Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Czy ty w ogóle miałaś przyjaciółki? - zapiszczała Luiza. - Chmara mężczyzn...

Popatrzyła na mnie i ugryzła się w język.

Niepotrzebnie.

Czy ja tego nie rozumiałem? Dziwne by było, gdyby Helen - młoda, piękna kobieta, z jej sławą, tytułem, stanem, nie miała dziesiątków - tak, tak! - dziesiątków kochanków.

Nie lubię patrzeć wstecz. Nie umiem zajrzeć w przyszłość. Ale przed smutkiem ratuje życie teraźniejszością.

- Luizo, wysłuchaj mnie - powiedziała bardzo spokojnie i uprzejmie Helen. - Mamy jeszcze dziesięć minut do brzegu, a potem... Kto wie, jak się wszystko ułoży. Ale jedno chcę powiedzieć... Widać nie na darmo tak się układa, że wokół Marka gromadzą się najróżniejsi ludzie. Ilmar... no, teraz ma tytuł, ale konkretnie kim jest? Złodziejem, awanturnikiem bez domu i rodziny. Nie obrażaj się, II, ale czy tak nie jest?

- Jest - przyznałem, choć lekko mnie ukłuło to „bez rodziny”. Może nie jestem szlachcicem, ale swoich przodków znam. Ale w sumie Helen miała rację.

- A przecież powinieneś był zostać kupcem albo czeladnikiem, tak, Ilmar?

- No... tak. Ale to nie dla mnie. Już wolę grzebać w starożytnych grobowcach.

- O tym właśnie mówię. A ja... jaka ze mnie szlachetnie urodzona dama? Nie tak, Luizo? Tak się złożyło, że w świecie prawie mnie palcami wytykano...

Twarz Luizy pokryła się czerwonymi plamami.

- Dobrze, było, minęło. Zostałam awiatorem i teraz to jest mój dom i moje przeznaczenie. Jestem żołnierzem. Teraz ty, święta siostro... Z salonowym życiem wyszło ci nienajlepiej, prawda? Ale przeoryszą stałaś się wspaniałą, skoro żadna z mniszek nie wydała Markusa... Przecież nie są ślepe, powinny były zrozumieć, że to chłopak, może nawet rozpoznać... Twoje siostry na pewno cię kochały. I wybaczyły. Może modliły się potajemnie, żebyś okazała skruchę i opamiętała się, ale nie zdradziły.

Siostra przeorysza milczała. Słowa Helen podziałały.

- I tak... - Helen obejrzała się na słuchającego w napięciu Marka. - Teraz ty sam. Zbieg. Były młodszy książę.

- Książęta nie są byli!

- Chłopcze, sądzę, że usłyszmy jeszcze nie o takich cudach jak pozbawienie tytułu... Były książę, obecnie strażnik Prawdziwego Słowa, które to Słowo w nim rośnie. Wokół niego sami nieudacznicy, którzy nie znaleźli szczęścia w swoim przeznaczeniu i sami wybrali sobie los. Rozbójnik, żołnierka, osoba duchowna...

- Powstrzymaj się, Helen - powiedziała cicho Luiza. - Nie mnóż grzechów, zamilknij!

- Powiedziałabym. Ale ty i tak już wszystko zrozumiałaś.

- A ja nie zrozumiałem! - krzyknął Mark i popatrzył na mnie, szukając wsparcia.

- A ja zrozumiałem - wyszeptałem. W gardle pojawił się zimny kłąb, serce zamarło.

Nie sądzę, żeby Mark gorzej ode mnie czy Helen znał Pismo Święte. Tylko... tylko trudno coś takiego przyłożyć do siebie.

Dwa tysiące lat temu Zbawiciel, któremu los wyznaczył inne życie, za swoją szlachetność został Przybranym Synem Bożym, jego ziemskim odbiciem. I poszedł po ziemi aramejskiej, zbierając wokół siebie apostołów. Nie siłą, nie wiarą nawet, ale miłością i dobrocią. Ludzie sami do niego przychodzili, odrzucając swoją przeszłość... i byli wśród nich: żołnierz, złodziej, a nawet poborca podatków, czego już nikt by się nie spodziewał. Wszystkich Zbawiciel przyjął, wszystkim wybaczył, wszystkich na prawdziwą wiarę skierował...

A potem Zbawiciel trafił pod ziemski sąd, przez oszczercze oskarżenia judejskich kapłanów. Jedenastu apostołów się go wyparło, zdradziło, chociaż sami tego nie rozumieli, ale lepszego pragnęli. Jeden tylko pozostał mu wierny i Siostra, która wtedy jeszcze nie była Siostrą, lecz prostą kobietą Marią... śmieszna wydawała się Rzymianom ta wiara, nie uznali Zbawiciela za Syna Bożego. Dopiero gdy Zbawiciel sprawił cud, gdy wypowiedział Słowo - nie burząc ścian więzienia, lecz broń znajdującą się wokół niego zabierając w Chłód i Siostrę ratując - dopiero wtedy na żołnierzy rzymskich spłynęło światło wiary. Padli na kolana przed Zbawicielem, wyprowadzili go z więzienia i poszli z nim do samego Rzymu, wiecznego miasta, gdzie Synowi Bożemu pokłonili się wszyscy, od cesarza do ostatniego niewiniątka...

Czas najwyższy, by przyszedł nowy Zbawiciel.

Szybowiec leciał nad ziemią, nad przybrzeżnymi osadami, Helen wybierała miejsce do lądowania. Mark, który nie doczekał się odpowiedzi, siedział, trzymając się sufitowych poprzeczek. A ja, czując na kolanach jego ciężar i bicie jego serca pod dłonią, myślałem tylko o jednym.

Przecież omal go nie zdradziłem!

Omal nie zostawiłem wśród pretorianów!

Kto, gdy Mark sobie siebie uświadomi i dwunastu apostołów wokół siebie zbierze, gdy nabierze prawdziwej siły, kto pozostanie jedynym wiernym?

Kto?

Teraz jest nas troje, powinno przyjść jeszcze dziewięcioro.

Poprzez wątpliwości i nienawiść...

A może tym razem wszystko będzie inaczej?

I któreś z nas skazane jest na zdradę Zbawiciela, chcąc lepszego, a ktoś jeden uwierzy i zrozumie, jak można planom jego dopomóc?

A może i tu wszystko wyjdzie inaczej?

Nie wiem. Nie umiem zaglądać w przyszłość.

Szybowiec zaczął się zniżać. Objąłem Marka mocniej, starając się znaleźć oparcie w wąskiej klatce kabiny. Na razie mogą go zabić, jak zwykłego człowieka, uderzeniem o ziemię, ostrzem miecza, ołowianą kulą. Moim obowiązkiem jest go chronić.

Rozdział piąty,

w którym ratuję całą naszą grupę, ale nikt nie okazuje mi wdzięczności

Ze wszystkich miejsc, jakie tylko były pod nami, Helen wybrała najbardziej niezwykłe. Postanowiła, że szybowiec wyląduje nie na morzu, nie na drodze, nie na polu - zresztą, nic by z tego nie wyszło, skoro mieliśmy pływaki - tylko na malutkim jeziorku, pięć kilometrów od najbliższej rybackiej osady.

Lecieliśmy bardzo nisko nad dachami domów, można było zobaczyć ludzi. Widok szybowca nikogo specjalnie nie dziwił. Zadzierali głowy, ktoś zamachał rękami, i to wszystko. Tylko dzieciaki próbowały za nami biec, uparcie ścigając stworzonego przez ludzi ptaka.

Przelecieliśmy nad kilkoma gajami oliwnymi i wzlecieliśmy nad jezioro. Pomyślałem, że Helen źle wyliczyła i zaraz wpadniemy w porośnięty trzciną brzeg.

Ale nie, wszystko zostało zrobione dokładnie.

Pływaki dotknęły wody, za szybowcem pojawił się wachlarz bryzgów, niczym nowe skrzydła ze lśniących kropli. Podskok, drugi, maszyna jakby nie chciała rozstawać się z niebem i zaczęliśmy sunąć po wodzie. Trzymałem mocno Markusa, chyba przygniecionego taką troską. Ubranie wciśnięte w dziurę w podłodze szybko namiękło, stało się ciężkie i wypadło na zewnątrz. Helen z wysiłkiem pociągnęła jakąś dźwignię, z boku, od strony pływaków, dobiegł nas skrzyp, pływaki jakby się odwróciły i szybowiec zaczął hamować.

W trzcinę wjechaliśmy powoli, niczym powóz do wrót pałacu. Trzcina zaszeleściła, z trzaskiem pękał materiał na skrzydłach i kabinie, rozległo się pstryknięcie - wypadła przednia szyba, ale się nie rozbiła. I wszystko ucichło. Szybowiec stanął z dziobem na piasku, opuszczony ogon zanurzał się w wodzie.

- Koniec - oznajmiła Helen. - Wylądowaliśmy...

Nikt nic nie powiedział. Wszyscy poczuli niesamowite zmęczenie. Helen wyjęła z deski z przyrządami zapalnik, wsunęła do kieszeni - nie miała siły wziąć go na Słowo, obejrzała się słabo, mrugnęła do mnie, potem zaczęła szarpać drzwiczki.

Nie otwierały się. Chyba zaklinowała je trzcina.

- Serdecznie zapraszam przez okno - Helen nie wyglądała na zakłopotaną. Pierwsza dała nam przykład, wychodząc na czworaka na krótki, zdeformowany przy lądowaniu dziób szybowca. Za nią wyszła Luiza, podsadziłem Marka i sam wyszedłem.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x