Petra Hammesfahr - Sefowa
Здесь есть возможность читать онлайн «Petra Hammesfahr - Sefowa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Sefowa
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Sefowa: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Sefowa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Sefowa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Sefowa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
O wpół do dziesiątej pojechał do instytutu medycyny sądowej. Był kilka minut za wcześnie. Podczas gdy asystent sekcyjny przygotowywał zmarłego i otwierał czaszkę, starszy z dwóch lekarzy sądowych, którzy mieli przeprowadzić sekcję, wykorzystał czas, by trochę pogawędzić, samemu dowiedzieć się o kilka szczegółów i przedstawić dotychczasowe wyniki.
Kilka badań przeprowadzono zaraz po dostarczeniu ciała. Jako świadek posłużył młody policjant, który na terenie koło chaty zabezpieczył dowody i zrobił kilka zdjęć.
Herbert Theissen nie zmarł dopiero o północy, ale dwie do trzech godzin wcześniej, a więc pomiędzy dziewiątą a dziesiątą wieczorem. W momencie zgonu Theissen miał dokładnie cztery promile alkoholu we krwi. Oszałamiająca liczba, ale w żadnym wypadku nie niepokojąca.
Georg zakładał, że Theissen opuścił dom około szóstej. Tak na oko mógł mieć wtedy trochę powyżej trzech promili. Tym samym mógł jeszcze prowadzić, wszystko to tylko kwestia przyzwyczajenia.
– W ostatnim tygodniu mieliśmy tu jednego – powiedział lekarz – który zginął na autostradzie, mając dwa koma osiem promila. Według zeznań świadków jego styl jazdy w ogóle nie odbiegał od normy. Tylko jego zdolność reakcji pozostawiała wiele do życzenia, kiedy ciężarówka przed nim zajechała mu drogę. Jak daleko dojechał jeszcze ten tutaj?
– Dobrych dwadzieścia kilometrów – powiedział Georg.
– To niedużo dla dobrego wozu – stwierdził lekarz sądowy. A to, czy Theissen, zaczynając jazdę, nie miał w żołądku żadnej, czy miał już pięć, sześć albo dziesięć tabletek, nie odgrywało najmniejszej roli. W tak krótkim czasie od chwili zażycia lek nie mógł jeszcze zacząć działać.
– Ktoś, kto chciałby popełnić samobójstwo za pomocą paramedu – wyjaśnił lekarz sądowy swobodnym tonem pogawędki – musiałby zarezerwować sobie cały weekend. U nas to rzadkie przypadki, częściej zdarzają się w Anglii. Synowa królowej, niech Bóg ją ma w swojej opiece, podobno także tego próbowała.
Synowa królowej nie interesowała Georga. Lekarz sądowy opisał działanie tabletek o wiele obszerniej, niż mógłby to uczynić lekarz domowy. Mdłości, wymioty, gorączka, zawroty głowy, pocenie się, zaburzenia krzepnięcia krwi, aż po rozpad wątroby.
Brązowy odcień skóry Herberta Theissena, który wydał się tak dziwny Dinie Brelach, okazał się oznaką początków żółtaczki, skutkiem uszkodzenia wątroby i zatrucia. W połączeniu z błękitnawym odcieniem, spowodowanym przez brak tlenu, powstał tak zdrowy, sprawiający wrażenie opalenizny kolor.
Nie było żadnych zewnętrznych obrażeń, nawet najmniejszego otarcia skóry, obrzmienia, nawet najmniejszej wybroczyny. Wszystkie części ciała, które mogłyby ucierpieć przy upadku, były nienaruszone.
– Nie był to zwykły upadek – powiedział na to lekarz sądowy. Odzywał się zawsze ten starszy. Młodszy pracował w milczeniu. Również Georg na razie zachowywał milczenie, wspominając plamy od trawy na nogawkach, na które zwróciła uwagę Dina Brelach, wskazujące na to, że Theissen musiał się kawałek czołgać. Pewnie ostrożnie uniósł się na kolana, kiedy już nie mógł stać wyprostowany.
Tymczasem otworzono już klatkę piersiową. Tego, co robili dwaj lekarze sądowi, Georg dokładnie nie widział, i nawet nie chciał widzieć. Gdy to było możliwe, trzymał się nieco z tyłu podczas takich akcji. Trzeba było przy tym być, ale nie było konieczne oglądanie tego z bliska. Serce, płuca, wątroba, przełyk. Słyszał, jak obaj mężczyźni cicho ze sobą rozmawiają. Trochę fachowej chińszczyzny. Zaawansowana marskość wątroby. Żylakowate żyły. Aspiracja. Potem ten starszy odwrócił się w jego stronę.
– On nie utonął. Tak też sobie od razu pomyślałem. Byłem tylko trochę zbity z tropu, bo powiedział pan, że leżał twarzą w wodzie. Naturalnie dokładnie to sobie jeszcze obejrzymy, ale nie sądzę, żeby po badaniach mikroskopowych zmieniło się coś w orzeczeniu. Miał silny krwotok przełyku, był nieprzytomny, wdychał krew i część zawartości żołądka, ale żadnych stałych substancji, tylko płyn.
W pierwszej chwili było to tylko jakby świerzbienie w brzuchu. Georg przypomniał sobie przesączoną krwią kałużę koło drzwi kierowcy, kęs chleba i tłustą plamę na udzie Theissena. – Czy dusząc się, mógł się doczołgać do stawu oddalonego o blisko czterdzieści metrów?
Młodszy lekarz sądowy potrząsnął głową, obarczając go spojrzeniem sugerującym, że nigdy nie spodziewałby się takiej głupoty po doświadczonym funkcjonariuszu służb kryminalnych. Starszy krótko się roześmiał. – Nie dałby rady zrobić nawet metra. Powiedziałem przecież, że był nieprzytomny.
– To by oznaczało – powiedział, nie dowierzając i nie pojmując tego, Georg – że ktoś go położył w stawie, kiedy już był martwy!?
– Czy ktoś go gdzieś położył, tego naprawdę nie jestem w stanie panu powiedzieć – odparł lekarz sądowy. – Nie jestem jasnowidzem. Ale to, że był już martwy, kiedy znalazł się twarzą w wodzie, dam panu na piśmie. Protokół z sekcji wyjdzie jutro rano. Otrzyma pan kopię.
– Chwileczkę – powiedział Georg – chwileczkę. Czy mógłby mi pan przynajmniej mniej więcej powiedzieć, kiedy stracił przytomność?
To już nie grało żadnej roli. Pytał tylko dlatego, że było to tak niesamowite i sam musiał się najpierw oswoić z tą myślą. I ze wszystkimi pozostałymi, które błyskawicznie zjawiły się po niej. Ktoś go położył w stawie. Ktoś! Od razu mógłby wymienić jego imię. W grę wchodziła tylko jedna osoba.
– Przy czterech promilach? – Starszy lekarz spojrzał na młodszego, jakby oczekiwał odpowiedzi. Kiedy młodszy wiele mówiącym gestem wzruszył jedynie ramionami, powiedział: – Trudno powiedzieć. Każdy normalny obywatel, który tylko od czasu do czasu pozwala sobie wypić kieliszek, byłby przy czterech promilach pogrążony w letargu. W jego przypadku nie mogło być zupełnie inaczej. Prawdopodobnie zawartość alkoholu była pierwotnie nawet nieco wyższa. Kiedy, mówi pan, wyszedł z domu?
– Koło osiemnastej.
– Na sto procent?
Georg tylko skinął głową.
– Tak – powiedział powoli lekarz – to by były jeszcze trzy czy cztery godziny. A butelka była jeszcze w trzech czwartych pełna, jak pan powiedział. Wódka. Mógł jej jeszcze poświęcić chwilę uwagi. Jak najbardziej mógł być jeszcze mobilny przez godzinę czy dwie, był przecież facetem zaprawionym w bojach. Ale kiedyś musi nadejść koniec, nawet dla kogoś, kto normalnie chla litrami. Kiedy się już przewrócił, to leżał. Nic by go zbyt szybko nie przywróciło światu. Zależy, o której wlał w siebie resztę. O tym powinna powiedzieć nam dokładniej analiza treści żołądka. W organizmie nie było stałego pokarmu, jak już mówiłem. Przy pustym żołądku najwyższy procent alkoholu osiąga się dziesięć, góra do dwudziestu minut po ostatnim łyku. Ale wszystko to otrzyma pan jutro, i to dokładnie. Zgoda?
Nie miał innego wyjścia, więc skinął głową i się pożegnał. Czuł się niemal tak, jak musiała się czuć Dina, wyliczając niedowierzającym słuchaczom, co jej zdaniem przemawiało przeciwko pani Rasche.
W drodze powrotnej na komendę szumiał mu w głowie głos Diny. „Musiał tu przylecieć”. To raczej nie, ale zostać przyniesiony. Był wściekły na siebie, że już o wiele wcześniej nie wziął pod uwagę takiej możliwości. Był jeszcze bardziej wściekły, kiedy pojął, co to ostatecznie będzie oznaczać, kiedy pisemny raport pokryje się z tym, co właśnie usłyszał.
Usiłowanie zabójstwa – w stosunku do martwego człowieka!
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Sefowa»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Sefowa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Sefowa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
