Zygmut Miłoszewski - Gniew

Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmut Miłoszewski - Gniew» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 0101, Издательство: WAB, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Gniew: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gniew»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Gniew — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gniew», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Spojrzał w kamerę i po raz pierwszy agresję zastąpił na jego twarzy najpierw niepokój, a potem strach.

Białe granulki sięgały mu do pasa.

– Hej, kochaliśmy się przecież – powiedział łagodnie. – Możemy się jeszcze kochać. Serio, świat jest stworzony do miłości. Mamy tylko jedno życie, nie ma co go tracić na nienawiść.

– Ty już nie – odparł cicho damski głos. Tak cicho, że Hela ledwie usłyszała, może mikrofon źle zbierał dźwięk. Sypiące się plastikowe kulki zagłuszały prawie wszystko poza niskim głosem mężczyzny.

– Co ja już nie? – zapytał, krzywiąc się i ruszając gwałtownie, jakby do komarów dołączyły inne owady.

– Nie masz życia – odparł głos. Cicho, spokojnie, bez nienawiści i bez smutku. Po prostu jakby udzielał oczywistej informacji, która godzina albo czy autobus odjechał z przystanku.

Hela drgnęła. Głos wydał jej się znajomy.

Granulki zasypały mężczyznę po szyję.

– Okej, rozumiem – powiedział z trudem. – Boli, szczypie, odebrałem swoją lekcję cierpienia. O to chodzi?

Jego twarz zrobiła się czerwona, krople potu zbierały się na nosie i kapały na granulki. Hela zauważyła, że zachowywały się, jakby spadały na ciepłą patelnię, z miejsca upadku unosił się lekki dym.

Instynktownie zastygła. Zrozumiała, że cokolwiek przygotowano dla mężczyzny, musiało być straszne. Teoretycznie wiedziała, że to coś nie wyskoczy z telewizora, ale strach przejmował nad nią kontrolę. Mężczyzna krzyknął po raz pierwszy. Nie z wściekłości, lecz z bólu, krzykiem zranionego zwierzęcia. Hela zasłoniła uszy, żeby tego nie słyszeć. Ale oczu od ekranu nie mogła oderwać.

Potem wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Więzień zaczął się rzucać na wszystkie strony, machając rozpaczliwie głową, wyglądało to, jakby wbrew logice próbował wypełznąć ze swojej rury. W czasie tej szarpaniny, dysząc i krzycząc, popełnił wielki błąd: zanurzył twarz w tajemniczych granulkach. Musiał zachłysnąć się nimi, bo nagle zaczął się krztusić i pluć, i drzeć wniebogłosy. W paroksyzmie bólu odrzucił głowę do tyłu, uderzając z hukiem o metalową rurę, a Hela zobaczyła, że jego usta są krwawą jamą, w której dymią i pienią się białe granulki, że jakaś reakcja chemiczna sprawia, że w połączeniu z wodą zamieniają się one w żrącą substancję.

Nagle krzyk ucichł. W pierwszej chwili pomyślała, że to wysiadła fonia, ale nie. Słyszała syk reakcji, szelest garnulek, w których miotał się mężczyzna, głuche uderzenia, kiedy walił głową o rurę. Zrozumiała, patrząc na jego szeroko otwarte usta, że on ciągle krzyczy. Tyle tylko że ten kwas, czy co to było, musiał przeżreć struny głosowe.

Jego krzyk stał się niemy.

Nigdy nie widziała nic bardziej przerażającego. To było gorsze niż jama w ustach. Gorsze niż krwawa obroża, która pojawiła się przy szyi, tam, dokąd sięgały białe granulki i gdzie rozpuszczały wolno jego ciało. Gorsze niż oko, do którego musiała się dostać kulka i które teraz zmętniało, krwawiło i zaczęło się zapadać, jakby wpływało do środka czaszki.

Obraz zmienił się i zobaczyła inne ujęcie rury i pomieszczenia. Na podeście drabiny cały czas stała kobieta, z którą rozmawiał mężczyzna. Nisko nachylona, prawie że z głową w rurze, jakby nie chciała przeoczyć ani sekundy jego cierpienia.

Długie czarne włosy zakrywały jej twarz.

9

Zegar na wyświetlaczu radiowozu pokazywał prawie trzynastą, kiedy kierowca zaparkował pod piekarnią na Mickiewicza.

– To tutaj? – Szacki spytał Bieruta.

– Naprzeciwko – odparł policjant, wskazując na narożną kamienicę po drugiej stronie ulicy.

Budynek bez wątpienia był kiedyś dumą Olsztyna. Dawno, dawno temu, kiedy polska i katolicka ludność Świętej Warmii cierpiała pod niemieckim jarzmem, o czym niestety w dziewięćdziesięciu procentach zapomniała podczas plebiscytu, kiedy trzeba było wybrać sobie ojczyznę w 1920 roku. Szacki nawet ich rozumiał. Sam by wybrał cywilizację, która potrafiła ozdabiać swoje miasta tak niezwykłymi kamienicami, a nie tą, która wybudowała sobie Mławę i Ostrołękę. Cywilizację, która pewnie by o takie perły secesyjnej architektury zadbała. Pół wieku polskiego zarządzania doprowadziło do tego, że piękny miejski pałac zamienił się w komunalny slums. Tynk odpadał z budynku jak skóra z trędowatego, rynny z niewiadomych przyczyn biegły w poprzek elewacji. Trzy loggie po lewej stronie były pomalowane każda na inny, jaskrawy kolor. Trzy loggie po prawej były zabudowane każda w inny sposób. Obraz nędzy i rozpaczy, reklama nadwiślańskiej estetyki.

– Chodziłem tutaj do biblioteki dziecięcej – powiedział Bierut, kiedy przechodzili przez ulicę.

– Gdzie?

– Tam, gdzie teraz biuro poselskie Platformy. – Bierut wskazał wiszącą na kamienicy tablicę.

– O czasy, o obyczaje – skomentował Szacki, na co policjant pokiwał głową z właściwym sobie smutkiem.

– Piękny dom, prawda? – Policjant westchnął z uznaniem, zatrzymując się przed drzwiami i omiatając wzrokiem ozdobną, bogatą fasadę.

– Był – mruknął Szacki i pchnął drzwi wejściowe. Stare, oryginalne, ozdobione miękkimi secesyjnymi ornamentami, widocznymi mimo łuszczących się warstw farby. Wszedł do środka w wilgotny, piwniczny zaduch, w niedający się pomylić z niczym innym zapach gnijącego drewna. Pstryknął światło i nie mógł powstrzymać ciężkiego westchnienia.

Był kiedyś taki dowcip o tym, jak diabeł złapał Polaka, Ruska i Niemca i każdemu dał dwie metalowe kulki. I tydzień, żeby nauczyć się z nimi robić niesamowite sztuczki. Kto pokaże lepsze sztuczki, tego diabeł puści wolno. Po tygodniu Niemiec ustawiał wieże na nosie, Rusek żonglował, a Polak jedną kulę zepsuł, a drugą zgubił.

To samo wydarzyło się w tej kamienicy. Fasadę Polak zepsuł, a wnętrze zgubił. Nazwanie klatki schodowej „zaniedbaną” nie oddawało skali dewastacji, tym bardziej przykrej, że spod efektów polskiej gospodarki, spod syfu, brudu, obtłuczonego tynku i kolejnych warstw farb w tych najobrzydliwszych żółciach i brązach, wystawało jeszcze dawne piękno: stolarka poręczy i drzwi, zdobienia sufitu, ornamenty gzymsów, ozdobne szyby o miękkich liniach art déco. W połowie korytarza ściana nad lekko sklepionym otworem drzwiowym ozdobiona była delikatną, płytką płaskorzeźbą, przedstawiającą twarz kilkuletniego chłopca w obramowaniu z elementów roślinnych. Szacki drgnął, nie dość, że stiukowa blada twarz sprawiała upiorne wrażenie w tym wnętrzu, to jeszcze delikatnie uśmiechnięty chłopiec do złudzenia przypominał mu Piotrusia Najmana. Ta sama pucułowata, kwadratowa buzia, te same lekko falujące, gęste włosy.

– Które piętro? – powiedział chrapliwie, żeby wyjść ze swoich myśli.

– Trzecie niestety – odparł Bierut.

Kilkadziesiąt skrzypiących drewnianych stopni później obaj mężczyźni stali pod brązowymi drewnianymi drzwiami i czekali w nadziei, że ktoś im otworzy. Szacki zastanawiał się, jak wyglądają zamki w domu człowieka bez rąk. Czy ktoś produkuje specjalny sprzęt, dzięki któremu można otwierać zasuwki ustami?

– Kto tam? – zapytał damski głos.

– Policja – odpowiedział grobowo Bierut, przykładając do wizjera swoją blachę. – Nic poważnego, chcemy tylko zadać kilka pytań.

Szacki wiedział, że mówią tak nawet wtedy, kiedy mają zamiar do środka wrzucić gaz łzawiący, a za pukającym czeka kilkunastu komandosów z jednostki specjalnej.

Szczęknęła zasuwka. Drzwi otworzyły się i stojąca za nimi kobieta około pięćdziesiątki zaprosiła ich gestem do środka. Schludna, szczupła, stonowana. Szpakowate włosy do ramion, szary golf, czarne spodnie. Wyglądała jak nauczycielka akademicka. I to raczej taka z Sorbony niż z Warmińsko-Mazurskiego, zwanego przez złośliwych wiejsko-miejskim.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Gniew»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gniew» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Gniew»

Обсуждение, отзывы о книге «Gniew» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.