Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Staliśmy obok nieco zdeformowanej, ale ogólnie całej maszyny. Patrzyliśmy na siebie. Przejście od rozhisteryzowanego, wypełnionego desantem Miraculous do tego sielskiego krajobrazu było zbyt gwałtowne.

- Ludzie idą - powiedziała w zadumie Luiza.

Odwróciłem się szybko, ale to były tylko dwie chłopki, chyba te, które zbierały pomarańcze na plantacji.

- Pomów z nimi, siostro - poprosiła Helen. - Zapytaj, jak mamy się stąd dostać... dokądkolwiek. Do dowolnego miasta, w którym jest stacja dyliżansów.

- Dobrze... siostro...

No proszę. Co za pojednanie!

Usiadłem na piasku, zdjąłem buty, wytrząsnąłem z nich kamyczek, który wpadł nie wiadomo kiedy. Z rozkoszą rozmasowałem stopy. Zdrętwiały, a przecież lecieliśmy niewysoko i całkiem krótko...

- Helen - Mark nie odrywał od niej wzroku. - Co miałaś na myśli? No, mówiąc o mnie i o Słowie?

- Nic szczególnego, że zebrało się nam ciekawe towarzystwo.

Mark patrzył podejrzliwie na Helen, ale z jej twarzy trudno było cokolwiek odczytać.

- Aha. Dzięki, że wzięliście siostrę Luizę. Pomogła mi, nie można jej było porzucić.

- Oczywiście, Markus.

O dziwo, ten przypływ dobroci nie onieśmielił Markusa. Chłopiec przestąpił z nogi na nogę, spojrzał na Luizę, która uczyniła znak świętego słupa nad pochylonymi chłopakami, i powiedział:

- Odejdę na chwilę, dobrze?

- Dokąd? A... oczywiście.

Mark poszedł brzegiem, skręcając za trzciną

- Żeby tylko nie uciekł - wymamrotałem.

- Nie sądzę. Dołącz do niego, jeśli się boisz.

- Wolę tu posiedzieć. Poskręcało mnie w tym szybowcu.

- Niewygodne siedzenia - przyznała Helen, siadając obok.

- Powiedz... jesteś pewna...

- Czego?

- Tego, co powiedziałaś o Markusie? Czy on - przełknąłem ślinę, dodając sobie odwagi, - jest mesjaszem?

Nocna Wiedźma milczała.

- To tylko chłopiec - rozmyślałem na głos. - Szlachetnie urodzony, ale w sumie całkiem zwyczajny...

- Aha, właśnie poleciał w krzaki.

- Helen, ja mówię poważnie.

- Nie wiem, Ilmar. Oczywiście, na razie nie jest Zbawicielem. Ale co będzie później? Gdy Słowo w nim urośnie? Zbawiciel też początkowo był tylko człowiekiem, nie różniącym się od innych. W każdym razie na pozór.

- Ja też tak myślę - powiedziałem z ulgą. - Może stać się mesjaszem. Ale na razie to tylko chłopiec...

- A może się nie stać - oznajmiła w zadumie Helen. - Ale wiesz, najważniejsze to liczyć, że stanie się to, co najlepsze.

- Znowu bluźnisz.

- Bóg sądzi za czyny, nie za słowa.

- Już na wyspie to zrozumiałaś? I dlatego postanowiłaś go zabrać?

- Nie, Ilmar, wtedy jeszcze niczego nie zrozumiałam. Chwyciła mnie złość, gdy zobaczyłam, że szybowiec płonie, a pretorianie wysypują się na brzeg. Wiesz... postanowiłam, że nawet jeśli nie uciekniemy, to przynajmniej nie dostaną Markusa. A jeśli uda się nam uciec - to teraz już lepiej z nim. Skoro Władca zdecydował się własną wyspę brać szturmem, nikogo o tym nie uprzedzając - to nie ma co liczyć na pobłażliwość.

- No, zwłaszcza teraz.

- Szkoda każdego słowa - uśmiechnęła się posępnie Helen. - Ale atak był piękny. A gdy Markus zrzucił ścianę na pokład... bajka a nie walka. Chłopaki ocenią.

- Co takiego?

- Nie mówię, że wybaczą. Ale taki manewr zachwyciłby każdego awiatora. Bez względu na to, kto go przeprowadził: Chińczyk, Rosjanin, czy dziki Maj... Popatrz tylko, wraca!

Markus rzeczywiście szedł z powrotem. Poczułem ulgę - spodziewałem się, że cała historia powtórzy się od początku. Helen pomachała mu ręką.

- Zdjęłabyś swoje łubki - skinąłem na owinięte przedramię. - Przecież powiedziałaś, że tam nic nie ma.

- Dlaczego nic? Coś niecoś jest - Helen uśmiechnęła się. - Poza tym, mnie nie przeszkadza, a w innych wzbudza współczucie. A oto i Luiza... jednocześnie się uwinęli!

Siostra Luiza i książę Markus wracali razem. Przeorysza wyglądała na zadowoloną.

- Dobre wieści! Pięć kilometrów stąd jest trakt, gdzie można wsiąść do dowolnego przejeżdżającego dyliżansu. Chodzą często i miejsca zazwyczaj są. Trzeba minąć wioskę, tam, za laskiem...

- Dobrze. Gdybyśmy jeszcze mogli jakoś zamaskować Markusa - powiedziała w zadumie Helen.

- Nie założę sukienki! - żachnął się chłopak. - Wystarczy!

- Nie powtarza się dwa razy tego samego fortelu - zgodziłem się. - Ale to nie jest jedyny sposób. Można wstąpić do wioski... bez Markusa... kupić tam trumnę, na pewno miejscowi stolarze mają gotowe...

- W trumnie też nie pojadę.

Mark zaczął się stawiać. Może wyczuł, że nasz stosunek do niego gwałtownie się zmienił.

- Nie da rady - zgodziła się z nim Helen. - W żadnym dyliżansie nie zgodzą się przewieźć trumny. I w ogóle, za dużo kłopotu.

- Skrzynia - nie dawałem za wygraną. Ciągle miałem w pamięci rozwieszone w całym Mocarstwie plakaty. Twarz Marka jest wyrazista, łatwo ją zapamiętać...

- Czas, Ilmar. Czas. Będziemy musieli iść szybko, liniowiec już rozpala kotły, lada moment ruszy. A, nie, musi jeszcze zabrać pretorianów... no to mamy ze trzy godziny.

Westchnąłem. Miała rację. Ukrywając Marka w skrzyni, nie mielibyśmy swobody manewru.

- Dobrze. W takim razie pora przypomnieć sobie stare sztuczki.

- Jakie? - zapytał podejrzliwie Mark.

- Jak rózgą pyskowania oduczyć! - krzyknąłem. I osłupiałem. Przecież nie na małego włóczęgę krzyczę, nawet nie na księcia, tylko... tylko?

Na przyszłego mesjasza?

Ale Mark, o dziwo, przycichł i nie zadawał więcej pytań. Oglądając się na szybowiec, poszliśmy w stronę lasu.

- Może go podpalić? - zaproponowałem. - Spłonąłby szybko. Mniej śladów.

- I tak nas chłopi widzieli - machnęła ręką Helen. - Zresztą, ja nie mogę. Tak dobrze nam posłużył. To tak jakby zarżnąć starego konia bojowego... nie mogę...

To, co niepokoiło mnie najbardziej, to niezwykłość naszego towarzystwa. Załóżmy, że nadal jestem człowiekiem z artystycznej bohemy i wracam z Miraculous. Zdarza się. Helen - przecież nie wyrzuci munduru! - również mogła tam bawić. Luiza w stroju mniszki... też nic nadzwyczajnego. Mark, chłopiec może nie szlachetnie urodzony, ale z porządnej rodziny - zdarza się.

Ale nie wszyscy razem!

W ten sposób chemicy biorą najzwyklejsze pierwiastki, łączą je i powstaje taka wybuchowa mieszkanka, że daj Boże! Nasz widok zdumiałby każdego przechodnia. A jak przechodzień przyjrzy się Markowi - podniesie alarm.

Z drugiej strony nie chciałem, żebyśmy się rozdzielali. Podobne sztuczki zawsze kończą się tak samo - jednego łapią i on, z własnej woli albo torturowany, wydaje pozostałych. Tym bardziej że Helen nigdy się nie ukrywała. W pomysłowość Luizy nie wierzyłem tym bardziej.

Musieliśmy sprawić, by nasza kompania stała się zwykła, banalna, nie zwracająca uwagi. Wszystko po drodze obmyśliłem i nawet zacząłem się uśmiechać do swojego planu. Nikomu się mój pomysł nie spodoba, ale innego wyjścia nie ma.

Zatrzymaliśmy się na brzegu zagajnika, gdzie płynął mały strumyczek. Woda akurat się przyda. Obejrzałem swoją drużynę i uświadomiłem sobie, że wszyscy czekają na moją decyzję. Wprawdzie Helen była sławnym awiatorem, Mark władczym arystokratą, a Luiza niezwykle upartą mniszką, ale ja byłem tu jedynym mężczyzną...

- Otóż tak - oznajmiłem, powstrzymując się od odchrząknięcia i nadania głosowi dowódczego tonu. - Mam pewien plan. Ale najpierw obiecajcie, że się na niego zgodzicie!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x