Opowiedziałam drugi raz tę samą historyjkę, gdy obie prowadziły mnie korytarzem. Otworzyły pierwsze drzwi po prawej i kazały mi się położyć na łóżku.
Pokój wyglądał znajomo. Tylko raz byłam wcześniej w podobnym miejscu, za to Melanie miała mnóstwo takich wspomnień z dzieciństwa. Krótki szereg podwójnych szafek; umywalka, nad którą Uzdrowicielka właśnie myła ręce; jasne, czyste ściany…
– Zacznijmy od początku – rzekła wesoło Ognisty Ścieg. Otworzyła jedną z szafek. Patrzyłam uważnie, co robi, gdyż wiedziałam, że to ważne. Szafka była wypełniona rzędami białych, okrągłych pojemników, ułożonych jeden na drugim. Sięgnęła machinalnie po któryś z nich – wiedziała, czego szuka. Widniała na nim etykietka, ale nie mogłam dojrzeć napisu. – Trochę bez bólu ci się przyda, prawda?
Spojrzałam na etykietkę jeszcze raz, gdy odkręcała wieczko. Jedno słowo. „Bezból”? Chyba tak.
– Otwórz usta. Szklane Wieże.
Robiłam, co kazała. Wzięła w palce mały kwadratowy płatek – przypominał bibułkę – i położyła mi go na języku. Natychmiast się rozpuścił. Nie miał smaku. Bez wahania przełknęłam ślinę.
– I co, lepiej? – zapytała Uzdrowicielka.
O niebo lepiej. Umysł od razu mi się rozjaśnił, odzyskałam swobodę koncentracji. Ból rozpłynął się bez śladu razem z płatkiem. Zniknął. Zamrugałam z niedowierzaniem.
– O tak.
– Wiem, że czujesz się już dobrze, ale nie ruszaj się jeszcze, proszę. Twoje rany trzeba dopiero wyleczyć.
– Oczywiście.
– Modra, przyniesiesz nam trochę wody? Szklane Wieże na pewno jest spragniona.
– Naturalnie, Uzdrowicielko.
Starsza kobieta wyszła na korytarz.
Uzdrowicielka zwróciła się ponownie ku szafkom, lecz tym razem otworzyła inną. Ta również była pełna białych pojemników.
– Już, już. – Sięgnęła po jedno opakowanie z wierzchu i po inne z góry.
Jednocześnie wymieniała kolejno ich nazwy, jakby chciała mi dopomóc w mojej ważnej misji.
– Czysta Rana… Czyste Serce… Zdrowe Ciało… Zrost… A gdzie jest… Ach, tu jest. Gładka Skóra. Nie chcemy przecież blizny na takiej ślicznej buzi, prawda?
– Yyy… nie.
– Nie martw się. Za chwilę będziesz jak nowa.
– Dziękuję.
– Ależ nie ma za co.
Pochyliła się nade mną z kolejnym białym pojemnikiem. Pod przykrywką znajdował się rozpylacz. Spryskała mi najpierw przedramię, pokrywając ranę bezbarwną, bezwonną mgiełką.
– Uzdrawianie musi sprawiać dużo satysfakcji. – Byłam zadowolona z tonu mojego głosu. Zaciekawionego, ale nie zanadto. – Nie byłam w szpitalu od czasu wszczepienia. Bardzo mnie to interesuje.
– Tak, lubię moją pracę. – Zaczęła spryskiwać mi policzek.
– Co pani teraz robi?
Uśmiechnęła się. Zapewne nie byłam pierwszą duszą zadającą takie pytania.
– Ten preparat służy do czyszczenia. Dzięki niemu w ranie nie zostanie nic obcego. Czysta Rana zabija mikroby, które mogłyby spowodować infekcję.
– Czysta Rana – powtórzyłam.
– A teraz jeszcze Czyste Serce do stosowania wewnętrznego, w razie gdyby coś przedostało się do organizmu. Powdychaj trochę.
Trzymała teraz w ręku inny biały pojemnik, cieńszy, z pompką zamiast rozpylacza. Nacisnęła ją, rozpylając mi nad twarzą mgiełkę. Nabrałam powietrza i poczułam w ustach smak mięty.
– A to Zdrowe Ciało – kontynuowała Ognisty Ścieg, zdejmując nakrętkę z kolejnego opakowania. – Powoduje zrastanie się tkanek.
Wkropiła niewielką ilość przezroczystego płynu do szerokiej rany, po czym złączyła jej brzegi. Czułam jej dotyk, lecz ani cienia bólu.
– Na koniec ją zagoję. – Otworzyła następny pojemnik, tym razem z giętką rurką, i wycisnęła sobie na palec trochę gęstego, bezbarwnego żelu. – To działa jak klej – wyjaśniła. – Zespaja wszystko razem i pozwala działać Zdrowemu Ciału. – Wtarła mi żel w rękę jednym płynnym ruchem. – No, teraz już możesz nią ruszać. Jest zdrowa.
Podniosłam rękę, by się jej przyjrzeć. Pod warstwą lśniącego żelu widać było jedynie delikatną różową kreskę. Wciąż miałam na ręce krew, ale źródło krwawienia zniknęło. Nie mogłam wyjść z podziwu. Tymczasem Uzdrowicielka oczyściła mi skórę jednym pociągnięciem mokrego ręcznika.
– Obróć, proszę, twarz w tę stronę. Hmm, musiałaś mieć niezłego pecha. Niezły bałagan.
– Tak. Upadłam bardzo… nieszczęśliwie.
– Całe szczęście, że udało ci się tu dojechać.
Pokropiła mi twarz Zdrowym Ciałem i rozsmarowała je opuszką palca.
– Ach, uwielbiam patrzeć, jak działa. Już widać różnicę… Teraz jeszcze wokół brzegów. – Uśmiechnęła się do siebie. – Może jeszcze jedna warstwa. Nie chcę, żeby został nawet ślad. – Zajęto jej to kolejną minutę. – No, bardzo ładnie.
– Woda – odezwała się kobieta z recepcji, wchodząc do pokoju.
– Dziękuję ci, Modra.
– Gdyby pani jeszcze czegoś potrzebowała, będę w holu.
– Dzięki.
Modra wyszła. Zastanawiało mnie, czy jest z Planety Kwiatów. Niebieskie kwiaty były tam rzadkością; może zawdzięczała imię właśnie nietypowej barwie.
– Możesz już usiąść. Jak się czujesz?
Podniosłam się.
– Znakomicie. – Mówiłam prawdę. Już dawno nie czułam się tak zdrowo. Gwałtowne przejście z bólu do komfortu jeszcze to wrażenie potęgowało.
– Czyli jest tak, jak być powinno. Dobrze, teraz jeszcze odrobina Gładkiej Skóry.
Odkręciła wieczko ostatniego pojemnika i nasypała sobie na dłoń trochę opalizującego proszku. Wklepała mi go w policzek, a następnie w rękę.
– Zostanie ci na ręce delikatny ślad – powiedziała przepraszająco. – Taki jak na karku. To była głęboka rana… – Wzruszyła ramionami. Potem machinalnym ruchem odgarnęła mi włosy z szyi i przyjrzała się bliźnie. – Dobra robota. Kto był twoim Uzdrowicielem?
– Yyy… W Stronę Słońca – odparłam, ratując się imieniem jednego z moich dawnych studentów. – Na początku byłam w… Eurece, w Montanie. Ale nie odpowiadał mi zimny klimat. Dlatego przeprowadziłam się na południe.
Stek kłamstw. Poczułam nerwowy skurcz w żołądku.
– Ja zaczynałam w Maine – odrzekła, nie zwracając uwagi na mój dziwny ton. Mówiąc, wycierała mi krew z szyi. – Też mi tam było za zimno. Jakie masz Powołanie?
– Yyy… podaję jedzenie. W meksykańskiej restauracji w… Phoenix. Lubię ostre potrawy.
– Ja też. – Ocierała mi teraz policzek, nadal niczego się nie domyślając.
– No, ślicznie. Nie masz się czym martwić. Szklane Wieże. Twoja twarz wygląda świetnie.
– Dziękuję, Uzdrowicielko.
– Ależ drobiazg. Napijesz się wody?
– Tak, poproszę. – Musiałam się hamować. Miałam ochotę opróżnia szklankę jednym haustem, ale nie wyglądałoby to najlepiej. Nie potrafiłam sobie jednak odmówić wypicia całej wody. Była zbyt smaczna.
– Może chcesz więcej?
– Yyy… tak, chętnie. Dziękuję.
– Zaraz wrócę.
Gdy tylko zniknęła za drzwiami, zeskoczyłam z materaca. Zaszeleściło papierowe nakrycie. Zamarłam. Uzdrowicielka nie wpadła jednaj z powrotem. Musiałam działać błyskawicznie. Przyniesienie wody zajęło Modrej parę minut. Może Uzdrowicielki też nie będzie tyle czasu. Może po chłodną, czystą wodę trzeba iść daleko. Może.
Zrzuciłam plecak z ramion i otworzyłam na całą szerokość. Zaczęłam od drugiej szafki. Cały stos opakowań Zdrowego Ciała wylądował w środku z cichym grzechotem.
Co powiem, jeśli mnie przyłapie? Jak wybrnę?
Читать дальше