Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi
Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zimne brzegi
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
W żadnym jeszcze boju „Synowi Gromu” nie zadano tak błyskawicznego i potwornego ciosu!
I jeśli do tej chwili byliśmy po prostu zbiegłymi przestępcami, to teraz nasze imiona będą przeklęte na wieki wieków.
Mark trząsł się, gdy w końcu wciągnąłem go do kabiny. Twarz chłopca była czerwona, oczy miał jak królik. To wiatr, nieźle go tam chłostało... Jak mu się w ogóle udało wypowiedzieć Słowo?
- Żyjesz? Mark? - objąłem go, nagle rozumiejąc, co on przeżył. - Mark!
Otworzył usta, próbując coś powiedzieć.
- Miałam rację! Znowu ledwie się słucha sterów! - krzyknęła Helen - i wieje! Z księciem w podłodze leciało się znacznie lepiej!
Czy ona zwariowała?
Helen odwróciła się i popatrzyła na Marka. I zrozumiałem, że po prostu stara się go rozruszać.
- Nie zgadzam się - powiedział szybko Mark. Głos miał zachrypnięty, ale twardy, nawet ironiczny. - Sama właź, a ja będę sterował.
- Zuch - powiedziała ze zdumieniem Helen. - Jaki z ciebie zuch... Mark... dziękuję.
Chłopiec odwrócił się, popatrzył na oddalający się liniowiec. Odezwał się ze smutkiem:
- Jaki tam ze mnie zuch... własny liniowiec okaleczyłem... i pewnie ludzie zginęli... Byłbym jego kapitanem, po osiągnięciu pełnoletności...
Luiza patrzyła na Marka z tak rozanieloną miną, jakby chciała polizać go po policzku, niczym wierny pies.
- Myślałem, że straciłeś przytomność - powiedziałem. - Zupełnie ucichłeś.
Mark zawahał się, jakby nie wiedząc, czy warto o tym mówić.
- Ilmar... tam... tam jest pięknie. Najpierw patrzyłem do tyłu, oczu tak nie smagało wiatrem. Niebo, wyspa, morze, ogon szybowca, jakieś małe wysepki.
- Farallone - powiedziała Luiza. - Cudowny twór Pana...
Chłopiec posłusznie skinął głową i ciągnął:
- I wszystko do góry nogami. Straszne i piękne. Nie myślałem, że tak może być.
Spojrzałem na dziurę pod nogami.
- Nie. Nie wejdę tam, zresztą i tak mnie nie utrzymasz
- Nie utrzymam - Mark potarł tyłek, skrzywił się. - Ale z ciebie drań, Ilmar. Teraz nie będę mógł usiąść.
- Spokojnie, siądziemy wszyscy - odezwała się Helen. - Oderwaliśmy się od pościgu, i to jest najważniejsze.
Odwróciłem się i zacząłem wypatrywać w niebie szybowców. Niełatwo było patrzeć pod słońce. Wydawało mi się, że widzę jakiś biały punkt, ale równie dobrze mógł to być ptak albo muszka w oku.
- Nie ma nikogo - zauważyła Helen. - Oba szybowce przykryło. Skrzydła zniszczyło, ale kabiny chwała Bogu całe... zanim wytoczą nowe, zanim oczyszczą pokład...
Skąd ona wie, co ja robię? Zerknąłem na nią podejrzliwie i dopiero teraz zauważyłem malutkie lustereczko na desce z przyrządami. Ciekawe, czy wszyscy awiatorzy takie mają czy tylko kobiety?
- Przepraszam, Mark. Myślałem, że straciłeś przytomność. Szczypałem z całej duszy.
- Dobrze już, co tam...
Nie wiem, o ile lepiej leciał szybowiec z Markiem w podłodze kabiny. Moim zdaniem teraz też szedł równo, nawet równiej niż falcon.
Szum pchaczy zaczął cichnąć, Helen westchnęła i pociągnęła dźwignię. Pchacze, już wypalone, poleciały w dół nie tak efektownie jak poprzednia para. Szybowiec wzbił się nieco wyżej.
- Dociągniemy? - zapytałem.
- Mam nadzieję. We trójkę dolecielibyśmy na pewno.
Luiza nic nie powiedziała, tylko zbladła, jakby czekając, że zaraz poprosimy ją, żeby wyskoczyła. Popatrzyłem na majaczący z przodu brzeg i pomyślałem, że dolecimy. Odległość w sumie nieduża, nie lecimy przecież przez pół Mocarstwa...
- Wieje - powiedział posępnie Mark. Poruszał nogą nad dziurą w podłodze, jakby krótki lot głową na dół wyzwolił go z lęku wysokości. Zaczął zdejmować strój mniszki. Zerknął na Luizę i wyjaśnił: - To nie męski striptiz, po prostu nie mogę już w tym dłużej chodzić.
Mężczyzna...
Po chwili zatkał dziurę w podłodze zwiniętą w kłębek suknią i skulił się. Został w samych pantalonach i koszulce.
- Jak chcesz, to ściągnij ze mnie kurtkę - zaproponowała Helen.
- Nie trzeba, mam ze sobą stare ubrania.
- Aha. Jasne. Nie stracisz przytomności, jak znowu sięgniesz w Chłód?
Mark zamyślił się, jakby wsłuchując się we własny organizm.
- Nie, chyba w porządku. Po tej ścianie... tak jakbym wszedł na górę i teraz już łatwiej.
Sięgnął w nicość, wzdrygając się gdy przez kabinę przeleciał lodowaty wietrzyk.
- Uważaj, głupcze! - zaklęła Helen. - Proszę mi wybaczyć, książę...
Szybowiec zatańczył w powietrzu i uspokoił się.
- Już nie będę.
Mark oparł się o moje ramię, zaczął wkładać spodnie. Pomogłem mu, w malutkiej przestrzeni kabiny każde działanie przemieniało się w akrobacje.
- Markus... - powiedziała w zadumie Helen. - Nauczyłeś się Słowa sam?
- Tak.
- Z księgi?
- Aha - chłopiec klapnął mi na kolana i zaczął zakładać koszulę. Koszula, w której przeszedł cały transport i ucieczkę ze Smutnych Wysp, była czysta i zacerowana. To pewnie zasługa Luizy.
- Pierwszy raz było trudno?
- Bardzo.
- Co mogłeś wziąć na Słowo? Najpierw?
- Pierścień. To prezent, kiedyś Władca...
Ciekawe stosunki panowały w Domu, jeśli rodzonego ojca nazywa Władcą...
- Nieważne. Potem było ci łatwiej?
- Tak, mogłem wziąć księgę i nóż, i zapalniczkę...
- Wszystko, co było osobiście twoje?
- Tak, ale miałem nie tylko to...
- Rozumiem - Helen zamilkła.
- Czemu pytasz, Nocna Wiedźmo?
- Markus, jestem dla ciebie awiatorem Helen albo hrabina Helen, albo po prostu Helen. Dobrze?
- Dobrze - odpowiedział z urazą Mark. - To o co chodzi?
- Twoja siła rośnie - wyjaśniła w zadumie Helen. - I to bardzo szybko. To nie jest charakterystyczne dla zwykłego Słowa. Czasem zdarza się, że dzieci, którym dają Słowo, nie od razu posiądą je w pełni, ale taki znaczący wzrost i w dodatku skokowy... Uczeni oszaleliby od takiej informacji...
Mark zamyślił się.
Ja też. Chyba zaczęło do mnie docierać, dlaczego Helen zdecydowała się jednak ratować Marka i zaatakować liniowiec.
- Teraz cicho, jest noszenie! - powiedziała Helen. Szybowiec krążył po spirali, nabierając wysokości. Luiza zaczęła się modlić. Trochę za późno się spostrzegła, teraz nie było już prawie niebezpieczeństwa... Szybowiec wytrzymał, uciekliśmy liniowcowi...
- Helen, gdzie będzie granica? - zapytał nagle Mark. - Co?
- Jaka granica? - zdenerwowała się Luiza. - Dokąd my lecimy?
- Nie o tym mówię - wyjaśnił cierpliwie Mark. - Mówię o sile mojego Słowa, o jego granicach!
- Czy Zbawiciel miał jakąś granicę? - odpowiedziała pytaniem Helen.
Szybowiec znowu wyrównał lot, leciał do brzegu. Teraz nie miałem już żadnych wątpliwości, że dolecimy.
- Helen... - powiedział cichutko Mark. Milczała, a chłopiec popatrzył na mnie. - Ilmar, boję się.
- Przecież lecimy spokojnie? Ty miałbyś się bać lotu! - Poklepałem go po ramieniu, objąłem.
- Nie lotu! Co wy wszyscy jesteście tacy... dosłowni?
- Siebie? - domyśliłem się.
- Słowa w sobie. I siebie w Słowie.
- Teraz już za późno na strach, Markus. Już przewróciłeś świat do góry nogami. - Helen prowadziła szybowiec szybko i instynktownie, jakby myślała o czymś innym. - Gdy przeczytałeś Prawdziwe Słowo, gdy uciekłeś, zabierając księgę, wtedy wybrałeś, kim będziesz.
- Helen! - Luiza podniosła głos. - Nie bluźnij!
- To ma być bluźnierstwo? - oburzyła się Helen. - Dość tego, siostro Luizo. Ja mówię prawdę. A jak chcesz, to powiem jeszcze więcej. Gdy zobaczyłam cię w hotelu, omal z wściekłości... dobrze, co tam. Sama wiesz, że w twoim świeckim życiu nie byłyśmy przyjaciółkami.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zimne brzegi»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.