Petra Hammesfahr - Sefowa

Здесь есть возможность читать онлайн «Petra Hammesfahr - Sefowa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Sefowa: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Sefowa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Betty Theissen kieruje firmą budowlaną swojego teścia, od kiedy uległ on wypadkowi i znalazł się na wózku inwalidzkim. Młoda synowa z zaangażowaniem oddaje się pracy. Na drodze do szczęścia staje jednak jej własny mąż, Herbert Theissen, nadmiernie lubiący wesołe życie, drogie sportowe samochody, alkohol, młode śliczne dziewczęta i hazard.

Sefowa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Sefowa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Środowe popołudnie utonęło w stercie papierów, były dalsze wyniki badań kryminologicznych w sprawie morderstwa na Jensie-Dieterze Rasche. Kilka zeznań świadków, które ostatecznie nic ważnego nie wniosły do sprawy. W tym czasie Georg znalazł czas, by poinformować prokuraturę o samobójcy. Tak, w tej sprawie wszystko było jasne. Sekcja następnego przedpołudnia, już to załatwił. Zarządzenie prokuratury było tylko formalnością. I samochód, stał jeszcze w komisji badań technicznych, może można by go jeszcze dziś wydać?

– Poczekajmy na wyniki sekcji – oznajmiono – zrobimy to za jednym zamachem.

Wczesnym popołudniem znalazł czas na rozmowę z lekarzem domowym. Nie było już powodu, by utrzymywać tajemnicę lekarską. A każda odpowiedź potwierdzała tezę o samobójstwie. Herbert Theissen był w ciągu ostatnich pięciu czy sześciu miesięcy w szczególnym stanie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wielokrotnie prosił o specjalny lek, za którego pomocą miał nadzieję utrzymać pod kontrolą swój alkoholizm. Antabus.

– Nie mogłem mu dać tego do rąk – wyjaśnił lekarz. – Był zbyt labilny. Gdyby miał opiekę psychologiczną, to tak, w przeciwnym razie nie. Gdyby zażył ten lek, a potem wypił, to w pewnych okolicznościach wystarczyłby łyk, żeby go zabić. Tak mu też powiedziałem. Roześmiał się i powiedział, że to byłoby może najlepsze rozwiązanie. Wtedy miałby odpowiednią śmierć.

– Kiedy to było? – chciał wiedzieć Georg.

– Przed czterema tygodniami – odpowiedział lekarz. – Poleciłem mu klinikę odwykową. Teraz czynię sobie wyrzuty. Powinienem był go do niej skierować. Ale po prostu nie zauważyłem, że traktuje to aż tak poważnie.

Georg podziękował mu za informacje, wrócił na komendę, a zaraz potem okropnie rozbolały go zęby. Nikt nie miał nic przeciwko temu, by już o wpół do piątej się pożegnał. Wszystkie te nadgodziny w ostatnim okresie i do tego ten potworny ból, któremu najlepiej od razu należało zaradzić. Koledzy okazali zrozumienie.

Krótko po piątej zaparkował swój wóz w pobliżu domu Lehnerera. Była to spokojna ulica, mały ruch, możliwe, że jego auto rzuca się w oczy, ale Lehnerer widział dotąd tylko wóz służbowy.

Już kilka minut później nadjechało volvo i skręciło na wjazd do posesji. Chłopiec krążący na swoim rowerku wokół domu zeskoczył z siodełka, kiedy brama garażu jak podniesiona ręką czarodzieja szybko podjechała w górę. Pilot! Przed sześcioma miesiącami Georg również miał coś takiego, jednak od czasu przeprowadzki ciągle musiał szukać miejsca do parkowania. W pobliżu jego mieszkania prawie nie było miejsc postojowych.

Kiedy volvo wjechało do garażu, chłopiec rzucił rowerek na trawnik i z rozpostartymi ramionami pobiegł w otwartą bramę. Ponieważ i we wtorek rowerek leżał na trawniku, więc należało przypuszczać, że syn codziennie wita Lehnerera w ten właśnie sposób.

I nie tylko z synem zdawał się mieć tak bardzo serdeczny i bliski kontakt. Trzymając w jednym ręku kluczyki, a drugą na ramieniu syna, przeszedł wzdłuż domu do drzwi wejściowych. To był niezwykły widok, nareszcie go zobaczyć w tradycyjnym garniturze. Zanim jeszcze doszedł do drzwi, te się otworzyły. Dziewczynka. Z promiennym uśmiechem. Wspinająca się na palce, żeby przywitać tatusia całusem. A i zatroskana żona nie dała na siebie długo czekać. Ona również pojawiła się w drzwiach, nadstawiła twarz do pocałunku, a potem wyciągnęła rękę po klucze.

Naprawdę harmonijne życie rodzinne. A jako szczególnie słodki dodatek romans z szefową! Dobra mi przyjaźń. Nie chodziło o to, że Herbert Theissen wzbudzał jego szczególną sympatię, ale czuł się z nim nieco związany, powiedzmy jako towarzysz niedoli. Obydwaj zostali podobnie oszukani.

Podczas gdy Margot poszła do garażu, wsiadła do volvo i wyjechała, żeby kupić dla pana męża müsli, jogurt z wkładką czy herbatkę owocową lub załatwić coś innego na mieście, drzwi wejściowe zostały zamknięte na prawie kwadrans. Kiedy Lehnerer ponownie wyszedł na ulicę, znowu przedstawiał sobą znajomy widok. Tym razem był to jasnozielony dres z białym emblematem na piersi, prawdopodobnie miał z pół tuzina takich strojów. Ruszył, powoli i majestatycznie. Georg pozwolił mu odbiec.

Coś go pchało, żeby natychmiast odwiedzić Betty. Wówczas byłby u niej, zanim Lehnerer dotrze do jej domu. Ale wtedy jego wóz musiałby się rzucić Thomasowi w oczy i może pobiegłby dalej. Nie taki był sens tej akcji. Pojeździł więc trochę po okolicy, wrócił do miasta, gdzie zatrzymał się przy budce z przekąskami i zatroszczył o swoją kolację w postaci kiełbaski na gorąco i gumowatej bułki. Potem jeszcze tylko cola w plastikowym kubeczku i znowu za kierownicę.

Dochodziła szósta. Jeśli Lehnerer pobiegł do niej, to znajdowali się teraz zapewne w trakcie uroczej gry miłosnej. Pewnie chwilkę potrwa, zanim będzie mu mogła otworzyć. A on pozna, że właśnie wstała z łóżka. Jechał szybko, nieświadomie zgrzytając zębami i niekoniecznie trzymając się wszystkich przepisów.

Po dobrej półgodzinie dotarł do jej domu. Na posesji stał granatowy mercedes. Jej małe auto stało na podjeździe. Przyzwyczajenie, pomyślał przelotnie. Był tylko jeden garaż, a ten był przeznaczony na lamborghini. Mercedes był dla niego ciosem w żołądek. Nawet jeśli Lehnerer siedział teraz u niej, to niczego to absolutnie nie dowodziło, w każdym razie nie byli sami.

Ale Lehnerera w ogóle nie było. Po jego dzwonku podeszła do drzwi, zdawała się być zdumiona jego widokiem. I zaczęła się uśmiechać! Tym ślącym skry uśmiechem, na który częściowo składała się drwina, częściowo satysfakcja, a częściowo gotowość. Tańczył w jej oczach, słał się na jej ustach, drżał nawet w jej dłoni wyciągniętej na powitanie.

Odczuł te skry jak małe ładunki prądu i potrzymał jej dłoń nieco dłużej, niż to było konieczne. Kiedy ją trzymał, przejechała szybko koniuszkiem języka po wargach. Równie dobrze mogłaby powiedzieć: – Dzisiaj na pewno się do siebie zbliżymy. – Dokładnie wiedziała, dlaczego przyjechał, mógłby to przysiąc. Czyjkolwiek by był ten mercedes, zaraz ten ktoś się pożegna. A wtedy…

Wóz należał do starszego mężczyzny, zaraz po sześćdziesiątce, idealnie ubranego, w okularach i z lupą. Na stole w salonie leżało z tuzin etui, a w nich kilka sztuk biżuterii. Starszy mężczyzna był jubilerem.

Przedstawiła sobie obu panów, Georga, co prawda, tylko jako pana Wassenberga, jak dobrego znajomego. I jak kogoś, kto codziennie ją odwiedza, zapytała zaraz, czy zechce napić się kawy. Kiedy przytaknął, wskazała drzwi. – Będzie pan tak miły i zaparzy nam ją? Pan także chciałby napić się kawy? – zwróciła się do jubilera.

Ten odmownie podziękował, a Betty powiedziała: – To tylko dla nas dwojga. – Towarzyszący temu uśmiech niemal pozbawił Georga tchu.

Kiedy on w jej kuchni zajmował się kawą, gospodyni dalej negocjowała w salonie ceny. Słyszał jej głos, łagodny, ale nieubłagany. Sto osiemdziesiąt za kolię i ani marki mniej, pięćdziesiąt za bransoletę, osiem za klipsy, dwanaście za oba pierścionki. Dodajmy, że za każdym razem chodziło o tysiące. Sumy te brzęczały mu w głowie jak niedające się odpędzić chmary owadów. Rzucała nimi jak piłeczkami do tenisa. Mój Boże, te rzeczy też kiedyś zostały kupione. A on był niegdyś taki dumny z pierścionka za prawie siedem tysięcy, który pozwolił sobie kupić Soni w piątą rocznicę ślubu. Musiał przez jakiś czas na niego oszczędzać, ale mimo to pomyślał sobie, że nawet tak rozpieszczonej istocie może jednak coś zaoferować.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Sefowa»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Sefowa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Peter Geye - Safe from the Sea
Peter Geye
Peter Baxter - SAAF's Border War
Peter Baxter
Petra Reichert - Angst?
Petra Reichert
Petra Reichert - Gedankenspuk?
Petra Reichert
Petra Vetter - Meermädchen
Petra Vetter
Petra Gabriel - Tod eines Clowns
Petra Gabriel
Petra Häußer - Heimatstadt
Petra Häußer
Отзывы о книге «Sefowa»

Обсуждение, отзывы о книге «Sefowa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.