Marina Diaczenko - Odźwierny

Здесь есть возможность читать онлайн «Marina Diaczenko - Odźwierny» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Odźwierny: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Odźwierny»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Pierwsza część cyklu fantasy Tułacze (Skitalcy). Odźwierny jest debiutem powieściowym Mariny i Sergieja Diaczenków i zarazem pierwszym tomem cyklu Tułacze, opowiadającego o ludziach błąkających się na pograniczu dwóch światów, realnego i nadprzyrodzonego. Wielki czarnoksiężnik traci wszystko: magiczną moc i miłość swego życia. Wystawiony zostaje na pokusy złowrogiej, diabolicznej potęgi, która pragnie przedostać się do ludzkiego świata. Za cenę odzyskania czarodziejskich zdolności miałby się stać tytułowym Odźwiernym, który otworzy wrota wymiarów i sprowadzi na świat niewyobrażalne zło. Czy wybierze drogę zemsty na tych, którzy go odrzucili i potępili? A może znajdzie w sobie dość sił, by oprzeć się demonicznej pokusie?…
Powieść została szybko zauważona i wyróżniona nagrodą Euroconu dla najlepszych europejskich fantastów roku

Odźwierny — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Odźwierny», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Najpierw ty.

Przymknął powieki i zobaczył Ziemię pędzącą w szalonym biegu. Ktoś tam ryczy ze strachu. Gorący wiatr niesie dziwną woń. Dziwny świat: bez słońca i światła, szarozielonkawy, jakby nierealny. I oddalony, lecz' narastający zgiełk, od którego włosy stają na głowie… Ten, który tak chętnie rzucał, biegnie jako pierwszy.

Chłopczyk biegnie na oślep, zdzierając głos w nieprzytomnym wyciu… Mokra koszula przykleiła się do chudych pleców, mokre kosmyki lepią się do karku. Pędzi, jakby był to ostatni bieg przed śmiercią i nigdy już nie miał śmiać się, pałaszować jedzenia i rzucać kamykami w gołębie.

Plączą się osłabione nogi, chociaż wcześniej były tak silne i chyże. Na pięty następuje mu jakiś cień. Coś go ściga i ogarnia. Mroczny cień, paraliżujący przerażeniem.

Krzyczy! Jak okropnie! Potyka się, upada, odwraca twarz zalaną łzami… Chrzęst kości. Głuchy, nieludzki dźwięk. To wszystko.

Wstrzymał oddech.

Rzeczywiście, wszystko?

Naturalnie można rozciągać dowolnie tę scenę.

Zaraz. Nie o to chodzi.

Widzę swoje odbicie w jasnych oczach wychodzących z orbit. Stałem się potworem. Ale chodzi o coś jeszcze innego…

Na pięty następuje mu jakiś cień. Coś go ściga i ogarnia. Krzyczy. I to jak krzyczy! Potyka się… Z kieszeni wypadają mu scyzoryk i lizak zawinięty w gałganek. Drży rączka zasłaniająca buzię. Przyklejone do czoła kosmyki mokrych włosów. Zgrabna, prawie niewidoczna łata, przyszyta przez troskliwą matkę. Krople potu na nosie. Blizna po oparzeniu na prawej dłoni. Pomagał babci w gospodarstwie i chwycił za rozpalony pogrzebacz. Brak jednego z przednich zębów. Bił się z chłopakiem z sąsiedztwa. Drewniana obrączka na małym palcu: prezent od dziadka.

Spójrz na niego. Spójrz na nich wszystkich. Opamiętaj się i przyjrzyj. Jacy są nieszczęśliwi. A ty jesteś bardziej winny od nich.

Ogarnęła go zimna złość, a zarazem skłaniające do rozmyślań zmęczenie. Jestem winny? Wobec kogo? Jeśli istotnie byłem czemuś winien, odpokutowałem to wielokrotnie. Prawda?

Cisza. Drzwi naprężają się i wyginają do środka, jakby były z gumy.

Jedna ogromna, nienawistna, wyjąca gęba.

Trzeba trochę podmuchać gorącym oddechem na zamarznięte okno. Przez odtajały otwór ujrzysz padający śnieg. Szybko marzną delikatne palce… Więdnie kwiatek w doniczce na parapecie.

Spójrzcie na pannę młodą. Różowe na białym. Różowe policzki, białe kaskady welonu…

Nasz chłopak już sam chodzi! Na razie stawia kroczki niepewnie, ale za parę dni…

Mamo, przyniosłem ci lizak z bazaru. Zawinąłem go w gałganek, żeby mnie nie kusiło go lizać. Proszę, weź!

Dziękuję, mój mały…

Mętne ludzkie morze, powódź nieczystości. Ziemia jest puchem marnym. Niewarta istnienia. Mocno się uderzyłeś? Gdzie cię boli? Jabłka spadają na trawę. Uznojone plecy pochylają się nad nimi.

Przyjdź jak najszybciej. Przygotuję wieczerzę.

Baju, baj, ogień się pali, spać idą duzi i mali…

Otwieraj, Marranie, otwieraj!

Sztaba drży w obręczach.

Spróbujcie mnie powstrzymać, zdrajcy!

Jestem przeklęty. Na wieki wieków. Powstrzymajcie mnie! Mglista pętla na martwej szyi. Gałęzie drzew oplatają lepką siecią wszystkie skrzydlate stworzenia. Ziemia wciąga jak bagno… Powstrzymajcie mnie.

Wydało mu się, że przesuwa sztabę z powrotem, a jego dłonie czynią to bez udziału woli. Zakrzyczał z całej siły i musnął głową płomień pochodni. Osmalił sobie włosy, lecz odzyskał władzę w rękach.

Zasuwa nie poddawała się. Wrota, uderzane z zewnątrz jakąś potworną siłą, gięły się niczym tekturowy karton. Ciągnąc ile miał mocy, Marran zdołał przesunąć sztabę zaledwie o włosek. Z drugiej strony rozległ się dźwięk jakby rozdzieranego płótna i zaraz potem głuchy ryk. Sztaba zatrzasnęła się.

Jeden dzień, jedna godzina, jeden człowiek: Odźwierny.

Cofnął się, zdyszany. Zdawało się, że Wrota za chwilę wylecą z zawiasów.

– Nie rób tego – zaszeptał. – Nie wyważaj drzwi. Nie czyń tego, zarazo! – krzyknął wściekle. – Wracaj tam, skąd przyszłaś! Mówię ci to ja, Ilmarranien!

Pochodnia strzeliła niesamowitym, białym płomieniem.

Przez szpary w ciężkich zasłonach przebił się słaby blask świtu. Gobelin, poszarpany przez szpadę Esta, zdążył w ciągu nocy zabliźnić większość nacięć.

Siedzieli w milczeniu wokół niskiego, okrągłego stolika. Pośrodku pokrytego magicznymi symbolami blatu leżał Amulet Wieszczbiarza.

Kiedy pokój wypełniło szare światło, zardzewiały łańcuch i skomplikowane wycięcie na niegdyś złotej płaszczyźnie medalionu stały się lepiej widoczne. Kastella wstała. Za jej przykładem poszedł Est, a po chwili także Lart. Mag chwiał się na nogach, wczepiony zakrzywionymi palcami w aksamitne oparcie fotela.

– Wolę walczyć na swoim terenie. Będę czekał na To w domu – oznajmił Est, na nikogo nie patrząc.

– A ty, Kastello? – zapytał Lart.

– Muszę do dziecka – odparła sztywno, jak lunatyczka.

– W porządku – powiedział Lart. – Żegnajcie zatem. Dziękuję ci, Kastello, że przełamałaś wrogość i przyszłaś do mnie. Dzięki ci, Alu, że nic teraz nie mówisz, chociaż uważasz, że jestem wszystkiemu winien. Żegnajcie.

Nie musiałem ich odprowadzać, gdyż w jednej chwili znaleźli się w przedpokoju.

Lart ciężkim krokiem zbliżył się do okna i rozsunął kotary, wpuszczając do pokoju mętne światło szarawego poranka.

– Ty także odejdź – powiedział do mnie, nie odwracając się.

Nie wierzyłem własnym uszom. Moją pierwszą myślą było przekonanie, że w czymś zawiniłem.

– Panie… – wybełkotałem niewyraźnie.

Odwrócił się wreszcie i wtedy dostrzegłem, jak bardzo postarzał w ciągu minionej nocy.

– Nie zrozumiałeś – powiedział, uśmiechając się blado. – Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie. Jestem obecnie najgorszym z możliwych panów i wątpię, czy jeszcze trafi mi się jakiś służący… Pamiętasz to: „po stokroć biada posiadającym magiczny dar”? To się wkrótce stanie…

Przerwał w pół zdania. Bardzo nie lubił objawiać żadnych słabości. Mój drogi pan. Pomilczał chwilę, potem podjął ochryple:

– Nie jestem już w stanie ochronić ciebie. Uciekaj, nie masz tu już nic do roboty. Może uda ci się ocaleć.

Chciałem powiedzieć, że nigdy go nie opuszczę, pozostanę wierny aż po grób i gotów jestem podzielić z nim jego los. Otworzyłem usta, aby to uczynić, lecz kolana zaczęły mi drżeć zdradziecko, a w duszy ujrzałem Trzecią Siłę, zaglądającą do wnętrza domu: jedno straszliwe oko do pracowni, drugie do sypialni… Wielkie nieba!

– Pospiesz się – powiedział mag. – Czas nagli. Idź do wioski.

Wydało mi się, że stopy wrosły w podłogę. Stałem, jak wryty, łapiąc powietrze szeroko otwartymi ustami.

– Idź!

Głos maga był coraz bardziej rozkazujący. Patrzyłem nań, nie mogąc się ruszyć z miejsca.

Wyciągnął rękę przed siebie, wnętrzem dłoni do góry, jakby chciał zdmuchnąć z niej jakiś pyłek, drugą położył na niej i wykonał gest, jakby mnie nimi odpychał…

Ocknąłem się, stojąc u podnóża pagórka. Dom Larta miałem za plecami, przed sobą lasek, a za laskiem wioskę, gdzie unoszą się wiotkie dymy z kominów, gdzie w przydrożnej karczmie gospodarzy znajomy oberżysta i gdzie nikt nigdy nie słyszał o Trzeciej Sile.

Miałem w dzieciństwie dwie pary rękawiczek z jednym palcem. Jezdną z nich prędko podarowałem siostrze, ponieważ nie cierpiałem zastanawiać się każdego dnia, którą mam dziś założyć. Wybór jest zawsze najgorszą rzeczą.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Odźwierny»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Odźwierny» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Marina Diaczenko - Zoo
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Tron
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Rytuał
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Ostatni Don Kichot
Marina Diaczenko
Marina Dyachenko - The Scar
Marina Dyachenko
Marina Diaczenko - Miedziany Król
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Następca
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Awanturnik
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Szrama
Marina Diaczenko
Marina Diaczenko - Dzika energia
Marina Diaczenko
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Отзывы о книге «Odźwierny»

Обсуждение, отзывы о книге «Odźwierny» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x