Jacek Dąbała - Prawo Śmierci

Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Dąbała - Prawo Śmierci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Prawo Śmierci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Prawo Śmierci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść traktująca o Idalgo, mistrzu miecza i łowcy bandytów. Mroczne fantasy, gdzie ludzkość odpiera ataki zmutowanych szczuro-ludzi, na świecie pojawiają się ludzie obdarzeni magicznym dotykiem, a nawet goście ze świata równoległego. Całości dopełniają realistyczne, często szokujące wręcz opisy scen batalistycznych.

Prawo Śmierci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Prawo Śmierci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Ile za niego? – zapytał mężczyzna w złotym, modnym płaszczu. Był jubilerem, ale lubił powracać wspomnieniami do swojego pierwszego zawodu. Przed dwudziestu paru laty wziął ostatnie pieniądze za schwytanie przemytników broni i wycofał się. Założył zakład jubilerski, opłacił się gildii i stał się szanowanym obywatelem Grwaldu. Idalgo zawdzięczał mu życie, dlatego jubiler pozwalał sobie na znacznie więcej niż inny znajomy.

– Pięć królewskich monet – odpowiedział cierpko łapacz.

– Słyszałem, że kupiłeś dla siebie zamek – zaśmiał się jubiler. Idalgo szarpnął się jak po uderzeniu. Pokazał wzrokiem kawalerzystę. Tamten ze zdziwienia aż odwrócił głowę i zaśmiał się jadowicie:

– Za mnie starczy mu najwyżej na dobrą dziwkę… – Nie dokończył, ponieważ pięść łapacza jakby od niechcenia trafiła go w czoło. Zwalił się nieprzytomny.

– Przepraszam. – Jubiler spoważniał. – Człowiek głupieje w tym miejscu. Od rana tylko złoto, szlachetne kamienie, oprawa, kupno, sprzedaż i tak bez końca… Nudno, a z nudów chce się wyć. Przynajmniej na razie.

Idalgo podszedł do jubilera i spojrzał mu głęboko w oczy.

– Szukasz śmierci? – zapytał cicho.

– Szukam starych przyjaciół… – odparł poważnie Herling.

– Tak wielu ich miałeś? – W głosie łapacza można było wyczuć ledwie skrywane kpiące niedowierzanie.

– Czekałem na ciebie, Idalgo – zmienił nagle temat jubiler. – Są sprawy, o których powinieneś wiedzieć. Załatw dostawę, weź monety i odwiedź mnie. Aha, dowódca się zamienił. Przysłali kogoś, kto może ci się nie spodobać…

– Jestem przyzwyczajony. – Twarz łapacza nawet nie drgnęła. Odwrócił się, chwycił oszołomionego kawalerzystę za kołnierz i popchnął drzwi do budowli. Kiedy wszedł do środka, zaskoczyła go panująca wokoło czystość. Wszystko, włącznie z podłogą, pachniało woskiem. Zniknęły gdzieś sterty broni, zbroi i butelek. Na ścianach wisiały nawet obrazy. Biurko z nogą podpartą garnkiem, należące do starego dowódcy, zniknęło. Pod ścianą na końcu pokoju stało nowe, inkrustowane srebrem i sztucznymi perłami. Zdeb, dowódca królewskich strażników w Grwaldzie, pochylony nad jakimiś papierami, nawet na niego nie spojrzał. Odezwał się tylko z nienagannym dworskim akcentem:

– Wyjść i zapukać. To nie jest chlew.

Idalgo rzucił na podłogę dochodzącego do siebie kawalerzystę, po czym sięgnął do tyłu ręką i lekko zapukał. Pchnął drzwi, które z cichym trzaskiem zamknęły się.

– Mówiłem, wyjść i zapukać – powtórzył z naciskiem dowódca. Jego palce były długie i kościste, nawet barwą przypominały zasuszonego w gorącym piasku trupa.

– Przygotujcie, panie, pięć królewskich monet – powiedział spokojnie łapacz i przyciągnął kawalerzystę w stronę kraty, za którą znajdowała się cela. Zajrzał do środka i bez słowa podszedł do biurka, na którym leżał klucz. Wziął go i ruszył do kraty. Uderzenie pejcza było silne i bolesne. Szarpnięcie odebrało mu na chwilę oddech i powaliło na podłogę.

– Nie ruszaj się, bo uduszę – syknął Zdeb, stawiając mu na brzuchu idealnie wyczyszczony but. – To, że jesteś łapaczem, nie oznacza, że możesz się zachowywać jak bydlę. Zrozumiano?

Idalgo przytaknął. Nie próbował nawet wstać. Pejcz wciąż nieprzyjemnie ocierał mu szyję. Kawalerzysta również nie wstawał. Doszedł już do siebie, ale nie chciał psuć zabawy. Obserwował łapacza z wrednym uśmieszkiem.

– Powtórz, co masz zrobić – rozkazał dowódca, napinając pejcz. Na jego policzku, od kącika ust aż po ucho, rysowała się wyraźnie szeroka, stara blizna.

– Wyjść i zapukać – wykrztusił łapacz.

– Doskonale – potwierdził Zdeb. – I wchodzisz tylko wtedy, gdy usłyszysz słowo „proszę”. Jasne?

– Jasne – zgodził się łapacz. – I wytrę buty… Dokładnie, panie.

– Pojętny jesteś. – Pochwała zabrzmiała jak pożegnanie kata.

– A ty leż i ucz się. – Dowódca skierował uwagę na kawalerzystę.

– Dobre maniery przydadzą ci się w kamieniołomach…

Idalgo poczuł, że pejcz zwolnił ucisk. Wstał i masując sobie szyję, wyszedł z budynku. Zamknął starannie i cicho drzwi, po czym delikatnie zapukał. Cierpliwie czekał, aż usłyszy zaproszenie do wejścia. Zdeb przetrzymał go w niepewności dłuższą chwilę. W końcu ze środka doleciało głuche „proszę”. Łapacz otworzył drzwi, wytarł buty o wycieraczkę i bez słowa wszedł do wnętrza. Dowódca stał z kluczami od celi i pejczem pokazał mu drzwi. Łapacz posłusznie zamknął je za sobą.

– Teraz możesz mówić. – Pejcz trafił do bocznej kieszeni oficerskich spodni. – Stój tam, gdzie stoisz. W tym pomieszczeniu spaceruję tylko ja, zrozumiano?

– Zrozumiano, panie – zgodził się łapacz. – Przywiozłem ściganego. Kawalerzysta za pięć monet. Oto list gończy… – Idalgo wyciągnął z kieszeni płaszcza pomięty papier. Dowódca skrzywił się, jakby zobaczył wymiotującego żołnierza.

– Pokaż to z daleka – rozkazał z niesmakiem.

Łapacz rozłożył papier i pokazał Zdebowi. Cisza trwała tylko chwilę. Pejcz znów przeciął powietrze i list gończy został podzielony na dwie części. Idalgo ze zdziwieniem przyglądał się skrawkowi we własnej dłoni.

– Też ich nie lubię, panie – szepnął, oblizując zaschnięte usta. – Zamknijcie go, pokwitujcie dostawę i wypłaćcie pięć monet…

– Podnieś ten papier, łapaczu – warknął dowódca i zbliżył się do Idalga na odległość wyciągniętej ręki. – To, o czym mówisz, jest niemożliwe… Złamałeś prawo. Nie przysługuje ci żadna zapłata…

– Mówcie jaśniej, panie. – Głos łapacza nadal był spokojny i jakby lekko zdziwiony.

– Prawo mówi, że jeniec nie może być prześladowany przez nikogo, kto go schwytał – wyjaśnił Zdeb, nie ukrywając tonu lekceważenia i wyższości. – Dostarczyłeś mi człowieka, któremu potrzeba cyrulika. Brudny, głodny, pobity i zastraszony… Zastanawiam się nawet, czy nie zabrać wam licencji łapacza. Myślę, że sędzia nie miałby nic przeciwko…

– Zbieraj się. – Idalgo pochylił się nad kawalerzystą i pomógł mu wstać. – Mamy coś do załatwienia w Ghacie…

Pejcz oplótł rękę łapacza i szarpnął go do tyłu. Dowódca pokazał palcem na celę i syknął:

– On tutaj zostaje. Ty możesz odejść, albo będziesz miał kłopoty.

Łapacz przełknął ślinę i potarł zaczerwienioną skórę na szyi. Piekła go i trochę krwawiła.

– Ścigałem go przez trzy miesiące – odezwał się zimno. – Wymordował trzy rodziny osadników, ukradł im monety i spalił domy… Osiemnastu ludzi… W tym dużo dzieci…

– Chcecie, żebym się rozpłakał, łapaczu? – zadrwił poirytowany dowódca. – Nie mam dla was czasu. Złamaliście prawo o jeńcach i nie możecie dostać nagrody, jasne? A może mam was rzeczywiście pozbawić licencji i na dodatek zamknąć razem z nim, co?

Dowódca sięgnął po klucz do celi i podszedł do kraty. Ostrożnie zajrzał do środka. Widać było, że sprawę z łapaczem uważał za załatwioną. Otworzył kratę i pokazał kawalerzyście, że ma wejść. Przestępca potulnie wykonał rozkaz. Łypał przy tym z satysfakcją na łapacza. Ze środka celi rozległ się nagle potężny głos:

– Co to za ścierwo wrzucacie nam tutaj, panie dowódco? Żreć nie dajecie, szczać nie ma gdzie i w dodatku upychacie nas tutaj jak w garnku… Mówiłem wam, że nie wychędożyłem tej dziewki i nie trza mi tutaj siedzieć…

– Jutro zostaniecie wykastrowani, Human, i sprawę zamkniemy – przerwał niecierpliwie Zdeb. Złapał kawalerzystę za nadgarstek i odszukał na kamiennej podłodze kajdany. – Zanim sędzia wyda wyrok, musicie posmakować mojego chleba…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Prawo Śmierci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Prawo Śmierci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Paweł Jaszczuk - Akuszer śmierci
Paweł Jaszczuk
Catherine Coulter - Godzina śmierci
Catherine Coulter
Rachel Caine - Pocałunek śmierci
Rachel Caine
Jacek Komuda - Imię Bestii
Jacek Komuda
William Wharton - Niezawinione Śmierci
William Wharton
James Grippando - Prawo Łaski
James Grippando
Jacek Dukaj - Inne pieśni
Jacek Dukaj
libcat.ru: книга без обложки
Jacek Komuda
libcat.ru: книга без обложки
Janusz Zajdel
Отзывы о книге «Prawo Śmierci»

Обсуждение, отзывы о книге «Prawo Śmierci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x