Rozdział 0010111/czterdziesty siódmy
Tydzień po powrocie hakera do więzienia Frank Bishop spełnił obietnicę Andy’ego Andersona i mimo nowych protestów naczelnika dostarczył Wyattowi Gillette’owi trochę poobijany, używany laptop Toshiby.
Kiedy haker włączył maszynę, pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, było cyfrowe zdjęcie grubego kilkudniowego dziecka o ciemnej karnacji. Podpis pod spodem brzmiał: „Pozdrowienia od Lindy Sanchez i jej nowej wnuczki, Marii Andie Harmon”. Gillette zanotował w pamięci, aby wysłać jej list z gratulacjami; prezent dla dziecka będzie musiał trochę poczekać, ponieważ w więzieniach federalnych raczej rzadko spotyka się sklepy z upominkami.
Oczywiście, laptop nie był wyposażony w modem. Gillette mógł sobie poradzić, budując modem z walkmana Devona Franklina (z którym zamienił się za dżem morelowy), ale postanowił tego nie robić. Była to część jego umowy z Bishopem. Poza tym chciał jak najszybciej zakończyć ostatni rok odsiadki i wrócić do normalnego życia.
Co nie znaczy, że był zupełnie odcięty od Sieci. Pozwolono mu korzystać z działającego w żółwim tempie IBM-u w bibliotece, aby mógł pomóc w badaniu Shawna, który znalazł nowy dom na Uniwersytecie Stanforda. Gillette pracował z informatykami uniwersyteckimi i Tonym Mottem. (Frank Bishop kategorycznie odrzucił prośbę Motta o przeniesienie do wydziału zabójstw, ale udobruchał młodzieńca, rekomendując go na stanowisko pełniącego obowiązki szefa wydziału przestępstw komputerowych, na co Sacramento wyraziło zgodę).
Gillette zdumiała zawartość Shawna. Aby zapewnić sobie dostęp do jak największej liczby komputerów dzięki Trapdoorowi, Phate zainstalował w swym dziele własny system operacyjny, jedyny w swoim rodzaju, który zawierał elementy wszystkich istniejących systemów operacyjnych: Windows, MS DOS, Apple, Unix, Linux, VMS i wielu nieznanych, używanych do aplikacji naukowych i technicznych. System, który Phate nazwał Proteus 1.1, przypominał Gillette’owi trudną do ścisłego sformułowania teorię wyjaśniającą zachowanie materii i energii we Wszechświecie.
Tylko że poszukiwania Phate’a, w przeciwieństwie do Einsteina i jego następców, zostały zdaje się uwieńczone sukcesem.
Jedyną rzeczą, której nie wypluł Shawn, był kod źródłowy Trapdoora i dane miejsc, w których mógł zostać ukryty. Kobiecie przedstawiającej się jako Patricia Nolan widocznie udało się odizolować i ukraść kod, a potem zniszczyć wszystkie jego kopie.
Nigdy jej też nie odnaleziono.
Gdy Gillette się o tym dowiedział, podzielił się z Bishopem spostrzeżeniami, że kiedyś łatwo było zniknąć, bo nie było komputerów, a teraz łatwo zniknąć, bo komputery potrafią wymazać wszystkie ślady dawnego życia i stworzyć każdemu zupełnie nowe tożsamości.
Bishop poinformował go, że Stephenowi Millerowi urządzono uroczysty policyjny pogrzeb z wszystkimi honorami. Linda Sanchez i Tony Mott nadal gryźli się myślą, że podejrzewali Millera o zdradę, gdy tymczasem był po prostu upartym człowiekiem z dawnych czasów epoki komputeryzacji, którego czas w poszukiwaniu Następnego Wielkiego Kroku w Dolinie Krzemowej już minął. Wyatt Gillette mógł jednak zapewnić dwójkę policjantów, że nie powinni mieć żadnych wyrzutów sumienia; Błękitna Pustka o wiele lepiej toleruje oszustwo niż niekompetencję.
Hakerowi zwiększono limit czasu spędzonego online, przydzielając mu kolejne zadanie. Miał pomóc w sprawdzaniu zarzutów przeciw Davidowi Chambersowi zawieszonemu w obowiązkach szefowi wydziału dochodzeniowego Departamentu Obrony. Frank Bishop, kapitan Bernstein i prokurator doszli do wniosku, że Phate włamał się do prywatnego i służbowego komputera Chambersa, żeby go usunąć i postawić na jego miejscu Kenyona albo któregoś z jego zauszników, który mógł wyłączyć Gillette’a ze śledztwa.
Hakerowi wystarczyło piętnaście minut, by odnaleźć i ściągnąć dowód na to, że istotnie Phate zmodyfikował dane w komputerach Chambersa i spreparował informacje dotyczące nielegalnych operacji i kont zagranicznych. Zarzuty wobec szefa wydziału dochodzeniowego wycofano i przywrócono go na stanowisko.
Przeciw Wyattowi Gillette’owi nie wysunięto zarzutu złamania szyfru Standard 12, a Franka Bishopa nie oskarżono o pomoc w ucieczce więźnia z CCU. Prokurator postanowił umorzyć śledztwo – nie dlatego że uwierzył w wersję, jakoby to Phate napisał program deszyfrujący Standard 12, ale dlatego że komisja kontroli finansowej Departamentu Obrony wszczęła dochodzenie, które miało odpowiedzieć na pytanie: jak to się stało, że wydano trzydzieści pięć milionów dolarów na program szyfrujący pozbawiony podstawowych zabezpieczeń.
Gillette’a poproszono również o pomoc w wytropieniu szczególnie niebezpiecznego wirusa komputerowego znanego pod nazwą Poloniusz, który pojawił się w minionym tygodniu. Był to demon, który sam łączył komputer z Siecią i wysyłał wszystkie stare i bieżące e-maile do wszystkich osób i instytucji z książki adresowej. Doprowadzało to nie tylko do poważnych korków w Internecie, ale do wielu krępujących sytuacji, gdy ludzie zaczęli otrzymywać wiadomości adresowane do innych. Kilka osób próbowało popełnić samobójstwo, gdy wyszły na jaw romanse, przypadki chorób przenoszonych drogą płciową i różne podejrzane interesy.
Szczególnie niepokojący był sposób rozprzestrzeniania się wirusa. Mając świadomość, że firewalle i programy antywirusowe nie wpuszczą większości wirusów do systemu, sprawca włamał się do sieci producentów programów komercyjnych i wydał polecenie maszynom produkującym dyski, aby umieszczały wirusa na płytach sprzedawanych w sklepach i firmach sprzedaży wysyłkowej.
Sprawę prowadzili federalni, którym udało się tylko ustalić, że wirus pochodzi z uniwersytetu w Singapurze i został wpuszczony do Sieci przed dwoma tygodniami. Nie mieli żadnego innego tropu – dopóki jeden z agentów FBI pracujących nad sprawą nie zaczął zastanawiać się na głos:
– Poloniusz… to chyba postać z „Hamleta”, nie?Gillette przypomniał sobie, co mówił mu Phate. Wygrzebał egzemplarz dramatów Szekspira i stwierdził, że rzeczywiście to Poloniusz powiedział: „Rzetelnym bądź sam względem siebie…”. Haker poradził im, żeby sprawdzili datę i godzinę pierwszego pojawienia się wirusa; było to późne popołudnie tego dnia, w którym Patricia Nolan zabiła Phate’a. Gdy jej współpracownicy połączyli się z serwerem FTP, którego adres im podała, bezwiednie wypuścili w świat wirusa Poloniusz – pożegnalny prezent od Phate’a.
Kod był bardzo elegancki i okazało się, że wyjątkowo trudno go usunąć. Producenci musieli w całości przepisać systemy produkcji płyt z programami, a użytkownicy wymazać całą zawartość twardych dysków i zacząć pracę od nowa, używając programów wolnych od wirusa.
Zapamiętaj ten fragment, Valleyman. To rada czarodzieja. „Rzetelnym bądź sam względem siebie”…
Pewnego wtorku pod koniec kwietnia Gillette siedział przed laptopem w swojej celi, analizując części systemu operacyjnego Shawna, gdy w drzwiach stanął strażnik.
– Gillette, masz gościa.
Pewnie Bishop. Detektyw wciąż pracował nad sprawą MARIN, spędzając sporo czasu na północ od Napa, gdzie według policyjnych informacji ukrywali się podejrzani. (Nigdy nie byli w okręgu Santa Clara. Prawdopodobnie większość ostrzeżeń o obecności sprawców, jakie otrzymała prasa i policja, wysłał Phate). Bishop od czasu do czasu wpadał do San Ho, gdy był w okolicy. Ostatnim razem przywiózł Gillette’owi pop-tarty i dżem morelowy, który Jennie zrobiła z owoców z sadu Bishopa. (Nie bardzo za nim przepadał, ale dżem okazał się cenną walutą więzienną – za te słoiczki haker kupił walkmana, z którego mógł zrobić modem, ale pewnie nie zrobi. Najprawdopodobniej).
Читать дальше