Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

W żadnym jeszcze boju „Synowi Gromu” nie zadano tak błyskawicznego i potwornego ciosu!

I jeśli do tej chwili byliśmy po prostu zbiegłymi przestępcami, to teraz nasze imiona będą przeklęte na wieki wieków.

Mark trząsł się, gdy w końcu wciągnąłem go do kabiny. Twarz chłopca była czerwona, oczy miał jak królik. To wiatr, nieźle go tam chłostało... Jak mu się w ogóle udało wypowiedzieć Słowo?

- Żyjesz? Mark? - objąłem go, nagle rozumiejąc, co on przeżył. - Mark!

Otworzył usta, próbując coś powiedzieć.

- Miałam rację! Znowu ledwie się słucha sterów! - krzyknęła Helen - i wieje! Z księciem w podłodze leciało się znacznie lepiej!

Czy ona zwariowała?

Helen odwróciła się i popatrzyła na Marka. I zrozumiałem, że po prostu stara się go rozruszać.

- Nie zgadzam się - powiedział szybko Mark. Głos miał zachrypnięty, ale twardy, nawet ironiczny. - Sama właź, a ja będę sterował.

- Zuch - powiedziała ze zdumieniem Helen. - Jaki z ciebie zuch... Mark... dziękuję.

Chłopiec odwrócił się, popatrzył na oddalający się liniowiec. Odezwał się ze smutkiem:

- Jaki tam ze mnie zuch... własny liniowiec okaleczyłem... i pewnie ludzie zginęli... Byłbym jego kapitanem, po osiągnięciu pełnoletności...

Luiza patrzyła na Marka z tak rozanieloną miną, jakby chciała polizać go po policzku, niczym wierny pies.

- Myślałem, że straciłeś przytomność - powiedziałem. - Zupełnie ucichłeś.

Mark zawahał się, jakby nie wiedząc, czy warto o tym mówić.

- Ilmar... tam... tam jest pięknie. Najpierw patrzyłem do tyłu, oczu tak nie smagało wiatrem. Niebo, wyspa, morze, ogon szybowca, jakieś małe wysepki.

- Farallone - powiedziała Luiza. - Cudowny twór Pana...

Chłopiec posłusznie skinął głową i ciągnął:

- I wszystko do góry nogami. Straszne i piękne. Nie myślałem, że tak może być.

Spojrzałem na dziurę pod nogami.

- Nie. Nie wejdę tam, zresztą i tak mnie nie utrzymasz

- Nie utrzymam - Mark potarł tyłek, skrzywił się. - Ale z ciebie drań, Ilmar. Teraz nie będę mógł usiąść.

- Spokojnie, siądziemy wszyscy - odezwała się Helen. - Oderwaliśmy się od pościgu, i to jest najważniejsze.

Odwróciłem się i zacząłem wypatrywać w niebie szybowców. Niełatwo było patrzeć pod słońce. Wydawało mi się, że widzę jakiś biały punkt, ale równie dobrze mógł to być ptak albo muszka w oku.

- Nie ma nikogo - zauważyła Helen. - Oba szybowce przykryło. Skrzydła zniszczyło, ale kabiny chwała Bogu całe... zanim wytoczą nowe, zanim oczyszczą pokład...

Skąd ona wie, co ja robię? Zerknąłem na nią podejrzliwie i dopiero teraz zauważyłem malutkie lustereczko na desce z przyrządami. Ciekawe, czy wszyscy awiatorzy takie mają czy tylko kobiety?

- Przepraszam, Mark. Myślałem, że straciłeś przytomność. Szczypałem z całej duszy.

- Dobrze już, co tam...

Nie wiem, o ile lepiej leciał szybowiec z Markiem w podłodze kabiny. Moim zdaniem teraz też szedł równo, nawet równiej niż falcon.

Szum pchaczy zaczął cichnąć, Helen westchnęła i pociągnęła dźwignię. Pchacze, już wypalone, poleciały w dół nie tak efektownie jak poprzednia para. Szybowiec wzbił się nieco wyżej.

- Dociągniemy? - zapytałem.

- Mam nadzieję. We trójkę dolecielibyśmy na pewno.

Luiza nic nie powiedziała, tylko zbladła, jakby czekając, że zaraz poprosimy ją, żeby wyskoczyła. Popatrzyłem na majaczący z przodu brzeg i pomyślałem, że dolecimy. Odległość w sumie nieduża, nie lecimy przecież przez pół Mocarstwa...

- Wieje - powiedział posępnie Mark. Poruszał nogą nad dziurą w podłodze, jakby krótki lot głową na dół wyzwolił go z lęku wysokości. Zaczął zdejmować strój mniszki. Zerknął na Luizę i wyjaśnił: - To nie męski striptiz, po prostu nie mogę już w tym dłużej chodzić.

Mężczyzna...

Po chwili zatkał dziurę w podłodze zwiniętą w kłębek suknią i skulił się. Został w samych pantalonach i koszulce.

- Jak chcesz, to ściągnij ze mnie kurtkę - zaproponowała Helen.

- Nie trzeba, mam ze sobą stare ubrania.

- Aha. Jasne. Nie stracisz przytomności, jak znowu sięgniesz w Chłód?

Mark zamyślił się, jakby wsłuchując się we własny organizm.

- Nie, chyba w porządku. Po tej ścianie... tak jakbym wszedł na górę i teraz już łatwiej.

Sięgnął w nicość, wzdrygając się gdy przez kabinę przeleciał lodowaty wietrzyk.

- Uważaj, głupcze! - zaklęła Helen. - Proszę mi wybaczyć, książę...

Szybowiec zatańczył w powietrzu i uspokoił się.

- Już nie będę.

Mark oparł się o moje ramię, zaczął wkładać spodnie. Pomogłem mu, w malutkiej przestrzeni kabiny każde działanie przemieniało się w akrobacje.

- Markus... - powiedziała w zadumie Helen. - Nauczyłeś się Słowa sam?

- Tak.

- Z księgi?

- Aha - chłopiec klapnął mi na kolana i zaczął zakładać koszulę. Koszula, w której przeszedł cały transport i ucieczkę ze Smutnych Wysp, była czysta i zacerowana. To pewnie zasługa Luizy.

- Pierwszy raz było trudno?

- Bardzo.

- Co mogłeś wziąć na Słowo? Najpierw?

- Pierścień. To prezent, kiedyś Władca...

Ciekawe stosunki panowały w Domu, jeśli rodzonego ojca nazywa Władcą...

- Nieważne. Potem było ci łatwiej?

- Tak, mogłem wziąć księgę i nóż, i zapalniczkę...

- Wszystko, co było osobiście twoje?

- Tak, ale miałem nie tylko to...

- Rozumiem - Helen zamilkła.

- Czemu pytasz, Nocna Wiedźmo?

- Markus, jestem dla ciebie awiatorem Helen albo hrabina Helen, albo po prostu Helen. Dobrze?

- Dobrze - odpowiedział z urazą Mark. - To o co chodzi?

- Twoja siła rośnie - wyjaśniła w zadumie Helen. - I to bardzo szybko. To nie jest charakterystyczne dla zwykłego Słowa. Czasem zdarza się, że dzieci, którym dają Słowo, nie od razu posiądą je w pełni, ale taki znaczący wzrost i w dodatku skokowy... Uczeni oszaleliby od takiej informacji...

Mark zamyślił się.

Ja też. Chyba zaczęło do mnie docierać, dlaczego Helen zdecydowała się jednak ratować Marka i zaatakować liniowiec.

- Teraz cicho, jest noszenie! - powiedziała Helen. Szybowiec krążył po spirali, nabierając wysokości. Luiza zaczęła się modlić. Trochę za późno się spostrzegła, teraz nie było już prawie niebezpieczeństwa... Szybowiec wytrzymał, uciekliśmy liniowcowi...

- Helen, gdzie będzie granica? - zapytał nagle Mark. - Co?

- Jaka granica? - zdenerwowała się Luiza. - Dokąd my lecimy?

- Nie o tym mówię - wyjaśnił cierpliwie Mark. - Mówię o sile mojego Słowa, o jego granicach!

- Czy Zbawiciel miał jakąś granicę? - odpowiedziała pytaniem Helen.

Szybowiec znowu wyrównał lot, leciał do brzegu. Teraz nie miałem już żadnych wątpliwości, że dolecimy.

- Helen... - powiedział cichutko Mark. Milczała, a chłopiec popatrzył na mnie. - Ilmar, boję się.

- Przecież lecimy spokojnie? Ty miałbyś się bać lotu! - Poklepałem go po ramieniu, objąłem.

- Nie lotu! Co wy wszyscy jesteście tacy... dosłowni?

- Siebie? - domyśliłem się.

- Słowa w sobie. I siebie w Słowie.

- Teraz już za późno na strach, Markus. Już przewróciłeś świat do góry nogami. - Helen prowadziła szybowiec szybko i instynktownie, jakby myślała o czymś innym. - Gdy przeczytałeś Prawdziwe Słowo, gdy uciekłeś, zabierając księgę, wtedy wybrałeś, kim będziesz.

- Helen! - Luiza podniosła głos. - Nie bluźnij!

- To ma być bluźnierstwo? - oburzyła się Helen. - Dość tego, siostro Luizo. Ja mówię prawdę. A jak chcesz, to powiem jeszcze więcej. Gdy zobaczyłam cię w hotelu, omal z wściekłości... dobrze, co tam. Sama wiesz, że w twoim świeckim życiu nie byłyśmy przyjaciółkami.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x