Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Helen, czy pozwolisz...

- Rób, co uważasz za słuszne - powiedziała twardo, choć z lekkim niepokojem.

Wziąłem do ręki naszywki awiatora na krótkim rękawie kostiumu - lecący orzeł z mieczem w szponach...

I odprułem.

Helen krzyknęła, jakbym odcinał jej kawałek ciała, aż Mark i Luiza się odwrócili. Odpruć oficerowi dystynkcje - wstyd i hańba. Tylko wojenny trybunał może coś podobnego uczynić. W oczach Helen zapłonęła wściekłość.

- Tylko mnie nie zabij swoim zapalnikiem - powiedziałem. - Helen, zrozum, nie możesz wyglądać na awiatora...

- A na kogo? Na zdegradowanego awiatora?

- Na kobietę w stroju awiatora! W ubraniu podobnego kroju. Tak się teraz chodzi, półwojskowe stroje są w modzie! Szczególnie na zabawach.

Mówiąc to, odsuwałem się od Helen, przygotowany, że wyciągnie z Chłodu kulomiot albo elektryczny zapalnik. Dobrze, że poprosiłem, aby zdjęła opaskę, bo sztylet byłby teraz nie w moim ręku, lecz w moim boku...

Uspokoiła się. Zerknęła na ramię.

- Dawaj dalej...

- Naprawdę pozwalasz? - zapytałem ostrożnie.

- I tak już zasłużyłam na dwanaście trybunałów. Wykonujesz wyrok, który i tak by zapadł. Pracuj, złodzieju! Nie ma czasu!

Przerabiając mundur awiatora w fantazyjny ubiór młodej, postrzelonej damulki, czułem się niezbyt pewnie. Ale Helen znosiła to ze spokojem, nawet dawała rady. I gdy po kwadransie skończyłem - rezultat przeszedł wszelkie oczekiwania.

Jaki awiator? Jaka bohaterka karpackiej wojny?

Żoneczka dobrze prosperującego kupca albo szlachetki. Amatorka bali, siląca się na ekstrawagancki wygląd, z braku prawdziwego majątku i gustu. Tej akurat nieźle wyszło...

- Doskonale - powiedziałem, chowając kindżał. - Od razu widać, że nic groźniejszego od wałka w ręku nie trzymałaś. Konno jeździsz tylko bokiem, boisz się statków, nie mówiąc o szybowcach...

- Zadowolony? - zapytała zjadliwie Helen.

- Oczywiście. Teraz moja kolej.

Nieznany rzeźbiarz przestał istnieć. Zostawiłem sobie koszulę i spodnie, resztę garderoby rzuciłem w krzaki, ku radości jakiegoś nieznanego mi włóczęgi. Musiałem jakoś ukryć kulomiot pod koszulą, ale nawet to się udało. Nad swoją twarzą odrobinę popracowałam kosmetykami - kryjąc cienie pod oczami i zmarszczkę na czole.

- Ale wyglądamy... jakbyśmy wyszli na spacer - zauważyła Helen.

- O to właśnie chodziło. Teraz zajmiemy się Markusem.

Chłopiec, który skończył już pomagać Luizie, popatrzył na mnie czujnie.

- Twój pomysł z przebraniem był dobry - powiedziałem. - Nie bój się, nie będziemy tego powtarzać. Co w pierwszej kolejności zwróci uwagę strażnika... albo uważnego człowieka, pragnącego rozpoznać zbiega? Pamiętaj, że ów człowiek cię nie zna.

- Płeć - powiedział posępnie Mark.

- Oczywiście. Umysł łowcy nagród działa jak sito. On może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale połowę od razu odsiewa z powodu innej płci. A później? Wpatrywanie się w rysy twarzy to niełatwe zajęcie.

- Wiek? - podsunął niepewnie Mark.

- Tak jest.

- Nie możesz sprawić, żebym był starszy albo młodszy!

- Nie mogę. Ale mogę sprawić, że będziesz wyglądał na młodszego, niż jesteś... zdejmuj spodnie i koszulę. Helen, Luizo, zajmijcie się jego ubraniem. Spodnie mają być krótkie, koszula - z koronkami. Weźcie te, które odprułem od munduru.

Kobiety popatrzyły na siebie.

- I to pomoże? - zapytała sceptycznie Helen.

- Nie tylko to, Markus!

Chłopiec pokornie poszedł ze mną do strumienia. Zanurzyłem jego głowę w wodzie, rozczochrałem mokre włosy. Wprawdzie nie dało się zawinąć ślicznych loczków, ale chłopak włosy miał miękkie, coś niecoś powinno się udać.

- Mam prawie trzynaście lat - prychnął Mark. - Będę głupio wyglądał w krótkich spodenkach!

- Nawet teraz wyglądasz na półtora roku mniej - oznajmiłem bezlitośnie. - A będziesz wyglądał na dziesięć.

- Co?

- Zaufaj mi.

Dlaczego nigdy nie można wykrzesać z ludzi odrobiny wdzięczności? Tworzyłem właśnie arcydzieło charakteryzacji, a Mark siedział z tak zbolałą miną, jakby wpadł w łapy dzikusów i czekał na tortury.

- Malarz, którego sztych ozdabia każdą prawie ścianę, nieco ci pochlebił - powiedziałem przeglądając kosmetyki. - Twarz oddał wiernie, nie było potrzeby kłamać. Ale zrobił szersze ramiona, bardziej władczy podbródek... Narysował cię tak, jakbyś był starszy... To dobrze. Wszyscy będą szukać mocnego nastolatka. A zobaczą małego chłopczyka...

Tusz. Cienie. Kredka.

Mark i tak miał duże oczy, a ja jeszcze pokreśliłem tę cechę. Z tyłu Luiza i Helen przeklinając mnie, moje szalone pomysły, dziecięce fasony i dzieci w ogóle oraz brak narzędzi krawieckich, przerabiały ubranie księcia.

Pomadka. Krem tonujący. Puder.

Nie miałem zamiaru wymalować Marka jak komedianta czy klauna w cyrku, tylko nieco podkreślić dziecięce rysy, wydobyć resztki dzieciństwa, nadal żyjące w jego twarzy. To było najtrudniejsze - w końcu nie jestem zawodowym charakteryzatorem, tylko amatorem. Ech, gdyby tu była gruba Julia z Wenecji! Albo Beetle Juice z Hamburga! To był mistrz nad mistrze! Słynny i wśród przestępców, i wśród znamienitych dam. Gdy raz do roku zjeżdżają się w Hamburgu wszyscy jarmarczni zapaśnicy, aby w uczciwej walce wyłonić prawdziwego zwycięzcę, też się bez niego nie obejdzie. Wyzywający makijaż nie jest zapaśnikowi potrzebny, ale podkreślenie rysów twarzy - tak, żeby z trybun było lepiej widać - to się zawsze przydaje.

Zacząłem opowiadać Markowi o turniejach w Hamburgu, żeby choć na chwilę oderwać jego myśli od moich poczynań. Pomogło. Mark, jak każde dziecko, lubił podobne opowieści.

- I tam wyłaniają prawdziwego zwycięzcę? Tego, który rzeczywiście jest najsilniejszy?

- Oczywiście, że nie. Turnieje nigdy nie pokazują prawdziwej siły. W Hamburgu występują ci zapaśnicy, którzy nie mają prawdziwej siły, ale cieszą się uznaniem publiczności. Takie właśnie jest życie, śmiesznie byłoby szukać w nim prawdziwej prawdy.

- To co robić?

- Żyć. Czas wszystko pokaże. Odwróć się.

Wysmarowałem dłonie brylantyną i jeszcze raz przejechałem po włosach Marka.

Cofnąłem się o krok, zadowolony z efektu.

- Nie nadymaj policzków, Mark... Helen, Luiza, popatrzcie!

Kobiety przerwały dyskusję, która pewnie za chwilę przemieniłaby się w kłótnię. Popatrzyły na Marka.

- No i jak?

- A nie możesz go ucharakteryzować na niemowlaka? - spytała poważnie Helen. - Dziesięć lat, nie więcej! Wspaniale!

Obie kobiety zachowywały się tak, jakbym to nie wygląd chłopcu lekko zmienił, tylko dokonał prawdziwego odmłodzenia. Helen kontynuowała przesłuchanie:

- Dorosłych też tak umiesz zmieniać?

- Oczywiście. Właśnie z dorosłymi zazwyczaj pracowałem... każdy dobry złodziej powinien umieć zmieniać wygląd...

Zamilkłem. W ich oczach pojawił się niezdrowy błysk.

- Kobiety też tak można przeobrazić?

- Tak.

- A ile lat można odjąć? I jak się to robi? - włączyła się Luiza.

- No, najważniejsza rzecz to wypatrzyć dziecięce rysy, od nich iść. I żeby nie wpaść w karykaturę - skoczyłem do Marka i złapałem za już podniesioną rękę - chciał przygładzić włosy. - Nie waż się! Zapomnij, że masz głowę!

- Ilmar, a... - Luiza nie mogła się uspokoić. Wreszcie zrozumiałem, o co chodzi.

Wysoko urodzone damy nie umiały sobie poprawić twarzy, nie umiały tego, co umie pierwsza lepsza miejska dziwka!

- Potem, dobrze? Już i tak straciliśmy godzinę!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x