Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

A to było najważniejsze. Musieliśmy przelecieć nad statkiem.

Błękitne niebo dał nam Bóg

Lecz dziś jest purpurowe.

Bóg przecież się pomylić mógł...

Wzlatuje mój szybowiec.

Helen śpiewała niezbyt muzykalnie, za to z całej duszy, głośno, nie wstydząc się heretyckiej pieśni. Pewnie usłyszelibyśmy wiele wariacji na temat tego, co Bóg dał i czego nie dał, ale Luiza wydała głośniejszy pisk i Helen urwała. Widocznie zrozumiała, że mniszka gotowa jest wczepić się jej włosy, co na pewno nie pomoże lotowi.

- Ilmar! Mark się ocknął?

Popatrzyłem w dół, napotkałem wzrok chłopca:

- Tak, chyba ożył...

- Wszystko w porządku - potwierdził ochryple Mark. Zaziębił się od Chłodu?

- Na liniowcu wyciągają katapulty. Chcą uruchomić swoje szybowce. To koniec. Spróbują nas zbić. Albo prześledzą, dokąd lecimy.

Helen mówiła krótkimi, rąbanymi zdaniami, niczym chłośnięcie bata. To był bojowy szał. Jeszcze chwila, a zagryzie ster i w ogóle przestanie rozmawiać.

- Trzeba im przeszkodzić. Bomb nie mamy. Musimy zaśmiecić pokład. Słyszysz?

- Tak - Mark uniósł się, nawet wstał i od tego lekkiego ruchu szybowiec zakołysało jak łódkę w czasie szkwału. - Co ja mogę? - krzyknął do ucha Helen.

- Masz na Słowie ze trzy tony żelaza i szkła!

Mark popatrzył na mnie okrągłymi oczami. Szczerze mówiąc, też pomyślałem, że Helen zwariowała.

- Przelecimy nad statkiem. Nisko. Krzyknę. Wtedy zrzucisz.

- Przecież jestem w kabinie! Nie mogę wymówić Słowa! - Wstrząśnięty Mark zapomniał, że ma do czynienia z innym posiadaczem Słowa.

- Wysuń się! Wyskocz! Zrób, co chcesz, tylko zaśmieć pokład!

Szybowiec zaczął schodzić w dół.

Helen miała rację. Jeśli inne szybowce zaczną pościg - koniec. Może nas nawet nie strącą - mówiła przecież, że walka w powietrzu jest prawie niemożliwa, ale zobaczą, dokąd lecimy, podniosą alarm...

Ale jak zrzucić ten potworny ciężar, który Mark wziął na Słowo? To, co wziął, pojawi się na powrót w jego ręku. Nasz szybowiec przetnie na pół szklana ściana... i koniec.

- Szybciej! - rozkazała Helen, nie odwracając się. - Macie dwie minuty!

Poruszyłem głową. Wybić szybę albo rozedrzeć tkaninę... to dla nas nie pierwszyzna, prawda, Mark? Ale co dalej? Jeśli nawet chłopak wysunie ręce i uda mu się powiedzieć Słowo - ściana, która wyłoni się Chłodu, połamie skrzydła.

Tylko na dole, pod kabiną nie ma niczego.

Wyjąłem nóż, przyciągnąłem Marka do siebie, ten jakoś wcisnął się na tylne siedzenie. Nachyliłem się, zacząłem ciąć listewki pod nogami.

- Jeśli złamiesz kil albo dźwigary, spadniemy do razu! - uprzedziła Helen, nawet się nie oglądając. Widocznie poznała po dźwięku, co robię.

Gdybym tylko wiedział, gdzie są te kile i inne dźwigary... same poprzeczki i bambusowe rurki, jakieś linki... no tak, pominiemy je, przecież Helen musi sterować...

W końcu pękła ostatnia warstwa tkaniny i w podłodze zrobiła się dziura. Wąska, ale Mark powinien się przecisnąć. Szybowiec jeszcze się nie rozpadł, więc dobrze się domyśliłem.

- Właź - powiedziałem krótko, jakbym zaraził się od Helen.

Chłopiec przerażony popatrzył w dół. Sto metrów pod nami kołysały się fale, widać było żółte piaszczyste dno. Płytko, nic dziwnego, że liniowiec nie dopłynął do samego brzegu.

- No! Szybko! Głową w dół! Potrzymam cię za nogi! Jak trzeba będzie zrzucać...

Jak dać mu znak? Skoro nawet w kabinie muszę przekrzykiwać świst wiatru... jeśli Mark wysunie się na zewnątrz, to już w ogóle nic nie usłyszy.

- Uszczypnę cię - pocieszyłem Marka. - Pierwszy raz - przygotuj się, drugi - powiedz Słowo!

Chłopiec patrzył na mnie, nie będąc w stanie wykrztusić ani słowa. Rozumiałem go. Ja bym nie wlazł w tę dziurę. Wisieć głową w dół na takiej wysokości, w mknącym szybowcu, i jeszcze wymówić Słowo...

Helen rzeczywiście zwariowała.

A ja chyba do towarzystwa.

- Mark! No! - chwyciłem go za ramiona. - Proszę cię! Zaufaj mi, ja cię utrzymam! Nie bój się!

Nie przestał się bać. W jego oczach pojawił się większy strach, ale już godził się z sytuacją. Mark skulił się i wsunął głowę w dziurę. Chwyciłem go za nogi - przeszkadzało idiotyczne workowate ubranie. Świeci bracia z intendentury nie pomyśleli, że w tej sukni przyjdzie komuś wysuwać się z szybowca.

Pochwyciłem Marka wygodniej pod kolana i czując, że lada moment zacznie histeryzować, wsadziłem w otwór.

Wszedł idealnie, jakbym ja tę dziurę pod niego wyliczał, cały dzień wycinał i co godzinę brał z chłopaka miarę. Gdy znalazł się w dziurze po pas, zaczął się rozpaczliwie miotać. Może było mu zimno, a może zwyczajnie się bał. Suknia zsunęła się, zasłoniła podłogę i wyrwę, do góry sterczały gołe nogi i chudy tyłek w koronkowych majtkach. No proszę, jaką to bieliznę mniszki noszą! Dobrze wiedzieć, przyda się, jak będę kompanom opowiadał...

- Markus gotowy - oznajmiłem.

Luiza, która nie mogła nadążyć za biegiem wydarzeń, przechyliła się przez oparcie fotela i niepewnie wyciągnęła rękę, chcąc przytrzymać Markusa.

- Zabierz rękę! - krzyknąłem. - Pomyśli, że go szczypię i jeszcze wypowie Słowo nie w porę!

Przeorysza zastygła. Więc tak z nią trzeba!

- Może go tak zostawić? - powiedziała nieoczekiwanie Helen. - Nie wieje, i nawet jakby stabilniej... idioci uczeni nie pomyśleli, żeby zrobić na szybowcu dolny kil...

Nie patrzyłem, co się dzieje wokół. Czułem, że się zniżamy, słyszałem, że pchacze jeszcze działają, ale wszystkie siły skupiałem na Marku. Chłopak spocił się ze strachu i teraz trudniej go było trzymać.

- Przygotuj się!

Mrugnąłem do Luizy i uszczypnąłem Marka w pośladek. Żadnej reakcji. Może ze strachu stracił rozum?

- Jak myślisz, żyje? - zapytałem przeorysze. Zaczęła dygotać.

- Uwaga... wchodzę na cel...

Czy Helen zdawała sobie sprawę, kto siedzi w szybowcu, jaki ładunek mamy zrzucić i co jest pod nami? Nie wiem. Może wspomnienia i rzeczywistość, wojna ze zbuntowanymi żołnierzami i ucieczka z Miraculous zlały się teraz w jedno... i nie w dumę Mocarstwa, nie „Syna Gromu” widzi teraz pod sobą, lecz wrogą karawanę; nie mnie, złodziejowi, rozkazy wydaje, lecz towarzyszowi awiatorowi, zajętemu zrzucaniem bomb...

- Zrzut! - krzyknęła Helen. Zabrzmiało to tak natarczywie, że omal nie wypuściłem Marka. To znaczy, nadal trzymałem go bardzo mocno, ale w umyśle pojawił się obraz - rozluźniam palce, chłopiec sunie w dół, zostawiając w dziurze swoje szmatki. I spada na pokład liniowca...

Przez głowę przemknęły potworne obrazy, ale ręce nie zawiodły. Uszczypnąłem Marka po raz drugi i czekałem.

- Trzy, dwa, jeden... - odliczała Helen. Widocznie wydala komendę z zapasem czasu.

Wszystko na próżno. Mark się nie rusza i nie czuje moich sygnałów, ze strachu stracił rozum i...

Wstrząs.

Co to był za wstrząs!

Słońce przejrzało się we wszystkich szybach.

Zobaczyłem liniowiec z dwoma szybowcami, umocowanymi na pokładzie w dziwnych urządzeniach.

I lecącą w dół, wirującą niczym opadły liść ścianę szklą i stali.

Mark wymówił Słowo!

Powiedział w porę!

Zapierając się nogami w podłogę, rycząc z wytężenia, wyciągnąłem go z dziury. Helen uspokoiła szybowiec niemal od razu i teraz podpełzliśmy w górę, ale był taki moment, że już żegnałem się z życiem.

Ale Marka nie wypuściłem.

Jeszcze w powietrzu ściana rozpadła się i kontynuowała lot jako oddzielne kawałki szkła i żeliwa. Zasłoniła pokład; srebrzystymi iskrami zalśniły rozlatujące się odłamki, metalowe belki przebiły pokład, nurkując we wnętrzu liniowca. Chyba jedna przebiła kocioł parowy albo przewód parowy, bo z pokładu trysnęła fontanna białej pary.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x