Jacek Dąbała - Prawo Śmierci
Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Dąbała - Prawo Śmierci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Prawo Śmierci
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Prawo Śmierci: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Prawo Śmierci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Prawo Śmierci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Prawo Śmierci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Łapacz zajrzał do celi i w półmroku próbował odróżnić poszczególne twarze. W środku panował zaduch i smród. Wszyscy więźniowie siedzieli w kucki przykuci za nadgarstki do ściany. Niektórzy mieli na twarzach grube pręgi od uderzeń pejcza. Nie potrafiło tego skryć nawet wąskie okno z trudem przepuszczające cienkie smugi światła. Dowódca skończył zakuwanie kawalerzysty, wyprostował się i zadowolony z siebie, ruszył do wyjścia z celi. Dostrzegł stojącego na progu łapacza i automatycznie sięgnął po pejcz. Idalgo nie musiał nic robić. To mężczyzna siedzący najbliżej drzwi, potężnie zbudowany blondyn z twarzą dwudziestolatka, podciął dowódcę miejskich strażników i wolną ręką chwycił za gardło. Uścisk musiał być straszny, ponieważ Zdeb szarpnął się tylko raz i zaczął bić rękami o posadzkę.
– Puść – wycharczał z trudem.
Pozostali więźniowie schwycili go za ubranie i przyciągnęli do siebie. Idalgo uśmiechnął się krzywo.
– Ktoś ty? – pokazał palcem na potężnego blondyna.
– Human – odparł młodzieniec. – Z cyrkiem jeździłem, ale mnie dopadł, plew jeden… Gada, że dziewkę wychędożyłem bez jej woli i zatłukłem. Ale to, panie, nieprawda. Nie muszę ich siłą, panie. Same lezą…
– Zabiłeś ją? – rzucił krótko łapacz.
– Nigdy, panie, nikogo nie zabiłem – zaprzeczył gwałtownie chłopak. – Chociaż, trza przyznać, okazje były… I siły też nie brakuje… – pokazał napięty biceps. – Trzyma mnie tu od tygodnia. Sędziego nie woła, bo podobno chory… Ja mu nie wierzę, panie, on dworski. Inaczej szuja, panie…
– Sędzia u was ten sam? – zapytał z niepokojem w głosie Idalgo. – Znałem Morona. Dobry był i sprawiedliwy… Choruje?
– O, dawno nie byliście u nas, panie – zarechotał z kąta zarośnięty jak zwierzę więzień. – Sam mu wyprułem flaki na dziedzińcu… Córkę też miał zdrową. Mówię wam, panie, cyce miała twarde jak kapusta…
– Uwolnij mnie! – wrzasnął nagle dowódca królewskich strażników. Odzyskał oddech i próbował się wyrwać. – Dostaniesz swoje monety…
– Byłbym ją miał, gdyby nie taki jeden… – kontynuował z obleśną miną więzień w kącie. – Znajdę go i przypalę żelazem, jak żywot pozwoli. A ona jeszcze mi pisana, suka. Lubię takie bogate życie…
Łapacz nie reagował. Tylko w jego oczach pojawił się prawie niezauważalny cień. Podniósł z posadzki klucze i podszedł blisko dowódcy. Inny z więźniów, widząc klucz w jego ręce, rzucił się do przodu. Dłoń łapacza błyskawicznie zacisnęła się w pięść, cofnęła i trafiła napastnika prosto w nos. Siła uderzenia musiała być ogromna, ponieważ więzień odbił się od ściany z pękniętą czaszką. Z jego nosa wypłynęła strużka krwi; w okamgnieniu znieruchomiał. Pozostali czterej natychmiast zrezygnowali z ataku, przytrzymując silniej dowódcę. Jeden z nich obwiązał mu szyję pejczem i zaczął powoli dusić. Drugi sięgnął do pochwy i wyciągnął długi, prosty nóż oficerski.
– Mówiłeś coś o kastrowaniu… – zaśmiał się ten z kąta. Spojrzał na łapacza i zmrużył oko. – Pohandlujemy? Wypuszczasz nas, a my jego tutaj… No co? Będzie na nas, a o tobie nikt nic nie usłyszy…
– Nie słuchaj ich, panie. To zdradliwe psy – wtrącił Human. – Gdyby nie to… – znów pokazał na swoje mięśnie. – Szkoda gadać, zakatrupiliby mnie już w pierwszą noc. Te wszy czekały tylko, aż zasnę… Na to nie ma mocnych, panie. Śmierć była mi tutaj pisana albo kastrowanie… Za nic, panie. Chcecie to wierzcie, nie chcecie to…
Łapacz skinął głową i rzucił blondynowi klucz na kolana. Odwrócił się do więźnia w kącie. Pejcz znalazł się w jego ręce i raz po raz zaciskał się na szyi dowódcy. Nóż krążył niebezpiecznie w okolicy brzucha. Idalgo wyprostował się, jakby chciał zrzucić z pleców ciężar. Jego oczy już przyzwyczaiły się do mroku celi i odróżniały twarze więźniów. Dwaj byli do niedawna poszukiwani listem gończym. Trzech pozostałych nie znał. Łapacz zauważył, że za jego plecami podnosi się z posadzki blondyn. Nie musiał zgadywać, że olbrzym wyraźnie go przerastał. Czuł jego oddech na czubku głowy.
– Macie wyroki? – rzucił krótkie pytanie.
Spojrzeli po sobie i wybuchnęli głośnym śmiechem.
– Ja mam – odpowiedział z dumą więzień z kąta. – Ukrzyżowanie. Co ty na to, łapaczu? Ździebko niewygodne…
– Mnie mają rozerwać końmi – skrzywił się ten z nożem. – Tylko za to, że torturowałem żołnierzy króla w Pandabie. Rewolta była, dobrze płacili, to się nająłem. Pandabczycy za miękcy… Czy wy nie jesteście przypadkiem Idalgo? Macie na skroni tatuaż… Głowę daję, że tak mi o was gadali. Podobno nikomu nie przepuścicie. Prawda to? Nie chcecie gadać… Pal was diabli! Dla mnie tortury to zwyczajna robota, panie łapacz, zwyczajna robo…
– Zdradziłeś króla, chamie! – ryknął Zdeb i natychmiast zamilkł przyduszony pejczem.
– A ci trzej łupili na drodze. – Blondyn pokazał palcem na trzy poorane pręgami twarze. – Chwalili się, że nikomu nie darowali. Podobno wszystko przepijali z dziwkami… Nie ma czego żałować. Wojna idzie, a i przepowiednia jest podła. Nie słyszeliście, panie łapacz? Śmierć przed nami, to trza się nacieszyć życiem… Koniec świata, koniec wszystkiego…
Łapacz wykonał tylko trzy ruchy. Jego ręce wsunęły się nagle pod poły płaszcza i wyszarpnęły stamtąd dwa krótkie lombardzkie noże. Przecięły powietrze i utkwiły w gardłach więźnia z pejczem i więźnia trzymającego nóż dowódcy. Zanim tamci osunęli się na ścianę, łapacz przyklęknął nad dowódcą, wyciągając zza pleców miecz. Ani blondyn, ani dowódca królewskich strażników nie zauważyli nawet cięcia. Czubek ostrza miecza trącił zaledwie gardła trzech pozostałych więźniów i było po wszystkim. Na posadzce leżało pięć martwych ciał.
– Panie, jesteście mistrzem! – wyrwało się młodzieńcowi.
Kawalerzysta nawet nie próbował się odezwać. Skulił się pod ścianą i z przerażeniem patrzył na Idalga. Dowódca straży podniósł się z trudem i rozmasowywał sobie gardło. Kręcił szyją i przyglądał się w milczeniu łapaczowi, który starannie wytarł ostrze miecza i wsunął je do pochwy na plecach. Tak samo beznamiętnie wyjął noże z szyi martwych więźniów, oczyścił je i schował.
– Chciałbym dostać moje pięć monet – powiedział, zmierzając do wyjścia.
– Powinienem cię zamknąć, ale jestem ci coś winien – przytaknął niechętnie Zdeb i ruszył do wyjścia z celi. Blondyn podążył ich śladem.
– On też idzie. – Łapacz uprzedził sprzeciw dowódcy. – Jest niewinny, panie. Znam się na ludziach…
Ręce Zdeba drżały, gdy wyjmował z szuflady monety. Starannie wyliczył pięć, usiadł w fotelu za biurkiem i pokazał palcem drzwi.
– Nie chcę was tutaj widzieć – szepnął i zawisł nieruchomo nad biurkiem. – Macie noc na opuszczenie osady.
Idalgo odwrócił się, zamknął drzwi do celi i rzucił klucze na biurko dowódcy. Nie oglądając się, wyszedł z budynku. Potężny Human posuwał się dwa kroki za nim i drapał się w głowę. Na ulicy kłębił się tłum handlarzy, żołnierzy, miejscowej arystokracji, burdelowych naganiaczy, niewolników, mutantów, złodziei i zwyczajnych włóczęgów. Tylko od czasu do czasu w oddali mignął mundur miejskiego strażnika. Przeważnie kręcili się koło ukrzyżowanych zbrodniarzy lub zakutych w dyby złodziei. Pilnowali, aby im nikt nie pomógł.
Słońce rzucało wydłużony cień, co oznaczało, że niedługo zapadną ciemności. Z tego powodu na ulicy nie było żadnego dziecka. W miejscach, gdzie ludzie nie znali wieczorów, zbyt często zdarzały się porwania. Nawet młodzi nędzarze, żyjący w bandach i znający osadę jak własną kieszeń, chowali się głęboko w swoich kryjówkach i nie próbowali nawet wystawić nosa na zewnątrz. Kiedy kończył się dzień, zapadała natychmiast noc. I tak bez końca. Potem zapalały się świece, lampy naftowe i pochodnie. Nadchodził chłód i wszelkie zło szukało dla siebie ujścia. Od czasu śmierci króla Kreporu, Zygfryda, kiedy jego syn osiadł na tronie, pogranicze zeszło na dalszy plan. Było coraz gorzej pilnowane i coraz częściej szarpane przez rozmaitych miejscowych panów. Każdy z nich chciał urwać coś dla siebie. Podatki dzielono po cichu, a królowi wysyłano tylko drobną część należności. Większość trafiała do prywatnych skarbców. Królewska straż miejska haniebnie korumpowała się, z każdym dniem bardziej. Jeżeli znajdował się ktoś sprawiedliwy, wówczas nasyłano na niego zabójców i kończył przygnieciony skałami albo rozszarpany przez psy. Taka śmierć nigdy nie wzbudzała podejrzeń ani śledztwa. Przemijała wraz z miejscowym wiatrem i pyłem. Pogranicze stawało się wrzodem, który lada chwila mógł pęknąć i rozlać się po całym królestwie Kreporu.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Prawo Śmierci»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Prawo Śmierci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Prawo Śmierci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.