– Ależ zrozum, kryje się za tym coś jeszcze – utrzymywała Agnes. – Masz coś w oczach, w całej swojej postawie. Nowy człowiek, zapewniam cię!
Sprawia to miłość do Rikarda, pomyślała Vinnie. I jego uczucie dla mnie. Jakże dodaje to sił, całkiem nieprawdopodobnych. A zarazem człowiek staje się taki wrażliwy, niewiele trzeba, by wprawić mnie w rozpacz.
Jakiż jednak sens ma przejmowanie się czymś z góry? Co prawda rozkoszowanie się teraźniejszością jest sztuką, którą bardzo niewielu ludziom udało się opanować. Większość albo boi się przyszłości, albo rozpamiętuje przeszłość.
Jakie to niemądre! Przecież żyjemy właśnie teraz, teraz oddychamy i możemy myśleć o wszystkich dobrych rzeczach, jakie nas spotykają. Ale zapewne nie każdemu jest tak łatwo…
Agnes przerwała tok jej myśli:
– Nic więcej nie słyszałaś o swoich rzeczach? Że też ludzie potrafią być do tego stopnia nikczemni, by tak kraść!
– Nie, nic nie słyszeliśmy. Rikard ma, zdaje się, pewien plan…
Owszem, Rikard w istocie miał plan. Następnego dnia znów zabrał Vinnie do Oslo.
Jak szybko człowiekowi nudzi się podróż, pomyślała Vinnie. Wcześniej nigdzie nie wyjeżdżałam. Teraz jadę tą samą drogą trzeci raz w dość krótkim czasie i uważam, że podróż jest śmiertelnie długa. Tyle przystanków, tyle małych stacyjek! I ten brud, który wdziera się do środka przez szczeliny w oknach…
Z Rikardem czuła się bezpieczna. Z nim mogła rozmawiać nie ważąc każdego wypowiadanego słowa oprócz chwil, kiedy on wpadał w bardziej romantyczny ton. Wtedy znów zamykała się w swojej skorupie.
Dlatego Rikard bardzo się starał, by jej nie onieśmielać, podtrzymywał koleżeński ton rozmów. Także i w czasie tej podróży, a Vinnie była mu za to ogromnie wdzięczna.
Kiedy wysiedli na dworcu w Oslo, zapytała:
– Co będziemy tu robić, jeszcze mi tego nie powiedziałeś?
– W Halden nie ma lombardu, trudno też sprzedać cokolwiek tak, by nikt się o tym nie dowiedział. Jak zrozumiałem, w Bakkegarden znajdowało się wiele cennych przedmiotów?
– Tak, babcia odziedziczyła sporo antyków.
– No właśnie. Odwiedzimy lombardy, przedsiębiorstwa aukcyjne i antykwariaty tu w Oslo. Czy Hans-Magnus ma dostęp do ciężarówki?
– Często przyjeżdżał wojskową ciężarówką – powiedziała Vinnie po namyśle. – Sam prowadził.
Dawno już zrezygnowała z pokoju w Sarpsborg, do którego wynajęcia zmusiła ją ciotka Kamma. Nieliczne wyekspediowane tam sprzęty również wróciły na Bakkegarden. Rodzina, u której miała zamieszkać, czuła się urażona, Karen Margrethe Dahlen zapewniła im wszak bezpłatną pomoc domową, na której w dodatku można by się do woli wyżywać. Teraz znów musieli szukać sublokatora i okazało się to niełatwe. Żądali od Vinnie zapłaty za dwa miesiące, a ona w poczuciu winy już gotowa była im zapłacić, lecz towarzyszący jej Rikard powstrzymał ją w porę. Kiedy gospodarze dowiedzieli się, że jest z policji, natychmiast zrezygnowali z roszczeń.
Vinnie i Rikard rozpoczęli żmudną wędrówkę po lombardach i podejrzanych lokalach aukcyjnych, bez rezultatu.
– Sądzę, że Hans-Magnus nie mierzy tak nisko – stwierdziła Vinnie. – Zawsze miał zajęcie.
– Spróbujmy więc popytać w antykwariatach. Tu niedaleko jest bardzo elegancki sklep.
Cud nad cuda, poszczęściło się im już w pierwszym miejscu! Ledwie Vinnie zdążyła przestąpić próg sklepu, a już zawołała:
– Och, to przecież barokowa szafka babci!
I tak się to zakończyło. Wszystkie meble i bibeloty, wszystko, co zginęło, znajdowało się tutaj. Wstrząśnięty właściciel tłumaczył się, że zapewniono go, iż są to rzeczy po zmarłej osobie, i że działał absolutnie w dobrej wierze. Taki przystojny oficer…
Rikard zapewnił, że Hans-Magnus zwróci co do grosza całą sumę, którą właściciel zapłacił za „rzeczy po zmarłej” a potem skontaktowali się z firmą przewozową, której zlecili przetransportowanie wszystkiego z powrotem do Halden.
– Uff – odetchnęła Vinnie, kiedy wracali już na dworzec. – Dostał za to niezłą sumkę.
– To prawda. Miejmy nadzieję, że nie zdążył jeszcze roztrwonić wszystkich pieniędzy.
– Ale podpisał się swoim własnym nazwiskiem, nie może się więc chyba wyprzeć?
– Z pewnością. Nareszcie go mamy. To dla mnie prawdziwa przyjemność, Vinnie. Kiedy z nim rozmawiałem, zachowywał się nieprawdopodobnie arogancko i buńczucznie.
Szli główną ulicą Oslo, Karl Johan, przed sobą widzieli już sylwetkę dworca.
– Vinnie – powiedział Rikard powoli. – Czy miałaś czas, by zastanowić się nad nami? Czy mamy pozwolić, by urodziło się dziwne, może kalekie dziecko?
– I zapewnić mu cała naszą miłość? – wpadła mu w słowo. – Chronić przed światem, ale bez przesady, i kochać tyle, ile w nas sił?
– Właśnie, choć nie wiemy, czy naprawdę będzie tak straszliwie zniekształcone.
Vinnie nie miała złudzeń.
– Nataniel przepowiedział, że wyleję wiele łez.
– Tak, a Nataniela należy słuchać. Ale zapewnił też, że czeka cię wiele radości. Będziesz miała dość odwagi?
– Zdecydowałam się już dawno temu. Ale czy ty zawsze musisz mi się oświadczać w miejscach publicznych?
– Może ja też się wstydzę – uśmiechnął się Rikard. – Ale jeśli chcesz, powetujemy to sobie dziś wieczorem w Bakkegarden.
Zaśmiała się zawstydzona, ale szczęśliwa.
– Na które pytanie mam ci odpowiedzieć? Na to, czy mam dość odwagi, by przeżyć z tobą całe życie, czy też że dziś wieczorem w Bakkegarden powetujemy sobie wszystko?
– I na to, i na to. Ale przede wszystkim to pierwsze.
Vinnie pochyliła głowę, by ukryć ogarniającą ją radość.
– Chyba zaryzykuję i na oba pytania odpowiem twierdząco. Czy to wystarczy?
Rikard nie dbał o przechodniów, pędzących do jakiegoś nieważnego celu. Przyciągnął Vinnie do siebie, uniósł delikatnie jej brodę i pocałował.
A Vinnie po prostu zapomniała, że na świecie są jeszcze inni ludzie, choć niektórzy może się uśmiechnęli, a inni poczuli urażeni.
Ci ludzie jednak niczego przecież nie wiedzieli.
Rikard Brink z Ludzi Lodu i Lavinia Dahlen pobrali się w haldeńskim kościele późną wiosną 1937 roku. Dziecko było już w drodze, choć nikt o tym jeszcze nie wiedział.
Na uroczystość przybyli wszyscy z Ludzi Lodu i wszyscy nalegali, by wolno im było wygłosić mowę podczas weselnego obiadu w Bakkegarden. Vinnie nie miała krewnych, a Hans-Magnus, z którym wcale nie łączyły jej więzy krwi, siedział w więzieniu za rozmaite nadużycia.
Była z nimi natomiast Agnes i wielu nowych przyjaciół Vinnie ze szpitala, koledzy z pracy, z którymi zaprzyjaźniła się podczas strasznej epidemii, Ingrid Karlsen i Kalle, Gun i Wenche Sommer. Mała Wenche w mgnieniu oka zadurzyła się w Jonathanie Voldenie z Ludzi Lodu, ale ponieważ miała dopiero dziewięć lat, trzynastoletni Jonathan prawie jej nie dostrzegał, a w każdym razie traktował jak osobnika płci nijakiej. Blancheflor upodobał sobie miejsce pod krzesłem chłopca i żebrał o co lepsze kąski. Z powodzeniem!
Agnes ubrała się w swą najlepszą suknię, nieciekawą szatę z błyszczącego szarego jedwabiu, którą udało jej się ożywić przypinając do niej bukiecik sztucznych fiołków. Nieoczekiwanie dało to miły dla oka efekt. Na policzkach wykwitły jej rumieńce – pomyśleć tylko, została zaproszona na wesele do Bakkegarden, szkoda, że Olava tego nie widzi! Udało jej się natomiast przekazać tę nowinę swoim niesympatycznym sąsiadom, którym okropnie zrzedły miny. Oto chwila triumfu po wszystkich latach złośliwości z ich strony.
Читать дальше