Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi
Здесь есть возможность читать онлайн «Сергей Лукьяненко - Zimne brzegi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zimne brzegi
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zimne brzegi: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zimne brzegi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zimne brzegi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zimne brzegi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
- Helen, te dwadzieścia stalowych monet poszło prosto do kieszeni woźnicy. W takich wypadkach wszelkie wątpliwości ulatniają się błyskawicznie. Możemy jechać spokojnie. Pytanie tylko - dokąd?
Wzruszyła ramionami. Przylgnęła do okna, wpatrując się w niebo.
- Szukasz szybowca?
- Tak. Nie widać. I tak długo się trzymał, mistrz prowadził...
- W takim razie proponuję rozwiązać najważniejszą kwestię. Dokąd jedziemy? Zapłaciłem za drogę do Rzymu, ale czy warto pojawiać się w świętym miejscu - nie jestem pewien.
- Ja też nie - zgodziła się Helen.
Luiza, która zdążyła ochłonąć po upadku, energicznie pokręciła głową.
- Urbis już dawno utracił prawdziwą świętość, stając się jedynie symbolem wiary. Nie!
- Jednogłośnie... - zacząłem. - Wybacz, Mark. Twoje zdanie?
Mark zawahał się:
- Nie wiem. Rzadko wyjeżdżałem z Wersalu...
- A jednak?
- Lepiej nie jechać do Rzymu.
- Jednogłośnie - powtórzyłem. - Wysiądziemy gdzieś po drodze, na jakimś rozwidleniu.
- Neapol - zaproponowała Helen.
- Całkiem nieźle - skinąłem głową. - Mają tam pas dla szybowców?
- Kto mnie teraz puści do szybowca...
- Porwiemy.
W oczach Helen błysnął płomień. Odcięcie od nieba było dla niej straszniejsze niż gniew Domu i Kościoła.
- Można by...
- Ale to kwestie drugorzędne - ochłodziłem jej zapędy. - Pytanie brzmi: gdzie w ogóle chcemy się ukrywać? Stawki są zbyt wysokie, żeby zostać w Mocarstwie. Markus! Powiedz, gdy uciekałeś z Wersalu, miałeś konkretny plan?
- Chciałem wyjechać jak najdalej, urządzić się w jakiejś gildii jako uczeń, a później wstąpić na uniwersytet - odparł natychmiast.
- O Boże - pokręciłem głową. - Święta naiwności! Miliony dzieci w Europie pragną tego samego. Synowie chłopów, rzemieślników, zwykłych mieszczan... Myślałeś, że tobie się uda?
- Ja jestem mądrzejszy - odparł krótko Mark.
Ugryzłem się w język i skinąłem głową.
- Tak. Pewnie masz rację. Ten plan mógłby się powieść, gdyby nie było takiej obławy. Gdybyś był sam. A teraz nie jesteś sam i chcesz tego czy nie, jesteśmy bardzo mocno związani.
Chłopiec skinął głową.
- Helen?
- Proponuję wyjechać do Chin - odpowiedziała Helen. - To daleko. Tam może być praca... dla mnie. I Mocarstwo nigdy nie zacznie wojny z Chinami - nie chciałabym znaleźć się po stronie wroga.
- Niezły pomysł, ale... byłaś tam kiedyś?
- Nie.
- A ja byłem. To mądry naród. Wielki. Ale żyją według swoich zasad i obcemu człowiekowi bardzo trudno je przyjąć. Poza tym będziemy się bardzo wyróżniać, tu już żadna maskarada nie pomoże. Gdy do Chin dojdą słuchy o tym, co się stało - a dojdą na pewno - od razu nas pojmają. Wiem, że awiatorów uczyli wytrzymywać ból, ale w rękach chińskich mistrzów nawet posąg przemówi.
Helen milczała. Odwróciłem się do Luizy.
- Siostro przeoryszo?
- Myślę, że powinniśmy zaszyć się w głuszy... ale nie opuszczać Mocarstwa. - Luiza mówiła bardzo niepewnie. - Mimo wszystko tutaj najłatwiej nam się ukryć, prawda?...
Skinąłem głową. Rzeczywiście tak było.
- A co ty proponujesz, Ilmar? - zapytała gwałtownie Helen. - Jestem pewna, że masz gotowy plan.
- Oczywiście, Proponuję albo uciec do Rosji...
- Tak samo niebezpiecznie - zareagowała natychmiast Helen. - Rosyjski wywiad na pewno jest od dawna zorientowany w sytuacji. A ich oprawcy są bardzo utalentowani - to u nich tradycja. Wytrząsną z nas, wytrząsną z Marka. Znasz ich ulubione tortury? Syberyjski walonek - gdy nogi owijają ci szmatą, maczają w lodowatej wodzie i wystawiają na mróz; chan-dzwon, kiedy wsadzają cię pod wielki dzwon i zaczynają w niego nierytmicznie uderzać; jeżowe rękawice, chanowe siodło, właź do maszyny, brzózka...
Mark drgnął. Mnie też zrobiło się nieswojo. Zresztą wymieniłem Rosję tylko dlatego, żeby Helen miała co odrzucić.
- Dobrze, daruj sobie szczegóły, przekonałaś mnie. W takim razie pozostają kolonie.
- A to niezła myśl - skinęła Helen. - Jakie? Zachodnie Indie? Amazonia, Indie?
- Nie wiem. Musisz sama zdecydować. Nigdzie nie byłem.
- Problem nie w tym, jak dostać się miasta portowego - zastanawiała się Helen - tylko jak wsiąść na statek. Dom nie mógł zerwać wszystkich kontaktów - to już byłaby ostateczność. Ale kontrole w portach są pewnie takie... makijaż nam nie pomoże.
- Szkoda, że szybowce nie latają przez ocean.
Helen zaśmiała się gorzko.
- Jedziemy zatem do najbliższego portu - postanowiłem. - Nie, nie do najbliższego. Wystarczy Marsylia albo Nantes. Galowie to naród leniwy... i chciwy. Może uda się oszukać Straż.
- To wszystko? - oburzyła się Helen. - Sądzisz, że wszystko już omówiliśmy? Ilmar!
- Po pierwsze, nie ma właściwie czego omawiać. Nie wiemy, jakie kroki zrobił Dom. Jakie będą kontrole, jak nasilą się poszukiwania... Po drugie... lepiej nic na zapas nie ustalać.
- Dlaczego?
- Jeśli któreś z nas... wyłączając może Markusa... wpadnie w ręce straży - pozostali muszą uciekać. I lepiej, żeby złapany nie wiedział, dokąd uciekają. Wiesz, jakich mamy zdolnych katów? Brzózka i syberyjski walonek na pewno są straszne. A biała róża, czerwona róża, wenecjański grill, skrucha, miłość i krew?
Luiza złożyła ręce, zaczęła się modlić.
- Ty... Ty to wszystko przeżyłeś? - spytała stropiona Helen.
- Bóg uchował. Trzech takich tortur nikt nie przeżyje! A mówić zaczynasz po pierwszej, możesz mi wierzyć. Gdy wysyłali mnie na Smutne Wyspy... wszystko powiedziałem... no, prawie wszystko. Już po skrusze. A przecież nawet nie kaleczą ciała, nie zostawiają śladów. Tylko ból - taki, że przed oczami pojawia się czerwona płachta...
- Świat jest okrutny - powiedział cicho Mark. - Ilmar, ja słyszałem o tych wszystkich torturach jeszcze w Wersalu... tylko nie wiem, co to takiego.
- Lepiej, żebyś się nigdy nie dowiedział - objąłem Marka. - Sam byś ich błagał, żeby pozwolili ci wymówić Słowo i oddać świętą księgę...
- Nie! - krzyknął oburzony Mark.
- Tak. Nie wiesz, co znaczy prawdziwy ból.
Zapadła cisza, napięta, przeciągająca się cisza.
Kto tu znał ból, tortury i poniżenia?
Tylko ja.
Nawet słynne hartowanie awiatorów, któremu ich jeszcze w szkole poddają... wszystko to głupstwo. Jedna sprawa, gdy idziesz na to sam, gdy wiesz, że będą sprawdzać twoją dzielność, uczyć bólu... to zupełnie co innego, - gdy siedzisz w kamiennej ciemnicy i żadnego światełka, żadnej nadziei...
- Boje się - powiedział Mark. - Jeśli Władca... jeśli on pozna Prawdziwe Słowo...
Milczeliśmy, bojąc się powstrzymać ten przypływ szczerości.
- Kiedyś z nim rozmawiałem - powiedział Mark, patrząc w podłogę. - Ze trzy lata temu. Wtedy Władca powiedział, że byłbym dobrym księciem - prawdziwym. Gdybym tylko miał w sobie więcej okrucieństwa, a nie łagodności... jak mama.
Nie uważałem go ani za przesadnie łagodnego, ani za niedostatecznie okrutnego. Ale skąd miałbym znać miarki Domu?
- Nawet się starałem, już potem. Ale nie o to chodzi. Wtedy... Władca pokazał mi Słowo. Swoje. Wyjął kindżał... ten, który masz teraz ty, Ilmar. Podarował mi go, a potem nagle wziął mnie...
Mark zamilkł. Było mu nieprzyjemnie, i ja to rozumiałem.
- ...wziął mnie za kołnierz, podniósł i powiedział: „Gdybyż moje Słowo było Prawdziwym, Pierwotnym Słowem! Cały świat trzymałbym w garści, jak teraz ciebie, mały”.
- Nieprzyjemne - powiedziałem ostrożnie.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zimne brzegi»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zimne brzegi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zimne brzegi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.