– Czy nigdy nie miała pani żadnych podstaw, aby przypuszczać, że ona mu się podoba i że on jej się podoba?
– Nigdy, nigdy! – wykrzyknęła w szczerym przekonaniu. – Nigdy, nawet na ułamek sekundy myśl taka nie wpadła mi do głowy. W jaki sposób pan do tego doszedł?
– Zdawało mi się ostatnio, że dostrzegam pomiędzy nimi pewne objawy głębszego uczucia; wyraziste spojrzenia, które zamierzali ukryć przed ludźmi.
– Ach, pan mnie bardzo bawi! Jestem zachwycona, że i pan raczył puścić wodze wyobraźni; ale myli się pan całkowicie, przykro mi zahamować pierwsze pańskie próby, ale to nie to! Zapewniam pana, że się sobie nie podobają; pozory, które pana zwiodły, powstały na tle dość szczególnych okoliczności; jeżeli łączą ich jakieś uczucia, to całkiem odmiennej natury; nie sposób tego wytłumaczyć dokładnie… ale to, co się w tej całej sprawie nadaje do powtórzenia, co ma pewien sens, to niewątpliwie, że są oboje tak dalecy od sentymentu czy też zakochania, jak tylko być mogą. To znaczy, przypuszczam, że tak jest z jej strony, zaś ręczę, że tak jest z jego strony. Mogę odpowiadać za obojętność tego młodzieńca.
Mówiła z pewnością siebie, która zachwiała jego przekonaniem, z tak wyraźną satysfakcją, że aż zamilkł pod jej wpływem. Emma wpadła w świetny humor i byłaby chętnie przedłużyła tę rozmowę, wysłuchała spostrzeżeń, na jakich opierał swoje podejrzenia, opisu spojrzeń i wszelkich okoliczności tak ją interesującej sprawy, ale wesołość jej nie znalazła w nim oddźwięku. Czuł, że nie może okazać się użytecznym, zaś jego uczucia zbyt wyraźnie były wzburzone, by zdolny był mówić dalej. Nie chciał zirytować się do ostateczności, było mu przy tym nieznośnie gorąco przy ogniu, który wydelikacony pan Woodhouse kazał zapalać na kominku co wieczór, niemal przez cały rok; pan Knightley wkrótce potem pożegnał się z pośpiechem i wrócił do bardziej umiarkowanej temperatury i samotności Donwell Abbey.
Światek Highbury, długo karmiony nadzieją rychłych odwiedzin państwa Suckling, musiał znieść bolesną wiadomość, że nie będą mogli przybyć wcześniej niż jesienią. Żadne zatem importowane z zewnątrz nowinki nie wzbogacą jego obecnych zasobów intelektualnych. W codziennej wymianie wiadomości będą musieli się ograniczyć do innych tematów, które przez dłuższy czas omawiano równocześnie ze sprawą przyjazdu państwa Sucklingów, takich jak: ostatnie wiadomości o pani Churchill, gdyż zdrowie jej zmuszało do ogłaszania codziennych biuletynów, jak również o stanie pani Weston, gdyż szczęście jej, jak żywiono powszechnie nadzieję, wzmoże się jeszcze po przybyciu potomka, tak jak radość sąsiadów wzrastała w miarę zbliżania się szczęśliwego zdarzenia.
Pani Elton była wielce zawiedziona. Ta zmiana równała się odroczeniu wielu rozrywek i sposobności do paradowania. Prezentacje i rekomendacje musiały poczekać, a wszelkie projektowane wycieczki pozostać nadal jedynie w sferze marzeń. Tak się jej zrazu zdawało, ale po głębszym namyśle doszła do wniosku, że nie wszystkie plany należy odkładać. Dlaczego nie mieliby pojechać do Box Hill, chociaż Sucklingowie zawiedli? Można przecież powtórzyć wycieczkę jesienią. Postanowiono zatem wybrać się do Box Hill. Projekt podobnej wyprawy był już od dawna wszystkim znany, nasunęło to nawet myśl tej wycieczki innej grupie osób; Emma nigdy nie była w Box Hill, chciała zobaczyć to, co wszyscy uważali za tak godne widzenia, toteż oboje z panem Westonem postanowili doczekać pogodnego ranka i udać się tam razem. Miało się do nich przyłączyć niewielkie grono wybranych – tylko dwie czy trzy osoby – odbędzie się to cicho, bez pretensji, w dobrym guście, w sposób przewyższający nieskończenie gwar i krzątaninę przygotowań na większą skalę, bez szykowania jadła i napoju, bez zgiełku i zamętu projektowanego przez Eltonów i Sucklingów pikniku.
Porozumieli się co do tego tak dokładnie, że Emma odczuła dość żywe zdziwienie, a nawet pewne niezadowolenie, dowiedziawszy się z ust pana Westona, że zaproponował pani Elton, aby wobec zawodu, jaki uczynili im siostra i szwagier, oba towarzystwa się połączyły i pojechały razem, oraz że pani Elton zgodziła się bardzo chętnie, oczywiście, jeżeli panna Woodhouse nie będzie miała jakichś obiekcji. Zważywszy jednak, że jedyną obiekcją Emmy była silna antypatia do pani Elton, o czym pan Weston dobrze wiedział, nie warto było jej wysuwać; ponadto wszelki sprzeciw byłby wyrzutem uczynionym jemu, co z kolei zrobiłoby dotkliwą przykrość jego żonie, tak więc Emma była zmuszona zgodzić się na kompromis, którego byłaby pragnęła uniknąć za wszelką cenę, kompromis, który prawdopodobnie narazi ją na poniżające zaliczenie do najbliższego kółka pani Elton! Wszystkie jej uczucia zostały urażone, zaś pozorna uległość, z jaką się temu poddała, kryła surową krytykę, której nie szczędziła w duchu panu Westonowi za jego nieokiełznaną prostoduszność.
– Cieszę się, że pani pochwala to, co uczyniłem – rzekł z zadowoleniem. – Byłem zresztą tego pewien. Takie imprezy są nic nie warte, jeżeli nie są gromadne. Nigdy nie może być zbyt licznej kompanii. Liczna kompania zapewnia dobrą zabawę. A pani Elton to bądź co bądź poczciwa kobieta. Nie można było jej pominąć.
Emma nie zaprzeczyła głośno ani jednemu jego słowu, ale w duchu nie zgadzała się z żadnym.
Była już połowa czerwca, pogoda ustaliła się piękna, pani Elton niecierpliwiła się, chciała oznaczyć dzień, omówić z panem Westonem sprawę pasztetów z gołębi i zimnej jagnięciny, kiedy jeden z koni cugowych okulał, co odsunęło wszystko w mglistą i niepewną przyszłość. Mogło to potrwać całe tygodnie, a może tylko kilka dni, aż koń będzie znów zdatny do użytku, ale nie można tymczasem rozpocząć żadnych przygotowań; zapanowała smętna stagnacja. Nawet pomysłowość pani Elton nie potrafiła odparować ciosu.
– Czy to nie irytujące, Knightley? – wykrzyknęła. – Wymarzona pogoda na wycieczki krajoznawcze! To odkładanie, te zawody są okropne. Co tu robić? Jak tak dalej pójdzie, rok cały upłynie, a nigdzie się nie wybierzemy! W zeszłym roku, i to nawet wcześniej, zrobiliśmy uroczą wycieczkę krajoznawczą z Maple Grove do Kings Weston.
– Niech pani lepiej zwiedzi Donwell – zaproponował pan Knightley. – Na to konie są zbyteczne. Proszę wybrać się do mnie na truskawki, dojrzewają w szybkim tempie.
Jeżeli pan Knightley zrazu nie mówił tego serio, musiał w następstwie traktować rzecz poważnie, gdyż propozycja została przyjęta z radością i odpowiedź: – Ach, to mi się podoba nade wszystko! – brzmiała bardzo szczerze. Donwell słynęło z truskawek, co było uzasadnieniem zaprosin, zresztą pani Elton niepotrzebne były żadne uzasadnienia, nawet zagony kapusty były zdolne skusić ową damę, która marzyła tylko, aby udać się gdziekolwiek. Obiecywała raz po raz panu Knightleyowi, że przybędzie niezawodnie, chociaż nie miał co do tego zbytnich wątpliwości, i była niezmiernie wdzięczna za taki dowód bliskich, zażyłych stosunków, za takie pochlebne wyróżnienie, jakie sobie uparcie wmawiała.
– Może pan na mnie uczyć – mówiła. – Przyjdę z pewnością. Proszę tylko naznaczyć dzień, a stawię się niezawodnie. Czy pozwoli pan, że przyprowadzę Jane Fairfax?
– Nie mogę naznaczyć dnia – odrzekł – póki nie porozumiem się ze znajomymi, których chciałbym zaprosić razem z panią.
– Ach, proszę to wszystko mnie zostawić, byle tylko pan mi dał carte blanche. Oznajmiam, że obejmuję protektorat nad tą wyprawą. Przyprowadzę z sobą przyjaciół.
Читать дальше