Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Helen, odsuń się od szyby! - krzyknąłem. Zrozumiała, cofnęła się i odwróciła. Wyciągnąłem kulomiot i zostałem nagrodzony widokiem oszalałych twarzy strażników.

Wystrzał. Broń nie zawiodła. W szybie pojawiła się niewielka dziurka, od której pobiegły drobne pęknięcia. Tylko tyle? Ze złością walnąłem pięścią w grube szkło - rozpadło się posłusznie, prysnęło odłamkami. Zamknąłem oczy, w policzek pstryknął kawałeczek szkła, poczułem krew. W oczy nie uderzyło.

- Stać! - krzyknąłem do strażników. Moja okrwawiona twarz była straszniejsza niż twarz czerwonoskórego dzikusa. - Ręce do góry!

Stali bez ruchu. Widocznie nie dano im kulomiotów, a walczyć pałkami nie mieli zamiaru.

- Wiecie, co się stało? - ryknąłem. Nie miałem ochoty na kłopoty z kolejnymi strażnikami, których w Kryształowym Pałacu powinno być sporo. - Rosyjski liniowiec wysadził desant na wyspie! Chcą zabrać nasze cuda! Spocznij!

Stropieni strażnicy opuścili ręce. I jakby na potwierdzenie moich słów w oddali huknął grom, rozległy się strzały z kulomiotów.

- Kto tu jest dowódcą?

Wśród nich nie było dowódców, strażnicy popatrzyli na siebie jakby w nadziei, że towarzysz weźmie odpowiedzialność na siebie.

- Powiedzcie dowódcy, żeby robił wszystko zgodnie z regulaminem! - poleciłem. - Najcenniejsze rzeczy niszczyć, zająć miejsca obronne, wroga nie dopuszczać. Te łajdaki przebrały się w mundury pretoriańskich gwardzistów!

Strażnikom chyba łatwiej było wyobrazić sobie szaloną agresje Chanatu Rosyjskiego niż uzbrojony desant pretoriańskich wojsk. Strach i oszołomienie zastąpiło przerażenie... i zacięte zdecydowanie.

- Możemy wykonać? - zapytał jeden ze strażników, uznając mnie za dowódcę.

- I z życiem! Nas wysłano, byśmy zniszczyli szybowce, salą żeglugi powietrznej możecie się nie zajmować!

Kim jestem, dlaczego z tak ważną misją do Kryształowego Pałacu przybyły dwie mniszki - nad tymi kwestiami strażnicy się nie zastanawiali.

Niesłusznie...

Windy jeszcze nie pracowały i biegliśmy na górę po schodach. Kilka razy natrafialiśmy na innych strażników i ja wojowniczo machałem kulomiotem i krzyczałem: „Na dół, na dół, zająć stanowiska obronne! Rosjanie idą!”

Działało doskonale.

- Masz niezły głos, dowódco... - rzucił w biegu Mark. Spojrzałem na niego i skrzywiłem się. Chustka spadła mu z głowy, sukienka przekręciła się, wyglądał już nie na małoletnią mniszkę, tylko na tego, kim był - chłopca przebranego za dziewczynkę.

- Nie pchaj się do przodu, wasza miłość... Teraz każdy idiota cię pozna...

Mark schował się za naszymi plecami. Luiza sapała, widocznie przeoryszy nieczęsto zdarzało się zajmować pracą fizyczną. Zastanowiłem się, ile ona waży. Zrozumiałem, że plan Helen jest szalony od samego początku.

Jeśli nawet te starożytne eksponaty umieją latać, to czterech osób szybowiec nie podniesie nigdy!

Ucieczka była dobrym pomysłem, ale ucieczka we dwójkę, ja i Helen, po co było brać Markusa i Luizę...

- Drzwi, wyważ drzwi!

Nie marnowałem już pocisków kulomiotu i nie odważyłem się tłuc szyby nogą. Podniosłem z podłogi wielką toporną wazę i rzuciłem na szklane drzwi. Rozleciały się na kawałki.

Helen prześliznęła się pierwsza, dopadła „Króla Mórz”, przywarła do pchaczy i postukała w nie.

- Myślisz, że są prawdziwe? - zapytałem stropiony. Nawet w najbardziej optymistycznym wariancie nie trzymaliby w Kryształowym Pałacu pchaczy z prochowym ładunkiem. Zbyt duże ryzyko.

- Nie - Helen przesunęła jakąś dźwigienkę, pstryknęło i zamocowania lekko się rozeszły. Helen pchnęła rurę, pchacz wyskoczył i z łoskotem upadł na podłogę. Z jego boków wystawały cienkie skrzydełka-wypustki i daleko nie poleciał. Już po dźwięku można było poznać, że jest pusty.

- No i co teraz... - zamilkłem. - Helen wypowiedziała Słowo. W uchwycie pojawił się nowy pchacz. Przekręcenie dźwigni i już był zamocowany.

- Każdy awiator, mający odpowiednie Słowo, trzyma na nim zapasowe pchacze... - Helen popatrzyła na mnie drwiąco. Przeszła do drugiego pchacza, zdjęła, zastąpiła pełnym. Oparła się o skrzydło - widocznie nie łatwo było sięgnąć do Chłodu dwa razy z rządu.

- Pomóc ci? - zapytałem głupio.

- W czym ty mi możesz pomóc...

Podeszła do maszyny z drugiej strony. Pięć minut zajęła jej wymiana dwóch kolejnych pchaczy, potem otworzyła drzwi kabiny, zajrzała do środka i zaczęła oglądać pływaki. Była blada, ale trzymała się twardo. Czekaliśmy. Tylko Mark się odezwał:

- I tak nie wyciągniemy szybowca na zewnątrz...

- I nie trzeba - rzuciła Helen. - Od ziemi dwadzieścia metrów, sala duża, morze obok... powiedzmy, że to nowy pas startowy.

Młodszy książę nagle spochmurniał. Popatrzył na mnie i na Luizę. Też zrozumiał?

- Nigdy nie uniesie takiego ładunku! - wypalił w końcu.

Helen tymczasem naparła na bok szybowca, skrzydła zakołysały się, pływaki niechętnie zsunęły się z drewnianych podstawek.

- Pomóżcie!

Naparliśmy razem i ruszyliśmy szybowiec z miejsca. Podłoga była parkietowa, wypastowana, widocznie sprzątano tu co wieczór i pływaki sunęły lekko.

- No, teraz mamy prawdziwe pchacze - wydyszała. - Ale zwykły start się nie uda, nie starczy sił. Trzeba od razu spalić wszystkie cztery. Rozumiesz, Markus?

- I wtedy się uniesiemy?

- Możliwe. Ale nie na pewno. Ale innego wyjścia nie ma. Tylko... zapalnik nie zadziała na wszystkie pchacze jednocześnie. Trzeba podpalić z zewnątrz, pokażę, jak.

Teraz zrozumiałem. I Luiza zrozumiała, twarz jej się wykrzywiła:

- Do czego zmierzasz, Helen?

- Chcesz uratować księgę? - odpowiedziała spokojnie. - Księgę ma Markus. On leci. Podnieść szybowiec zdołam tylko ja... jeśli zdołam. Ja też lecę. Kto jeszcze? Ty czy Ilmar? Zrozum, siostro, czterech osób szybowiec nie doniesie. Kto jest ważniejszy, kto zdoła ukryć chłopca? Kto leci, a kto zostaje, żeby podpalić pchacze?

Przeorysza milczała.

- Decyduj, siostro Luizo. Co jest dla ciebie ważniejsze - uratować świętą księgę czy siebie?

- Jak podpalić? - spytała cicho Luiza.

- Zaraz pokażę. Ilmar, Markus, wybijcie szybę. Całą! Żeby tej ściany - wyciągnęła rękę - w ogóle tu nie było!

- Jak? - spytałem tępo. - Trzeba by zrobić wybuch... szkło to jeszcze nic, ale żeliwne belki?

- Jak sobie chcecie. Nie mam materiałów wybuchowych.

Popatrzyłem na Marka. Nie odrywał spojrzenia od przeoryszy.

- Chodź...

- Ilmar, nie mogę lecieć bez siostry Luizy... Ona mnie uratowała. Ukryła...

- Najpierw ściana - wziąłem go za rękę. - Pomóż. Z Luizą coś wymyślimy.

Albo mi uwierzył, albo po prostu odwróciłem jego uwagę, w każdym razie posłusznie poszedł za mną. Przed szklaną ścianą zatrzymałem się, pokręciłem głową.

To było niemożliwe.

Gdyby nawet udało się wybić grube szyby, zostanie jeszcze konstrukcja - potężne żeliwne belki, dzielące ścianę na klatki o boku dwóch metrów. Kabina przejdzie, ale obetnie skrzydła szybowcowi. Polecimy, tyle że w dół, na drzewa. Prosto w ręce pretorianów...

...którzy zdążyli podejść dość blisko.

Zobaczyłem migające w oddali rosłe postacie w szarych kamizelach. Kamizele nie były tylko symbolem, jak złote podkowy czy srebrne piki na znaczkach innych oddziałów. Kamizele zrobione ze stalowych kawałków, podobno, w odróżnieniu od pancerzy, wytrzymywały strzał z kulomiotu.

- Poważni ludzie te Szare Kamizele... Mark... - spojrzałem na chłopca. - Jeśli twoje Słowo... jeśli jest tym Prawdziwym... to pomóż nam!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x