– Co robi wieczorami?
– Zwykle zostaje w domu.
– Nigdy nie wychodzi?
– Nie – odrzekł z ociąganiem Bishop.
– Zachowanie typowe dla hakera.
– Przecież znam go od trzech lat.
– Socjotechnika.
– Niemożliwe… zaczekaj, mam drugi telefon.
Czekając ze słuchawką w ręce, Gillette wyjrzał przez firankę. Zobaczył zaparkowany nieopodal samochód przypominający wojskowy wóz opancerzony. Coś poruszyło się w krzakach po drugiej stronie ulicy. Między żywopłotami biegali policjanci w strojach kamuflażowych. Wyglądało na to, że wokół domu zebrało się ze stu gliniarzy.
Znów odezwał się Bishop.
– Pac Bell zlokalizował dokładnie punkt, z którego Shawn włamuje się do FBI. To jednak jest magazyn San José Computer Products. Dotarłem prawie na miejsce. Zadzwonię do ciebie, jak już będę w środku.
Frank Bishop wezwał posiłki, a potem zaparkował samochód na osłoniętym parkingu po drugiej stronie ulicy; w San José Computers chyba nie było okien, jednak nie zamierzał dopuścić do tego, by Shawn mógł go zobaczyć.
Przemykał do magazynu skulony, tak szybko, jak pozwalał okropny ból w skroni i potylicy.
Nie wierzył w hipotezę Gillette’a o Bobie Sheltonie. Mimo to nie mógł przestać o tym myśleć. Ze wszystkich partnerów, jakich Bishop miał w życiu, o Sheltonie wiedział najmniej. Rzeczywiście, tęgi glina wszystkie wieczory spędzał w domu. Nie utrzymywał stosunków towarzyskich z innymi gliniarzami. Mimo że Bishop miał jakieś pojęcie o ISLEnecie, to nie potrafiłby wejść do systemu i znaleźć informacji na temat Gillette’a, tak jak zrobił to Shelton. Detektyw przypomniał też sobie, że Shelton zgłosił się na ochotnika do tej sprawy; pamiętał, jak się dziwił, że partner wolał to niż śledztwo w sprawie MARIN.
W tym momencie kwestia, czy Shelton to Shawn, nie miała jednak żadnego znaczenia. Do wyznaczonej godziny ataku pozostało piętnaście minut. Wyciągając pistolet, Bishop przywarł plecami do ściany obok rampy załadowczej i zaczął nasłuchiwać. Ze środka nie dobiegał żaden dźwięk.
Dobra… teraz!
Bishop szarpnięciem otworzył drzwi, przebiegł korytarz, biuro i znalazł się w chłodnym pomieszczeniu magazynu. Było ciemne i wydawało się puste. Detektyw ujrzał nad sobą rząd lamp i lewą dłonią namacał włączniki, w prawej trzymając cały czas pistolet w pogotowiu. Magazyn zalało ostre światło i Bishop zobaczył, że nikogo tu nie ma.
Wybiegł na zewnątrz, żeby poszukać innego budynku, w którym być może przebywał Shawn. Z magazynem nie łączyły się jednak żadne inne zabudowania. Już miał zawrócić, gdy zauważył, że z zewnątrz magazyn wydaje się znacznie większy niż w środku.
Pospiesznie wpadł z powrotem do budynku i zobaczył, że ściana z jednej strony wygląda, jakby ją dobudowano. Tak, Phate urządził sobie ukryty pokój. I tam będzie Shawn…
W ciemnym kącie odnalazł drzwi i delikatnie nacisnął klamkę. Było otwarte. Głęboko wciągnął powietrze, wytarł spoconą dłoń o wystającą połę koszuli i znów chwycił za klamkę. Czy odgłos kroków i trzask zapalanych świateł ostrzegły Shawna o jego wtargnięciu? Czy morderca ma broń wycelowaną w drzwi?
Wszystko sprowadza się do jednego…
Frank Bishop pchnął drzwi, unosząc broń.
Przykucnął, mrużąc oczy i szukając celu w ciemnym i chłodnym, klimatyzowanym pokoju. Nie dostrzegł ani śladu Shawna, były tu tylko maszyny i sprzęt, skrzynie do pakowania i palety, narzędzia, ręczny podnośnik widłowy.
Pusto. Był tylko…
Wtedy zobaczył.
O nie…
Bishop zdał sobie sprawę, że wyrok na Wyatta Gillette’a, jego żonę i jej rodzinę jest nieodwołalny.
Pomieszczenie stanowiło tylko telefoniczną stację przekaźnikową. Shawn włamywał się z zupełnie innego miejsca.
Z ciężkim sercem zadzwonił do Gillette’a.
Haker odebrał i powiedział zrozpaczony:
– Widzę ich, Frank. Mają karabiny maszynowe. Bardzo źle to wygląda. Znalazłeś coś?
– Wyatt, jestem w magazynie… Ale… przykro mi. Nie ma tu Shawna. Tylko przekaźnik telefoniczny czy coś w tym rodzaju. – Opisał dużą czarną, metalową konsolę.
– To nie przekaźnik – mruknął Gillette głuchym z rozpaczy głosem. – To ruter internetowy. Ale nic tu nie wskóramy. Namierzenie Shawna tropem sygnału trwałoby godzinę. Nie zdążymy go znaleźć.
Bishop zerknął na pudło.
– Nie ma na tym żadnych wyłączników, a kable biegną pod podłogą – to podobna zagroda dinozaura jak w CCU. Czyli nie mogę ich odłączyć.
– I tak nic by to nie dało. Nawet gdybyś wyłączył tę maszynę, transmisja Shawna automatycznie znalazłaby inną drogę do FBI.
– Może jednak jest tu jakiś ślad, który pomoże nam go znaleźć. – Bishop zaczął gorączkowo przeszukiwać biurko i skrzynie. – Miał tu kupę papierów i książek.
– Jakich? – spytał haker zrezygnowanym głosem, jakby zupełnie się już załamał, a jego dziecięca ciekawość nagle gdzieś uleciała.
– Podręczniki, wydruki, notatki, dyskietki. Głównie techniczne rzeczy. Z Sun Microsystems, Apple’a, Harvardu, Western Electric – wszystkich miejsc, gdzie Phate pracował. – Bishop rozpruwał pudła, rozrzucając wszędzie kartki. – Nie, nic tu nie ma. – Rozejrzał się bezradnie. – Postaram się zdążyć do domu Ellie, przekonam ich, żeby przed atakiem wysłali negocjatora.
– To dwadzieścia minut drogi, Frank – szepnął Gillette. – Nie uda ci się.
– Spróbuję – odrzekł cicho detektyw. – Posłuchaj, Wyatt, idźcie wszyscy do salonu i połóżcie się na środku. Trzymajcie ręce na wierzchu. I módlcie się, żeby wszystko dobrze się skończyło. – Ruszył do drzwi.
Nagle usłyszał krzyk Gillette’a: – Czekaj!
– Co jest?
– Mówiłeś, że pakował podręczniki. Możesz powtórzyć nazwy tych firm?
Bishop spojrzał na dokumenty.
– Tam pracował. Harvard, Sun, Apple, Western Electric. I… – NEC! – krzyknął Gillette.
– Zgadza się…
– To akronim!
– Co takiego?
– Pamiętasz? Mówiłem o akronimach używanych przez hakerów – ciągnął Gillette. – Pierwsze litery nazw firm, w których pracował: S jak Sun, H jak Harvard, A jak Apple, Western Electric, NEC… S, H, A, W, N… Ta maszyna w pokoju… to wcale nie jest ruter. To pudło – to jest Shawn. Phate stworzył go z kradzionego kodu i sprzętu!
Bishop parsknął z niedowierzaniem.
– Niemożliwe.
– Nie, właśnie dlatego tam urywa się trop. Shawn to maszyna. To on generuje wszystkie sygnały. Phate przed śmiercią musiał go zaprogramować, żeby włamał się do systemu FBI i zorganizował atak. Phate wiedział o Ellie – wspomniał nawet jej imię, kiedy włamał się do CCU. Pewnie myślał, że zdradziłem go z jej powodu.
Dygocząc z chłodu, Bishop spojrzał na czarną skrzynię. – Niemożliwe, żeby to wszystko było dziełem komputera…
– Ależ nie, możliwe – przerwał mu Gillette. – Dlaczego wcześniej nie przyszło mi to do głowy? Przecież mógł tego dokonać tylko dzięki maszynie. Tylko superkomputer mógł czytać zakodowane sygnały i monitorować wszystkie telefony i komunikaty radiowe przychodzące i wychodzące z CCU. Człowiek nie dałby rady tyle naraz wysłuchać. Komputery rządowe robią to codziennie, szukają słów kluczowych, na przykład „prezydent” i „zamach” w tym samym zdaniu. W ten sposób Phate dowiedział się, że Andy Anderson jechał na Kopiec Hakerów i dowiedział się o mnie – pewnie Shawn podsłuchał, jak Backle dzwonił do DepartamentuObrony, a potem przesłał Phate’owi tę część transmisji. Usłyszał kod ataku, kiedy chcieliśmy go zdjąć w Los Altos i wysłał do Phate’a wiadomość, żeby go ostrzec.
Читать дальше