Petra Hammesfahr - Sefowa

Здесь есть возможность читать онлайн «Petra Hammesfahr - Sefowa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Sefowa: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Sefowa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Betty Theissen kieruje firmą budowlaną swojego teścia, od kiedy uległ on wypadkowi i znalazł się na wózku inwalidzkim. Młoda synowa z zaangażowaniem oddaje się pracy. Na drodze do szczęścia staje jednak jej własny mąż, Herbert Theissen, nadmiernie lubiący wesołe życie, drogie sportowe samochody, alkohol, młode śliczne dziewczęta i hazard.

Sefowa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Sefowa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Poczekał w kuchni, aż jubiler da do zrozumienia, że chciałby się pożegnać. Negocjacje przebiegły wyraźnie ku obopólnemu zadowoleniu.

Kiedy Georg powrócił do pokoju, jubiler właśnie pakował ostatnie etui do swojej walizeczki. Zamknął wieko, poprawił okulary, wyciągnął do niej rękę i sprawiał przy tym tak uszczęśliwione wrażenie, jak i ona sama.

Na stole leżał czek. Georg nie mógł odczytać wypisanej sumy, ale widział wyraźnie, że jest sześciocyfrowa. I jeśli dobrze policzył, to dwiema pierwszymi liczbami musiała być dwójka i piątka, za nimi stały cztery zera. Ćwierć miliona marek. Ale przecież obiecała staremu Theissenowi, że wyłoży pieniądze na pensje ze swoich rezerw. Jeszcze tylko przelotny uścisk ręki, do widzenia, miło mi było.

Dwie minuty później Georg był już z Betty sam na sam. – Kawa gotowa – powiedział.

Znowu się uśmiechała. – No to przejdźmy do kuchni. I tak nie jadłam jeszcze kolacji. Poza tym tam jest przytulniej.

Wskazała ręką na drzwi od tarasu. Były otwarte, wybita szyba została prowizorycznie przysłonięta kawałkiem papy. – Koniecznie muszę się postarać, żeby wymienili tę szybę, ale dotąd miałam ważniejsze rzeczy na głowie. – Czek pozostał na stole, niezauważony.

Podczas gdy wyjmował z szafki naczynia, a ona jak poprzedniego wieczora kroiła pomidora na cienkie plasterki, by je potem położyć na chleb, spytał: – Sprzedała pani swoją biżuterię?

Było to zbędne, nieomal głupie pytanie. Ale musiał jakoś zacząć rozmowę. A w kuchni miał trochę czasu, żeby się do niej przygotować.

Liczył, że wspomni o zaległych pensjach i wiedział już, w jaki sposób będzie mógł dalej poprowadzić konwersację. W jego odczuciu było to zupełnie niezwykłe, że jakaś kobieta bez mrugnięcia powieką rozstaje się ze swoją biżuterią tylko po to, by opłacić kilku robotników na budowie.

Była niezwykła, fascynująca, godna podziwu, taka piękna. I tak samotna. A on nieco wyszedł z wprawy. Istniało niebezpieczeństwo, że zupełnie się zblamuje, jeśli zacznie prawić jej komplementy. Ale do tego nie doszło.

Nie dopuściła do tego, by się ośmieszył. – Tak – powiedziała tonem niewymuszonej pogawędki – bardzo mi na tym zależało, by umocnić to wrażenie, które dotąd zapewne na panu wywarłam. Były to wyłącznie prezenty od mojego męża, wspomnienie szczęśliwych dni. Potrafił robić wspaniałe prezenty, nigdy nie pytał o cenę. W pierwszym roku naszego małżeństwa wielokrotnie miałam przyjemność tego doświadczyć. Niestety nigdy nie potrafiłam jej docenić. Jeśli teraz robię to, co on powinien był uczynić już przed laty, to znaczy inwestuję pieniądze w firmę, to dowodzę tym tylko po raz kolejny mojej ofiarności.

– To miała pani szczęście, że się tu znalazłem. – Podjął jej ton, był równie niedbały i niewymuszony. – Bo inaczej mógłbym się nigdy nie dowiedzieć o pani ofiarności.

– Proszę się nie martwić – oznajmiła – na pewno bym panu opowiedziała. – Tym samym temat był wyczerpany. Ale grunt został przygotowany, atmosfera stała się luźna i odprężona.

Georg Wassenberg stał się raptem innym człowiekiem, był dowcipny i szarmancki, zdolny do improwizacji i wolny od wszelkich specyficznych instynktów czy ambiwalentnych uczuć. Może oprócz tego jednego, którego porywami i ruchami sterowało tylko kilka hormonów. A to nie było dla niego ciężarem.

Sączyła swoją kawę, pokroiła kanapkę z pomidorem na kawałki i jeden z nich wsunęła do ust.

– Czy to jakaś specjalna dieta? – zapytał.

Początkowo skinęła tylko głową, a przełknąwszy ostatni kęs, wyjaśniła: – To dieta dla szczupłego portfela. Mogę ją gorąco polecić. Jest bardzo niedroga, a ponadto ma tę zaletę, że nie trzeba się przy niej martwić o figurę.

– To może ja też powinienem spróbować. – Spojrzał szybko w dół, potem znowu powędrował wzrokiem po jej twarzy i szyi, ale nie zszedł niżej, jeszcze nie. – Ale pani porządna kolacja z pewnością by nie zaszkodziła. Chyba się nie mylę?

Teraz ona spojrzała po sobie w dół, potrząsnęła głową. – Nie, ma pan rację. Jeśli jeszcze dłużej będę stosowała moją dietę, to okropnie wychudnę. Ale nie będę narzekać. Chwilowo jest trochę ciężko, ale nadejdą jeszcze lepsze czasy, teraz to wiem, na pewno. Za dwa, trzy miesiące będę miała najgorsze za sobą. Wtedy opróżnię porządnie kasę i pozwolę sobie na menu z przynajmniej pięciu dań.

– A po co ma pani czekać jeszcze dwa czy trzy miesiące? – zapytał, ciesząc się, że brzmi to tak luźno i lekko. – Proszę się po prostu dać zaprosić na dobrą kolację.

– O tym jeszcze nie pomyślałam. – Skłoniła głowę w bok. – Ale pomysł nie jest zły. Ma pan na myśli partnerów od interesów, czy coś w tym stylu?

– Raczej coś w tym stylu – powiedział.

Skinęła głową, jakby zatopiona w myślach.

– Niestety nie przychodzi mi tak od razu do głowy nikt, komu mogłabym dać się zaprosić.

– Może zadowoli się pani mną, zanim kto inny przyjdzie pani do głowy?

– Dlaczego by nie – uśmiechnęła się. – Jeśli pan nie dostrzega niczego, co by stało na przeszkodzie temu, by przyjąć pana zaproszenie, to i ja nic takiego nie widzę. Bo to było zaproszenie, czy też źle pana zrozumiałam?

– Absolutnie nie – odpowiedział.

Nadal się uśmiechała. – Sobota wieczór? Wtedy może się to trochę przeciągnąć. Na pięć dań potrzeba przecież nieco więcej czasu. A w niedzielę mogę się wyspać.

– Zgoda. – W tym momencie był bardzo zadowolony. – W sobotę wieczorem. Przyjadę po panią o ósmej, czy woli pani o siódmej?

– O siódmej – odpowiedziała. – Cieszę się.

I kolejne pytanie. Na co się cieszy? Na pięć dań czy na to, co będzie potem? Miejmy nadzieję, że wie, gdzie skończy się ten sobotni wieczór. A może nie? Jej spojrzenie było w tym momencie tak otwarte. Wesołe i beztroskie, ale zupełnie nie zmysłowe. Nawet najmniejszej oznaki gotowości czy pożądania. Jej dziecinne, niewinne i przyjacielskie spojrzenie zbijało go z tropu.

I raptem przyszedł mu do głowy ten pies. Wilczur. Zaraz, jak się nazywała ta bestia? Harro? Nie, tak się nazywał ten zwierzak właściciela butiku od Soni, który nocą leżał pod drzwiami sypialni i pilnował, żeby nikt nie wszedł i z rozkoszą nie powyrywał jego panu przetransplantowanych włosków, jednego po drugim, by potem rozpłatać mu łysą czaszkę. Zwierzę nie wyglądało groźnie, raczej przyjaźnie.

Kiedy Georg wychodził na korytarz, pies podnosił łeb spoczywający na przednich łapach i markował merdanie ogonem. Wtedy on pozwalał sobie na rzucanie bezpośrednio pod drzwiami sypialni miłych uwag w rodzaju: – No co, facet, nie dasz rady podnieść swojego małego ogonka nieco wyżej? – Wręcz żałosne, jak się wtedy zachowywał. Może to rzeczywiście była prawda, że kobiety są w stanie więcej znieść.

Ona naprawdę przeszła twardą szkołę życia. Ojciec – pijak, któremu pozostał już tylko stryczek. Zagryzione na śmierć niemowlę! Okropne! Ale do licha, to było tak dawno temu. Już się z tym pogodziła. A strata męża, który i tak nic już dla niej nie znaczył, nie mogła być czymś aż tak strasznym.

Tylko ta wyciągnięta ręka, wczoraj, w instytucie medycyny sądowej, to dawało mu do myślenia. Czy naprawdę chciała go jeszcze dotknąć? Niektórzy mieli taką potrzebę, wręcz nie dawało się ich powstrzymać, gdy tam byli. Szaleli, bili na oślep, gdy się ich chciało zatrzymać, rzucali się na zwłoki, by wykrzyczeć swój ból.

A co on mógł wiedzieć o jej bólu? Co w ogóle o niej wiedział? Niewiele. Mógł mieć tylko nadzieję, że jest dorosła. Dosyć dorosła, by wiedzieć, co oznacza przyjęcie zaproszenia od mężczyzny, który przyszedł tu z jednego tylko powodu. A ten powód musiała znać, skoro już po raz wtóry siedział u niej, nie zadając ani jednego pytania. Skoro dotąd nie sprawdził nawet stanu kont firmy. Nie mógł już wyraźniej dać do zrozumienia, o co chodzi.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Sefowa»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Sefowa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Peter Geye - Safe from the Sea
Peter Geye
Peter Baxter - SAAF's Border War
Peter Baxter
Petra Reichert - Angst?
Petra Reichert
Petra Reichert - Gedankenspuk?
Petra Reichert
Petra Vetter - Meermädchen
Petra Vetter
Petra Gabriel - Tod eines Clowns
Petra Gabriel
Petra Häußer - Heimatstadt
Petra Häußer
Отзывы о книге «Sefowa»

Обсуждение, отзывы о книге «Sefowa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.