Daniel stał przez chwilę bez słowa, zanim zdołał się opanować na tyle, by podejść i przywitać się.
Była tak, jak mówiono: O nic nie musiał pytać. Po prostu wiedział, że spotkał Shirę.
Pomylił się natomiast, jeśli chudzi o złe przeczucia.
Shira nie była obciążona dziedzictwem.
Shira należała do wybranych!
Wczesnym rankiem Irovar i Shira płynęli swoją maleńką rybacką łódką w stronę lądu. Morze Karskie było gładkie i lśniące niczym lustro, tylko daleko przy brzegu toczyły się powolne, jakby zdławione fale. Za każdym razem, gdy wiosła zanurzały się w wodzie, na powierzchni pojawiał się przypominający węża refleks. Poza tym panował zupełny spokój.
– Wcześnie wczoraj wieczorem zasnął nasz gość – powiedziała Shira z lekkim uśmiechem. – A ma nam tyle do opowiedzenia.
– Tak to jest, kiedy organizm przez długi czas pozostaje w napięciu – odparł Irovar. – Lubisz go?
We wzroku Shiry pojawił się wyraz wahania.
– Lubię. Czy on jest podobny do mojego ojca?
– Nie całkiem. Twój ojciec miał włosy jak złoto. I był chyba bardziej pogodny, miał łatwiejszy charakter. Ale poza tym od razu widać, że pochodzą z jednego rodu.
– On wygląda na godnego zaufania. I sympatycznego.
– Tak. Ja też tak sądzę.
Shira znowu jakby się zawahała. Swoimi pięknymi rękami zaczęła zbierać rybackie przybory i po chwili obie dłonie miała brudne i czerwone od krwi.
– My jesteśmy w jakiś sposób do siebie podobni.
Jesteśmy chronieni…
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Nie wiem. Wydaje mi się, że ten człowiek ma coś, co go chroni. Tak jak mnie. Chociaż nie wiem, co to jest. Dziadku, dlaczego ja nie jestem taka jak inni? Tak bym chciała.
Irovar, który dotychczas słuchał jej jednym uchem ocknął się na te słowa.
– Co za głupstwa – powiedział, ale głos mu drżał. – Przecież jesteś taka jak inni!
– Nie, to oczywiste, że nie jestem. Moje przyjaciółki powychodziły za mąż, a ja wciąż jestem sama. Ja wiem, że chłopak i dziewczyna mogą się nawzajem lubić dużo bardziej, niż ja lubię moich przyjaciół. Ale ja nigdy nie odczuwam nic szczególnego, a zresztą mnie też nikt tak specjalnie nie lubi.
– Jesteś jeszcze młoda – mruknął Irovar, starając się, by jego słowa brzmiały przekonująco. – Przyjdzie i twój czas, możesz być pewna.
Miał nadzieję, że wnuczka nie zauważy, jak bardzo zdławiony jest jego głos. Dopływali do brzegu i Irovar starał się udawać, że jego zdenerwowanie wynika z lęku o to, czy uda im się bezpiecznie wylądować. Shira wyskoczyła na brzeg.
– Nie wierzę, że mój czas nadejdzie – powiedziała ze zwątpieniem. Zebrała narzędzia, on wziął ryby i poszli. Shira stąpała obok dziadka tak lekko, takim wdzięcznym, prawie tanecznym krokiem, że zdawało się, że nogami ledwo dotyka ziemi. – Zawsze w jakiś sposób byłam na zewnątrz. Inne dzieci często się mnie bały, kiedy jeszcze byliśmy mali. One… one mówiły, że jestem nieludzka, dziadku. Tylko dlatego, że ja nigdy nie robiłam sobie krzywdy w czasie zabawy. Szalałam czasami, ryzykowałam dużo więcej niż inni, by im pokazać, że ja też mogę się zranić.
– Prawdę mówiąc udawało ci się to – wymamrotał Irovar. – Nikt nie miał tak stale poobijanych kolan i łokci jak ty!
– Tak, tylko że to nigdy nie było nic poważnego. Twarz Shiry jaśniała. – Ale oni się mylili. Ja mogę zostać poważnie zraniona. Tak jak wtedy, gdy skakałam ze skały po to tylko, by dzieci uznały, że jestem jedną z nich. Kiedy szybowałam w powietrzu, widziałam ogromny cień, który stał na dole i czekał na mnie. A gdy zeskoczyłam, zniknął.
Twarz Irovara pobladła.
– Czyś ty oszalała? Czy ty nie rozumiesz, że to Shama? Pochodzisz przecież z rodu Taran-gai i to był on, twoje bóstwo śmierci, przecież o tym wiesz!
– Oczywiście – odparła spokojnie, bowiem jak wszyscy Taran-gaiczycy uważała myśl o mistycznych istotach, z którymi jej ród jest związany, za całkiem naturalną. – Ale to właśnie świadczy, że mnie nie może się stać nic złego. Innym może, ale mnie nie. Zresztą widziałam go potem jeszcze raz.
Irovar chwycił ją za ramiona i potrząsnął.
– Kiedy? Kiedy, Shiro?
– Tego dnia kiedy wypadłam za burtę i o mało nie utonęłam. Wtedy pojawił się ogromny, szary cień i płynął ponad wodą. Wyglądał jak jakiś bardzo wielki człowiek. Potem zniknął.
Dziadek zamknął oczy. Shira ze zdumieniem patrzyła na jego zaciśnięte, drżące usta.
– W takim razie oni mówili prawdę – szeptał. – Oni mówili prawdę! A ja tyle razy wmawiałem sobie, że to tylko sen.
– Kto mówił prawdę? – zapytała Shira.
Inni rybacy wracający z morza przystanęli i patrzyli na nich z daleka, zaskoczeni. Wokół na trawach nocny szron topniał w porannym słońcu i osada zaczynała się budzić, Z jurty Irovara wyszedł zaspany Daniel, zdumiony, gdzie też się podziali jego gospodarze. Teraz ruszył im na spotkanie. Irovar ukłonił mu się, a potem odpowiedział na pytanie Shiry, a ściślej biorąc, odpowiadał sam sobie:
– Oni mówili, że Shama cię pilnuje. A ty rzucałaś mu wyzwania! Na przykład skacząc ze skały!
– Jacy „oni”, dziadku? Dlaczego wyglądasz tak dziwnie? Ocknij się! Kim ja właściwie jestem?
Irovar próbował się opanować.
– Kim ty jesteś? Jesteś moją wnuczką, córką mojej córki. Twój ojciec był przybyszem. Twoja matka nie była może najmilszą osobą na świecie, ale umarła przy twoim urodzeniu i pokój niech będzie jej pamięci! To wszystko.
– Nie, to nie wszystko! Niekiedy ogarnia mnie taki potworny strach, którego nie umiem sobie wytłumaczyć. Ty wiesz coś jeszcze, dziadku!
On westchnął i ruszył w stronę domostwa. Daniel, który wziął od nich część narzędzi, szedł obok i przysłuchiwał się dyskretnie.
Irovar był człowiekiem bardzo prostym i chociaż posiadał ogromną wiedzę o człowieku i życiową mądrość, to jego słowa były niewyszukane, ale i tak Daniel nie wszystko rozumiał. Musiał sobie w myślach formułować na nowo to, co mówił Irovar, układać w zrozumiałe zdania w swoim nieco akademickim stylu, jaki przejął od Dana w Uppsali. To, co zostanie przekazane w tej opowieści, wyrażone zostanie słowami Daniela. Nie udałoby się spisać dokładnie wszystkiego, co mówili tamtego ranka; z jednej strony bowiem były to jedynie fragmenty zdań, z drugiej zaś dosłowny zapis z tamtego języka, tak bardzo różnego od naszego, byłby niezrozumiały. Język juracki pełen jest omówień. Często odwołuje się do zjawisk natury, by na przykład wyrazić pojęcia abstrakcyjne; jest osobliwą mieszaniną bogactwa obrazów i krótkich, oszczędnych fraz. Daniel, który taki był dumny, że opanował ów język, musiał bardzo szybko zrewidować swoje poglądy. Sam Vendel także pewnie nie zdążył się nauczyć zbyt wiele, zwłaszcza że z Irovarem rozmawiał przeważnie po rosyjsku.
Wkrótce jednak Daniel zauważył, że Irovar i jego wnuczka są najbardziej wykształconymi i kulturalnymi ludźmi w osadzie. Ona uczyła się, oczywiście, od dziadka, który był mądrym i dość przebiegłym staruszkiem.
Podczas krótkiej rozmowy poprzedniego wieczora Daniel nabrał dla niego respektu i kiedy teraz, obładowani, szli od brzegu ku osadzie, stwierdził, że on sam także czeka na jego odpowiedź. Rzucał ukradkowe spojrzenia na Shirę, która sprawiała wrażenie jeszcze bardziej eterycznej niż wczoraj i nie doznawał już tego uczucia wzajemnego porozumienia, jakie wczoraj panowało pomiędzy nim a starym.
Читать дальше