Jednak gościem nie był Frank Bishop.
Gillette usiadł w boksie i przyglądał się Elanie Papándolos, która weszła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę. Jej ciemne, gęste włosy były ściągnięte do tyłu i spięte w koński ogon, który niemal rozsadzał złotą spinkę. Patrząc na jej krótkie paznokcie, starannie opiłowane i pomalowane na jasny fiolet, pomyślał o czymś, co nigdy wcześniej nie przyszło mu do głowy. Ellie, nauczycielka gry na fortepianie, podobnie jak on, wszystko, co w życiu osiągnęła, zawdzięczała swoim rękom, a jednak miała piękne palce, bez najmniejszego śladu zgrubiałej skóry. Usiadła, przysuwając sobie krzesło.
– Nie wyjechałaś – powiedział, pochylając lekko głowę, żeby słyszała go lepiej przez otwory w pleksiglasowej ściance. – W ogóle się do mnie nie odzywałaś. Myślałem, że od paru tygodni jesteś w Nowym Jorku.
Nie odpowiedziała na to. Patrząc na przezroczystą ściankę, zauważyła:
– Tego wcześniej nie było.
Ostatnim razem, gdy go odwiedziła, dwa lata temu, siedzieli przy stoliku bez tafli pleksliglasu, a obok stał strażnik. Po zmianie systemu strażnika nie było; więźniowie i odwiedzający mieli więcej prywatności, ale mniej bliskości. Gillette uznał, że wolałby być bliżej Ellie. Przypomniał sobie, jak w trakcie dawnych wizyt muskał jej dłoń i przyciskał stopę do brzegu jej buta, czując elektryczny dreszcz, jak gdyby ten ulotny kontakt był namiastką fizycznej miłości.
Pochylając się do przodu, Gillette zorientował się, że nerwowo przebiera palcami w powietrzu, stukając w wyimaginowaną klawiaturę. Wepchnął ręce do kieszeni.
– Rozmawiałaś z kimś o modemie? – zapytał. Elana skinęła głową.
– Znalazłam panią adwokat. Nie wie, czy modem się sprzeda, czy nie. Ale jeśli tak, postanowiłam uregulować rachunek z twoim adwokatem i spłacić moją połowę domu. Reszta będzie twoja.
– Nie, chcę, żebyś… Przerwała mu, mówiąc:
– Na razie odłożyłam swoje plany. Wyjazdu do Nowego Jorku. Milczał, rozmyślając o tym, co powiedziała. W końcu zapytał: – Na jak długo?
– Jeszcze nie wiem.
– A Ed? Obejrzała się.
– Jest na zewnątrz.
Gillette poczuł bolesne ukłucie zazdrości. Miło z jego strony, że przywiózł Ellie na widzenie do byłego męża, pomyślał z goryczą.
– A więc po co przyjechałaś? – spytał.- Myślałam o tobie. O tym, co mi wtedy powiedziałeś. Zanim zjawiła się policja.
Skinął głową, dając jej znak, by mówiła dalej.
– Zrezygnowałbyś dla mnie z maszyn? – zapytała.
Gillette głęboko nabrał powietrza. Odetchnął, po czym oświadczył spokojnie:
– Nie, nigdy bym tego nie zrobił. Maszyny to jedyna rzecz, którą mogę się w życiu zajmować.
Rzetelnym bądź sam względem siebie…
Spodziewał się, że Ellie wstanie i wyjdzie. To byłby dla niego straszny cios – po którym już może nigdy by się nie podniósł – lecz przysiągł sobie wcześniej, że jeśli będzie miał okazję jeszcze kiedyś z nią rozmawiać, nigdy więcej nie skłamie.
– Ale mogę przyrzec – dodał – że już nigdy nie wejdą między nas tak jak kiedyś. Nigdy więcej.
Elana wolno pokiwała głową.
– Nie wiem, Wyatt. Nie wiem, czy mogę ci zaufać. Mój ojciec wypija co wieczór butelkę ouzo. Zaklina się, że przestanie pić. I przestaje – sześć razy na rok.
– Będziesz musiała zaryzykować – rzekł. – Nie brzmi to najlepiej.
– Ale za to szczerze.
– Pewność, Wyatt. Potrzebuję pewności, żeby w ogóle zacząć o tym myśleć.
Gillette nie odpowiedział. Nie mógł jej przedstawić żadnego niezbitego dowodu, że się zmieni. Siedział w więzieniu po tym, jak omal nie doprowadził do śmierci swojej żony i jej rodziny – z pasji do świata, który nie miał absolutnie nic wspólnego ze światem, w jakim mieszkała i jaki rozumiała Ellie.
– Nie mogę ci powiedzieć nic więcej poza tym, że cię kocham, że chcę być z tobą i założyć z tobą rodzinę – rzekł po chwili.
– Zostanę jeszcze w mieście, przynajmniej na jakiś czas – odparła. – Zobaczymy, jak to będzie.
– A Ed? Co on na to powie? – Może sam go spytasz?
– Ja? – zaniepokoił się Gillette. Elana wstała i podeszła do drzwi.
Co ja mu u diabła powiem? – zastanawiał się w panice Gillette. Za chwilę miał ujrzeć mężczyznę, który zdobył serce jego żony.
Otworzyła drzwi i dała znak.
Chwilę później do sali widzeń weszła matka Elany, kobieta o zaciętej twarzy o surowych rysach. Prowadziła za rękę małego, może półtorarocznego chłopca.
Chryste panie… Gillette był wstrząśnięty. Elana i Ed mieli dziecko!
Jego była żona znów usiadła na krześle i posadziła sobie chłopczyka na kolanach. – To jest Ed.
– To on? – wyszeptał Gillette.
– Owszem. – Ale…
– Cały czas wydawało ci się, że Ed to mój chłopak. Ale jest moim synem… Właściwie powinnam powiedzieć, że naszym synem. Dałam mu twoje imię. Ale drugie – Edward to nie imię dla hakera.
– Nasz syn? – szepnął. Skinęła głową.
Gillette wrócił myślą do ostatnich nocy, jakie spędził z Ellie, zanim stawił się w więzieniu i rozpoczął odsiadkę wyroku. Leżeli w łóżku, wtuleni w siebie…
Zamknął oczy. Boże, Boże, Boże… Przypomniał sobie otoczenie domu Elany w Sunnyvale tamtego wieczoru, gdy uciekł z CCU – przypuszczał, że policja widziała wtedy dzieci jej siostry. Ale jednym z nich musiał być jego syn.
Czytałem twoje e-maile. Kiedy mówisz o Edzie, nie wydaje mi się, żeby był doskonałym materiałem na męża…
Zaśmiał się cicho.
– Nigdy mi nic nie powiedziałaś.
– Byłam na ciebie tak wściekła, że nie chciałam, żebyś się kiedykolwiek dowiedział.
– Ale już ci przeszło?
– Nie jestem pewna.
Patrzył na ciemne, kręcone włosy chłopca. Po matce. Miał też jej piękne ciemne oczy i okrągłą twarz. – Pokaż go bliżej, dobrze?
Pomogła synowi stanąć na jej kolanach. Chłopczyk przyjrzał się bystrymi oczami Gillette’owi. Potem zauważył ściankę z pleksiglasu. Dotknął jej pulchnymi, dziecinnymi paluszkami z uśmiechem, zafascynowany, próbując zrozumieć, jak to jest, że wszystko przez to widać, ale niczego nie można dotknąć.Jest ciekawy, pomyślał Gillette. To ma po mnie.
Zjawił się strażnik i ogłosił koniec widzenia. Elana postawiła dziecko na podłodze i wstała. Babcia wzięła Eda za rękę i wyszli razem z pokoju.
Elana i Gillette patrzyli na siebie przez pleksiglasową ściankę.
– Zobaczymy, jak to będzie – powiedziała. – Co ty na to? – O nic więcej nie proszę. Skinęła głową.
Odwrócili się i ruszyli w przeciwnych kierunkach. Elana zniknęła za drzwiami dla odwiedzających, a strażnik zaprowadził Wyatta Gillette’a przez ciemny korytarz do celi, gdzie czekała jego maszyna.
Gdy pisałem tę książkę, umożliwiono mi dogłębne poznanie wstruktur i działania agencji federalnych stanu Kalifornia. Chciałbym móc powiedzieć to samo o działaniach hakerów, naruszających naszą prywatność, ale mam złe wieści: coraz częściej wchodzą w nasze życie. Niektórzy specjaliści komputerowi, z którymi rozmawiałem, wyrażali opinię, że napisanie programu takiego jak Trapdoor nie było w tamtych czasach możliwe. Nie przekonali mnie jednak – usłyszawszy ich zdanie, musiałem pomyśleć o pewnym pracowniku działu badawczego jednej z największych na świecie firm komputerowych, który w latach pięćdziesiątych zalecał swojemu przedsiębiorstwu, by zostało przy lampach elektronowych, ponieważ obwód scalony nie ma żadnej przyszłości, natomiast szef pewnego międzynarodowej firmy produkującej sprzęt komputerowy i oprogramowanie oznajmił – w latach osiemdziesiątych – że komputer osobisty nigdy nie przyjmie się na rynku.
Читать дальше