Ale przyjemnie byłoby wypić szklaneczkę…
Dlaczego by nie…?
Otworzyła drzwi do piwnicy. Ostrożnie stanęła na szczycie stromych schodów.
Wciągnęła nosem przesycone zapachem pleśni i wilgoci powietrze. Światło…? Kontakt umieszczony był tak niewygodnie, musiała zejść parę stopni i obrócić się…
Olava miewała kłopoty z ciśnieniem. Ogarnęła ją słabość, zakręciło jej się w głowie, z krzykiem zaczęła szukać czegoś, o co mogłaby się oprzeć.
Z wielkim łomotem stoczyła się po schodach.
W domu zapanowała przerażająca cisza.
Rikard Brink pożyczył łódź od kapitana portu i wyprawił się na „Fanny”.
Kapitan, bergeńczyk, długo przyglądał się fotografii nieznajomego mężczyzny.
Nie. Zdecydowanie nie. Twarz była całkiem obca.
Wyprawa na „Fanny” nie wniosła więc nic nowego, a Rikard tak święcie wierzył w ten ślad.
Teraz pozostawał jedynie ów I.K. z Sarpsborg.
Oczywiście mógł porozmawiać z tamtejszą policją i poprosić o sprawdzenie, kim jest I.K., uznał jednak, że im mniej osób będzie zamieszanych w tę sprawę, tym lepiej. Z poczucia obowiązku wybrał się jeszcze na dwa pozostałe statki cumujące przy Brattoya, gdzie otrzymał przeczącą odpowiedź, a potem wrócił do Halden.
Z westchnieniem wsiadł do samochodu i wyruszył w trzydziestokilometrową drogę do Sarpsborg. Wiedział, że czas ucieka, ale co mógł na to poradzić? Musiał tam jechać.
Jadąc miał wrażenie, że cały pokryty jest czymś ohydnym, jakby warstwą bakterii. Oczywiście wykąpał się, gdy tylko wrócił z przystani po raz pierwszy, ale uczucie skażenia pozostało. Jakby bakcyle usadowiły się na ubraniu, na skórze, na języku… Było to uczucie bardzo nieprzyjemne, choć jego reakcję można określić jako dość naturalną.
Musi zadzwonić do Lipowej Alei, dać znać, że nie może przyjechać do domu na niedzielę, jak wcześniej miał zamiar. Chętnie skorzystałby z pomocy wybranych z Ludzi Lodu, ale była to dla niego sprawa honoru. Jako policjant musiał wszystko wyjaśnić sam, inaczej oznaczałoby to, że nie jest wiele wart.
Trudno stwierdzić, gdzie powstał przeciek, ale na długo przed nadaniem wiadomości i ukazaniem się gazet wieść o zarazie, która nawiedziła miasteczko, obiegła Halden. Wylęknieni pacjenci nie dawali spokoju lekarzom. „Nie, pani Blom, to na pewno zwyczajny pryszcz”. „Nie, on nie pracował w fabryce, panie Svendsen”. „Ależ oczywiście pani Andersen, oczywiście może pani pić mleko”. „Pani sąsiad wydawał się ostatnimi czasy jakiś dziwny? Nie, to z pewnością nie ospa. Nie, powtarzam, to nie ospa, kiedy ktoś mówi do siebie!”
Rozhisteryzowana dama zatelefonowała z Oslo pytając, czy jej dzieciom zagraża niebezpieczeństwo. Dzieci sąsiadów w poprzednim tygodniu były z wizytą w Halden. Czyżby plotka dotarła już do Oslo? zdumiał się komendant policji, do którego zwróciła się owa pani. Nie, ale jej szwagierka mieszkająca w Halden natychmiast ją powiadomiła. „Uważam, że powinna się pani bardziej niepokoić o szwagierkę” – odparł komendant i rzucił słuchawką.
Większość ludzi jednak przyjmowała nowinę spokojnie. Zaszczepiona Norwegia uważało się za bezpieczną twierdzę.
Poza tym niewielu jeszcze wiedziało o zagrożeniu.
Rikard Brink zadzwonił do drzwi Karlsenów, ale z głębi mieszkania nie dochodził odgłos żadnych kroków. Oby tylko nie okazało się, że I. K. prowadzi jakąś działalność usługową, bo źle to wróżyło jego lub jej klientom. Ale przecież osoba o inicjałach I.K. nie musiała wcale mieć kontaktu ze zmarłym. Rikard pragnął jedynie informacji, nic więcej.
Z okna na piętrze w sąsiednim domu wychyliła się kobieta o wydatnym biuście.
– Musi pan dłużej dzwonić. Ingrid po nocnych eskapadach mocno śpi.
W jej głosie brzmiał źle skrywany triumf.
Ingrid! Ingrid Karlsen, to było to! Rikard długo naciskał dzwonek.
Wreszcie drzwi się otworzyły i młody policjant ujrzał przed sobą parę zaspanych, zapuchniętych oczu. Dama w oknie wychyliła się jeszcze mocniej.
– Policja – mruknął Rikard. – Czy mogę wejść?
Przerażona Ingrid wpuściła go do środka. Pobiegła w głąb mieszkania, by ubrać się przyzwoiciej, i zaraz znów się pojawiła, jeszcze poprawiając coś przy sukni.
– Nie pytam z ciekawości, ale czy wychodziła pani wczoraj wieczorem?
– Nie, wczoraj nie, przedwczoraj, ale to teraz się mści. Spałam chyba aż dwanaście godzin!
Rikard, słysząc taką odpowiedź, odczuł pewną ulgę. Pokazał Ingrid karteczkę z numerem telefonu i wyjaśnił, że musi się dowiedzieć, kim jest mężczyzna, przy którym ją znaleziono, i czy miała z nim osobisty kontakt.
– Och, podaję numer telefonu wielu osobom. Czy to było dawno?
Wtedy Rikard wyciągnął fotografię zmarłego. Dziewczyna obracała ją na wszystkie strony.
– To jakieś dziwne zdjęcie…
– Zostało zrobione po jego śmierci – krótko odparł Rikard. – Ale mam jeszcze jedno, z profilu.
– Och! – jęknęła dziewczyna.
– Poznaje go pani?
– Oczywiście, ale czy on naprawdę nie żyje? Widziałam go przecież wczoraj po południu, a raczej nawet wczesnym wieczorem.
Ingrid Karlsen wydawała się miłą, dobrą dziewczyną. I Rikard z poczuciem ulgi przyjął wiadomość, że spotkała obcego przybysza nie dalej jak poprzedniego wieczoru. Im krócej przebywał w Norwegii, tym lepiej!
– Proszę mi powiedzieć – poprosił – jak on się nazywał.
– Nie wiem, jakie nosił nazwisko, ale w każdym razie pytał o rodzinę Matteusów, którzy dawno temu mieszkali w sąsiednim domu. Pewnie był ich bliskim krewnym, ale mało mówił o sobie. Przypuszczam, że był marynarzem.
– Gdzie go pani spotkała?
– Zadzwonił do drzwi. Podałam mu wszystkie informacje, które miałam, a on nagle zorientował się, że zostawił portfel ze wszystkimi dokumentami na statku, którym przypłynął.
Oto i odpowiedź na pytanie, dlaczego nie miał przy sobie żadnych papierów, pomyślał Rikard.
– Statek przybił do portu w Halden, załatwiłam więc, że Kalle go tam podwiezie.
– Kto to jest Kalle?
– Znajomy szofer, jeździ ciężarówką. Bardzo miły.
Rikard zadał wszystkie niezbędne pytania: jak bliski kontakt miała z obcym, kogo spotkała później, aż wreszcie musiał jej wyznać prawdę. Ingrid na moment jakby skurczyła się w sobie, ale wiadomość przyjęła spokojnie. Jedyną osobą, z którą zetknęła się po spotkaniu z obcym, był Kalle, kontakt mieli zresztą zaledwie przez chwilę, kiedy przedstawiała sobie obu mężczyzn.
– Ależ urządziłam Kallego! – zatroskała się bardzo po ludzku. Wzbudziła tym sympatię Rikarda.
– Przykro mi, ale musi pani pojechać do szpitala w Halden na oddział izolacyjny.
Ponieważ Ingrid w tym czasie nie korzystała z telefonu, posłużył się nim do przywołania ambulansu, który zabrałby dziewczynę, i służb sanitarnych, by zdezynfekowały jej mieszkanie. Oniemiała Ingrid przysłuchiwała się tylko jego rozmowom.
– Mieliśmy sporo szczęścia, jeśli o panią chodzi – stwierdził Rikard. – Nie rozmawiała pani z ludźmi. Pozostaje Kalle. Jak pani myśli, gdzie go mogę spotkać?
– On mieszka w Halden – odparła cienkim głosem i podała pełne nazwisko i adres kierowcy.
– Czy jest żonaty? – spytał Rikard.
– Nie, wynajmuje pokój z kuchnią. Większość czasu i tak spędza na drogach w samochodzie.
– Czy ma telefon?
– Tak – odpowiedziała, sięgając po słuchawkę. Rikard natychmiast ją powstrzymał.
– Proszę podać mi numer, ja zadzwonię, a pani w tym czasie przygotuje się na dłuższy pobyt w szpitalu.
Читать дальше