– Owszem, ale Norwegia potrafi się bronić! Kraj można przyrównać do mrowiska albo do ula, w którym zmobilizowane zostają wszystkie siły do walki z intruzem, ośmielającym się zniszczyć mur pracowicie zbudowanej ochrony. Poruszone zostaną wszelkie możliwe instancje, i to jak najszybciej. Dużą pociechą mogą okazać się także masowe szczepienia. Czy ty zostałeś zaszczepiony? Niedawno?
– Dwa lata temu.
– To wystarczy.
– A pan, doktorze?
– Ostatnio szczepiłem się jakieś dziesięć-dwanaście lat temu, ale powinienem dać sobie radę. Najlepiej będzie, jeśli dalej ja będę zajmował się tą sprawą, skoro już zacząłem. Nie można co prawda nikogo bezpośrednio zarazić, dopóki nie wystąpi wysypka, ale jakieś cząsteczki z ciała zmarłego mogą się umiejscowić na przykład pod paznokciami, w ubraniu i tym samym przenosić na innych. Przez jakiś czas więc nie wolno mi kontaktować się z rodziną, a moi pacjenci muszą zmienić lekarza. Pokój z nimi, z przyjemnością odpocznę sobie od ich trosk. Wiem, że to mogło zabrzmieć cynicznie, ale nawet lekarzowi zdarzają się okresy przemęczenia.
– Dobrze to rozumiemy.
Z gorączkowego przemówienia doktora Rikard pojął także, że lekarz jest bardzo wzburzony. Nikt lepiej nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.
Doktor Post zwrócił się do przedstawiciela kapitanatu:
– Łódź, rzecz jasna, trzeba zdezynfekować, to samo dotyczy wszystkiego na przystani. Zajmiecie się tym, prawda? Tylko proszę, nie wciągajcie w to zbędnych ludzi! Czy pan był szczepiony?
– Dawno – spokojnie odparł asystent.
– Hm. To niedobrze. I tak lepiej, gdy w ogóle zostało się zaszczepionym w dzieciństwie, ale wartość takiej ochrony jest teraz bardzo wątpliwa. Proszę do tej mało przyjemnej pracy znaleźć kogoś młodszego. Tylko dyskretnie!
Rozdzielili się. Każda minuta była cenna i należało jak najszybciej prześledzić drogę obcego w Norwegii.
Komendant policji wezwał Rikarda do swego biura, ale starał się trzymać od niego w bezpiecznej odległości.
– Rozmawiałem właśnie przez telefon z doktorem Postem. Przeszukał ubranie zmarłego, ale nie znalazł portfela ani żadnych dokumentów.
– Zdumiewające!
– Miejmy nadzieję, że nie został obrabowany, aż szkoda mi złodzieja. To robota dla ciebie, Brink, jako jedyny niedawno się szczepiłeś. Później przybędą posiłki z Oslo, ale liczy się każda minuta.
– Już rozpocząłem dochodzenie. Ale jak to właściwie jest z tą szczepionką? Czy nie możemy czuć się bezpiecznie, jeśli cały kraj został zaszczepiony?
– Niezupełnie. Jasne jest, że w kraju takim jak nasz epidemia ospy nie przybierze naprawdę poważnych rozmiarów, ale zawsze znajdą się tacy, którzy nie zdołają oprzeć się chorobie. Członkowie sekt religijnych, zabraniających szczepień, matki, które bały się sprawić ból swoim dzieciom lub po prostu tego zaniedbały. No i niemowlęta, które jeszcze nie zostały zaszczepione. Zresztą szczepionka nie daje ochrony na całe życie, u niektórych owszem, ale z pewnością nie u wszystkich. Osoby starsze, osłabione mogą poddać się chorobie. Ogólnie uważa się, że człowiek jest całkiem bezpieczny przez trzy lata po szczepieniu, chociaż każda szczepionka zawsze łagodzi przebieg choroby. Dlatego poprosiliśmy o przysłanie odpowiedniego zapasu do Halden w celu przeprowadzenia masowych szczepień. Każdy kto tego zechce, będzie mógł iść do swojego lekarza i się zaszczepić, a wiele osób z pewnością zdecyduje się na to natychmiast.
– Sprawie trzeba więc nadać rozgłos? Czy nie lepiej utrzymać ją w tajemnicy, aby nie wybuchła panika?
Komendant skrzywił się.
– Problem w tym, że nie znamy tożsamości zmarłego i aby to ustalić, potrzebna nam pomoc społeczeństwa. Do wiadomości publicznej podane to zostanie jednak dopiero w popołudniowym dzienniku, jeśli więc do tej pory uda nam się ustalić, kim był zmarły i z kim się stykał, być może wcale nie będziemy musieli tego rozgłaszać. Ty przeprowadzisz dochodzenie, a ja stąd będę pociągał za odpowiednie sznurki.
– Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Rozmawiałem już z Pettersenem, właścicielem łódki. Nie zna nikogo o opisywanym wyglądzie, podejrzewa, że ktoś po prostu pożyczył łódź, ponieważ była nie zabezpieczona. Zabrałem kilka wyretuszowanych fotografii zmarłego i przeszedłem się po Sauoya. Nikt go nie rozpoznał. Pokazywałem też zdjęcia we wszystkich statkach w porcie, bo ten człowiek mógł być marynarzem, ale nikt go nie zna. Przy Brattoya cumują jednak teraz trzy statki i za bardzo prawdopodobne uważam, iż wybierał się na któryś z nich.
– Tak, tak mi się wydaje – przyznał komendant. – Masz tu jedyny ślad, który może cię na coś naprowadzić. W kieszeni zmarłego doktor znalazł karteczkę. Zapisałem dokładnie, co na niej było. Proszę, choć, prawdę mówiąc, to bardzo niewiele.
Wyrwał kartkę z notatnika i podał ją Rikardowi.
– Numer telefonu? – zdziwił się Rikard. – W każdym razie nie w Halden. Ciekawe, czy to nie w Sarpsborg. I inicjały I. K. Sprawdzę to. Jeszcze tylko jedno pytanie: czy to już całkiem pewne, że ten człowiek miał ospę?
– Badania nie są jeszcze zakończone, ale laboratorium szpitalne stwierdziło, że wszystko na to wskazuje. Mają dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności.
– Mnie tyle wystarczy. Nie ma czasu do stracenia.
Rikard przeszedł przez rynek i skierował się do centrali telefonicznej. Poprosił urzędującą pannę o odszukanie nazwiska abonenta zapisanego numeru i oczekując na wynik, zadzwonił do kapitana portu, by dowiedzieć się, jakie statki i dlaczego stoją przy Brattoya. Okazało się, że dwa z nich to frachtowce, które tam właśnie są ładowane.
Trzeci jako jedyny przybył z zagranicy. Nazywał się „Fanny” i przypłynął bezpośrednio z Rotterdamu. Papiery statku nie były całkiem w porządku, dlatego też nikomu z załogi nie zezwolono dotychczas zejść na ląd.
– I dalej proszę im na to nie pozwolić – szybko nakazał Rikard. – I nie posyłać nikogo z pańskich ludzi, dopóki ja sam stamtąd nie wrócę.
Kapitan przyrzekł, że tego nie zrobi. Znał już sprawę i rozumiał powagę sytuacji.
Telefonistka podała Rikardowi kartkę z trzema nazwiskami z trzech różnych miast – Sarpsborg, Fredrikstad i Moss.
Jest! Rikard utkwił wzrok w nazwisku abonenta z Sarpsborg. Karlsen, to może się zgadzać z inicjałami I. K.
Zamówił rozmowę i dość szybko otrzymał połączenie, ale na drugim końcu nikt nie odpowiedział.
Wierzył, że na „Fanny”, statku z Rotterdamu, będzie miał więcej szczęścia. Postanowił wyruszyć tam natychmiast.
Olava ciężko dysząc wspinała się po niedużych schodkach prowadzących do domu. Odstawiła Agnes. Mieszkaniec jednej z wysp w archipelagu Hvaler obiecał dowieźć ją i Doffena na miejsce.
Olava nie chciała widzieć, jak zrozpaczona była Agnes, kiedy wsiadała do wielkiej motorówki.
Wspaniale być samej w domu! I nie myśleć o uciążliwych spacerach z Doffenem. Olava postanowiła spokojnie wypić zasłużoną filiżankę kawy, a potem zadzwonić do ludzi, którzy chcieli kupić zagrodę na wyspie. Powiedz im, że za parę dni mogą przyjechać, a ona wybierze się z nimi. Wiedziała, że zastaną dom porządnie wysprzątany, bez śladu kurzu, na tyle znała Agnes.
Ruszyła do telefonu, ale zatrzymała się w pół drogi. A może by tak pozwolić sobie na szklaneczkę wina agrestowego?
Nie, wino stało w piwnicy, lepiej więc z niego zrezygnować. Olava nigdy nie schodziła do piwnicy, przy jej tuszy było to niezwykle ryzykowne, miała wszak kłopoty z sercem. Zawsze zajmowała się tym Agnes, drobna, ruchliwa i uczynna.
Читать дальше