Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Faktycznie, ładne to – stwierdziła z upodobaniem. -Jak na to natrafiłeś?

Zrobiłem błazeńską minę wyrażającą sąd, że jestem obdarzony szczególną intuicją. Jednocześnie uznałem, że oto nadszedł czas, by zacząć ofensywę.

– A mówiąc serio – rzekłem, przywdziawszy maskę powagi – dzięki pewnej pianistce… pewnej niezwykłej osobie, z którą zetknął mnie los. Uczyła mnie muzyki i gry na fortepianie. I miała niepospolity, czarowny dar wymowy. Mogłem jej słuchać bez końca. (Obecny mój sposób mówienia, który, jak mi się zdaje, zwrócił pani uwagę, a nawet wywołał uśmiech ironii i pobłażania, stanowi bez wątpienia dalekie i… kalekie echo jej pełnej wdzięku, fascynującej sztuczności.) Wielbiła literaturę, a zwłaszcza poezję niemiecką, i często przytaczała fragmenty różnych wierszy, jakby tytułem dowodu dla jakieś swojej myśli. Otóż w owej kolekcji złotych wersów i strof, ten wielki hymn o Renie zajmował szczególne miejsce. Znała go nie wyrywkowo, ale gruntownie, w całości, i czciła niczym modlitwę…

Uśmiech, jaki rozkwitał na twarzy srebrnej Marianny, był obecnie uśmiechem godnym już tylko autora Rozprawy o metodzie.

– Jeśli więc chcę zacytować słowa owego wiersza, to między innymi dlatego, aby złożyć jej hołd, a także w przekonaniu, że jego magiczna moc przyniesie mi zwycięstwo…

Sięgnąłem po tom studiów germanistów francuskich, leżący przed Marianną na ciemnozielonym suknie, i znalazłszy wyimek na otwartej stronicy, zacząłem czytać go na głos (podaję w tłumaczeniu z języka francuskiego):

Albowiem jakim się rodzisz, takim już pozostajesz;
jakiekolwiek by były
przeszkody i wychowanie,
nic nie ma takiej mocy,
jak same narodziny
i pierwszy promień światła dla nowonarodzonego.

Podniosłem głowę znad książki i z wyrazem zachwytu zmieszanego z wdzięcznością spojrzałem ku Mariannie, która przysiadła tymczasem na prawym brzegu biurka i zapaliła Gitana.

– Więc to ma być o tobie? – wciągnęła dym przez nos i wypuściła ustami, na których wciąż się błąkał delikatny uśmieszek – czy o twojej niezwykłej pani od fortepianu?

– O jednym i o drugim, choć na różne sposoby – odpowiedziałem z uśmiechem.

– Więc sprawa załatwiona. Masz, co ci było potrzebne – stwierdziła „zamykająco”, lecz nie ruszyła się z miejsca. Co więcej, w dalszym ciągu patrzyła na mnie uważnie z tym przekornym uśmieszkiem, który zdawał się teraz wyrażać nieme pytanie: „czy to na pewno już wszystko?”

– Bardzo pani dziękuję – powiedziałem solennie, jakbym też kończył sprawę. – Przepiszę sobie to teraz – i odwróciwszy się szybko, przeszedłem do salle de lecture.

Spędziłem tam więcej czasu, niż było go potrzeba na wykonanie kopii jedenastu linijek odnalezionej cytaty. Odkrywszy bowiem w przypisach inne jeszcze urywki tego wiersza w przekładzie, przepisywałem je również; zresztą, chciałem po prostu nieco dłużej odetchnąć po tym popisie kuglarstwa i odczekać taktycznie z podjęciem dalszej gry, która miała wejść właśnie w decydującą fazę.

Do „szachownicy” wróciłem mniej więcej po pół godzinie.

– Dziękuję jeszcze raz – powiedziałem dyskretnie, lecz zamiast położyć książkę, na biurku lub gdziekolwiek, dalej trzymałem ją w ręce na wyciągniętym ramieniu.

– Połóż to tam – poleciła, wskazując głową na stolik stojący obok biurka i znów przerywając stukanie na wielkim Remingtonie. – I nie ma za co, naprawdę! To przecież nasza rola.

– Nasza?

– Ośrodka. Centre. Po to tutaj jesteśmy.

Uznałem, że nie ma co zwlekać:

– A właśnie, jeśli wolno, mam jeszcze jedno pytanie.

– Pytaj. Kto pyta, nie błądzi, jak powiada przysłowie.

– Czy prawdą jest, że Centre zakłada teraz w Polsce szkoły z językiem francuskim?

Zrobiła zdziwioną minę.

– Nic o tym nie wiem – rzekła. – Skąd takie wiadomości?

Opuściwszy przyłbicę, ruszyłem do ataku:

– Nie umiem wskazać źródła. Właśnie dlatego pytam. Jednak już kilka razy doszły mnie takie słuchy – starałem się nadać głosowi ton maksymalnie lekki. – Słyszałem wręcz, że w Warszawie taka placówka już działa. Jej dyrektorem podobno jest rodowita Francuzka, a w każdym razie osoba związana właśnie z Centre.

W oczach srebrnej Marianny zalśnił błysk rozbawienia. „Zna ją! To oczywiste! No, i co teraz powie?”

– A nie słyszałeś przypadkiem – podjęła z udaną powagą – jak się nazywa ta pani?

– Niestety – uniosłem ręce w geście bezradnej niewiedzy, po czym zamarłem w bezruchu, czekając na jej ruch.

– No cóż – odrzekła po chwili – nie mogę tego potwierdzić.

– To znaczy, czego, przepraszam?

– Prawdę mówiąc, niczego. Centre nie zakłada tych szkół i nie ma z tym nic wspólnego. A ta pani dyrektor… jeżeli, oczywiście, to ta sama osoba, którą ja mam na myśli… bynajmniej nie jest Francuzką.

– Rozumiem jednak z tego, że jakieś dzwony biją, tyle że nie w tym kościele.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– No, że w owych pogłoskach są jednak ślady prawdy.

– Przypuszczam, że chodzi o projekt Ministerstwa Oświaty podjęty w ramach umowy między Polską a Francją o współpracy w dziedzinie nauki i edukacji. Rzecz tę, ze strony francuskiej, prowadzi Service Culturel…

– Service Culturel? – przerwałem.

– Wydział do spraw kultury Ambasady Francuskiej.

„Ach, więc aż tam jesteśmy!” poczułem falę gorąca i żywsze bicie serca.

– I Francja mianowała dyrektorem tej szkoły… kogoś, kto nie jest Francuzem?! – zdumiałem się przesadnie. – A w każdym razie przystała na taką nominację?

– Nie wiesz, gdzie my żyjemy? – rzekła zniecierpliwiona.

– No tak, ma pani rację.

– Ale i ty masz swoją – stwierdziła pojednawczo. – Były z tym korowody.

– Nie mogli się „dogadać”… – rzuciłem ironicznie.

– Wbrew różnym uzgodnieniom wynikającym z umowy, Ministerstwo Oświaty nie chciało nawet słyszeć o dyrektorze-Francuzie. Wtedy strona francuska zastrzegła sobie prawo do typowania osoby przynajmniej spośród Polaków. Niby zgodzono się na to, w praktyce jednak czyniono same trudności i wstręty. Każdy kandydat był zły.

– Ale w końcu… ta pani… okazała się dobra.

– Nic podobnego. Bynajmniej.

– To jak ją zatwierdzili?

– Francuzi się uparli. Uznali, że ich prestiż jest wystawiany na szwank i postawili warunek: albo ich wniosek przechodzi, albo się sprawę zamyka i cały projekt pada. – Zrobiła krótką pauzę i z drwiącym uśmiechem dodała: – Natychmiast podpisali.

Pamięć odbiła mi echem opowiadanie Jerzyka, zwłaszcza wykład na temat „wymiany z zagranicą”, załatwiania zaproszeń i „handlu żywym towarem”.

– Więc mają w tym jakiś interes – stwierdziłem tonem znawcy.

– Kto?

– Ministerstwo Oświaty.

– Nie sądzę – rzekła sceptycznie. – Dla nich to raczej haracz. Odwalanie pańszczyzny. Wywiązywanie się z umów, które im się narzuca w ramach „transakcji wiązanych”.

– Oj, chyba nie nadążam…

– A co ty sobie myślisz? Że tutaj komuś zależy na nauce języków? Szczególnie francuskiego, tego symbolu kultury „inteligencji mieszczańskiej”, ziemiaństwa i burżuazji, „tego reliktu przeszłości, co poszła na śmietnik Historii”? Tutaj zależy jedynie na materialnych korzyściach i paru innych rzeczach, o których wolę nie mówić, i właśnie w zamian za to idzie się na koncesje w dziedzinie nauki i sztuki, z których zresztą, na ogół, i tak niewiele wynika.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.