Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

A miłość i szlachetność?... Nie wiem.

Nigdy nie widziałem.

Myślałem, że może chociaż siostra Luiza, która po świeckich niepowodzeniach zwróciła swoje ambicje ku duchownym materiom... Ale gdzie tam.

W ryku pchaczy, podpalając pod sobą podłogę, zasnuwając dymem w jednej chwili całą salę żeglugi powietrznej, szybowiec sunął do wybitego Słowem otworu. A był tak załadowany, że ani uczonym ani jego twórcom nie przyszłoby to do głowy. Ważyliśmy razem około dwóch i pół cetnara, a przecież nie wzlatywaliśmy z pasa startowego, bez katapult i sznurów, tylko na czterech pchaczach, które wcale nie są przeznaczone do wzlotu.

Ale siła była w nich ogromna, nie ma co. Popatrzyłem na podwójne skrzydła, pomiędzy którymi huczały ogniste strumienie. Zrozumiałem, czego bała się Helen.

To tak, jakby do kruchej dwukółki zaprząc czwórkę silnych koni. Im dobrze jest pędzić drogą, ciągnąć niezbyt ciężki ładunek. Ale jak na tym wyjdzie pojazd?

Skrzydła szybowca, zrobione z cienkich listewek i obciągnięte tkaniną, pod naporem pchaczy wyginały się i wibrowały, jeszcze chwila i odpadną. Cały szybowiec skrzypiał i jęczał, skarżąc się na swój los. Miałem wrażenie, że skrzydła oderwą się i wylecą przez otwór, strasząc pretorianów, a my w kabinie siłą rozpędu pomkniemy do przodu i spadniemy w dół...

- Luiza... - zawołał skulony obok moich nóg Mark. - Chciałem powiedzieć, że nie musi się już martwić o przeoryszę, że ona się nie spieszy do Pana naszego, ale oniemiałem: skończyła się sala, mignęły odcięte Słowem brzegi ram. I szybowiec runął w dół.

Spadek nie trwał długo, pomyślałem nawet, że Helen specjalnie opuściła nos szybowca ku ziemi, żeby natychmiast szarpnąć dźwignie na siebie, jakby powstrzymując narowistego konia, który przygryzł wędzidła. Kilka metrów od ziemi szybowiec wyprostował się. I nastąpiła długa jak wieczność chwila, gdy „Król Mórz” zawisł, rozdarty pomiędzy ziemskim przyciąganiem a rwącymi się w niebo rakietowymi pchaczami. Bez względu na to, co zwycięży - nam niczego dobrego to nie wróżyło. Widziałem pretorianów - dzielne Szare Kamizele, chwałę Mocarstwa, z okrągłymi, rozszerzonymi szokiem oczami, ale nawet nieoczekiwany widok naszego lotu nie wybił z nich bojowego ducha. Rozbiegli się - bardzo powoli i wyciągnęli broń - jeszcze wolniej. Widocznie strach był tak ogromny, że czas zwolnił dla mnie swój bieg. Jeden pretorianin unosił kulomiot, drugi powoli robił zamach cienką, błyszczącą szablą, i zrozumiałem, że on dosięgnie, ciachnie po cienkim skrzydle. I wtedy to już na pewno koniec...

Wiele bym dał, żeby popatrzeć na szybowiec z boku.

I nie dlatego, że siedzenie w kabinie było równoznaczne ze śmiercią. To musiało być niewiarygodnie piękne. Jak w drogiej książce dla dzieci, z kolorowymi obrazkami, którą kiedyś znalazłem z kupieckim domu... obejrzałem wtedy i nie wziąłem, nie chciałem dziecięcych klątw na swoją głowę, dzieci są bliżej Boga, może je częściej słyszy? I w tej książce był obrazek ze smokiem - ziejącym ogniem smokiem, który wzbijał się w niebo, a pod nim, z uniesionym mieczem zamarł szlachetny rycerz. I nie było wiadomo, kto zwycięży: czy rycerz zdąży zadać cios czy smok wzięci w niebo i spadnie na wroga z góry? Widać taki był zamysł malarza.

Teraz my przypominaliśmy bajkowego smoka, który próbował uciec. I - oto zagadki ludzkiej duszy! - moja sympatia była podzielona pomiędzy nas i arystokratyczny desant, któremu uciekaliśmy sprzed nosa...

Szabla w ręku pretorianina wzniosła się do ciosu, sięgając, tak jak przypuszczałem, do skrzydła. Ale w tym momencie czas znowu przyspieszył bieg. Na szarej pancernej kamizeli pojawiło się wgłębienie - arystokrata zachwiał się i upadł na plecy. Ktoś strzelił z Kryształowego Pałacu, strzelił do niego!

Szybowiec wzniósł się w niebo.

Przez ryk pchaczy nie było nic słychać. Wzlatywaliśmy pod niewiarygodnym kątem, szybciej niż wtedy, gdy przebijaliśmy się przez chmury. A teraz, teraz nie było żadnych chmur, wschodzące słońce ze zdumieniem prześliznęło się po szybach kabiny i przesunęło dalej. Szybowiec miotał się i kołysał, skrzydła wyginały się do przodu i tylko Bóg jeden wie, jak Helen udawało się sterować maszyną.

A może właśnie Bóg patrzył na nas zakłopotany?

Luiza nie zdążyła się przypiąć pasami i teraz prawie leżała na plecach, powoli zsuwając się na mnie. Nietrudno było domyślić się, że jeśli przeorysza, nie ustępująca mi pod względem wagi, zsunie się z fotela, wyleci przez tylnią ściankę kabiny. Bardzo możliwe, że razem ze mną.

To by dopiero była ulga dla szybowca!

Wczepiłem się w szyję Luizy rękami i ze wszystkich sił powstrzymywałem ją przed upadkiem. Na szczęście Helen zauważyła, co się święci i wyrównała lot. Już byliśmy nad wodą i szybowiec płynnie skręcał, biorąc kurs na pobliski kontynent.

- Skrzydła zaraz pękną! - krzyknęła nagle Helen. - Widocznie czuła teraz maszynę własną skórą.

Przed nami pojawił się liniowiec. Musieliśmy przelecieć nad nim... i chyba nas już zauważyli.

Z wyspy do szybowca strzelał każdy, kto tylko mógł. Pomiędzy drzewami i budynkami widać było wybuchy i kłęby białego dymu, chyba pretorianie woleli nas zabić niż pozwolić nam uciec. Ale nie to było niebezpieczne. Musieliby mieć niesamowite szczęście, żeby postrzelić kogoś z nas albo przebić jakiś ważny drążek.

Za to z liniowca walili poważniej.

Na pokładach zapalały się ognie - strzelano do nas z samopowtarzalnych kulomiotów. Odległość nadal była spora, ale skracała się bezlitośnie, a gdy w powietrzu są tysiące kul, to jedna w końcu znajdzie swój cel.

Czy marynarzy na liniowcu szkolono do strącania szybowców?

- Skręcaj! - krzyknąłem. - Helen!

Ale ją bardziej martwił jęczący z napięcia szybowiec niż jakaś tam strzelanina. Szybowiec kołysał się, Helen szukała kursu. Szarpnęła za dźwignie, którą pamiętałem jeszcze z poprzedniej maszyny...

...tylko że wtedy odczepiane pchacze były puste, wypalone, a teraz w samym środku pracy.

Spod skrzydeł uciekły dwie dymiące strugi. Beczki pchaczy, zwolnione z obowiązku ciągnięcia szybowców, runęły w dół. Nie koziołkowały w powietrzu, widocznie wąskie skrzydełka nadały im stabilności. Równym łukiem spadały ku liniowcowi.

Dwa pozostałe pchacze niosły nas do przodu. Szybkości nie straciliśmy, widocznie pomogło zmniejszenie wagi.

Helen nagle wydala okrzyk bojowy. Przeszył mnie dreszcz. To nie był właściwie okrzyk, tylko szalona bojowa pieśń:

Atak szybowców krótko trwa,

Skrzydeł nie dał nam Bóg

Spadamy z nieba i wita nas

Szczęk mieczy, wystrzałów huk...

Luiza jęknęła słabo - albo protestując przeciwko bluźnierstwu, albo po prostu z przerażenia.

A odczepione pchacze nieuchronnie zbliżały się do statku. Nagle zrozumiałem, że Helen nie tylko ucieka, lecz atakuje! Atakuje liniowiec Mocarstwa! Czymże były moje przewinienia wobec Straży - Nocna Wiedźma podniosła bunt!

Powieszenie.

Albo ćwiartowanie.

Bez dwóch zdań.

Jeden pchacz przeleciał nad pajęczyną masztów i lin - gdyby statek miał podniesione żagle, na pewno spłonęłyby. A tak - po prostu spadł za burtę, wpadł do wody i znikł.

Drugi pchacz drwiąca ręka przypadku nakierowała dokładniej. Dymiąca się rura uderzyła w pokład, obok gigantycznej wieży działka, skąd szła nieprzerwana strzelanina. Wybuchł płomień, zaczął walić dym. Oczywiście mieszanka z pchacza nie mogła wyrządzić poważnej szkody, to nie rakieta bojowa, ale pokład zasnuł się dymem.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x