Część II

Здесь есть возможность читать онлайн «Olga Gromyko - Zawód - Wiedźma. Część II» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zawód: Wiedźma. Część II: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zawód: Wiedźma. Część II»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Jak mówi stare przysłowie, gdzie mag nie może, tam… magiczkę pośle. Zasada ta obowiązuje także w drugim tomie opowieści o W.Rednej – nie takiej znowu wrednej – adeptce VIII roku Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa… Jej `wiedźmowatość` ma niezwykły talent do magii, nieprzeciętną intuicję i wściekłą inteligencję. Zawsze czyta cudzą korespondencję. Wiedzy tajemnej używa z wielkim hukiem. Widywana jest wyłącznie w złym i podejrzanym towarzystwie. Ostatnio: trolla-najemnika, w bagnie z zombie, u oszalałego nekromanty, wśród szumowin-wałdaków. Typowa kobieta, ze słabością do czarusia typu `blond Bond`. Idzie za nim na koniec świata, choć wie, że to…wampir.

Zawód: Wiedźma. Część II — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zawód: Wiedźma. Część II», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Po podłodze i ścianach ślepego zaułka wężykami ruszyły pęknięcia. Z mrożącym krew w żyłach trzaskiem rozwidlały się i przeplatały jak rosnące na szkle strzałki szronu. Obserwowaliśmy destrukcyjny proces w nabożnym milczeniu i nawet Wał nie ważył się splugawić przekleństwami ostatniej minuty swojego życia.

Jaskinia zawaliła się niespodziewanie. Kłujące odłamki spadły na moją głowę i ramiona. Pisnęłam, na oślep wyciągnęłam ręce ku górze i dokładnie w tej chwili Len osłonił mnie swoim ciałem, do bólu ściskając w objęciach. Co za różnica, zdążyłam pomyśleć z roztargniem, przecież zaraz spadną na nas setki ton skalnego gruzu, kamyczek więcej – kamyczek mniej…

Pierś ścisnęła żelazna obręcz. Wzięłam ostatni oddech.

„To wszystko jest takie proste. I wcale nie straszne”.

Przez kamienie sięgnęły do mnie pojedyncze promienie światła – uroczystego, oślepiającego, nieziemskiego. Wabiły ku sobie, obiecując wolność, spokój i błogość, gdy zniknie ból w zniekształconym kamieniami ciele, płuca przestaną rozrywać się z braku powietrza i ustanie głośne walenie serca. I nigdy już nie usłyszę, jak tuż obok bije serce Lena – mojego najbardziej znienawidzonego, najpiękniejszego i najbardziej ukochanego mężczyzny, który nigdy się o tym nie dowie. To była jedyna rzecz, której żałowałam w ostatnich sekundach swojego życia. Światło wypełniło całą moją istotę. Wydawało mi się, że rozpływam się w jego lśnieniu, unoszę do góry i odlatuję w dal, sama stając się światłem…

„Chwila, moment – zastanowiłam się nieoczekiwanie. – Przecież ja to już gdzieś widziałam!”

I natychmiast sobie przypomniałam.

Było to słońce. Żółte, jaskrawe i jesiennie ostre. Stało w zenicie i gdyby Len nie leżał na mnie jak worek, mogłabym dojrzeć i obłoki na błękitnym niebie, i nagie drzewa, i iglicę wieży teleportacji, i zastygłego jak słup soli mistrza z nieodłączną laską w ręku, jak również grupę kolegów ze szmatami i wielkimi plecionymi koszami. Len ostrożnie podniósł głowę. Żwir i kurz jak grad posypały się z jego poplątanych włosów. Tuż obok, jak zombi z mogiły, wygrzebał się spod kupy kamieni nieco rozczochrany Wal. Troll otrzepał się i bezceremonialnie podniósł wampira za kark, a ja w końcu miałam okazję obejrzeć sobie wszystko to, co opisane zostało wyżej. Oprócz kapusty. Pięknej, o białych głąbach, szlachetnej kapusty, do której zebrania zagoniono grupę adeptów pod kierownictwem mistrza. Ponieważ zagony, na których owa kapusta rosła jeszcze minutę temu, na wysokość kolan zasypane zostały odłamkami skalnymi.

Chyba nieco przesadziłam. Zamiast wynieść mnie i moich towarzyszy poza podziemia, przeniosłam całą jaskinię… na szkolne podwórko.

Pełne czci przerażenie na twarzach kolegów, wliczając w to mistrza, było dla mnie najwyższą nagrodą.

Wykład 19. Zamykający

W życiu każdego z nas bywają chwile, gdy chcemy zapaść się pod ziemię, spalić na popiół, rozsypać w proch i rozwiać na wietrze. Niestety, bez dyplomu Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa jest to praktycznie niemożliwe.

Stojąc przed mistrzem, gorąco marzyłam o dyplomie. Wychodząc z gabinetu, Len mrugnął do mnie, ale nawet wiedząc, że konflikt prawdopodobnie został zażegnany, nie mogłam opanować drżenia kolan. Bakałarz patrzył przez okno, a jego twarz była zamyślona i nieobecna. Nie no, jak bardzo mistrz musi być wściekły, by nie okazywać gniewu! W takim stanie jeszcze go nie widziałam i najmniej ze wszystkiego pragnęłam zobaczyć teraz.

– Zabrał kamień? – spokojnie zapytał bakałarz. Za oknem latały mewy. Zawsze pojawiały się z nastaniem zimna i krążyły dookoła Szkoły z żałosnymi krzykami, jak gdyby się z kimś żegnając. Zmyślna ludzka plotka nazywała je duszami zabitych magów. „Dusze” nie brzydziły się resztkami ze śmietnika i robiły całkiem materialne kupy na dachy.

– Tak – mój głos zadrżał zdradziecko.

– Dobrze… Możesz odejść… Napiszesz raport na formularzu delegacji, w piątek rozpatrzymy go na radzie.

Nie mogłam uwierzyć własnym uszom! Mistrz nie wyglądał, jakby się złościł dlatego, że naprawdę się nie złościł!

– A czy ja nie zostałam skreślona? – wyrwało mi się.

– Co to za bzdura? – Mistrz groźnie ściągnął brwi. – Kto ci to powiedział?

– Sama słyszałam… Znaczy, przechodziłam obok… przypadkiem… – zmieszałam się do reszty. Mistrz patrzył na mnie z uniesionymi ze zdziwienia brwiami.

– Głupie dziecko, co żeś sobie wymyśliła? Nikt nie zamierzał cię skreślać. Była mowa o skreśleniu trójki adeptów – nieunikniony odsiew po sesji. Jak już musisz podsłuchiwać, to rób to z sensem, głuptasko. Idź i pisz raport.

Pokręciłam się dookoła biurka, ale mistrz demonstracyjnie odgrodził się ode mnie jednym z papierków i udawał, że czyta.

Z nową siłą opanowała mnie tęsknota za dyplomem. Teraz już nie po to, by uniknąć rozmowy z mistrzem, a żeby on nie mógł robić uników.

Len odjechał tego samego wieczora.

Staliśmy na dworze, drżąc w przenikliwym jesiennym wietrze, i nie wiedzieliśmy, co mamy sobie powiedzieć. Ja nie chciałam, by odjeżdżał. On nie chciał jechać. I oboje rozumieliśmy, że rozstanie jest nieuniknione.

Płomyk, kary źrebiec, wydany przez szkołę w zamian za Wolta, chrapał i niespokojnie tańczył pod wampirem.

– Przyjeżdżaj do Dogewy na praktyki – powiedział Len po kolejnej chwili milczenia.

– Mówisz poważnie? – spytałam z niedowierzaniem. Na praktyki zwykle wysyłano adeptów do dalszych wsi w dwu- albo trzyosobowych grupach. Mieli tam doskonalić praktyczne umiejętności czarowania i napisać dyplom z wyników pracy. Oczywiście Dogewa była znacznie lepsza niż jakieś tam Trzyuchy Małe z parchatymi krowami.

Skinął głową.

– Przyślij papiery. Podpiszę.

Ponowne milczenie nie zapadło dzięki Walowi, który właśnie pojawił się w polu widzenia i z daleka radośnie wrzasnął:

– Tu jesteś, strzygo jedna! A już myślałem, że znikniesz bez pożegnania!

– Żegnaj – w głosie Lena usłyszałam ironię.

Ja również wątpiłam w to, że trolla napędzają wyłącznie bezinteresowne sentymenty.

– Hej no, nie tak szybko! Co ja chciałem zapytać – foczka, a jak żeś się dowiedziała, że Tyśka wlazła za tobą i zgubiła się w tych ghyrowych podziemiach? Jakbyś jej nie zawołała we właściwej chwili, byłoby po nas!

Tyśka była ostatnim, o czym myślałam w tamtej chwili, ale przybrałam tajemniczy wyraz twarzy. Troll popatrzył na mnie z widocznym szacunkiem. Wampir tylko skrył uśmiech pod schludnie przyklejoną brodą.

Ja również chciałam kogoś o coś zapytać.

– Len, a o czym myślałeś… Tego, jak żeśmy leżeli pod gruzami i jeszcze nie wiedzieliśmy, że jesteśmy uratowani?

Wampir się wyraźnie zmieszał.

– Oj tam, różne głupoty – wymamrotał, utkwiwszy spojrzenie w końskiej grzywie i miętosząc wodze. – Nawet wstyd sobie przypominać. A ty?

– Uff, a ja się bałam, że tylko ja jestem taka głupia. Też mi, uczciwie mówiąc, właziły do głowy różne bzdury.

– A ja – wtrącił Wal – myślałem, że bardziej niesławne niż taka idiotyczna śmierć to tylko zostać pochowanym w pobliżu waszej dwójki. Za życia mi się tak znudziliście, że jakby nie kodeks najemników, to bym olał honorarium i spadał byle dalej. Ale skoro żem nie olał, to otwieraj, strzygo, sakiewkę. Sto monet, jakeśmy się umawiali. Najlepiej wolmeńskimi złotnikami, ale ratomskie jelce też ujdą.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zawód: Wiedźma. Część II»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zawód: Wiedźma. Część II» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Zawód: Wiedźma. Część II»

Обсуждение, отзывы о книге «Zawód: Wiedźma. Część II» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x