– Ale te e-maile Shawna w komputerze Phate’a – powiedział detektyw. – Wydawało się, że napisał je żywy człowiek.
– Można się komunikować z maszyną, jak się tylko chce – e-maile to też sposób. Phate zaprogramował je tak, żeby wyglądały jak napisane przez człowieka. Zapewne chciał czytać coś, co przypomina ludzkie słowa, żeby poprawić sobie samopoczucie. Mówiłem ci, podobnie robiłem z moim TRS-80.
S-H-A-W-N.
Wszystko sprowadza się do pisowni…
– Co możemy teraz zrobić? – zapytał Bishop. – Tylko jedno. Musisz…
Telefon umilkł.
– Wyłączyliśmy im telefony – powiedział technik łącznościowiec do agenta specjalnego Marka Little’a, dowódcy oddziału antyterrorystycznego działającego w operacji MARIN prowadzonej przez FBI. – Komórka też nie działa. W promieniu jednej mili nikt nie może korzystać z telefonów komórkowych.
– Dobrze.
Little, razem ze swoim zastępcą agentem specjalnym George’em Steadmanem, siedział w furgonetce, która służyła za posterunek dowództwa w Sunnyvale. Pojazd stał za rogiem obok domu przy Abrego, gdzie według meldunków ukrywali się sprawcy morderstwa w Marin.
Wyłączenie telefonów podejrzanych pięć do dziesięciu minut przed rozpoczęciem akcji należało do standardowych działań. W ten sposób nikt nie mógł ich ostrzec przed mającym nastąpić szturmem.
Little miał za sobą sporo akcji na barykadach – w większości były to naloty na handlarzy narkotyków w Oakland i San Jose – i nigdy nie stracił ani jednego agenta. Jednak ta operacja szczególnie niepokoiła trzydziestojednoletniego agenta. Pracował nad sprawą MARIN od pierwszego dnia i czytał wszystkie komunikaty, łącznie z ostatnim meldunkiem otrzymanym od anonimowego informatora, z których wynikało, że zabójcy czuli się prześladowani przez FBI i policję, zamierzali więc poddać torturom każdego stróża prawa, jakiego uda im się schwytać. W dołączonym meldunku była mowa, że wolą umrzeć w walce, niż gdyby mieli ich zatrzymać żywych.
Rany, nigdy nie jest łatwo, ale to…
– Wszyscy gotowi, broń i osprzęt na miejscu? – zapytał Steadmana Little.
– Tak. Trzy oddziały i snajperzy. Ulice zabezpieczone. Śmigłowce ratunkowe z Travis są już w powietrzu. Wozy strażackie czekają za rogiem.
Little skinął głową. Cóż, wszystko wydawało się w najlepszym porządku. Ale co mnie tak niepokoi?
Nie był pewien. Może zrozpaczony głos tego faceta, który twierdził, że jest z policji stanowej. Nazywał się Bishop czy jakoś tak. Marudził coś o włamaniu do komputerów FBI i nadaniu fałszywych kodów ataku na niewinnych ludzi.
Ale w regułach prowadzenia akcji zarządzonych przez Waszyngton było ostrzeżenie, że sprawcy mogą podawać się za policjantów i twierdzić, że cała operacja to nieporozumienie. Mogą nawet udawać funkcjonariuszy stanowej. Poza tym, pomyślał Little, włamanie do komputerów biura? Wykluczone. Owszem, można się dostać do publicznie dostępnej strony internetowej, ale do zabezpieczonego komputera operacyjnego? Nigdy.
Spojrzał na zegarek.
Zostało osiem minut.
– Poproś o potwierdzenie żółtego kodu – powiedział do jednego z techników siedzących przez monitorem komputerowym, który wstukał:
OD: DOWÓDCA SPEC. ODDZ., D.S. KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY
DO: CENTRUM OPERACJI SPECJALNYCH D.S. WASZYNGTON
DOT: OPERACJA 13A-01 KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY POTWIERDZENIE KOD ŻÓŁTY?
Wcisnął ENTER.
Były trzy poziomy kodów operacji oddziałów antyterrorystycznych: zielony, żółty i czerwony. Zielony oznaczał pozwolenie na rozmieszczenie agentów w bazie operacyjnej akcji, co stało się już pół godziny temu. Kod żółty oznaczał zgodę na przygotowanie się do ataku i zajęcie pozycji wokół celu. Czerwony stanowił sygnał rozpoczęcia szturmu.
Po chwili na ekranie ukazała się wiadomość:
OD: CENTRUM OPERACJI SPECJALNYCH D.S. WASZYNGTON
DO: DOWÓDCA SPEC. ODDZ., D.S. KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY
DOT: OPERACJA 139-01 KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY
KOD ŻÓŁTY
– Wydrukuj to – polecił technikowi Little. – Tak jest.
Little i Steadman sprawdzili słowo przy kodzie i stwierdzili, że „dąb” to poprawne hasło. Agenci mieli zgodę na zajęcie stanowisk wokół domu.
Jednak Little nadal się wahał, słysząc w głowie głos tamtego faceta, który twierdził, że nazywa się Frank Bishop. Pomyślał o dzieciach zabitych w Waco. Mimo zarządzenia reguł numer cztery, wykluczających udział negocjatorów w akcji przeciw sprawcom takim jak ci, Little zastanawiał się, czy nie powinien zadzwonić do San Francisco, gdzie FBI miało świetnego negocjatora, z którym agent już wcześniej pracował. Może…
– Agencie Little? – odezwał się oficer łącznościowy, wskazując ekran komputera. – Wiadomość dla pana. Little pochylił się i przeczytał:
PILNE PILNE PILNE
OD: CENTRUM OPERACJI SPECJALNYCH D.S. WASZYNGTON
DO: DOWÓDCA SPEC. ODDZ., D.S. KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY
DOT: OPERACJA 13R-01 KALIFORNIA OKRĘG PÓŁNOCNY ARMIA USA INFORMUJE PODEJRZANI W SPRAWIE MARIN WŁAMALI SIĘ DO MAGAZYNÓW WOJSKOWYCH SAN PEDRO GODZ. 15:MO I SKRADLI DUŻR ILOŚĆ BRONI AUTOMATYCZNEJ, GRANATÓW RĘCZNYCH
I STROJÓW KULOODPORNYCH.
ZAWIADOMIĆ AGENTÓW ODDZIAŁÓW SPECJALNYCH O ZAISTNIAŁEJ SYTUACJI
Rany boskie, pomyślał Little, czując, jak krew pulsuje mu w skroniach. Wiadomość oznaczała, że może się pożegnać z myślą o negocjatorze. Spojrzał na agenta Steadmana i rzekł spokojnie, wskazując ekran:
– Przekaż to, George. I każ wszystkim zająć stanowiska. Ruszamy za sześć minut.
Rozdział 00101100/czterdziesty czwarty
Frank Bishop obszedł Shawna dookoła. Obudowa z grubych metalowych płyt miała powierzchnię czterech stóp kwadratowych. Przez rząd szczelin wentylacyjnych z tyłu buchało gorące powietrze, tworząc białe obłoczki, jak oddech w zimowy dzień. Przedni panel składał się tylko z trzech zielonych oczu – lampek wskaźnikowych, które od czasu do czasu mrugały, dając znak, że Shawn ciężko pracuje, wypełniając pośmiertne instrukcje Phate’a.
Detektyw próbował jeszcze dzwonić do Wyatta Gillette’a, ale telefon był nieczynny. Zadzwonił do Tony’ego Motta w CCU. Powiedział mu i Lindzie Sanchez o maszynie i wyjaśnił, że tuż przed rozłączeniem Gillette mówił, że może zrobić tylko jedno, ale nie zdążył już powiedzieć, co miał na myśli. – Macie jakieś pomysły?
Oboje zaczęli się zastanawiać. Bishop sądził, że powinien spróbować wyłączyć maszynę i zatrzymać w ten sposób transmisję kodu potwierdzenia z Shawna do dowódcy akcji FBI. Tony Mott był jednak zdania, że gdyby to zrobił, zadanie przejęłaby jakaś druga maszyna znajdująca się w innym miejscu, która mogła zostać zaprogramowana w taki sposób, że po wyłączeniu Shawna uczyniłaby jeszcze więcej szkód – na przykład zablokowałaby komputer kontroli lotów na jakimś lotnisku. Mott uważał, że lepiej będzie spróbować dostać się do Shawna i przejąć root.Bishop przyznał mu rację, ale wyjaśnił, że maszyna nie ma klawiatury, więc nie da się do niej włamać. Poza tym do ataku zostało tylko kilka minut i nie było czasu na łamanie haseł i próby przejęcia kontroli nad komputerem.
– Spróbuję wyłączyć – oświadczył detektyw.
Ale nie bardzo wiedział, jak ma to zrobić. Znów zaczął szukać wyłącznika zasilania, ale nie potrafił go nigdzie znaleźć. Nie widział też ruchomej płyty, przez którą mógłby się dostać do kabli biegnących pod grubą drewnianą podłogą.
Читать дальше