Jacek Dąbała - Prawo Śmierci

Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Dąbała - Prawo Śmierci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Prawo Śmierci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Prawo Śmierci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść traktująca o Idalgo, mistrzu miecza i łowcy bandytów. Mroczne fantasy, gdzie ludzkość odpiera ataki zmutowanych szczuro-ludzi, na świecie pojawiają się ludzie obdarzeni magicznym dotykiem, a nawet goście ze świata równoległego. Całości dopełniają realistyczne, często szokujące wręcz opisy scen batalistycznych.

Prawo Śmierci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Prawo Śmierci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Kim jesteś, panie? – wyszeptała drżącymi wargami. – Dlaczego nas ratujesz?

– Jestem żołnierzem księcia Syriusa… pani – odpowiedział, z trudem dodając ostatnie słowo. – Muszę cię do niego zabrać. Taki mam rozkaz…

– A gdzie pozostali? – zapytała z wahaniem.

– Uprowadzili ich handlarze niewolników – odparł, wypatrując w oddali powracających kolegów. Nic jednak nie zapowiadało, że ktokolwiek się pojawi. Deszcz wzmógł się, a od strony morza zaczął wiać zimny, północny wiatr. Nadchodził sztorm. – Musimy jechać… pani. Wsiadaj na konia i trzymaj mocno dziecko. Poprowadzę was… Trzeba uważać. Królewscy strażnicy są w pobliżu… Jak was zwą… pani? Bo nie jesteście zwykłą chłopką, prawda?

– Jestem Tantra – odrzekła kobieta, gramoląc się z trudem na siodło. Maqui pomagał jej, starając się nie dotykać zbyt mocno. Kiedy usiadła wreszcie w siodle, na jej twarzy pojawił się grymas bólu. – Za wcześnie… Jeszcze nie wydobrzałam…

Stary żołnierz skrzywił się ze zrozumieniem, westchnął cicho i zręcznie wskoczył na konia. Bez słowa uniósł kobietę w górę i posadził sobie na ręce. Nie odezwała się, pokiwała tylko z wdzięcznością głową. Dziecko, częściowo schowane pod luźną sukienką, nadal ssało pierś. Maqui trącił konia piętami i powoli ruszył w stronę zamku księcia. Opuszczając plażę, spojrzał za siebie, wypatrując Pinta z trzema żołnierzami. Dużo by dał, aby znaleźć się teraz razem z nimi i wspólnie walczyć z królewskimi strażnikami. Rozkaz był jednak rozkazem.

Deszcz ugasił płonące chaty i sprawił, że najbliższa okolica pogrążyła się w dymie. Swąd spalonej słomy gryzł w nozdrza i w każdej chwili mógł przyciągnąć następnych żołnierzy lub bandę złodziei. Maqui jechał skrajem drogi, gotowy w każdej chwili odeprzeć atak lub ukryć się w rowie. Jedyne, co potrafił robić, to walczyć i podchodzić przeciwnika. Sam książę nazywał go swoim najlepszym zwiadowcą. To Maquiemu wystarczało. Nie miał ani poczucia humoru, ani pieniędzy, ani skłonności ojcowskich. Żył jak mnich, unikając kobiet i zabawy w ich towarzystwie. Na pograniczu nazywano go Maqui Samotnik. Pamiętano go jako małomównego, podstarzałego mężczyznę ze stale otwartymi uszami i wytężonym wzrokiem. Doświadczeni żołnierze twierdzili, że wojsko prowadzone przez Maquiego nigdy nie wpadło w zasadzkę. Dobry zwiadowca przypominał artystę. Tylko niektórzy nimi bywali. Tak jak Maqui.

– Nie znaj da nas? – odezwała się nagle kobieta. Żołnierz czuł ciepło jej pleców i kosmyki włosów łaskoczące go w nos. Tantra pachniała ziołami i mlekiem.

– Pytasz… pani? – Głos zwiadowcy zabrzmiał beznamiętnie.

– O tych handlarzy… – odpowiedziała, próbując odkręcić głowę.

– W powietrzu wisi coś niedobrego – zaczął ostrożnie Maqui. – Ja jestem tylko pionkiem… pani. Niektórzy mówią, że przepowiednia się sprawdza i nadchodzi czas wojen… Mój pan, książę Syrius, kazał nam sprowadzić całą waszą wieś do zamku… pani. Tak jakby kogoś szukał. Gadają, że nie tylko on jeden, że królewscy też szukają. Dlatego, psy jedne, przyjechali…

– Do zamku daleko… – stwierdziła cicho kobieta.

– Dzień drogi. Dla nas dwa, może… – Maqui nie dokończył, ponieważ jego uszy złowiły tętent koni. Zbliżały się z tyłu. Zwiadowca skręcił w bok, przejechał przez rów z wodą i zanurzył się w kępę krzaków. Były dostatecznie wysokie, aby ukryć człowieka siedzącego na koniu. Dziecko obudziło się i zaczęło cicho kwilić. Matka przytuliła je silniej. Teraz i ona usłyszała uderzenia końskich kopyt o drogę. Maqui zdjął z pleców kuszę, naciągnął ją i czekał.

2

Osada pamiętała czasy kilku tysiącleci wstecz. Drewniane i kamienne domy wznoszono w niej bez żadnej dbałości o architekturę. Liczyła się tylko wygoda. Oprócz płaskich kamiennych budowli wyrastały przy ulicy olbrzymie piętrowe gospody, zajazdy i domy bogaczy. Pomiędzy nimi stały drewniane chaty z oknami małymi jak otwór od beczki. Krajobraz osady uzupełniały walące się umocnienia i ruiny dawnych pomieszczeń. W czasie deszczu wąskie ulice na peryferiach były błotniste i śmierdzące, podczas suszy stawały się twarde i zasnute nigdy nie opadającym żółtym pyłem. Im bliżej centrum, tym były szersze i bardziej zadbane, wyłożone płaskimi kamieniami. Osada nazywała się Grwald i była typowa dla pogranicza. Tutaj właśnie znajdowali schronienie wszyscy początkujący kupcy i poszukiwani przez prawo bandyci. W takich miejscach kłębiły się namiętności i dojrzewały bunty, rosły fortuny, szerzyła się śmierć i choroby.

Przed budowlą dowódcy straży miejskiej zatrzymał się mężczyzna przypominający halabardę. Był niespotykanie chudy i żylasty, a jego wzrost zbliżał się prawie do dwóch metrów. Czarne włosy nosił ostrzyżone przy samej skórze, a jego twarz przywodziła na myśl zasuszony dziób orła. Brązowa skóra na zapadniętych policzkach popękała od słońca i nosiła jaśniejsze ślady blizn. Ubranie zdradzało, że jego właściciel przemierzał świat wzdłuż i wszerz. Kurtka z nigdy nie podbitego kraju Sagdenów uszyta została ze skóry górskiego wołu; utwardzona na piersiach i plecach, a zmiękczona pod pachami i szyją. Przystosowano ją jak tarczę do uderzeń miecza i noża. Płócienne czarne spodnie uszyli krawcy z Gamoku, a buty z długimi cholewami i srebrnymi klamrami na kostkach były dziełem szewca z odległego Pandabu. Mężczyzna nosił również płócienny płaszcz w kolorze zachodzącego słońca. Broń, która spod niego wystawała, utwierdzała w przekonaniu, że obcy wiedział, co w razie potrzeby powinien z nią zrobić. Rękojeść miecza widocznego zza pleców mówiła sama za siebie. Przy pasie wisiał podobny, krótszy. Taki wyrób mógł powstać tylko w kuźniach niewidomych niewolników z rasy Lombardów. Ostrze lombardzkich mieczy nie tępiło się nigdy. Równo po stu latach po prostu pękało i rozsypywało się na proszek. Była to najściślej strzeżona tajemnica tamtejszych kowali. Oba miecze nie sprawiały wrażenia dekoracji. Pod płaszczem, starannie ukryte przed ludzkim wzrokiem, znajdowały się kieszenie, w których tkwiły tak samo ostre noże. Na skroni mężczyzny wytatuowany był orli pazur.

Koń, którego przybysz przywiązywał właśnie do pala, nosił na sobie płytkie siodło z kilkunastoma starannie wymyślonymi kieszeniami. W każdej z nich sterczał jakiś element uzbrojenia. W największej drewniana, coraz rzadziej już używana kusza, w dwóch nieco mniejszych dziesiątki nietypowych, cienkich strzał, w pozostałych metalowe kulki i kościana proca z krótką gumą. Koń z pewnością nie został wyhodowany w żadnej prywatnej stadninie. Był to dziki ogier schwytany na bezkresnym stepie tajemniczego państwa mutantów. Wysoki, silnie zbudowany, z nienaturalnie małym łbem i wyłupiastymi oczami strzygł nerwowo uszami i uderzał kopytem o ziemię. Widać było, że mimo zmęczenia ani na moment nie tracił czujności.

Mężczyzna przywiązał do pala drugiego, ciężkiego konia królewskiej kawalerii i kopnął butem leżącego na ziemi człowieka. Tamten poruszył się i z trudem zaczął wstawać. Na kostkach i przegubach jego rąk znajdowały się grube więzy. Był w mundurze kawalerzysty, a jego twarz wyrażała bezgraniczną nienawiść i lęk.

– Zszedłeś na psy, Idalgo. – Z boku rozległ się głos z górskim akcentem. Łapacz skrzywił się pod nosem, popchnął w stronę budowli kawalerzystę i rzucił od niechcenia za siebie:

– Taki zawód. Raz płacą za jednego, raz za dwóch, innym razem za całą bandę… Taki zawód, Herlingu…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Prawo Śmierci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Prawo Śmierci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Paweł Jaszczuk - Akuszer śmierci
Paweł Jaszczuk
Catherine Coulter - Godzina śmierci
Catherine Coulter
Rachel Caine - Pocałunek śmierci
Rachel Caine
Jacek Komuda - Imię Bestii
Jacek Komuda
William Wharton - Niezawinione Śmierci
William Wharton
James Grippando - Prawo Łaski
James Grippando
Jacek Dukaj - Inne pieśni
Jacek Dukaj
libcat.ru: книга без обложки
Jacek Komuda
libcat.ru: книга без обложки
Janusz Zajdel
Отзывы о книге «Prawo Śmierci»

Обсуждение, отзывы о книге «Prawo Śmierci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x