Jane Austen - Emma
Здесь есть возможность читать онлайн «Jane Austen - Emma» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Классическая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Emma
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Emma: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Emma»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Emma — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Emma», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Mam nadzieję, że przyprowadzi pani małżonka – odparł – ale nie będę pani trudził zapraszaniem kogokolwiek innego.
– Ach, zrobił pan teraz bardzo chytrą minę, ale proszę to sobie rozważyć: może pan śmiało dać mi pełnomocnictwo. Nie jestem niedoświadczoną panną na wydaniu. Mężatce, jak wiadomo, można bez obawy dać podobne upoważnienie. To będzie moja wycieczka. Zechce mi pan zaufać, zaproszę pańskich gości.
– Nie – odpowiedział ze spokojem. – Jest tylko jedna mężatka na świecie, której pozwoliłbym zapraszać do Donwell wszystkich gości, jakich uzna za stosowne, a tą jedną jest…
– Pani Weston, jak sądzę – przerwała mu pani Elton strapiona.
– Nie, pani Knightley… a dopóki jej nie ma, sam zajmę się tą sprawą.
– Ach, dziwny z pana człowiek! – zawołała, rada, że chociaż nikomu nie dał nad nią pierwszeństwa. – Żartowniś z pana i może pan mówić, co mu się podoba. Doprawdy żartowniś! No cóż, w takim razie przyprowadzę tylko Jane, Jane i jej ciotkę. Resztę pozostawiam panu. Nie mam nic przeciwko temu, aby spotkać mieszkańców Hartfield. Proszę się nie krępować. Wiem, że jest pan z nimi bardzo zaprzyjaźniony.
– Z pewnością ich pani spotka, jeśli to będzie zależało ode mnie, a do panny Bates wstąpię w drodze powrotnej do domu.
– To zupełnie zbyteczne, co dzień widuję Jane, ale jeśli pan tak chce… Będzie to ranna wycieczka, Knightley, wie pan, całkiem skromna i sielska. Włożę duży czepek i jeden z moich koszyczków przewieszony przez ramię. O, prawdopodobnie ten z różową wstążką. Widzi pan, czy może być coś skromniejszego? Jane będzie miała taki sam. Bez żadnych ceremonii i szyków, trochę po cygańsku. Będziemy chodzili po ogrodzie i sami zrywali truskawki, i siedzieli pod drzewami; a jeżeli zechce nas pan czymś poczęstować, to niech wszystko będzie podane na dworze, stół nakryty w cieniu, wie pan. Wszystko tak naturalnie i skromnie, jak tylko można. Czy nie tak pan to sobie wyobraża?
– Niezupełnie. W moim pojęciu skromnie i naturalnie będzie nakryć do stołu w jadalnym pokoju. W zwykłym otoczeniu i z normalną obsługą, najłatwiej, moim zdaniem, da się osiągnąć prostotę posiłku. Gdy gościom znudzi się jedzenie truskawek w ogrodzie, będą na nich czekały zimne mięsa w jadalni.
– No cóż, wolna wola, tylko niech pan nie robi zbyt wystawnego przyjęcia. Mówiąc nawiasem, czyja albo moja gospodyni możemy służyć panu jakąś radą? Proszę być ze mną szczerym, Knightley. Jeżeli życzy pan sobie, żebym pomówiła z panią Hodges albo rzuciła na coś okiem…
– Bynajmniej tego nie pragnę, dziękuję pani.
– Zgoda, ale gdyby powstały jakieś trudności, proszę pamiętać, że moja gospodyni jest bardzo wytrawna.
– Odpowiem pani na to, że moja gospodyni uważa się za równie wytrawną i odrzuciłaby czyjąkolwiek pomoc.
– Szkoda, że nie mamy osła. To byłoby tak ładnie, gdybyśmy wszystkie trzy, Jane, panna Bates i ja przyjechały na osiołkach, a mój caro sposo towarzyszyłby nam pieszo. Muszę z nim pomówić o kupnie osła. Jest to niezbędne, gdy się mieszka na wsi, bo choćby nawet kobieta miała najwięcej zasobów wewnętrznych, nie może przecież zawsze siedzieć zamknięta w domu, a długie spacery, wie pan… w lecie jest kurz, a w zimie błoto.
– Na drodze między Donwell i Highbury nie grozi pani ani jedno, ani drugie. Nigdy nie ma tam kurzu, a teraz droga wyschła całkowicie. Jeżeli pani chce, niech pani jednak przyjedzie na ośle. Może pani pożyczyć osła od pani Cole. Chciałbym, aby wszystko, jeśli to możliwe, było wedle pani gustu.
– Jestem pewna, że tak będzie. Naprawdę, potrafię pana ocenić, drogi przyjacielu. Pod pozorami pewnej oschłości i nieco szorstkiego tonu kryje się gorące serce, wiem o tym. Zawsze mówię panu E., że z pana żartowniś nie lada. Tak, proszę mi wierzyć, Knightley, zrozumiałam w pełni, że chciał mi pan tą wycieczką okazać szczególną atencję. Odgadł pan bardzo trafnie, co może mi sprawić przyjemność.
Był jeszcze jeden powód, dla którego pan Knightley chciał uniknąć nakrycia stołu w cieniu drzew. Zamierzał namówić pana Woodhouse'a, aby towarzyszył Emmie, wiedział zaś, że staruszek przechorowałby to, gdyby czy on, czy jego córka zjedli posiłek na świeżym powietrzu. Nie trzeba, aby pan Woodhouse miał narażać zdrowie dla rannej wycieczki i paru godzin spędzonych w Donwell.
Przyjął zaproszenie w najlepszej wierze. Żadne czające się niebezpieczeństwa nie miały zatem ukarać go za łatwowierność. Zgodził się. Nie był w Donwell od dwóch lat. „Owszem, któregoś wyjątkowo pogodnego dnia będzie mógł przyjechać z Emmą i Harriet; posiedzi sobie cichutko z panią Weston, podczas gdy te kochane dziewczęta pospacerują po ogrodzie. Nie przypuszcza, żeby miała być wilgoć o tej porze roku w samo południe. Bardzo pragnie zobaczyć znów stary dom i będzie uszczęśliwiony, jeśli spotka tam państwa Elton czy też innych sąsiadów pana Knightleya. Nie widzi żadnych przeszkód, aby wszyscy troje z Emmą i Harriet pojechali tam któregoś wyjątkowo pogodnego ranka”. Uważał, że pan Knightley doskonale zrobił, że ich zaprosił, bardzo to uprzejmie i rozsądnie, znacznie rozsądniejsze niż proszony obiad. Pan Woodhouse nie lubił proszonych obiadów.
Pan Knightley miał szczęście, wszyscy wyrazili gotowość przybycia. Zaproszenie przyjęto tak wdzięcznie, rzekłbyś, że wszyscy, podobnie jak pani Elton, uważali ten projekt za szczególną dla siebie atencję. Emma i Harriet obiecywały sobie bardzo wiele przyjemności, zaś pan Weston, nie proszony, obiecał, że postara się, jeżeli to możliwe, ściągnąć Franka; był to dowód aprobaty i wdzięczności, z którego gospodarz chętnie by go zwolnił. Pan Knightley musiał, rzecz prosta, odpowiedzieć, że rad będzie powitać młodego Churchilla, a pan Weston zobowiązał się, że napisze niezwłocznie i użyje wszelkich argumentów, by nakłonić syna do przybycia.
Tymczasem kulawy koń wyzdrowiał tak szybko, że wycieczka do Box Hill stała się znów przedmiotem radosnych rozważań i w końcu ustalono wyprawę do Donwell jednego dnia, zaś do Box Hill nazajutrz, gdyż pogoda zdawała się wymarzona.
W blasku południowego słońca, niemal w sam dzień świętego Jana, przewieziono bezpiecznie pana Woodhouse'a karetą, z jednym oknem opuszczonym, by wziął udział w wycieczce; usadowiono go w jednym z najodpowiedniejszych pokoi w Abbey, umyślnie dla niego przygotowanym, w pobliżu kominka, na którym ogień płonął od rana; czuł się tam znakomicie, chętnie rozmawiał o przebiegu owocobrania i namawiał wszystkich, żeby z nim posiedzieli zamiast prażyć się na słońcu. Pani Weston, która przyszła, zdaje się, umyślnie pieszo, aby upozorować zmęczenie i cały czas dotrzymywać mu towarzystwa, pozostała, pełniąc zwykłą rolę cierpliwego słuchacza i powiernika, podczas gdy wszyscy poszli na truskawki zachęceni lub z trudem namówieni.
Emma tak dawno nie była w Abbey, że z chwilą gdy się przekonała, iż ojciec ma zapewnione wszelkie wygody i miłe towarzystwo, bez żalu go opuściła, by rozejrzeć się dokoła. Pilno jej było odświeżyć i sprostować to, co zachowała w pamięci, baczniejszą obserwacją oraz dokładniejszym poznaniem domu i otoczenia tak ciekawego zarówno dla niej, jak dla całej rodziny.
Odczuwała szlachetną dumę i zadowolenie, do których uprawniało ją powinowactwo z obecnym i następnym właścicielem, gdy tak obejmowała okiem imponujące rozmiary i styl siedziby, jej piękne, pełne swoistego charakteru położenie w dolinie osłoniętej drzewami, jej rozległe ogrody ścielące się aż po łąki, obmywane falami strumienia, którego – zgodnie ze staroświecką niedbałością o perspektywy – prawie nie było widać z Abbey; podziwiała bogactwo drzew sadzonych w kwatery i wzdłuż alei, drzew, których nie zdołała wykorzenić ani moda, ani pogoń za oryginalnością. Dom był większy niż w Hartfield i całkowicie doń niepodobny, rozsiadły na znacznej przestrzeni, długi i niesymetryczny, o wielu wygodnych, zaś kilku wyjątkowo pięknych pokojach. Był taki, jaki być powinien, i wyglądał na to, czym był; Emma poczuła, że narasta w niej szacunek do tego domu, siedziby rodu tak do gruntu szlachetnego, o nieskażonej krwi, nieskażonych zapatrywaniach. Jan Knightley miał pewne wady, ale jednak Izabella przez małżeństwo zdobyła wielce zaszczytne koneksje. Rodzina Woodhouse'ów mogła się nie wstydzić ani ludzi, z którymi się spowinowaciła, ani nazwisk, ani siedzib. Były to przyjemne uczucia, toteż Emma spacerując oddawała się im dopóty, dopóki nie nadeszła pora pójścia za przykładem innych, którzy gromadzili się dokoła zagonów truskawek. Towarzystwo było w komplecie, z wyjątkiem Franka, którego spodziewano się lada chwila z Richmond, i pani Elton, uszczęśliwiona, w pełnym rynsztunku, w wielkim czepku i z koszykiem w ręku, stała gotowa zająć pierwsze miejsce w zrywaniu, wyborze owoców czy też rozmowie. Truskawki i tylko truskawki, o tym jedynie myślano i mówiono. Padały urywane zdania: „najlepsze owoce w Anglii, ulubiony przysmak wszystkich, zawsze zdrowe… Tu są najpiękniejsze plantacje i najwyższe gatunki… Jak przyjemnie zbierać je, każdy dla siebie, to jedyny sposób, żeby się nimi naprawdę delektować… Ranek to stanowczo najmilsza pora, nigdy się nie męczę… wszystkie gatunki są dobre… te drobniejsze stanowczo najlepsze, nie ma żadnego porównania… inne są prawie nie do jedzenia… ale te są bardzo rzadkie… wszyscy na ogół wolą ciemne… Ananasowe mają najpiękniejszy zapach… ceny truskawek w Londynie… ogromna obfitość w okolicach Bristolu… Maple Grove… plantacja… kiedy się zakłada nową plantację… ogrodnicy są przeciwnego zdania… nie ma ogólnej zasady… ogrodnicy zawsze robią po swojemu… przepyszne owoce… tylko trochę zanadto sytne, żeby można ich dużo zjeść… czereśnie są lepsze, porzeczki bardziej orzeźwiające… jedyna zła strona zbierania truskawek to schylanie się… słońce praży… śmiertelnie się zmęczyłam… dłużej tego nie zniosę, muszę usiąść gdzieś w cieniu”.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Emma»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Emma» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Emma» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.