Zwrócił się do łącznościowca:
– Połącz mnie z zastępcą dyrektora w Waszyngtonie. – Pokazał palcem dwie sprzeczne wiadomości – wydruk z sygnałem ataku i „brak informacji” na ekranie komputera. – I powiedz mi, jak to się, do diabła, stało.
Rozdział 001011100/czterdziesty szósty
Leżąc w trawie, czując zapach ziemi, deszczu i ledwie wyczuwalną woń bzu, Wyatt Gillette mrużył oczy w oślepiającym blasku skierowanych na niego punktowców. Patrzył, jak ostrożnie zbliża się do niego zdenerwowany agent i celuje w jego głowę z wielkiego karabinu.
Agent skuł go i dokładnie przeszukał. Uspokoił się dopiero wtedy, gdy Gillette poprosił go, by zadzwonił do gliny ze stanowej, Bishopa, który mógł potwierdzić, że ktoś włamał się do systemu komputerowego FBI, a ludzie w domu nie są podejrzanymi w sprawie MARIN.
Następnie agent kazał wyjść rodzinie Elany. Elana, jej matka i brat wolno zeszli na trawnik z podniesionymi rękami. Zostali obszukani i skuci kajdankami i choć nie potraktowano ich brutalnie, z ich ponurych min można było wyczytać, że upokorzenie i strach bolą ich niemal tak samo jak przemoc fizyczna.
Jednak najbardziej cierpiał Gillette, lecz nie z powodu złego traktowania przez agentów FBI; wiedział już, że na zawsze stracił kobietę, którą kochał. Wcześniej zdawała się wahać, czy wyjechać z Edem do Nowego Jorku, ale teraz maszyny, które ich rozdzieliły, o mały włos jej nie zabiły, a tego, rzecz jasna, nie mogła wybaczyć. Teraz ucieknie na wschodnie wybrzeże z odpowiedzialnym, dobrze zarabiającym Edem i Elana stanie się dla Gillette’a wspommeniem, ulotnym jak pliki JPG i WAV – obrazy i dźwięki, które znikały, gdy wyłączało się w nocy maszynę.
Agenci FBI zbili się w grupę i zaczęli dzwonić do różnych osób. Po paru telefonach doszli do wniosku, że rozkaz ataku rzeczywiście wydano bezprawnie. Uwolnili wszystkich – oczywiście z wyjątkiem Gillette’a, któremu pozwolili jednak wstać i rozluźnili trochę kajdanki.
Elana podeszła do swojego byłego męża. Stał przed nią bez ruchu i nie wydał żadnego dźwięku, gdy z całej siły go spoliczkowała. Zmysłowa i piękna nawet w złości, bez słowa odwróciła się i pomogła matce wejść po schodach do domu. Jej dwudziestodwuletni brat wykrzykiwał jakieś niezrozumiałe groźby o procesie i innych jeszcze gorszych rzeczach, po czym poszedł za nimi, zatrzaskując za sobą drzwi.
Kiedy agenci szykowali się do odwrotu, przyjechał Bishop i podszedł do Gillette’a, którego pilnował zwalisty agent.
– Wyłącznik awaryjny – powiedział.
Haker skinął głową.
– Gaśnice halonowe. O tym właśnie chciałem ci powiedzieć, kiedy odcięli telefon.
Bishop przytaknął.
– Przypomniałem sobie, jak mówiłeś o tym w CCU. Kiedy pierwszy raz zobaczyłeś zagrodę dinozaura.
– Jakieś inne uszkodzenia? – zapytał haker. – Chodzi mi o Shawna. Miał nadzieję, że nie. Maszyna niezwykle go ciekawiła – jak działa, czego potrafi dokonać, jaki system operacyjny stanowi jej serce i mózg.
Bishop wyjaśnił, że maszyna niezbyt ucierpiała.
– Opróżniłem na to pudło dwa magazynki, ale nie bardzo je uszkodziłem. – Uśmiechnął się. – Odniosło tylko rany powierzchowne.
W oślepiającym świetle reflektorów zbliżył się do nich jakiś tęgi mężczyzna. Gdy podszedł bliżej, Gillette zobaczył, że to Bob Shelton. Dziobaty glina przywitał się z partnerem, a hakera obdarzył typowym dla siebie pogardliwym spojrzeniem.
Bishop powiedział mu, co się stało, ale nie wspomniał o ich podejrzeniach, że to Shelton miał być Shawnem.
Glina pokręcił głową, śmiejąc się z goryczą.
– A więc Shawn to komputer? Jezu, ktoś powinien powyrzucać wszystkie te pieprzone maszyny do oceanu.
– Dlaczego ciągle tak mówisz? – warknął Gillette. – To zaczyna być nudne.
– Co? – odparował Shelton.
Nie potrafiąc dłużej powstrzymywać gniewu na detektywa, który przez te kilka dni traktował go niezwykle szorstko, haker mruknął:
– Przy każdej okazji wyżywasz się na mnie i na maszynach. Jednak trochę trudno w to uwierzyć, jeśli mówi to ktoś, kto ma w domu napęd Winchester wart tysiąc dolarów.
– Co ma?
– Kiedy byliśmy u ciebie, zobaczyłem ten napęd serwera w twoim salonie.
W oczach detektywa zamigotał gniew.
– To należało do mojego syna – prychnął. – Miałem go wyrzucić. Postanowiłem wreszcie posprzątać jego pokój i pozbyć się tego komputerowego gówna. Zona chciała, żebym nie wyrzucał żadnej z jego rzeczy. Właśnie o to się kłóciliśmy.
– Twój syn interesował się komputerami? – spytał Gillette, przypominając sobie, że chłopak zginął kilka lat wcześniej.
Znowu gorzki śmiech.
– O tak, bardzo interesował się komputerami. Spędzał w Sieci długie godziny. Chciał zostać hakerem. Tylko że jeden cybergang dowiedział się, że jest synem gliniarza i ubzdurał sobie, że chce na nich donieść. Zaczęli go prześladować. W Internecie wypisywali o nim różne bzdury – że jest gejem, że ma na koncie wyroki, że molestuje dzieci… Włamali się do szkolnego komputera i zmienili mu oceny tak, żeby wyglądało, jakby to on sam je podrobił. Potem szkoła go zawiesiła. Później wysyłali dziewczynie, z którą się spotykał, te obrzydliwe e-maile, podpisując je jego imieniem. Zerwała z nim. Tego dnia upił się i wjechał we wspornik wiaduktu na autostradzie. Być może to był wypadek, być może sam się zabił. W każdym razie zabiły go komputery.
– Przykro mi – rzekł cicho Gillette.
– Gówno, a nie przykro. – Shelton podszedł bliżej hakera, w ogóle nieuspokojony. – Dlatego zgłosiłem się do tej sprawy. Myślałem, że sprawca może być jednym z tych gówniarzy z gangu. I dlatego wtedy sprawdzałem cię online, chciałem się przekonać, czy i ty do nich nie należałeś.
– Nie, nie należałem. Nikomu nie zrobiłbym czegoś takiego. Nie po to hakowałem.
– Ciągle to powtarzasz. Ale nie jesteś wcale lepszy od nich. Wmówiłeś mojemu synowi, że te cholerne plastikowe pudła to cały świat. Ale to gówno prawda. To nie jest życie. – Chwycił Gillette’a za klapy. Haker nie opierał się, patrząc w twarz rozwścieczonego detektywa. – Życie jest tu! Z krwi i kości… wśród ludzi… rodzina, dzieci… – Głos uwiązł mu w gardle, w oczach pojawiły się łzy. – Tylko to jest prawdziwe.
Shelton odepchnął hakera, ocierając oczy ręką. Bishop dotknął jego ramienia, ale detektyw wyrwał się, znikając w tłumie policjantów i agentów.
Gillette szczerze współczuł temu biedakowi, ale nie mógł się powstrzymać od myśli: maszyny też są prawdziwe, Shelton. Co dzień, w coraz większym stopniu stają się częścią naszego życia z krwi i kości i to się już nie zmieni. Nie pytajmy więc, czy ta transformacja jest dobra, czy zła, ale zapytajmy: kim się stajemy, wkraczając przez monitor w Błękitną Pustkę?
Bishop i Gillette stali naprzeciw siebie. Detektyw zauważył, że koszula wystaje mu ze spodni. Wcisnął ją za pasek, a potem pokazał tatuaż z palmą na przedramieniu hakera.
– Możesz to sobie usunąć. Chyba nie dodaje ci uroku. Przynajmniej gołąb. Drzewko jeszcze jakoś wygląda.
– To jest mewa – odparł Gillette. – A skoro o tym mowa, Frank… może ty sobie sprawisz?
– Co?
– Tatuaż.
Detektyw chciał coś powiedzieć, ale uniósł tylko brew.
– Wiesz co, może rzeczywiście.
Gillette poczuł, jak ktoś chwyta go od tyłu za ręce. Eskorta policyjna przybyła punktualnie, żeby odstawić go do San Ho.
Читать дальше