Wladimir Sawczenko - Retronauci

Здесь есть возможность читать онлайн « Wladimir Sawczenko - Retronauci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Kraków, Год выпуска: 1989, Издательство: Wydawnictwo Literackie, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Retronauci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Retronauci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zebrane opowiadania prezentują rozmaite odmiany literatury sf od „powieści kryminalnej w czterech trupach” do interesującej parafrazy motywu wehikulu czasu. Pisarz rezygnuje niekiedy z zasady prawdopodobieństwa naukowego na rzecz fantazji paradoksalnych hipotez i eksperymentów intelektualnych. Jego utwory dobrze osądzone są w codzienności radzieckiej, wiele tu trafnych obserwacji obyczajowych i humoru.

Retronauci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Retronauci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Co wygląda, co to znaczy: wygląda?! — mówi wysokim głosem Feliks Juriewicz, podążając za nim do namiotu. — Oczywiście po takim uderzeniu wszystkie śmigła poszły w drzazgi, ale to o niczym jeszcze nie świadczy. — Jednak w jego głosie wyczuwa się panikę.

Do namiotu wciska się tyle osób, że robi się duszno: wszystkie twarze pokryte są kropelkami potu.

— Zaraz zobaczymy — kierownik grupy umocowuje zaciskami na stoliku mikroskopu metalograficznego wszystkie trzy odłamki, poziomuje tak, żeby miejsca złamania znajdowały się na jednej linii; włącza podświetlenie.

W jego blasku załamania lśnią drobnymi iskierkami—kryształkami.

Kierownik pochyla się nad okularem, szybko i pewnie posługuje się pokrętłami, ogląda pierwszy odłamek… drugi… trzeci… cofa pod obiektyw drugi… Wszyscy zebrali się za jego plecami, wstrzymali oddechy. Zapadła niezwykła cisza. Zauważam, że środkowy kawałek łopaty cały jest pokryty czymś brązowoszkarłatnym. Zaschnięta krew? To zapewne ten, który wydobyto z kabiny.

Kierownik prostuje się, odwraca do Bekasowa:

— Proszę zobaczyć, Iwanie Władimirowiczu, jakby nacięcia albo zadrapania, i to obok każdej strefy deformacji… — i ustępuje mu miejsca przy mikroskopie.

— Jakie nacięcia, jakie zadrapania? — Feliks Juriewicz omal nie wpada w histerię. — Co za bzdura! Każda łopata gotowego śmigła przed przewiezieniem do magazynu jest zabezpieczana taśmą klejącą — od szpica do nasady! Jakie tam mogą być zadrapania?

— Tak — głuchym basem potwierdza główny inżynier. — A przed zamocowaniem śmigła do samolotu sprawdzamy, czy taśma jest cała. Tak więc nie ma jak…

— No, a co to jest według was, jeśli nie nacięcie? — z wściekłością odwraca się do nich Bekasow. — Przy samej piaście, na początku konsoli… gorzej być nie może! Zobaczcie sami!

— Proszę pozwolić! — kierownik wydziału przywiera do obiektywu, ogląda wszystkie trzy odłamki. Jest to bardzo długa minuta, kiedy tak je ogląda. Wyprostowuje się, odwraca do głównego inżyniera; nie jest to teraz mężczyzna o twarzy jak „krew z mlekiem” — krew gdzieś się podziała, twarz biała, a nawet sinawa: jakby zmalał. — O Boże! To są miejsca, w których odcinano taśmę.

— Jak odcinano? Czym?! — Bekasow postąpił ku niemu.

— Nie wiem… Chyba brzytwą. Jak to… — i głos Feliksa Juriewicza przeszedł w szept. — Nie jest to przecież operacja technologiczna, ale pakowanie, w instrukcji technicznej po prostu jest napisane: „Owinąć do piasty, taśmę odciąć”.

…Nawet ja, człowiek z zewnątrz, poczułem się w tej minucie tak, jakbym dostał w twarz. Jakież więc poniżenie musiał przeżyć Bekasow, jego współpracownicy, ludzie z zakładów. Nikt nawet nie wie, co powiedzieć — niema scena, nie gorsza niż w Rewizorze.

Scena ta kończy się nieco nieoczekiwanym finałem. Lemiech występuje do przodu, lewą ręką bierze kierownika wydziału za klapy jego modnej marynarki, odciąga za stolik z mikroskopem — gdzie jest luźniej — i przytrzymując ciągle lewą ręką bije go prawą z całym rozmachem i z całej siły po twarzy; tamtemu aż głowa lata.

— Za Dimę… Za Mikołaja Aleksiejewicza!.. Za wszystkich… — głos Lemiecha zlewa się ze schrypłym łkaniem, a on dalej bije w milczeniu.

Kiedy patrzę na to, w głowie rodzą się dwie myśli. Pierwsza: dlaczego Bahryj nie reaguje, nie powstrzymuje bicia, lecz stoi i patrzy tak jak wszyscy. Myślę tak nie dlatego, że jest mi żal tego patałacha kierownika, o nie — ale że zachodzi emocjonalne umocnienie tego wariantu rzeczywistości, przybywa mi roboty… Bahryj nie może o tym nie wiedzieć. Druga myśl: skoro tak, to dobrze byłoby utrwalić to na magnetowidzie, żeby odtworzyć na starcie — wspaniały moment kulminacyjny. I… nie podniosła mi się ręka z kamerą. Zapewne z tego samego powodu, z jakiego szef nie otworzył ust, aby przerwać, powstrzymać. Zdarzają się sytuacje, kiedy nie wypada postępować logicznie, racjonalnie. Ta właśnie była taka.

— Wystarczy, Piotrze Denisowiczu, proszę przestać! — ostro rozkazuje Bekasow. — On przecież musi jeszcze stanąć przed sądem. I wy — odwraca się do głównego inżyniera — przecież i wasz podpis widnieje na karcie technicznej opakowania? — już nie zwraca się do głównego inżyniera przez „pan”.

— Jest… — ten zgadza się ponuro.

— Ale przecież nie wiedziałem!.. I kto mógł przewidzieć?!.. — rozpacza kierownik wydziału, którego Lemiech wreszcie puścił; ma bardzo żałosny wygląd. Piloci oblatywacze miewają mocne pięści. — Chcieliśmy jak najlepiej!..

Jestem specjalistą od przeszłości, ale przyszłość tych dwóch na najbliższe sześć — siedem lat również podejmuję się z łatwością przepowiedzieć. I wcale mi ich nie żal.

…Chociaż z wykształcenia jestem elektrykiem, to wielką naukę: „wytrzymałość materiałów” — po której zdaniu można już się żenić — wykładano nam należycie. I nie muszę roztrząsać, co i jak się stało. Powiedziane zostało wystarczająco: „nacięcia” i „zmęczenie metalu”. Oczywiście, że nacięcie na duralu (najtrwalszym i lekkim stopie, z którego wykonuje się śmigła samolotu) brzytwą, która tnie taśmę klejącą, nie jest takie, jak cięcie po skórze — pozostaje delikatne, niemal niedostrzegalne wgłębienie. Lecz różnica jest taka, że na metalu nacięcia się nie goją — wręcz odwrotnie.

Nie ma bardziej starannie projektowanych części samolotu niż skrzydła i śmigła; przeprowadza się obliczenia, modeluje i wypróbowuje od czasów Żukowskiego, a nawet wcześniej. (Obecnie w biurach konstrukcyjnych dobiera się je, wykorzystując po prostu nomogramy; obliczenia przeprowadzają tylko studenci w pracach seminaryjnych). Nocami huczą, zakłócając sen okolicznym mieszkańcom, stanowiska z silnikami albo tunele aerodynamiczne, w których sprawdza się czas pracy i niezawodność śmigieł różnych konstrukcji w najtrudniejszych warunkach; próby te pozwalają również określić najlepsze stopy do ich wykonania. Łopaty śmigieł poleruje się, każdą z nich prześwietla się promieniami gamma, żeby nie uszła uwagi żadna skaza lub rysa.

Gotowe śmigła pakuje się: każde z nich umocowuje się starannie w oddzielnym kontenerze, przed tym zaś jeszcze owija łopaty śmigła taśmą klejącą, żeby nie zniszczyć powierzchni. To ostatnie jest zapewne niezbyt potrzebne — „chcieli jak najlepiej”. O, ta gorliwość z wysuniętym językiem! I pakowaczki cięły te taśmy, owinąwszy je aż do piasty, nożyczkami, żyletką, brzytwą… czasem w powietrzu, czasem na łopacie… niekiedy silniej, niekiedy słabiej, czasem bliżej piasty, to znów dalej — a niekiedy „akurat” w miejscu, gdzie występują największe naprężenia. Nie na każdej łopacie pozostawały niebezpieczne nacięcia, nie na każdym śmigle i nawet nie w każdym samolocie — takich było niewiele, akurat tyle, żeby zdarzała się jedna katastrofa rocznie.

Jednemu z czterech śmigieł tego pasażerskiego BK–22 szczególnie się nie powiodło: widocznie baba pakowaczka (wydaje mi się, że była to właśnie osoba w podeszłym wieku i z niełatwym charakterem) nie miała nastroju, ciachnęła zbyt głęboko trzy łopaty, pozostawiła nacięcia. I potem to śmigło montuje się do samolotu. Zaczyna pracować we wspólnej uprzęży: kręcić się z szaloną prędkością, dźwigać wielotonową maszynę tysiące metrów do góry, ponad obłoki, przenosić o tysiące kilometrów… i tak dzień po dniu. Zgięcia, wibracje, przeciążenia o zmiennych znakach, siły odśrodkowe — zasady dynamiki.

I zdarza się coś, czego nie przewidziano ani w obliczeniach, ani w trakcie prób: metal w okolicy nacięć zaczyna płynąć — tysiące razy wolniej niż gęsta smoła, stopniowo słabnąć, zmieniać strukturę: jest to właśnie zmęczenie metalu. Proces ten zachodzi najszybciej przy pełnym obciążeniu śmigieł, czyli podczas wznoszenia się obciążonego samolotu. A w trakcie dzisiejszego wznoszenia, gdzieś na dwóch tysiącach metrów, proces ten właśnie się zakończył: łopata odłamała się.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Retronauci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Retronauci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Retronauci»

Обсуждение, отзывы о книге «Retronauci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x