Petra Hammesfahr - Sefowa
Здесь есть возможность читать онлайн «Petra Hammesfahr - Sefowa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Sefowa
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Sefowa: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Sefowa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Sefowa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Sefowa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Pokiwała głową w zadumie, kontynuując: – Wręcz budził współczucie. Herbert nie był złym facetem, naprawdę nie. Był labilny. Ale nic w tym dziwnego, jego rodzice toczyli o niego wojnę. Kij i marchewka, ale nigdzie oparcia, nigdzie rozsądnego wzorca. Jestem w stanie pojąć, że nie chciał się stać taki jak jego ojciec. Dla starego nie istniało nigdy nic poza firmą, dwadzieścia cztery godziny na dobę, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Mam przecież tylko jedno życie, stale powtarzał Herbert. Z pewnością kiedyś by się ustabilizował. Z właściwą kobietą u boku dałby radę, jestem tego pewna. Wówczas po ślubie był zupełnie innym człowiekiem. Starał się, każdego ranka jechał grzecznie do biura. Ale przy Betty nie miał szans.
Margot Lehnerer pozwoliła sobie na tę dyskretną uwagę. Jej sposób wysławiania się nie przypadł Georgowi do gustu. – Jak mam to rozumieć? – spytał.
Margot Lehnerer zaczęła jeszcze raz, opowiedziała o ciąży. Betty nie miała jeszcze nawet siedemnastu lat i była tak zrozpaczona, tak bezradna i bezbronna. Ze swoim nieszczęściem zwróciła się do starego Theissena. A ten zmusił syna, by wyciągnął konsekwencje ze swoich „przyjemności”.
Dla Georga był to nowy aspekt, kilka nowych aspektów. Ale wszystko po kolei. – A więc Herbert Theissen nie chciał się z nią ożenić?
Margot machnęła ręką. – Ani o tym myślał. Betty była dla niego niepojęta. Spanie z nią to jedna rzecz, mogło być nawet podniecające, ale życie z nią było mu nie po myśli. Tyle pracowitości naraz. Kto chciałby się ożenić z dziewczyną, którą mu potem będą stale stawiać za wzór. Kiedy Betty zaszła w ciążę, zaoferował jej pieniądze, chciał znaleźć lekarza, żeby mogła ją usunąć. Była oburzona, broniła się rękami i nogami przed jego propozycją i znalazła wsparcie u przyszłego teścia. Starzec obiecywał sobie po niej, że wywrze na Herberta ten wpływ, którego na próżno spodziewał się po Thomasie. I Herbert poddał się swojemu losowi, kiedy matka również z nim pomówiła i obiecała stać po jego stronie. Tak też uczyniła. Postarała się o to, by natychmiast skończono z tym, co przysparzało jej chłopczykowi największych obaw, z ambicjami Betty. Jego matka obstawała przy tym, żeby Betty odtąd siedziała w domu, ostatecznie kobieta w ciąży musi o siebie dbać i twierdziła, że nie zaszkodziłoby, gdyby nauczyła się gotować. Betty musiała przerwać naukę i nigdy nie wybaczyła tego swojej teściowej.
– Ale ona nie była w ciąży – wysunął przypuszczenie Georg. Przecież nie mogła być, nikt dotąd nawet nie wspomniał o istnieniu dziecka. Ten trik był wówczas bardzo popularny. Mała bestyjka, pomyślał jeszcze, częściowo rozbawiony, a częściowo trochę zirytowany.
A wtedy Margot powiedziała przeciągle: – I owszem! Jak najbardziej była. W trzy miesiące po ślubie urodziła syna, słodkiego chłopca. I wszystko było pięknie jak w bajce. Dumny dziadek, kochająca babcia. Bardzo młoda matka, która z równym zapałem rzuciła się teraz do dziecka, jak poprzednio do maszyny do pisania i stenografii. Jakby musiała dowieść całemu światu, że tylko dzieci mogą optymalnie opiekować się dziećmi i je wychowywać. Tak, a młody ojciec całkiem stracił rozum z miłości. Oto nareszcie stworzył coś, co znalazło uznanie w oczach jego ojca. Kąpał i przewijał, tylko czekaliśmy, aż zacznie karmić piersią. Herbert stał się prawdziwym filozofem, czego nam wówczas nie opowiadał o sensie życia, pracy i miłości. Jego syn był dla niego cudem, czymś niepojętym. Jakich nie snuł planów, żeby zapewnić mu wspaniałe życie! Chciał robić wszystko inaczej niż jego ojciec, chciał zawsze mieć czas dla tego chłopca.
Syn, pomyślał Georg. To było nieco dziwne, Betty jako matka. Nie do końca mógł to sobie wyobrazić. Mówiła mu o osiemnastu latach małżeństwa, w związku z tym jej syn musiał mieć teraz dokładnie tyle lat, prawie osiemnaście. Nie mieszkał z nią, z dziadkami także nie, może był w internacie? Ta myśl sama się nasuwała. Ale dlaczego dotąd nawet o nim nie wspomniała? Ani ona, ani nikt inny.
– Gdzie jest ten chłopiec? – zapytał.
Margot Lehnerer nie odpowiedziała od razu, najpierw chrząknęła i spuściła głowę. Po kilku sekundach mruknęła: – Nie żyje. A po kolejnych trzech czy czterech sekundach kontynuowała lekko podniesionym i dziwnie zabarwionym głosem: – Zmarł, kiedy miał trzy miesiące. Ten pies… Theissenowie mieli owczarka niemieckiego, Hasso. On zawsze odgrywał rolę dziecka w tym domu, jeśli rozumie pan, co chcę przez to powiedzieć. Był pewnie zazdrosny o niemowlę. Betty wyniosła małego do ogrodu, robiła tak codziennie, położyła go na kocu i usiadła przy nim. Hasso też był zawsze z nimi. Betty miała dobry kontakt z psem i uważała, że musi się on przyzwyczajać do dziecka. Tak to ujmując, miała rację, a Hasso był jej normalnie bardzo posłuszny. Ale wtedy pewnie zadzwonił telefon. Pani Theissen pojechała do miasta. Gospodyni miała wychodne. Betty pobiegła do domu. I… Może mały zapłakał. Wszystko musiało odbyć się błyskawicznie. Hasso złapał niemowlę za główkę i potrząsnął nim. Betty go zastrzeliła, bo nie chciał puścić. Ale pomoc dla chłopca przybyła za późno, miał złamany kark.
Margot mówiła, zacinając się, robiąc mniejsze i większe przerwy pomiędzy poszczególnymi zdaniami. I z każdym zdaniem jej mina stawała się coraz bardziej nieprzenikniona, niemal tak, jakby coś jeszcze miało zostać powiedziane, co przekraczało ludzkie pojęcie. Ale co by to miało być, nie zostało wypowiedziane, zamiast tego powiedziała: – Herbert niemal oszalał. Zaczął pić. A Betty… no tak, ona znowu rzuciła się w wir pracy.
Ostatnie zdanie zabrzmiało rzeczowo, a mimo to jakoś szczególnie. A Georg Wassenberg doszedł do wniosku, że już wystarczy, jeśli chodzi o wstęp. Powrócił do aktualnych wydarzeń. Nadal chętnie udzielała mu odpowiedzi. O tajemniczym telefonie. Dokładnie pamiętała jęczenie. Poza tym nic nie słyszała, absolutnie nic. Ale też nie przysłuchiwała się zbyt długo.
A tych jęków ani przez chwilę nie kojarzyła z Betty. Thomas ani słowem nie zdradził, że Betty ma kłopoty czy jest chora, kiedy zaraz po piątej wrócił z biura. Przebrał się i jak co dzień poszedł do lasu biegać. Dopiero po powrocie, coś około ósmej, rzucił się do telefonu i narobił paniki, nie znalazł nawet czasu na sensowne wyjaśnienia.
W jego zachowaniu była pewna mała sprzeczność. I to rzuciło się Margot w oczy. – Gdyby już o piątej coś mi powiedział – rzekła, a w jej głosie pobrzmiewało jakby poczucie winy – to bym inaczej zareagowała, kiedy zadzwoniła. Ale nie miałam o niczym pojęcia, naprawdę nie.
– Czy mąż rozmawia z panią o sprawach zawodowych, o problemach firmy?
Margot Lehnerer potrząsnęła głową, uśmiechając się przelotnie. – Ma pan na myśli problemy finansowe? Nie, o tym nie mówi. Nigdy tego nie robił. Od czasu do czasu słyszałam od innych, że były trudności. Najczęściej już wówczas były rozwiązane. A że Betty nie czuła się dobrze, może myślał, że mnie to nie interesuje.
Tym samym mała sprzeczność straciła rację bytu.
– Mąż codziennie biega? – spytał Georg.
Margot przytaknęła. – Inni jeżdżą do biura rowerem, a on biega, by to nadrobić. Codziennie trzy godziny, w deszcz i niepogodę. Teraz też biega.
To z pewnością nie było zgodne z prawdą. A jeśli teraz tak nie było, to może i w inne dni też nie. To jednak można było stwierdzić, a tym samym jego pierwotny zamiar stracił nieco na znaczeniu. Widząc smutek na twarzy Margot, Georg czułby się bardzo podle, wyrażając swoje podejrzenia, zanim uzyskał co do nich pewność.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Sefowa»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Sefowa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Sefowa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
