Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Znaczy, że oni to robią…

– Tak jest! – wpadła mi w słowo. – Dla tworzenia pozoru. Nic z tego nie będzie, wierz mi!

– No, mimo wszystko, już jest.

– Co jest?- uniosła brwi i wytrzeszczyła oczy.

– No, to jakieś liceum… Przynajmniej ta pani dyrektor!

– To próba. „Eksperyment”, jak oni to nazywają. Za rok, za dwa-trzy lata okaże się „niewypałem”.

– Za rok, za dwa-trzy lata nie będę już, jak sądzę, zainteresowany sprawą. Rzecz interesuje mnie dziś. W związku z moimi planami, które są pani znane. Otóż chodzi mi o to, czy mógłbym w jakiś sposób nawiązać kontakt z tą szkołą… czy, ściślej, z tą panią dyrektor… bo, o ile rozumiem, pani chyba ją zna…

– Na jakiej podstawie tak sądzisz?

– Zapytała mnie pani, czy może znam jej nazwisko, dając do zrozumienia, że ma pani kogoś na myśli. Czy nie jest to podstawa… logicznie dostateczna?

– Masz kartezjański umysł! – uśmiechnęła się kpiąco.

– To p a n i powiedziała – odwzajemniłem uśmiech.

– No więc czego właściwie oczekujesz ode mnie? Żebym podała ci adres? – („Adres już mam!”) – Telefon? – („Zdobyłem go na początku.”) – I, szkoły czy… do domu?

– Nie-nie, no bez przesady! – uniosłem ręce w geście „poddaję się bez bicia”. – Gdzieżbym śmiał niepokoić kogoś nieznajomego! A zwłaszcza go nachodzić w jego prywatnym mieszkaniu!

– No więc?

– Myślałem o czymś innym. O forum, jakim jest Centre. O ile mi wiadomo, bywają tu różne imprezy: projekcje filmów, odczyty, dyskusje literackie, na których zbiera się kwiat warszawskiej romanistyki, a nawet szerszy krąg miejscowych galomanów. Nie sądzę, aby dyrektor francuskojęzycznej szkoły (choćby w okresie próbnym) był poza tym środowiskiem i mógł nie uczestniczyć w jego sprawach i życiu. A skoro się nie mylę i jeśli, oczywiście, na owe konwentykle każdy ma prawo wstępu, mógłbym, przychodząc na nie, znaleźć jakąś sposobność, by poznać go osobiście i porozumieć się z nim.

– Z kim? Teraz ja nie nadążam.

– No jak to z kim! Przecież mówię: z dyrektorem tej szkoły.

– To jest ona, nie on.

– Dyrektor to dyrektor. Funkcja nie ma rodzaju.

– Ale człowiek ma płeć.

– Jakie to ma znaczenie? – prychnąłem (nieco przesadnie).

– Czasem ma, mon ami – znowu się uśmiechnęła, tym razem zagadkowo, po czym zrobiła „dzióbek” i oczy zdziwionej lalki.

Nie byłem w stanie powstrzymać inwazji rumieńca na twarz.

– Więc powiadasz – podjęła po osiągnięciu celu – że również chciałbyś bywać na „konwentyklach” Centre… – Spostrzegłszy, że na podłodze leży błyszczący spinacz, podniosła go i wtrąciła do „krateru” pudełka, w którym tłoczyły się inne. – Nie ma najmniejszych przeszkód. Wstęp jest wolny. Dla wszystkich. Tu es le bienvenu! [108] Obawiam się jednakże, że akces ten nie spełni wiązanych z nim oczekiwań. Przeceniasz bowiem Centre. Twoje wyobrażenie o naszej działalności jest mocno przesadzone. Owszem, mamy w programie projekcje francuskich filmów, a także spotkania z ludźmi z akademickiej Francji, ale co to za filmy! i jakie to spotkania! i kto na nie przychodzi!

Filmy? Trzeci garnitur, i to sprzed wielu lat (projekcje się odbywają w budynku Geografii, w salce na trzecim piętrze; fatalna jakość odbioru).

Odczyty? Specjalistyczne, dla wąskiej grupy znawców.

A audytorium? Studenci, i to wcale nie liczni, i kilku wykładowców.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dumny tytuł „Centre de Civilisation” nie ma pokrycia w treści?

Jesteś mile widziany!

Cóż – rozłożyła ramiona – nie ma środków, funduszy. – Uniosła palec do góry. – I nie ma przyzwolenia.

Niemniej, nie mylisz się, sądząc, że istnieją imprezy, na które ściąga le beau monde, cała francuskojęzyczna, „europejska” Warszawa, w tym również i… dyrektor, którego chciałbyś poznać. Jednak dostać się na nie to już nie takie proste. Trzeba być z towarzystwa albo mieć… zaproszenie. A zaproszenia przyznaje (rozsyła lub wydaje) gabinet Service Culturel.

Masz jeszcze jakieś pytania? – ujęła obłego BIC-a, który spoczywał na biurku, i jęła się nim bawić, wciskając i zwalniając raz po raz jego przycisk.

– No, oczywiście – odparłem. – I chyba wie pani jakie.

Przestała pstrykać iglicą i zmierzyła mnie wzrokiem, udając, że próbuje odgadnąć moje myśli. Wreszcie sięgnęła po czarną plastikową kasetkę jeżącą się guzikami, przy których widniały litery w porządku alfabetycznym, i przycisnęła pierwszy (z literą A pod spodem). Gładka część wierzchniej płaszczyzny podskoczyła sprężyście i stanęła pionowo, odsłaniając karteczkę z wydrukowanym diagramem, w który wpisano ręcznie numery telefonów. Następnie podniosła słuchawkę i wykręciła sześć cyfr. Po chwili głęboki alt zagruchał gardłowym „er”.

C’est elle, de la part du Centre, oui-oui, de la rue Oboznà. [109] I dzwoni z taką sprawą: jest u niej młody człowiek, gentil et résolu [110] , obyty, oczytany, z przyzwoitym francuskim, któremu bardzo zależy na żywym kontakcie z językiem i zachodnią kulturą. Czy można by go wpisać na listę stałych gości programu Service Culturel?… Zasadniczo nie bardzo?… Jest limit miejsc… Kontrole… A jednak, w drodze wyjątku? Osobiście uważa, że zasługuje na to. To młodzieniec z przyszłością!… A zatem, d’accord?… Ma przyjść… Już go wysyła. Merci.

Odłożyła słuchawkę.

– Rozmowę usłyszałeś – znów zwróciła się do mnie. – I ufam, że zrozumiałeś. Teraz weźmiesz autobus linii 117, który się zatrzymuje w Alejach Jerozolimskich pod samym gmachem KC i który cię przewiezie na drugą stronę Wisły, w rejon Saskiej Kępy. Wysiądziesz na Placu Przymierza, naprzeciw kina Sawa, i stamtąd udasz się pieszo przez ulicę Zwycięzców do wąziutkiej przecznicy o nazwie Zakopiańska. Odnajdziesz na niej dom z numerem 18, gdzie mieści się siedziba Ambasady Francuskiej, i wkroczysz na jej teren. Gdyby cię ktoś zatrzymał i pytał, czego tam szukasz, powołasz się wtedy na mnie (moje nazwisko Zamoyska) i powiesz, że masz spotkanie z mademoiselle Legris. To właśnie ona cię przyjmie i wpisze cię na listę, a może nawet od razu wyda ci zaproszenie, bo wiem, że lada dzień ma się odbyć wernisaż głośnej grafiki Picassa. Mademoiselle Legris będzie chciała z pewnością pomówić z tobą przez chwilę, aby cię trochę poznać, więc proszę, bądź tak miły i nie przynieś mi wstydu. Zresztą, sam chyba rozumiesz: to w twoim interesie. Życzę ci powodzenia. Au revoir, jeune homme. [111]

23. Odkrycie Ameryki

„I młody człowiek pojechał…

Gdy wartka akcja życia, w którym coś odgrywałem, zamierała na chwilę, zwalniając mnie z wymogu podtrzymywania roli, nieraz moim odruchem podczas takiego antraktu było myślenie o sobie w formie klasycznej narracji (trzecia osoba, czas przeszły) – jakby to, co się działo, ze mną i wokół mnie, stanowiło materię opowiadanej historii. Temu się właśnie oddałem, kiedy tylko autobus linii 117, w którym zająłem miejsce, ruszył spod gmachu KC.

„Ponieważ nie było tłoku, przeciwnie, było pusto, nie wybrał swojego kąta ‘na rufie’ przy tylnych drzwiach, ale, podobnie jak inni, zajął miejsce siedzące, przy oknie, po prawej stronie. Za szybą z securitu, powleczoną od zewnątrz warstewką starego brudu, przesuwał się do tyłu ciąg szarawych widoków: masywne gmachy muzeów, Muzeum Narodowego i Oręża Polskiego, ponure kamienice stojące wzdłuż wiaduktu, wreszcie szeroki pas rzeki, toczącej leniwie wody.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.