Jacek Dąbała - Prawo Śmierci
Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Dąbała - Prawo Śmierci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Prawo Śmierci
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Prawo Śmierci: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Prawo Śmierci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Prawo Śmierci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Prawo Śmierci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Muszę się umyć i przespać – westchnął Human, kiedy zatrzymali się przed gospodą. – Rano poszukam swoich… Psiekrwie nawet do mnie nie zajrzeli. Myślałem, że chociaż żarcie doniosą…
– Chcesz żyć? – zapytał cicho Idalgo. Zapalił fajkę i wypuścił kłąb dymu. Olbrzym spojrzał na łapacza z wyrazem nieufności w oczach.
– Dziwnie gadasz, panie… – burknął niezdecydowany.
– Nie jestem panem – poprawił go łapacz. – Jestem Idalgo. To wystarczy. Powiedziałeś, że dowódca straży to pies, dworak, a więc szuja… Czy tak?
– W samej rzeczy – potwierdził blondyn. – Gnida z niego parszywa…
– Z osady musisz wyjechać natychmiast – przerwał mu łapacz. – Inaczej nie przeżyjesz tej nocy…
– A ty? – Olbrzym nawet nie próbował ukryć nieufności.
– Ja też – odparł Idalgo. – Widzisz mojego konia przed tamtym domem? Ten drugi jest dla ciebie… Po tym kawalerzyście. Weźmiesz go i szybko odjedziesz. Po drodze wymień na takiego, który pod tobą nie padnie. Najlepszy byłby taki jak mój… Na razie postaraj się o…
– Ćmi mi się, panie… Tfu! Nie tak… Idalgo… Ćmi mi się, że podejrzewasz tego szczura o zdradę. Tylko co jemu po nas?
– Jest zakręcony i mściwy. – Fajka łapacza rozpaliła się już na dobre. Zza kłębów dymu Human z trudem widział jego twarz. – To dawny oficer. Pojąłem, że zdegradowany…
– Jaki? – wtrącił ze zdziwieniem olbrzym. – Prosty jestem i nieuczony… Nie było kiedy i nie było gdzie… Rozumiecie, panie Idalgo…
– Wyrzucili go na zbity pysk z korpusu królewskich oficerów – wyjaśnił łapacz, nie przestając obserwować wejścia do budynku. – Znam ich gadanie… Wszyscy oni podobni. Zabije nas dla honoru. Ukrzyżuje i każe rozgłosić, żeśmy łotry. Nie wiem, dokąd chcesz jechać, chłopie, ale wbij sobie do łba, że dowódca straży w Grwaldzie rozpoczął na nas polowanie… Zakręceni nigdy nie zapominają…
Human obejrzał się, potoczył wzrokiem po ulicy. Obaj wiedzieli, że są to ostatnie chwile światła. Z budynku wybiegło właśnie pięciu strażników, kierując się na rogatki osady. Pięciu innych zatrzymało się obok konia łapacza i żywo nad czymś rozprawiali. Widać było, że czekają na noc. Idalgo zgasił fajkę i cierpko skrzywił usta.
– Ckni im się do mojego konia – mruknął przez zęby. – Widzę, że pora na mnie… Kiedy się ściemni, powinieneś być blisko koni. Jedź na zachód, tam prędzej ocalisz życie…
– Gdzie cię szukać, Idalgo? – zapytał olbrzym, rozpychając rękami tłum i omijając powozy z końmi.
– Właśnie tam – zaśmiał się gardłowo łapacz. – Nie lubię awantur. Pokojowy ze mnie człowiek… Najłatwiej znaleźć się na rozstajach zaraz po wschodzie…
W tym momencie na pogranicze spadła ciemność. Słońce przerzuciło swe promienie gdzie indziej. Zaraz potem we wszystkich oknach, przed domami i na ulicy zapaliły się świece, lampy naftowe i pochodnie. W niektórych wyznaczonych miejscach zapłonęły na ulicy ogniska. Dopiero teraz Idalgo poczuł się bezpieczniej. Obaj byli zbyt wysocy, aby strażnicy nie mogli ich zobaczyć. Sterczeli ponad tłumem jak drogowskazy. W ciemnościach i drgających światłach wszystko się zamazywało. Kiedy jeden ze strażników zaczął odwiązywać konia, Idalgo wynurzył się nagle spoza zadu i chwycił tamtego za gardło. Przyciągnął do siebie, uderzył pięścią w skroń i spokojnie położył na drodze. Kątem oka dostrzegł, że Human pochylony ku ziemi odwiązał konia kawalerzysty i bez przeszkód wtopił się w tłum. Widział również, że trzej strażnicy ruszyli za nim. Jeden został i nerwowo rozglądał się za nieprzytomnym kolegą. Łapacz odczekał, aż tamci trzej oddalą się za olbrzymem, po czym wynurzył się nagle tuż przed strażnikiem i powtórzył dokładnie to, co poprzednio. Obu zostawił na drodze. Przy odrobinie szczęścia nikt nie powinien na nich najechać, pomyślał. Kiedy usiadł na koniu, stał się czujny i przygotowany na atak. Podążył śladem Humana, wypatrując w mroku kołyszącej się sylwetki blondyna.
Olbrzym zszedł z głównej ulicy i po chwili widać go było tylko w świetle księżyca. Sylwetki trzech strażników skręciły za nim. Poza głównym traktem osady nie można było się ukryć. Między domami ziało czernią, ludzie prawie się nie pojawiali, a stukot końskich kopyt i butów niósł się jak w studni. Czasami tylko w podcieniach rozwalającej się rudery mignął cień miejscowego opryszka, czekającego na pijanego lub zabłąkanego wędrowca. Łapacz zastanawiał się, dlaczego olbrzym zboczył z głównej drogi i w ten sposób zdradził swoją obecność. Zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zobaczył, jak tamten przywiązuje konia do kółka w murze i wchodzi do podejrzanego zajazdu. Światło przed wejściem było przyćmione, a w środku, z oszczędności najpewniej, paliły się tylko najtańsze, śmierdzące pochodnie. Kilka chwiejących się postaci próbowało złapać równowagę, wtapiając się w mrok uliczki. Ze środka zajazdu dochodziły wesołe dźwięki skrzypiec, fujarki i bębna. Kilka ochrypłych głosów śpiewało popularną na pograniczu pieśń handlarzy niewolników, zaczynającą się od słów: „Jeżeli oczy masz, jeżeli ręce masz, to się nadajesz. Twój pech!…”
Strażnicy zatrzymali się w cieniu. Czekali na Humana. Wyszedł po chwili. Przy jego pasie pojawiła się broń. Tkwiła w inkrustowanej drogimi kamieniami pochwie. Łapacz aż podniósł brwi ze zdziwienia. Dawno takiej broni nie widział. Wyszła z mody, starzy mistrzowie powymierali, a nowi woleli zwyczajne miecze lub rapiery. Przy boku Humana dyndała silnie zakrzywiona szabla. Dokładnie taka, jakiej przed ponad pięciuset laty używano w bitwie pod Ghatą. Idalgo kochał broń i wiele by dał, aby móc w tej chwili dokładnie ją obejrzeć i wziąć do ręki. Stał jednak nieporuszony przy zjeździe w boczną uliczkę i cierpliwie czekał. Wcześniej musiał zsiąść z konia i wybrać miejsce jak najbliżej ściany. Księżyc świecił tej nocy wyjątkowo silnie. Z każdą chwilą na dworze robiło się zimniej. Wystarczyło, aby zrobił jeden fałszywy krok i strażnicy mogliby go zauważyć.
Human odwiązał konia i ruszył z powrotem w stronę głównej ulicy. Szedł wprost na strażników. Idalgo był prawie pewien, że ich nie widział. Stali zbyt głęboko w cieniu. On sam zaledwie domyślał się, gdzie mogli zniknąć. Bardziej wyczuwał ich położenie, niż widział. Dzieliło ich nie więcej jak pięćdziesiąt kroków. W normalnych warunkach nie było to nic wielkiego, teraz mogło decydować o życiu. Idalgo chciał krzyknąć, ale w tym momencie wyłonił się na głównym trakcie, kilka kroków od niego, ośmioosobowy konny oddział straży miejskiej. Kopyta koni zostały starannie zabezpieczone gumowymi nakładkami. Zamiast metalicznego szczęku podków słychać było tylko głuche uderzenia. Oddział szybko zniknął w tłumie, a Human wkroczył na ciemną stronę uliczki. Dopiero teraz łapacz zobaczył strażników. Błysk mieczy i stukot ich butów zakłócił ciszę. Idalgo nie zdołał jednak dostrzec nic więcej. Kiedy znalazł się przy olbrzymie, ten właśnie chował szablę do pochwy. Strażnicy leżeli z rozpłatanymi gardłami na ziemi.
– Widziałeś ich – stwierdził tylko łapacz.
– Dojrzałem, pan… Idalgo – poprawił się olbrzym. Nawet się nie zasapał. Oddychał tak, jakby przed chwilą spożył kolację. Głęboko i spokojnie.
– Pora na nas – rzucił za siebie łapacz i w pośpiechu ruszył do głównej ulicy. Teraz wystarczył byle świadek i los ich byłby przesądzony. Za zabicie strażnika królewskie prawo przewidywało publiczne rozdarcie końmi. I nikt nie sprawdzał, po czyjej stronie znajdowała się racja. Najlepsi sędziowie godzili się co najwyżej, aby w takiej chwili podać skazanemu dzban mocnej wódki. W ten sposób okazywali swoją łaskę.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Prawo Śmierci»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Prawo Śmierci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Prawo Śmierci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.