Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Przejeżdżając przez most, zdał sobie nagle sprawę, że się przemieszcza na wschód.

– A przecież zmierzam do czegoś, co jest wysepką Zachodu – pomyślał rozbawiony. -Trawestacja konceptu i przedsięwzięcia Kolumba. Ciekawe, co odkryję?

Na Rondzie Waszyngtona, poza jakąś babiną i starszym panem z paczką, wsiadło – w ostatniej chwili – dwóch mężczyzn w średnim wieku. W odróżnieniu od innych, nie skasowali biletów ani też nie usiedli na żadnym z wolnych miejsc, lecz w nonszalanckich pozach stanęli przy kasownikach – na przedzie i z tyłu wozu – i z kamiennymi twarzami zaczęli patrzyć przez okna.

– Kontrolerzy – pomyślał. I choć nie miał powodu, ażeby się ich bać -w kieszeni jego kurtki tkwił ważny bilet miesięczny na wszystkie linie normalne komunikacji miejskiej (potwierdziła to ręka, wsunięta tam mimowolnie) – poczuł w sobie napięcie i szybsze bicie serca.

– No i czego się boisz? – zaapelował do siebie. – Przecież nic ci nie grozi. A gdyby nawet groziło, to co? No właśnie, co? – Strata pieniędzy na mandat? – Można nie płacić od razu. Można zażądać blankietu na wpłatę do dwóch tygodni, a potem zwlekać latami, jak większość ludzi to robi. – Więc c o innego? Wstyd? – A czego tu się wstydzić? Że oszukuje się państwo? Przedsiębiorstwo państwowe? – A co to znaczy: państwowe? Czy aby nie tyle co: nasze? A skoro znaczy: nasze, to gdzie tu jest oszustwo? Można oszukać kogoś, ale samego siebie? – A poza tym, czy ten, z którym się układamy (jeśli już go traktować jako kogoś drugiego, a nie jako nas samych), czy ten ktoś – MZK – jest partnerem bez skazy, który się wywiązuje ze wszystkich zobowiązań, jakie na siebie przyjął? I czy my wobec niego mamy te same prawa, jakie on wobec nas? Jak choćby prawo kontroli – zgodności z rozkładem jazdy, warunków podróżowania (zwłaszcza w godzinach szczytu), uprzejmości kierowców? Czy on nam także płaci za swoje uchybienia: kary za niepunktualność, chroniczne przerwy w ruchu? Albo odszkodowania za każdy uszczerbek na zdrowiu doznany wskutek ścisku lub przytrzaśnięcia drzwiami? – Nie płaci, ani grosza. Nawet się nie poczuwa. Płacimy tylko my. – A zatem, o co chodzi? Gdzie tu występek, przewina, godne napiętnowania? Nierówność wobec prawa zwalnia z reguł fair play. Czyż nie tego dowodzi cała nauka historii i większość lektur szkolnych? – Walka z wyzyskiwaczem jest słuszna i postępowa. Łamanie praw krwiopijców to cnota, a nie grzech. Dochodzić sprawiedliwości w świecie przemocy i gwałtu wolno wszelkim sposobem…

Sformułowanie w myślach tej żarliwej obrony pasażera na gapę (którym sam przecież nie był!) nie przyniosło mu ulgi. Przeciwnie, jeszcze bardziej rozstroiło mu nerwy. Zamiast dać sobie spokój z domniemanymi stróżami Miejskiego Przewoźnika i zająć się sprawami w danej chwili dla niego po stokroć ważniejszymi (jak pozyskać dla siebie mademoiselle Legris? jak pokierować rozmową? jakie zadać pytania?), wpatrywał się natarczywie w plecy jednego z nich, czekając z zapartym tchem na potwierdzenie domysłu, czyli – początek akcji.

Było, jak podejrzewał.

Po chwili, jak jeden mąż (choć nie patrzyli na siebie) sięgnęli pod klapy płaszczy i wydobyli stamtąd wiszące na krótkich paskach blaszane złotawe krążki, które jak górskie odznaki ozdobiły im piersi, i stanąwszy w rozkroku nad siedzącymi tuż przy nich, wyrzekli równocześnie sakramentalną formułkę:

– Prosz-sz-szę bilety do kontroli.

Zdawałoby się, że po tym mógłby się już odprężyć. W końcu całe napięcie zostało rozładowane: wyczuł ich; odgadł; ma nosa. – Tymczasem, nic podobnego. Był dalej podminowany i dalej, nierozumnie, folgował złym emocjom.

– Żeby taki paskudziarz, co wszystkie grzechy świata ma wypisane na twarzy, mógł żądać czegoś od innych! By mu… okazać bilet! Bym ja – monada wolna, nieposkromiona jak Ren, udająca się właśnie do Ambasady Francuskiej – miał się podporządkować jego bezczelnej woli, poświęcić mu cząstkę czasu, wykonać przez niego ruch ręką! – Nie, to jest nie do przyjęcia! To uwłacza godności i ogranicza wolność. Nie można się z tym pogodzić! – Lecz jak się nie pogodzić? Nie okazać biletu? Nie reagować w ogóle? – Takie postępowanie skończyłoby się niechybnie interwencją fizyczną: szturchaniem, potrząsaniem, wreszcie wzięciem pod ręce i wywleczeniem z wozu na następnym przystanku. To byłoby jeszcze gorsze. – A zatem nie ma wyjścia… Ależ to przemoc! Terror! – Pomocy, o Rousseau!

Duch autora Rozprawy o źródłach i zasadach nierówności wśród ludzi (niestety, nie nagrodzonej przez Akademię w Dijon) i słynnej Umowy społecznej wysłuchał go, jak się zdaje, i wybawił z opresji, choć w sposób, pod względem moralnym, budzący zastrzeżenia, albowiem – cudzym kosztem. Stało się, mianowicie, że jeden z kontrolerów (ten działający z przodu) po sprawdzeniu biletu starszemu panu z paczką, co wsiadł ostatnio na Rondzie, nie przeszedł dalej ku innym, lecz zaczął się przyglądać owemu pakunkowi i stwierdził:

– Duże to.

– Piecyk – wyjaśnił pasażer. – Słoneczko elektryczne. Właśnie wiozę z naprawy…

– A co mnie to obchodzi! – uciął ostro kontroler. – Bagaż. Jak każdy inny. A za bagaż się płaci.

– Panie! Jaki tam bagaż! – polemizował podróżny. – Bagaż to jest walizka. Albo wózek. Lub rower.

– Miejsce zajmuje tak samo – nie ustępował kontroler.

– Jakie miejsce! I komu! Trzymam to na kolanach. A poza tym jest pusto.

– No i co z tego, że pusto? – odparł spokojnie kontroler i dodał patrząc w bok: – Bilet za bagaż, proszę.

– Dobrze, już dobrze, kasuję – starszy pan podniósł się z miejsca i sięgnął do kieszeni.

– Teraz? – prychnął kontroler. – Teraz to już za późno – i stanął przed kasownikiem.

– No co pan? – człowiek z paczką wyraźnie tracił cierpliwość. – Niech mi pan da skasować!

– Dawałem. Całą minutę. Jakoś pan nie skorzystał.

To oschłe oświadczenie uruchomiło lawinę. Wymiana argumentów, dotąd w miarę spokojna, nabrała przyspieszenia i rozgorzała gniewem. Posypały się racje i słowa ad personom. Do zaciętej pyskówki włączyli się rychło inni, siedzący dotychczas cicho, stając murem w obronie właściciela piecyka. Na czoło tego chóru wzburzonych obywateli wysunął się inwalida – starszy, barczysty mężczyzna o sztywnej prawej nodze – siedzący na miejscu dla kalek. Był już poddany kontroli i, mimo ułomności widocznej gołym okiem, zmuszony do okazania jakiejś legitymacji, która go uprawniała do ulgowych biletów. Pewnie to mu dopiekło i teraz usposabiało do roli koryfeusza.

– Wziąłbyś się lepiej, nygusie – grzmiał stentorowym głosem – do jakiejś solidnej roboty, miast ludziom uprzykrzać życie. Najlepiej krowy pasać! Albo do chlewu z widłami! Myślisz, że my nie wiemy, o co tu się rozchodzi? Że premię masz od mandatów?

– No, no! – warknął kontroler. – Nie spoufalaj się pan!

– Miałeś obsrane gacie, gdy ja walczyłem za Polskę! – Sowiński-w-okopach-Woli podniósł do góry laskę jak legendarną szpadę.

– Coś ty powiedział, wałachu? – wycedził przez zęby kontroler, podchodząc do weterana.

– To, co słyszałeś, knurze! – rzucił mu w twarz jenerał i wstał, ruszając ku wyjściu.

– Popamiętasz te słowa – poprzysiągł zemstę kontroler i mruknął coś do kierowcy.

– Możesz mi skoczyć… wiesz gdzie! – zbył tę pogróżkę Sowiński i stanął u przednich wrót.

Tymczasem kontroler powrócił do pasażera z piecykiem i zażądał od niego Dowodu Osobistego. Ten go wyśmiał (słowami: ‘i jeszcze czego, bucu!’), po czym, z dobytkiem w rękach, zrównał z Polakiem Prawym, dziękując mu za wsparcie…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.