Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi

Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Nie o to chodzi - odpowiedział Mark. - Podniósł mnie tylko na sekundę. Władca... Władca jest słaby.

Chłopak uśmiechnął się.

Zrobiło mi się nieprzyjemnie od tego uśmiechu. Jeśli będę miał dzieci, nigdy nie podniosę żadnego za kark. Skoro tak reagują...

- Potem to sobie przypomniałem, gdy znalazłem księgę. No i...

- Jasne - powiedziałem. - Dobrze, Mark. Ja cię rozumiem.

Dyliżans jechał szybko i prawie nie trzęsło. Można by pomyśleć - rozkoszuj się drogą! W pierwszej klasie, znowu wyrwawszy się z łap pretorianów! A my siedzieliśmy jak na własnej stypie.

- Kościół boi się tego samego. Tak, Ilmar? - zapytała Helen.

- Chyba tak. Ale Kościół nie jest jednolity. Jedni chcą wykończyć Markusa razem z jego Słowem, inni - użyć Słowa według własnego uznania.

- I kto chce mnie zabić? - zapytał ostro Mark.

- Słudzy Zbawiciela - powiedziałem z wysiłkiem. Spojrzałem na Luizę, skinęła głową:

- Kiedyś myślałam, że to prawdziwe nieszczęście - że jedni bardziej czczą Siostrę a inni Zbawiciela. Bóg jest przecież jeden, dlaczego zwracać się do niego w różny sposób? Ale gdy porzuciłam świeckie życie... każdy sam decyduje, przez kogo chce słać błagania. Każdy sam decyduje, co dla niego ważniejsze - prawda, która przyszła od Boga, czy prawda zwrócona ku Bogu... Dobra twardość czy surowa łagodność. Tak już się złożyło. To pewnie wynika z natury człowieka. Nie na darmo Pan podzielił nas na kobiety i mężczyzn, prawda? Tylko... okazało się, że służenie Zbawicielowi jest trudniejsze. Przez cały czas wzywać do dobra, żądać dobra, wybijać dobro... czy słaba dusza może to wytrzymać? Stąd właśnie stosy, stąd krucjaty...

Luiza zamilkła, patrząc na nas z przestrachem. Amy milczeliśmy, wpatrując się w nią, i w naszych spojrzeniach było zakłopotanie. Każdy już zrozumiał - Helen dawno temu, Mark później, ja całkiem niedawno, co prezentuje sobą przeorysza Luiza, była baronowa.

Szczerze mówiąc, nie była zbyt błyskotliwa.

I usłyszeć z jej ust coś odkrywczego i - na pierwszy rzut oka - słusznego, było dziwne.

- Powiedziałam coś głupiego? - spytała Luiza półgłosem. Pewność siebie, która tak udatnie zastępowała jej bystrość umysłu, po raz pierwszy nie wystarczyła.

- Nie - tak samo półgłosem odpowiedziała Helen. - O to właśnie chodzi, że nie...

Teraz wszystko zależało od Luizy. Nie wytrzymam kolejnej kłótni!

Przeorysza zaśmiała się. Schowała twarz w dłoniach i kołysząc się, odwróciła od nas.

- Więc tak... więc okazuje się, że tak przykuwa się uwagę ludzi. Raz na sto lat powiedzieć coś mądrego?

Ani ja, ani Helen nie zaryzykowaliśmy odpowiedzi. Zrobił to za nas Mark:

- Całkiem nieźle ci wyszło.

Jego słowa rozładowały napięcie. Śmiech, który lada moment mógł przerodzić się w krzyk złości albo histerię - ucichł. Luiza westchnęła.

- Dobrze. Powiedziałam, co myślałam. Bracia w Zbawicielu cię zabiją, Markus, żeby nie dopuścić do świętokradztwa, żeby pogrzebać Prawdziwe Słowo na zawsze. Słowo należy wyłącznie do Zbawiciela, nie do ludzi. A bracia w Siostrze... im też lepiej nie wpadać w ręce. Kościół ma swoją władzę, swoją drogę. Nie warto dawać mu Słowa, na którym są wszystkie bogactwa świata.

- Masz rację, Siostro - powiedziała Helen. - Ale co my mamy zrobić? Ukrywać się przez całe życie, wędrować po dzikich ziemiach?

- To jedyne wyjście - oznajmiła twardo Luiza. Odniosłem wrażenie, że Helen się z nią nie zgadza, ale nic nie powiedziała.

Rozmowa ucichła sama z siebie. Przez jakiś czas siedzieliśmy w milczeniu, potem Mark zaczął się kręcić, położył się na kanapie i przysnął. Helen poszła za jego przykładem. Ja i Luiza trzymaliśmy się najdłużej, wyglądając przez okno, dopóki nie dotarł do mnie bezsens czuwania. Jeśli nawet zauważymy jakieś niebezpieczeństwo, to i tak będzie za późno na reakcję. Nawet z patrolem straży na drodze sobie nie poradzimy. Zresztą, jeśli dyliżans zacznie hamować, to i tak się obudzę.

Uspokojony tą myślą, położyłem się obok Markusa i niemal od razu zasnąłem. Luiza nadal siedziała - wyprostowana, surowa, skupiona.

Czy Zbawiciel miał w dzieciństwie taką opiekunkę?

Jeśli podróżujesz, szybko przyzwyczajasz się do spania w drodze. Na chłopskim wozie, w wątłym czółnie, w siodle. Jeśli często podróżujesz, to czasem nawet maszerując, śpisz mocniej niż w łóżku.

Na miękkiej kanapie, na równej drodze, w powozie z porządnymi resorami - woźnica nie kłamał - spało się jak na piernatach. Usypiające kołysanie dyliżansu, stukot kopyt... Może ci się coś przyśni - sny o domu to największa radość dla wędrowca.

Ale mnie przyśnił się koszmar.

Śniło mi się piekło.

Lodowata pustynia, bez końca i granic. Ciemne niebo bez gwiazd, z którego płynie słabe, szare światło. Zimno. Nie ma wiatru, nie ma nic, jakbym wzleciał na tę wysokość, o której mówiła Helen.

A przede mną słup. Drewniany siup, pokryty igiełkami szronu.

A na nim człowiek - przywiązany do słupa, ze związanymi z tyłu rękami. Skóra pokryta kruszynkami lodu, głowa uniesiona, jakby próbował po raz ostatni spojrzeć w niebo.

W puste, szare, wyblakłe niebo...

Zajęczałem, krzyknąłem ze strachu, chcąc zasłonić twarz rękami, wydrapać sobie oczy, żeby tylko nie wiedzieć, nie śmieć widzieć...

Obudziłem się.

Mój krzyk nie był głośniejszy od pisku myszy. Zobaczyłem przed sobą twarz Luizy. Czuwała, ale chyba tylko dlatego, że ja uniosłem głowę.

- Obudziłeś się, Ilmar?

Nie miałem siły odpowiedzieć. W milczeniu odsunąłem Markusa, który przez sen przytulił się do mojej piersi. Usiadłem.

- Koszmar? - domyśliła się Luiza.

Za oknami - ciemność, rzadkie światełka dalekich wsi. Przespałem cały dzień... w dyliżansie był ten sam szary mrok co w moim śnie.

- Zapal światło... - wykrztusiłem. - Światło...

Luiza pospiesznie wstała. Na ścianie była zamocowana malutka podróżna lampa, na półeczce obok leżały zapałki. Przeorysza zręcznie przejechała zapałką po półce, zapaliła knot. Światło rozpływało się tak samo leniwie jak w koszmarze. Może nadal śpię?

Spojrzałem na Marka - obudziły go moje ruchy.

- Uszczypnij mnie - poprosiłem.

- Z przyjemnością.

Z trudem udało mi się powstrzymać krzyk, za to poczułem ulgę.

- Co to, skrucha? Czy byłeś ciekaw, co czułem w szybowcu?

Pozostawiłem jego ironię bez odpowiedzi. Zerknąłem w okno - żadnego światełka - i zapytałem:

- Luiza, czy jechaliśmy przez cały czas?

- Stawaliśmy dwa razy. Ale tak mocno spałeś, że postanowiłam cię nie budzić. Co z tobą, Ilmar? Jesteś jakiś dziwny...

- Koszmar - powiedziałem po prostu. - Sen... niedobry.

- To nie opowiadaj - poprosiła Luiza, patrząc na Marka.

- Raczej przeciwnie... Czy możesz odpuszczać grzechy, siostro?

Luiza od razu się skupiła.

- W razie konieczności tak, bracie mój. Mów.

- Śniło mi się... - przełknąłem ślinę - śniło mi się piekło albo coś bardzo do niego podobnego - lodowata pustynia. Z nieba płynęło ciemne światło... było zimno...

- To nie grzech - wyjaśniła zaskoczona Luiza. - I nie znak z góry. Dawną kościelną bullą ustanowiono, że złe sny nic nie znaczą. Uspokój się i...

- I jeszcze śnił mi się Zbawiciel - odwróciłem wzrok.

- To raczej dobry znak...

- Śnił mi się Zbawiciel w piekle! - wykrzyknąłem.

Siostra Luiza przeżegnała mnie znakiem świętego słupa. Obudziła się Helen. Pewnie mój krzyk było słychać nawet w sąsiednich przedziałach...

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zimne brzegi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Трикс (авторский сборник)
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Участковый
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Именем Земли
Сергей Лукьяненко
Сергей Лукьяненко - Конкуренты
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
libcat.ru: книга без обложки
Сергей Лукьяненко
Отзывы о книге «Zimne brzegi»

Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x