– Widzę, że ty – odparł, odwracając się.
Jego wzrok wędrował po niej, sunął wolno, jak mrówka po piasku, poczynając od twarzy i trochę spoconych, kręconych włosów, poprzez szyję i piersi, ku jej brzuchowi, lekko wystającemu między dołem podkoszulka i paskiem krótkiej spódniczki. Gdyby się ubrała inaczej, jak chciała matka, nikt by nie dostrzegł, że jest w ciąży („Poza babcią Ireną, która poznaje to po twarzy”, pomyślała przelotnie). I tu, na tym wydętym brzuchu, jego wzrok się zatrzymał. „Szkoda. Nogi mam ładne”, pomyślała, patrząc na niego uważnie.
– Wiesz co, jestem jakiś odklejony po długiej drodze. Co znaczy to „ja”? Jak masz na imię? – spytał.
– Ewa, ale to ci nic nie powie. Chyba nie wiedzieliście, jak mam na imię, to nie było dla was ważne.
– Imię zawsze jest ważne – odparł, przyglądając się jej ze skupioną uwagą.
– Nie wtedy i nie tam. Dyskoteka. Sylwester nowego wieku – podpowiedziała, cały czas nie spuszczając z niego oczu.
Gdyby nie przyglądała mu się aż tak uważnie, nie dostrzegłaby reakcji. Ale jego tęczówki zwęziły się gwałtownie, choć stali w cieniu.
– Sylwester, tak. Sylwestra pamiętani, ciebie nie. Było tam z pięćset osób, a może więcej. Masa dziewczyn.
– I was trzech – dorzuciła. – i ja. A teraz jest jeszcze Ono – wskazała głową na brzuch.
Stał chwilę, nic nie mówiąc, a potem nagle rzucił się gwałtownie w przód:
– Właśnie! Trzech, a nie jeden, więc czego chcesz ode mnie? Ślubu? Sądu? Alimentów? i za co? Za to, że dobrowolnie wepchałaś się nam do auta? Nikt cię nie ciągnął. Sama wlazłaś. Nie wmówisz mi, że to był gwałt. Nigdy nikogo nie zgwałciłem, wszystkie same lazły. Gdzie miałaś rozum, żeby w nocy włazić do auta trzem obcym facetom?! Dlaczego to zrobiłaś?! Która porządna dziewczyna tak robi? Tak robią tylko te, które wiedzą, do czego to zmierza, nie?
Ono zapukało od środka, cicho i delikatnie, lecz nerwowo.
– Spokojnie – powiedziała. – On nic ci nie zrobi. Musi pokrzyczeć. Broni się, ale ty się nie bój.
Spojrzał na nią z agresywnym zdziwieniem:
– Do kogo mówisz? – spytał.
– Do dziecka.
– Zwariowałaś? Przecież ono jeszcze nic nie słyszy. Ileż ono ma? Zaraz… czekaj… pięć miesięcy. Mały szczurek.
– Wszystko słyszy i słucha cię. Cały czas cię słucha – powiedziała. – Ma już uszy, włosy, brwi, rzęsy, ma palce u rąk i nóg. Ziewa, uśmiecha się, marszczy buzię. Śpi albo się rusza i nasłuchuje. Odróżnia dobrą muzykę od złej, pewnie polubiłoby twoje wiatrowe dzwoneczki, bo to jest dobry dźwięk, ale nie znosi techno. Chyba zakłóca mu to jego własny rytm. A Ono chce być wolne.
Patrzył na nią coraz bardziej zdziwiony i sprawiał wrażenie, jakby przez chwilę zapomniał z kim i o czym rozmawia. Wyciągnął wolno rękę ku niej, jakby chciał położyć ją na jej brzuchu, dotknąć i sprawdzić, czy to wszystko prawda. Po chwili gwałtownie ją cofnął.
– Dobra. Nie będziemy tak głupio pieprzyć. Czego chcesz? Kasy? – spytał ostro.
– Kasa by się przydała – przyznała rzeczowo. – Mam tylko niecałe dwa pięćset, za które chciałam je wyskrobać. To by wystarczyło, żeby się go pozbyć, ale nie wystarczy, by Ono żyło. No i to nie moja forsa, ale mamy.
– Za późno zorientowałaś się, że jesteś w ciąży – odkrył z gniewną satysfakcją.
– To był mój pierwszy raz, skąd miałam się zorientować? Ale nie było za późno.
– Pierwszy raz? – spojrzał na nią z nieuświadomionym lękiem.
„Oni się boją pierwszego razu, ten pierwszy wydaje się im zobowiązujący. Właściwie dlaczego?”, zastanowiła się przelotnie.
– Muszę mieć forsę, żeby zobaczyć każdego z was.
– Po co?
– Przecież ja nie wiem, czy wtedy, gdy jest tyle plemników naraz, to tylko jeden łączy się z jajeczkiem, czy wszystkie. Jestem na to za głupia, z biologii miałam ledwie trójkę. A co zrobię, gdy Ono mnie kiedyś spyta, jak wyglądał jego ojciec? Jak miał na imię, jaki był, w jaki sposób się poruszał? Muszę to wiedzieć. Muszę mu wskazać jednego z was. Tego właściwego.
– I niby skąd się tego dowiesz? – zaśmiał się gniewnie.
– Ono mi powie.
Spojrzał na nią, oszołomiony i niespokojny:
– Oszalałaś?
– Nie, Ono to będzie wiedzieć, ale musi ujrzeć was wszystkich trzech, po kolei. Wtedy da mi znak.
Stał, milcząc, a jego gniewne zdziwienie spotkało się w pół drogi z jej spokojną pewnością.
– Chora sprawa – mruknął, bardziej do siebie niż do niej, a potem zaśmiał się krótko:
– Czyli co, weźmiesz ode mnie kasę i pojedziesz do tamtych dwóch?
– Tak.
– Pojeździsz sobie po Polsce. Każdy jest w innej stronie.
– To skąd wzięliście się razem na dyskotece?
– Jesteśmy kumplami – wyjaśnił. – Wszyscy z jednego miasta. Prowincja… Sama zobaczysz, bo Andrzej wciąż tam mieszka. Razem kończyliśmy liceum. Razem wybraliśmy się do Warszawy na studia. Ale tylko Artur je kończy. Mnie umarł ojciec, muszę utrzymywać matkę, więc przerwałem. Andrzej dostał spadek po wuju. Artur walczy dalej jak młody szczur.
– Mickey Rourke – szepnęła Ewa.
– …że jak? Kino ci się myli z życiem?
– Już nie.
– Andrzej toby ci się nadał! Ja ci dam najwyżej pięć baniek, bo więcej nie mam, ale Andrzej ma prawdziwą kasę. To jego renówka, ma też sklep z komputerami. Farciarz – parsknął śmiechem, w którym nie było żadnej wesołości.
– Ono jeszcze nie umie liczyć – wyjaśniła z powagą. – Ono zna na razie tylko uczucia.
Znowu przyjrzał się jej podejrzliwie i spytał kpiąco:
– I co Ono ci teraz mówi? Teraz, gdy patrzy na mnie?
– Ono nie patrzy, przecież wiesz – poprawiła go spokojnie. – Ono słyszy, a to coś innego. I jeszcze nic nie mówi. Jest tylko zaciekawione. Mówiłam, że musi poznać was wszystkich i porównać, dopiero wtedy zdecyduje.
– I niby jak Ono ma poznać, który to z nas? Ewa zastanawia się nad tym.
– No, nie wiem – przyznaje z powagą.
– W takim razie jeszcze się zobaczymy – stwierdza.
– Nie wiem. Ono mi powie.
Pokręcił głową, czochrając dłonią swoje krótkie, ciemne włosy i znowu zaśmiał się bezradnie.
– Ale jaja… Chora sprawa – powiedział bardziej do siebie niż do niej.
– Tylko nie klnij, Ono tego nie lubi – szepnęła ostrzegawczo.
– Ono tego nie lubi – powtórzył bez chęci przedrzeźniania jej, lecz jakby zastanawiając się nad tym zdaniem. – No dobra, ale powiedz mi, co będzie, jeżeli Ono ci powie, że to jest na przykład Artur, a Artur oświadczy, że ma w dupie i ciebie i Ono.
– Prosiłam, żebyś nie klął – powtórzyła cierpliwie. – Nic nie będzie. To przecież proste. Przyjrzę się dobrze temu Arturowi, żebym mogła kiedyś opowiedzieć dziecku, jaki był jego ojciec. To wszystko.
Tym razem zaczął obgryzać paznokcie.
– Bredzisz tak, że zaczynam wierzyć, że to był twój pierwszy raz. Ale po co w takim razie wlazłaś do tego auta? – spytał, ale jakby wcale nie oczekiwał odpowiedzi.
– Ta dyskoteka wydawała mi się wtedy jak z bajki, a wy pojawiliście się tak, jakbyście wyszli z jakiegoś filmu, którego akcja toczy się w lepszym i piękniejszym miejscu. I chyba miałam nadzieję, że mnie tam zabierzecie. Już wiem, że to głupie. Nie ma lepszych miejsc. Są tylko lepsi ludzie. Może kiedyś na nich trafię.
Wzruszyła ramionami, a on powtórzył znowu, choć z większym przekonaniem:
– Chora sprawa.
– No to daj mi te pieniądze, bo czeka mnie podróż, a z nim nie mogę ryzykować. Muszę gdzieś spać, pod dachem, a nie przy drodze. No i coś jeść. I śpieszę się – stwierdziła rzeczowo.
Читать дальше