Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi
Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zimne brzegi
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
- Jak?
- Weź ścianę na Słowo! Usuń ją!
Pokręcił głową.
- Nie, nie mogę... ja...
- Mark! - potrząsnąłem nim. - Skup się! Masz Prawdziwe Słowo, wypowiedziane przez Zbawiciela! Wszystko możesz! Zabierz ścianę w Chłód! Zabierz ją! Jesteś księciem Domu, Kryształowy Pałac należy również do ciebie, masz prawo to zrobić! Mark!
Chłopiec oblizał wargi, zerknął na Helen. Ona robiła coś z pchaczami, pokazywała Luizie, jak je podpalić. Szalona kobieta! Im dłużej ją znam, tym bardziej się zachwycam!
- Luiza... przecież ona mi pomogła...
- Co ci zależy na Luizie! Wszystkimi kręcisz, własne plany budujesz! - wyrwało mi się nagle.
- Ja...
- Może nie? Jak kogoś potrzebujesz, to go wykorzystujesz i idziesz dalej!
- Nie! Ilmar! Nie!
- Udowodnij to, pomóż nam wszystkim!
Mark na chwilę przymknął oczy. Skinął głową.
- Dobrze. Ja... Ja zabiorę ścianę. Spróbuje. Ale odlatujcie we dwójkę. Ja z siostrą Luizą tu zostanę. Trzymaj mnie, hrabio!
Stropiłem się. Albo Mark umiał tak kłamać, że z jego twarzy nic nie można było wyczytać, albo rzeczywiście był przywiązany do swojej opiekunki.
- Trzymaj mnie, Ilmar! Nie wiesz, co tu się zaraz stanie! - krzyknął przenikliwie Mark.
Ocknąłem się i chwyciłem go za pas. Zaparłem się w podłogę i odchyliłem jak najdalej od szkła. Luiza i Helen zamarły, patrząc na nas.
Powoli, jakby sięgając do ognia, Mark wyciągnął rękę i dotknął szkła. Poczułem, jak drgnęło pod moimi rękami jego ciało. Drgnęło, jakby przeszedł przez nie ładunek energii, w porównaniu z którym elektryczność zapalnika była niczym... Pałac drgnął.
Przez żeliwne belki pozersko oblepione stalą, lśniące szyby i wszystkie cudowne eksponaty przetoczył się jęk. Te ściany jeszcze nigdy nie słyszały takiego Słowa.
Chłód!
Uderzenie lodowatej fali, gdy nicość otworzyła się przed nami, niechętnie wciągając w siebie tony szkła i metalu. Strzępy ciemności zlały się w jedną wielką, ciemną plamę, pokryły całą ścianę, zasłaniając budzące się słońce, biegnących do pałacu pretorianów, cały strwożony Miraculous. W sali zrobiło się ciemno - wydawało się, że jeszcze chwila i cały świat, posłuszny Słowu Bożemu, spadnie w lodowatą Nicość, odejdzie tam wszystko, co żywe i nieżywe, ziemie Mocarstwa i obce kraje...
Mark dygotał jak w gorączce, był jednocześnie szmacianą lalką, stalową sprężyną i spuszczoną cięciwą. Słowo, które zazwyczaj brzmi przez krótką chwilę, nadal walczyło z opierającą się ścianą pałacu, wysysało z chłopca wszystkie siły... Co się stanie, jeśli on nie wytrzyma?...
A potem uderzyła ostatnia fala chłodu, mrożąc mi ręce. Omal nie wypuściłem Marka i gdyby to wszystko trwało sekundę dłużej, tak by się właśnie stało.
Mrok się rozstąpił.
Przed salą żeglugi powietrznej nie było już ściany.
Jakby ogromny nóż wyciął ją równiutko z linią podłogi, sufitu i ścian. Przez otwór radośnie wpadł chłodny wietrzyk, szybowce zaskrzypiały, szarpiąc się pod jego porywami, jakby wszystkie postanowiły wzbić się w powietrze...
A książę Markus osłabł w moich rękach i osunął się na podłogę. Gdybym go nie pochwycił, wypadłby na zewnątrz.
Pretorianie na zewnątrz zamarli. Wszyscy albo prawie wszyscy posiadali Słowo. I rozumieli, co znaczy usunąć taki ogromny kawał ściany.
Luiza rzuciła się do mnie z krzykiem, ale ja już niosłem Marka do szybowca. Chłopiec był pokryty szronem - uderzenie Chłodu było straszne. Mnie zlodowaciały dłonie, na brwiach zawisły śniegowe igły.
- Stracił przytomność! - powstrzymałem przeoryszę. - Jest tylko nieprzytomny, za mocno się wysilił...
Przeorysza sama była bliska omdlenia. Ściskała w ręce skręconą ze szmat pochodnię. Obie z Helen patrzyły na bezcennego Markusa, jakby mi nie wierzyły.
- Oddycha, oddycha! - krzyknąłem. - Oddycha, mówię!
- Podbiegłem do kabiny, wrzuciłem Markusa na tył.
- Wsiadaj! - rozkazała Helen. - Siostro Luizo, podpal pochodnię!
Luiza nadal była w szoku.
- Nie pozwól, by jego czyn poszedł na marne! - zasyczała. - Opamiętaj się!
To poskutkowało. Zapałki łamały się w rękach Luizy, Helen musiała jej pomóc. Z dwóch pchaczy zwisały króciutkie sznury zapalne. Pomyślałem, że awiatorzy często stosowali tę sztuczkę...
- Do kabiny! - Helen rzuciła mi obłąkane spojrzenie.
Błyskawicznie wskoczyłem do szybowca. Zająłem tylne siedzenie; skulony, nieprzytomny Mark siedział u moich stóp. Poklepałem go po policzku i usłyszałem słaby jęk. No i dobrze, niech sobie siedzi na dole, znowu by mi nogi zdrętwiały. „Król Mórz” był trochę większy od falcona, ale wydawał się jeszcze bardziej kruchy. Czy ta landara zdoła wylądować na wodzie jak albatros? Już pierwsza fala zaleje kabinę, zamoczy skrzydła... chyba że podczas kompletnie martwej ciszy morskiej...
Helen już siadła z przodu. Wyjęła z Chłodu zapalnik, wetknęła w gniazdo na pulpicie.
- Jesteś pewna, że pchacze zadziałają? - zapytałem.
- Jestem.
- A szybowiec? Nie rozsypie się? To przecież eksponat muzealny.
- Nie wiem! Zrobiony dobrze i dbali o niego... ale nie wiem. Módl się do Siostry!
- A...
- Koniec! Milcz!
Wysuwając się przez uchylone drzwi, Helen popatrzyła na Luizę. Przeorysza stalą przy lewym skrzydle z płonącą pochodnią w ręku, niczym święta Diana, która chciała podpalić pod sobą stos.
- Gotowa?
Luiza w milczeniu skinęła głową, patrząc na Helen szalonymi oczami.
- Podpalaj! Ratuj Markusa!
Chłopiec, jakby usłyszał swoje imię, jęknął i słabo wyszeptał:
- Nie... zostawcie... ja tutaj...
Mówi szczerze czy nie? Już nic nie rozumiałem. Jeśli nie jest zręcznym intrygantem, to czemu wszyscy mu służymy? A jeśli żadne z nas nie jest mu drogie, to dlaczego martwi się o Luizę? Przecież moglibyśmy spełnić jego prośbę i zostawić go w Kryształowym Pałacu, gdzie lada moment wedrą się pretorianie...
Luiza podsunęła pochodnię do pchacza.
- Dalej, dalej się trzymaj, bo się spalisz! - krzyknęła Helen. - I od razu do drugiego...
Sznurek zapalił się, zaczął sypać iskry. Przeorysza wsunęła się pod wysoki brzuch maszyny, wyskoczyła z prawej strony, podsunęła pochodnię do kołyszącego się sznurka. Zauważyłem, że zapały są różnej długości, widocznie Helen specjalnie tak zrobiła, żeby oba pchacze zapłonęły jednocześnie.
Zapalił się drugi sznurek. Luiza opuściła rękę, tępo patrząc na biegnący do pchacza ogień... i nagle rzuciła pochodnię, skoczyła do kabiny, otworzyła drzwi.
- Odejdź! - krzyknęła Helen.
- Wpuść mnie! Będę trzymać, nie odlecisz, wbijesz się w ścianę! Wpuść mnie!
Oto święta siostra, oto śmierć męczeńska!
Wczepiona w kabinę Luiza była zdecydowana na wszystko. Na pewno starczyłoby jej sił, żeby przytrzymać kruchy szybowiec, nie pozwolić mu wzlecieć. Ale czy starczyłoby odwagi?
- Zmiłuj się, Panie... - powiedziała Helen, przesuwając się na swoim siedzeniu. Luiza w tej samej chwili siedziała obok niej, jedną ręką opierając o deskę przed sobą, drugą chwytając Helen za ramię. Ta nawet tego nie zauważyła. Pchacze zaryczały jednocześnie, szybowiec drgnął i Helen szarpnięciem przekręciła dźwignię, zapalając dwa ostatnie ładunki. Szybowiec sunął po wypastowanym parkiecie wprost do wyrwy.
Rozdział czwarty,
w którym Helen znowu demonstruje cuda swojego kunsztu, ale to, co robi Markus, przechodzi wszystko
Ileż to już razy widziałem, co robi z ludźmi pragnienie życia, a ciągle nie mogę przestać się dziwić. Zrezygnowanie z siebie, złożenie siebie w ofierze, męczeństwo - to się zdarza w żywotach świętych i bajkach dla dzieci. A w życiu bardzo rzadko, zazwyczaj w szale walki, w ataku wściekłości. Wtedy prosty żołnierz, który nie ma za sobą ani starożytnego rodu, ani szlachectwa, kładzie się piersią na kulomiot, torując drogę towarzyszom. Wtedy ludzie wbiegają do płonących budynków, skaczą w odmęty, z uśmiechem idą na szafot. Wściekłość! Wściekłość i nienawiść - tylko one tworzą prawdziwe męczeństwo.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zimne brzegi»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.